Na Oszczędzaniu nie raz i nie dwa pojawiały się w komentarzach dyskusje o tym, czy lepiej pracować na swój własny rachunek, czy zatrudniać się na etacie. Zdania są podzielone: jedni wybierają etat ze względu na pewnego rodzaju bezpieczeństwo i stabilność, którą zapewnia; inni nie chcą pracować na kogoś za najniższą stawkę i wybierają samozatrudnienie.
Dzisiejszy wpis będzie właśnie o samozatrudnieniu, a konkretniej: jego wadach i zaletach. Autorem postu jest Piotr Sadowski, prowadzący m.in. serwis RevolWEB oraz znany w sieci pod pseudonimem Uranik. Piotr ma „za pasem” 12 lat praktycznego doświadczenia w pracy na własny rachunek, dlatego warto zapoznać się z tym, co ma do powiedzenia – zwłaszcza, gdy wahasz się, czy przejść na samozatrudnienie czy pozostać na etacie.
Czym jest samozatrudnienie? Jak podaje Wikipedia, samozatrudnienie to sytuacja, w której osoba fizyczna podejmuje działalność gospodarczą na własny rachunek i na własne ryzyko.
Oddaję głos Piotrowi…
Od 12 lat tworzę strony internetowe i projektuję grafikę, a od 3 lat prowadzę oficjalną firmę dla tej działalności. „Samozatrudniam się” jako grafik i webdeveloper, resztę zadań zlecam podwykonawcom. Firma jest moim głównym źródłem zarobków. Gdy tylko komuś opowiem, na czym polega moja praca – zaczynają się „ochy i achy” – jak to fajnie się ustawiłem, że mogę pracować gdziekolwiek i kiedykolwiek, że zarabiam ile chcę itd. Tymczasem taki model życia wcale nie musi być lepszy od typowego etatu.
Dlaczego?
Poniżej zestawiam krótko opisane zalety i wady mojego modelu życia. Polecam ich przeczytanie i przemyślenie każdemu, kto chce zacząć w ten sposób żyć i pracować.
Zacznę od zalet:
- Dowolność miejsca pracy – rzeczywiście, teoretycznie mogę pracować wszędzie tam, gdzie tylko jest Internet (nawet taki przez komórkę). W domu, u dziadków na działce, w pociągu itp.
- Dowolność czasu pracy – jeśli nie uwzględniać deadline’ów, pracuję kiedy chcę – wieczorem, w nocy, w weekendy, czy w święta… i nie pracuję, gdy nie chcę (np. poniedziałki są u mnie wolne – nie pracuję w ten dzień tygodnia).
- Codzienna dostępność bez limitów – to także i wada (szczegóły poniżej), ale niewątpliwie dużym atutem jest możliwość załatwienia dowolnej sprawy o dowolnej porze dnia, lub możliwość wyjechania na kilka dni nawet w środku tygodnia.
- Brak szefów. Jestem panem swojej pracy, nikt mi nie rozkazuje, nie wymaga, nie pogania. Świadomość, że pracuję tylko dla siebie jest dość fajna i mnie motywuje.
- Odliczanie podatku od firmowych materiałów, sprzętów i usług dla firmy. Osoba prowadząca działalność gospodarczą może od przychodów odliczać wszystkie wydatki, choćby pośrednio związane są z pracą. Dotyczy to PITu i VATu. Na pierwszy rzut oka nie widać tych oszczędności, ale chwila z kalkulatorem udowadnia, że są one spore.
- Możliwość szybkiego rozszerzenia działalności o dowolny biznes. Wymaga to szerokiego wpisu w indeksie PKD podczas zakładania firmy, ale jeśli ktoś już to zrobi – może w każdym momencie wystartować interes w niemal każdej branży która nagle okaże się przynosząca zyski.
- Codzienne „trenowanie” umysłu. Rozwiązywanie problemów organizacyjnych, śledzenie nowinek, rynku, branży, rynków finansowych i giełdy to niezłe ćwiczenia na twórcze myślenie. Kombinowanie, obliczanie, wymyślanie pomysłów – to kształci. Poza tym na pewno nie popadnę w marazm, jak niektórzy na bezmyślnym etacie.
- Możliwość „sprężenia się” i generowania jednorazowo dużej kwoty pieniędzy – w ”dobrym miesiącu” zarobki są proporcjonalne do ilości pracy, a ilość pracy jest prawie niczym nieograniczona. Mogę wtedy śmigać 20h na dobę przez trzy tygodnie i zarobić szybko naprawdę sporo.
- Firmę można sprzedać – to powinien być podpunkt do punktu 4. Dobrze wiedzieć, że firma i promowane przez nią marki a także produkty, mają swoją wartość. W sytuacji patowej całość, lub część – można spieniężyć (choć mam nadzieję że nigdy do tego nie dojdzie).
- Jestem z siebie dumny. Odpowiadając na pytanie o to czym się zajmuję – odczuwam dumę i samozadowolenie. Utrzymanie własnego biznesu wymaga rozwoju i wykorzystania wielu cech osobowości i charakteru które zawsze chciałem mieć. Bywa różnie, ale firma się trzyma – co udowadnia, że te cechy posiadam i kształcę. I właśnie to niesamowicie mnie motywuje i daje dużo energii.
Teraz wady (których wypisanie idzie mi, o dziwo, o wiele łatwiej):
- Uciążliwość „papierków”. Rozliczenia wewnętrzne, fakturowanie, księgowanie, rozliczenia z Urzędem Skarbowym, pilnowanie przelewów i płatności Klientów – to zadania nader uciążliwe, praco- i czasochłonne. Po roku samodzielnej męczarni, zatrudniłem księgową, z którą tak czy owak muszę się spotykać co miesiąc i oczywiście płacić. Co do opłat:
- Koszty – są duże. Najbardziej boli ZUS (około 850zł miesięcznie), do tego podatek PIT, podatek VAT, opłaty księgowe i inne. Razem od 1000 do 2000zł miesięcznie… i rośnie z miesiąca na miesiąc. Na to wszytko firma musi zarobić i jeszcze wypracować zysk. Co nas prowadzi do kolejnego punktu:
- Niejednorodne zyski. Czasem trafi się kilka dużych zleceń, czasem jedno małe w ciągu miesiąca. Przekładając na finanse: Firma może zarobić 10k w miesiąc, a potem przez 3 miesiące generować straty (często jest tak przez wakacje). Nidy nie wiesz ile tak naprawdę zarabiasz miesięcznie, zawsze musisz odkładać część kasy, by mieć na pokrycie słabsze miesiące w przyszłości.
- Brak dodatkowych świadczeń socjalnych i bonusów finansowych – etatowcy mają dodatkowe ubezpieczenia, wyjazdy, szkolenia, wakacje, posiłki, ochronę lekarską itp., a także bonusy finansowe typu „trzynastka”, premie, dodatkową kasę za przepracowane lata, i wiele innych… Ja nie mam nic z tych rzeczy, dopóki sam sobie nie zorganizuję. A wtedy płacę za to sam. Osoba „samozatrudniona” nie podlega także ochronie ustawowej prawa pracy. Konsekwencją tego jest brak płatnego urlopu i zasiłku chorobowego przez pierwszy miesiąc choroby.
- Pracuję tak naprawdę cały czas. Zasypiając myślę o projektach i planuję kolejny dzień pracy. Codziennie zbieram inspiracje, robię zdjęcia i szkice różnych prac, graffiti, fajnych reklam, ciekawych projektów itp. Oczywiście jest to moja pasja i fascynacja, ale to też męczy. I nie umiem się od tego uwolnić – moje życie obraca się wokół firmy, zleceń i projektów. Zazdroszczę tym, którzy od 8:00 do 15:00 pracują, a potem wracają do domu i mają wszystko w d. Na razie jeszcze tego nie czuję, ale jeśli w przyszłości nie nauczę się oddzielać spraw prywatnych od firmowych, moja przyszła rodzina będzie na tym cierpieć.
- Codzienna dostępność bez limitów (tak, to było także w zaletach) – wiedząc, że z pracy mogę się urwać o każdej porze, niektóre osoby (głównie z rodziny) próbują to świadomie lub nieświadomie wykorzystać, myśląc, że nic na tym nie tracę. Mogę przecież załatwić coś na poczcie, zrobić zakupy, odebrać komuś dziecko itp. – to tylko godzinka i nie muszę nikogo prosić o pozwolenie na wyjście… Odrobina asertywności wystarczy, aby odmówić wykonania większości takich przysług, jednak nie wszyscy i nie zawsze to rozumieją – i wychodzi na to że jestem niewdzięcznym zarozumialcem.
- Nie mam referencji. Prowadzenie własnej firmy przez X lat nie będzie dobrą referencją, gdybym kiedyś z jakichś powodów chciał przejść na etat. Lepiej wygląda w CV i w listach rekomendacyjnych kilka dużych firm. HR’owcy wiedzą także, że tacy byli przedsiębiorcy nie są przyzwyczajeni do zwierzchnictwa i reżimu, przez co mogą sprawiać kłopoty.
- Nie awansuję. W dużej firmie, pnąc się po drabince, w sprzyjających okolicznościach można dorwać posadę, w której robi się niewiele, a zarabia dużo. Ja mam nikłe szanse się tak ustawić, przynajmniej przez kilka/naście następnych lat.
- Odpowiedzialność. Jeśli coś sknocę, to ode mnie Klient będzie żądał naprawy/zadośćuczynienia, a nie od szefa czy zakładu pracy. A ja ryzykuję całym swoim majątkiem (a spółka z.o.o. wcale nie jest wystarczającym zabezpieczeniem, jak sądzą niektórzy).
- Motywacja, a właściwie jej brak. To największy problem. Okazuje się bowiem, że czasem szef by się przydał. Pogoniłby do roboty – zastraszył, zaszantażował lub nagrodził. Nikogo takiego nie ma i do pracy muszę się zmuszać sam. Bywa, że jest to baaaaaaaaaardzo trudne.
Większych lub mniejszych zalet lub wad jest o wiele więcej – wymieniłem tylko te, które wydają mi się najważniejsze i które „męczą” mnie najczęściej.
Nie lubię rozwlekać tematów, więc – szybko podsumowując: własny biznes to niełatwy, ale bardzo satysfakcjonujący kawałek chleba. Taki styl pracy odpowiada wielu osobom i jeśli czujesz że to coś dla Ciebie – zbierz odwagę i po prostu rozpocznij swój biznes. Jeśli jednak chcesz skutecznie separować od siebie życie prywatne i pracę – wybierz etat.
Jakie są Twoje przemyślenia po lekturze artykułu Piotra? Czy przekonał Cię do rzucenia etatu? A może utwierdził w tym, że lepiej się go trzymać? A może masz inne zdanie na niektóre podpunkty? Napisz komentarz.