Jak zwiększyć blogową produktywność?

Siadasz do kompa z zamiarem napisania tekstu. Wypracowanie, notka na blogu, email do znajomego – nie ważne. Otwierasz edytor i… Twoje myśli wędrują w stronę przeglądarki internetowej. „A kuknę tylko szybko na skrzynkę i naszego kulasa, 5 minut max”, myślisz sobie, „w końcu czekam na ważne maile.” Ani się obejrzysz, a mija pół godziny czytania bzdetnych newsletterów i obczajania nowych fotek.

Wracasz w końcu do Worda lub innego edytora tekstu i zaczynasz pisać. Po trzech zdaniach napada brak weny – może by jej zatem poszukać? W końcu w sieci jest masa informacji… Odpalasz Googla, wpisujesz frazę i… znowu przepadasz na kolejne pół godziny lub nawet więcej.

W końcu, po kilkugodzinnej rotacji edytor-firefox, kończysz swoje dzieło. W międzyczasie jeszcze dwa razy kuknąłeś na pocztę – tak na wszelki wypadek – a że w jednym z maili było zaproszenie na kulasie, to postanowiłeś to od razu odfajkować na swojej liście zadań do zrobienia.

Czy zdarzają się Wam podobne historie? Mi, wstyd się przyznać, bardzo często…

Postanowiłem zatem znaleźć remedium na kompulsywne szatkowanie działań pisarskich oraz auto-sabotowanie własnej produktywności i trafiłem na coś wspaniałego… edytor tekstu WriteRoom z jednoosobowej stajni Hog Bay Software!

WriteRoom to banalny w obsłudze edytor tekstu, który funkcjonuje i wygląda jak systemy komputerowe ze znanego filmu Gry Wojenne. Program w fantastyczny sposób zabiera sprzed oczu wszystkie wizualne rozpraszacze, pozostawiając do dyspozycji na absolutnie czarnym tle jedynie migający, zielony kursor, zamieniając super sprzęt w… maszynę do pisania.

Najlepiej widać to na poniższym zrzucie ekranu:

WriteRoom

WriteRoom

Wygląda nieco ascetycznie, prawda? Ale właśnie o to chodzi. Zauważyłem, że dzięki wyłączeniu wizualnych rozpraszaczy, takich jak strony internetowe, komunikatory czy inne aplikacje i pozostawienie na ekranie jedynie kursora człowiek nagle staje się 300% bardziej produktywny! Odkąd używam WriteRooma, gdy już zasiadam do pisania, nie zajmuję się niczym innym i praca idzie mi o niebo szybciej. Zresztą, nie ma się co dziwić, skoro mogę tylko pisać albo patrzeć się w kursor. Nic więcej.

Naturalnie wszystkie podstawowe sprawy w stylu zaznaczanie, kopiowanie, wklejanie itp. są dostępne. Działa także sprawdzanie polskiej pisowni. Poza tym program ma kilka przydatnych ficzerów, takich jak zliczanie ilości słów, otwarcie kilku dokumentów jednocześnie, korektę gramatyczną czy nawet możliwość odczytania tekstu przez syntezator mowy (angielskojęzyczny niestety).

Natomiast przeszkodą w użytkowaniu programu WriteRoom dla niektórych mogą być dwie sprawy: program działa tylko w systemie OS X i kosztuje aż 25$. Nie zawracał bym Wam jednak gitary, gdybym nie znalazł bezpłatnych odpowiedników ;-)

Użytkownicy systemu spod znaku okna mają do wyboru kilka alternatywnych edytorów robiących dokładnie to samo, choć w nieco mniej lub bardziej elastyczny sposób:

Dla fanów robienia wszystkiego w sieci namiary na dwie aplikacje webowe, pozwalające pisać (prawie) bez rozproszeń:

Reasumując, nie chcę w tym wpisie zachęcać do wydawania aż 25-ciu baksów na poniekąd doskonałą aplikację. Pragnę natomiast podsunąć Wam pomysł na zwiększenie swojej pisarskiej produktywności – bez względu na to, czy piszecie esej, artykuł na bloga czy arcydzieło a’la Kod da Vinci 2.0 – usunięcie wszelakich dystrakcji leczniczo wpływa na proces tworzenia i jeżeli lubisz osiągać swoje cele w krótszym czasie – po prostu wypada z tego korzystać.

Zarządzanie czasem po mojemu, czyli co i komu ukradłem tworząc STD.

Ostatnio w oszczędnej blogosferze zaczęły się pojawiać tematy związane z efektywnym wykorzystaniem czasu. Przed chwilą przeczytałem na blogu Rentiera ciekawy artykuł nt. zarządzania czasem. Co ciekawe, artykuł był reakcją na inny artykuł z blogu Studenta Inwestującego. Reasumując, Student zachęca do stosowania plannera online Backpackit i/lub kombo notatnik+ołówek, natomiast Rentier omawia dwie metody: Andrew Carnegiego i Briana Tracy (a przynajmniej od niego o niej usłyszałem).

Najbliższa mi jest metoda Carnegiego, ale gdybym miał być szczery, to moje podejście do zarządzania czasem jest połączeniem pomysłów kilku speców od optymalizacji wykorzystania czasu: Tima Ferrisa, Davida Allena, Leo Babauty i wspomnianego Carnegiego.

Zatem po kolei…

Od Davida Allena, a konkretniej z jego Getting Things Done, przywłaszczyłem sobie zasadę: jeżeli wykonanie czegoś zajmie Ci mniej niż dwie minuty, zrób to teraz. I robię to dokładnie w chwili tworzenia listy, więc od razu pozbywam się niezwykle mało istotnych zadań, które jednak muszę wykonać.

Leo Babaucie podkradłem prostotę wykonania i obsługi listy. Konkretnie, zapisuję ją bez kolejności w moim Moleskinie, od myślników. Duże projekty zapisuję jako jeden myślnik, a rozpisuję na mniejsze działania w innym miejscu notesu. Ważny jest tu proces fizycznego zapisania listy na papierze, dzięki czemu poszczególne rzeczy do zrobienia nabierają materialnej postaci – wielu motywatorów, choćby Brian Tracy czy David Bach, uważają, że zapisane na papierze zadania są o wiele częściej realizowane do końca, niż te, które zostają w naszej głowie.

Andrew Carnegie pomógł mi, uświadamiając prostą rzecz: nawet jeżeli dziennie zrobię tylko jedną, zaplanowaną, istotną rzecz z mojej listy, to w ciągu roku i tak zrobię o wiele więcej, niż przeciętny człowiek i jednocześnie o wiele bardziej przybliżę się do swojego sukcesu. Wprawdzie zawsze staram się robić więcej, ale do utrzymania poziomu motywacji wystarczy mi jedynie wykonanie jednego zadania dziennie. Jeżeli w ciągu dnia nie skończę, to na drugi kontynuuję ten projekt. Nie jestem fanem robienia pięciu rzeczy w tym samym czasie.

Na koniec, Tim Ferriss natchnął mnie do przepisywania rzeczy do zrobienia w osobną część notesu i podzielenia ich na projekty do zrealizowania (lub ważne składowe tych projektów) i zadania mniej ważne. Projekt zbliża mnie do finansowej niezależności, natomiast zadania mniej ważne to sprawy, które powinienem wykonać tego dnia, np. zapłacić rachunki czy zrobić pranie. Staram się ograniczać do wykonania jednego, dwóch zadań z bieżącego projektu i najważniejszych zadań pobocznych.

Reasumując, mój złodziejsko-autorski system tworzenia i wykorzystania listy wygląda tak:

  1. Wypisuję ręcznie wszystkie rzeczy do zrobienia w notesie. Jeżeli coś mi zajmie mniej, niż 2 minuty, robię to w chwili tworzenia listy i nawet ich nie zapisuję. Duże projekty, złożone z kilku czynności składowych, również zapisuję przy jednym myślniku, a po utworzeniu listy rozpisuję na czynności składowe w innym miejscu. Nie zapisuję – pardon – pierdół w stylu: wypić kawę, obejrzeć Prison Breaka, pograć w Fallouta 3. Jeżeli jakieś zdarzenie ma deadline, np. miesięczne rozliczenie z fiskusem, to dopisuję do niego datę.
  2. Gdy lista jest gotowa, czytam ją i wybieram najważniejszy projekt, który chcę zrealizować. Kieruję się odpowiedzią na pytanie: „które z zadań wykonałbym jako jedyne, gdybym musiał jeszcze dziś wyjechać na miesiąc?” oraz staram się, aby wskazane działanie miało możliwie jak największy potencjał do generowania zysku. Oznaczam je zamalowując myślnik na kropkę.
  3. Przy okazji staram się podobnie oznaczyć działania z kończącym się deadline’em i te mniejszej wagi. O ile jest taka możliwość, wybieram maksymalnie 3-5 istotnych zadań pobocznych.
  4. Przeskakuję do sublisty z najważniejszego projektu i wybieram 1-2 rzeczy, które muszę wykonać, aby posunąć jego realizację do przodu. Również oznaczam je zamieniając myślnik na kropkę.
  5. Wypisuję wszystko na osobną kartkę lub w osobne miejsce w notesie. Oznaczam kartkę/notatkę datą (zazwyczaj dnia następnego, bo planuję naprzód), żebym wiedział co mam zrobić i nie musiał grzebać w liście. Czasem nawet przeskakuję ten krok, ponieważ przeglądając listę błyskawicznie – po kropkach – orientuję się co mam zrobić. Niemniej jednak doceniam działanie procesu zapisania zadań po raz kolejny – wtedy nie dość, że się utrwalają w pamięci, to jeszcze – i tutaj zgodzę się z Brianem Tracy – częściej i chętniej je wykonuję.
  6. Działam zgodnie z planem. Zadania wykonane wykreślam. Po załatwieniu wszystkich spraw, wracam do punktu 2 i zaczynam wszystko od nowa. Jeżeli po drodze pojawia się coś nowego, to dopisuję to do końca listy (pamiętam o zasadzie <2 min) i przy kolejnym przeglądaniu biorę pod uwagę. Co pewien czas przepisuję listę, aby pozbyć się nadmiaru wykreśleń i nieco ją skompaktować, ale muszę przyznać, że im więcej wykreślonych zadań w liście, tym lepiej się czuję.

Tak to w praktyce wygląda. Cały system ma nawet swoją nazwę, którą wymysliłem przy okazji składania zasad n-tej permutacji zarządzania listą, a jest nią STD, czyli Shit to do (serio i proszę nie mylić z Sexually Transmitted Diseases ;-). Nie jest może zbyt oryginalna, ale kiedyś przypadła mi do gustu i tak już zostało. Jak ktoś woli, może ją nazywać Z.P.O.P.W., czyli Zapisać Przeczytać Oznaczyć Przepisać Wykonać ;-)

Co powiecie na temat takiego podejścia do robienia list?

Jak skończyć odwlekanie i zabrać się do pracy?

W poniższym artykule autorka zawarła garść praktycznych porad, których zastosowanie definitywnie przyczyni się do oszczędzenia czasu podczas wykonywania różnorakich czynności — zarówno tych małych jak i tych czasochłonnych. Gorąco zapraszam do lektury.

Autorką artykułu jest Agata Szlendak.

Czasami jesteśmy w takiej sytuacji, kiedy koniecznie musimy zabrać się do działania, ale zupełnie nie mamy na to ochoty. Odwlekamy ten moment jak się tylko da – ale niestety czasu nie można zatrzymać – a nasze terminy zbliżają się nieubłaganie.

Podejmujemy decyzję – trzeba wziąć się do pracy – ale od czego zacząć? Dobre przygotowanie – to podstawa sukcesu.

Oto moje sprawdzone sposoby.

Po pierwsze: Zaplanuj czego Ci potrzeba do wykonania twojej pracy – niezbędne przybory, materiały, pomoce biurowe itp. Ważne, żeby to były naprawdę rzeczy niezbędne. Np jeśli mam coś naszkicować: ołówek, gumka, papier itp.

Po drugie: Przygotuj sobie miejsce do wykonania tej pracy. Dobrze je zorganizuj. Np. jeśli masz pracę biurową, dobrze jeśli masz duże biurko, gdzie wszystko co Ci jest potrzebne będzie w zasięgu ręki. Zadbaj o to, żeby było ci wygodnie, i żebyś mógł się skupić. Koniecznie pochowaj wszystkie niepotrzebne przedmioty, które tylko będą Cię rozpraszać. Innymi słowy: zrób porządek w miejscu pracy.

Po trzecie: Teraz zgromadź wszystkie potrzebne rzeczy w jednym miejscu, żebyś nie musiał sie już odrywać w trakcie pracy szukając np długopisu. To pomoże Ci utrzymać stan skupienia podczas pracy.

Po czwarte: Wybierz odpowiednią porę pracy. Oszacuj w przybliżeniu ile dana praca powinna ci zająć czasu. Jeśli przyjmiesz że powinieneś się uporać ze swoim zadaniem w czasie godziny, raczej nie bierz się za to, wiedząc np. że za pół godziny
będziesz miał gości. Wybierz porę, kiedy będziesz dysponował odpowiednią ilością czasu.

Po piąte: Ważne jest odpowiednie nastawienie. Jeśli myślisz o swojej pracy – ojej jakie to trudne, jak ja nie lubię takich spraw – nic dziwnego, że trudno ci się za nią zabrać. W takim przypadku podejdź do tego z innej strony. Pomyśl raczej tak – to nie jest takie skomplikowane, a jeśli podzielę tą pracę na etapy, to właściwie jest zupełnie proste i możliwe do wykonania.

Po szóste: Wyznacz sobie termin wykonania tej pracy. Np.” Do godziny dziesiątej powinnam to naszkicować”

Po siódme: Wyznacz sobie nagrodę jaką sobie dasz po wykonaniu pracy: np. Jak skończę – idę na spacer! Ważne – nagroda jest po wykonaniu pracy – nigdy przed pracą ! Pozwalając sobie na drobne przyjemności przed rozpoczęciem pracy – nabierasz złych nawyków- uczysz się odwlekania.

Po ósme: Jeszcze przed rozpoczęciem pracy wyeliminuj wszystko co mogłoby Cię od niej odrywać; niech dzieckiem zajmie sie współmałżonek, wyłącz radio, telefon. Zadbaj o skupienie. Jeśli skoncentrujesz się na pracy możesz skończyć
przed czasem, który sobie wyznaczyłeś.

I to by było na tyle.
Po wykonaniu pracy koniecznie daj sobie nagrodę, którą sobie wcześniej wyznaczyłeś.
Życzę powodzenia.


Agata Szlendak

Zarządzanie czasem? Najpierw posprzątaj biurko!

Autorem artykułu jest Konrad Dudek.

Czujesz, jakby czas przeciekał Ci przez palce? Szukasz metod usprawniających planowanie i kontrolę nad czasem a mimo to sytuacja nie ulega poprawie? Pytasz się co zrobić w takiej sytuacji? Zacznij od podstaw…

Popatrz krytycznym okiem na swoje biurko (warsztat pracy) i zajmij się najpierw nim. Czy mnóstwo na nim, pod nim lub obok niego papierów, listów, niedokończonych spraw? Czy sam jego widok męczy Cię czy zachęca do pracy? Masz ochotę z przyjemnością zasiąść do obowiązków czy uciec gdzie pieprz rośnie?

Jeśli twoje biurko, pokój lub miejsce pracy opanował bałagan, koniecznie uprzątnij je zanim zaczniesz zarządzać swoim czasem. Przeglądnij wszystkie dokumenty i szparagały. Posegreguj je i wyrzuć te niepotrzebne.

Sam robię generalne sprzątanie co jakiś czas i zadziwia mnie to, że za każdym razem zbiera się pokaźna kupka papierów i innych rzeczy do wyrzucenia.

Aby tego uniknąć (lub przynajmniej zminimalizować) załatwiaj wszystkie sprawy na bieżąco. Załóż sobie osobne teczki na różne rodzaje dokumentów czy spraw do załatwienia. Zamiast nich możesz również z powodzeniem użyć specjalnych biurowych tacek na dokumenty. Dzięki temu łatwiej Ci będzie wszystko ogarnąć i nie będziesz musiał/a przedzierać się przez stosy papierów aby znaleźć jakiś formularz czy rachunek.

Segreguj i załatwiaj na bieżąco również pocztę elektroniczną. Kasuj niepotrzebne wiadomości aby nie zaśmiecać nimi skrzynki pocztowej. Dobre programy pocztowe (także Outlook) pozwalają na tworzenie folderów oraz reguł filtrowania ułatwiających zarządzanie wiadomościami.

No dobrze, ale spytasz zapewne co Ci takiego da uporządkowanie twojego miejsca pracy?

Odpowiedź jest bardzo prosta:

Czyste biurko to czysty, sprawny umysł i efektywna praca

Chaos na biurku lub każdym innym miejscu pracy przekłada się na chaos w głowie. Twoja praca staje się wtedy mniej wydajna i bardziej męcząca. Może się okazać, że więcej czasu zużywasz na ogarnięcie tego zamętu niż na efektywną pracę.

Z kolei czyste i uporządkowane biurko sprawia, że koncentrujesz się na tym co masz zrobić. Działa jak soczewka skupiająca promienie słoneczne rozpalając ognisko. Zazwyczaj promienie słońca nic nie rozpalają tak po prostu. Owszem, ich działanie jest odczuwalne, jednak dopiero skupione przez soczewkę pokazują swoją siłę. Schludne miejsce pracy jest jak taka soczewka. Skupia twoją energię na zadaniu do wykonania.

Skoncentruj się na jednej rzeczy na raz

Istotną sprawą jest, aby w swojej pracy koncentrować się na jednej rzeczy na raz. Pomoże Ci to zwiększyć efektywność i zachować porządek. Nie próbuj złapać kilku srok za ogon bo w ręce zostaną Ci tylko pióra.

Gdy chcesz zrobić wiele rzeczy na raz, najprawdopodobniej albo wszystkie wykonasz byle jak, albo w ogóle. Koncentracja w danym momencie na jednej rzeczy pomoże Ci utrzymać porządek w miejscu pracy. Twoje działania będą również skuteczniejsze. To tak jak w przysłowiu: „Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”, tyle że w tym przypadku jest jedna kucharka i zbyt wiele dań do zrobienia na raz. Albo wyjdzie ładne jedno ciasto, albo sześć zakalców.

Zanim zaczniesz planować swój czas, najpierw posprzątaj więc biurko. Odkurzysz tym samym umysł i dasz mu kopa do działania.

Niektórzy mówią, że lubią nieporządek na swoim biurku i dobrze się z tym czują. Jeśli do nich należysz, uprzątnij swoje miejsce pracy a z pewnością poczujesz pozytywną różnicę.


Autor: Konrad Dudek
Akademia Wiedzy – sukces, motywacja, szczęście, samodoskonalenie
Miłość We Dwoje – serwis dla zakochanych, uczucia, związki, seks