Pasywny dochód. Najczęściej zadawane pytania.

Ostatnio w finansowej blogosferze zrobiło się głośno o pasywnym dochodzie. Sam, odkąd około 5 lat temu przeczytałem Bogatego ojca, jestem zwolennikiem takiego podejścia do pozyskiwania pieniędzy i od dwóch lat w sposób praktyczny wprowadzam je w życie. Niestety, dla wielu osób jest to czarna magia zza oceanu, która w Polsce nie ma racji bytu.

Postanowiłem zatem podzielić się kilkoma swoimi przemyśleniami, bazując na rożnych komentarzach, znalezionych w zaprzyjaźnionych blogach (głównie u Marcina i Yossariana). Cały wpis ma formę FAQ, więc jeżeli coś pominąłem, zawsze możecie zadać pytanie na forum lub w komentarzach.

Pasywny Dochód: Najczęściej zadawane pytania.

1. Czym jest pasywny dochód?

Słowo “pasywny”, oznacza bierność, brak chęci do podejmowania działań, w niektórych sytuacjach nawet lenistwo. “Dochód” natomiast jest słowem, które często pojawia się na naszych ustach i oznacza ogólnie sumę zdobytych pieniędzy w jakimś okresie. Pasywny dochód stanowi zatem systematycznie pozyskiwane środki finansowe, które otrzymuje się zazwyczaj za raz wykonaną pracę lub jednorazową inwestycję. Dobrym przykładem pasywnego dochodu są tantiemy muzyków, którzy stworzyli i wydali album. Nawet, gdyby nic więcej nie robili, z praw do sprzedaży swojej twórczości do końca życia będą otrzymywali wynagrodzenie.

Więcej informacji o pasywnym dochodzie w tym wpisie.

2. Po co wymyślono pasywny dochód?

Pojęcie pasywnego dochodu powstało najprawdopodobniej po to, aby nazwać sposoby osiągania tzw. niezależności lub wolności finansowej.

Niezależność finansowa to sytuacja, w której pieniądze w życiu danego człowieka przestają być problemem, ponieważ zbudowane źródła pasywnego dochodu oraz dochody z inwestycji pokrywają wszystkie niezbędne wydatki i pozwalają na prowadzenie wybranego przez siebie stylu życia.

Symbolicznie można napisać:

FW >= NW + SZ

FW = pd1 + pd2 + … + pdn

gdzie:
FW – wolność finansowa
NW – bieżące wydatki
SZ – utrzymanie stylu życia
pdx – poszczególne źródła pasywnego dochodu

Niezależność finansowa pozwala na rezygnację z pracy na etacie, choć nie musi do tego prowadzić. Za przykład niech służą Steve Jobbs (Apple) i Siergiej Brin (Google), którzy są już na tyle wolni finansowo, że w swoich firmach pracują za dolara rocznie.

Niezależność finansowa nieraz błędnie kojarzona jest z byciem milionerem czy bogaczem. Trzeba jednak wiedzieć, że nawet milioner, jeżeli nie będzie posiadał źródeł pasywnego dochodu, całe swoje pieniądze w końcu „przeje”. Nie raz działo się tak z osobami, które wygrały w totolotka – pomimo tego, że z dnia na dzień zostawali milionerami, ponieważ nie znali zasad posługiwania się pieniędzmi, i tak prędzej czy później wracali do życia „od pierwszego do pierwszego”.

3. Czy w polskich warunkach można osiągać pasywny dochód?

Oczywiście. Wszystkie mechanizmy, które w swoich książkach o pasywnym dochodzie opisują amerykańscy autorzy, są także dostępne w Polsce. Czasami trudności nastręcza znalezienie odpowiednika lub działa on na nieco zmienionych zasadach, niemniej jednak na pewno istnieją rozwiązania zastępcze.

4. Czy można utrzymywać się wyłącznie z pasywnego dochodu?

No pewnie! Fachowo nazywa się to „rentierstwo” i jest w zasięgu ręki każdego, bez względu na wykształcenie. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że tak jak rolnik musi najpierw zasiać, aby zebrać plony, tak również trzeba najpierw zbudować źródła pasywnego dochodu, aby później zostać finansowo niezależnym.

Często jest to praca, która dopiero po jakimś czasie przynosi owoce. Prawie zawsze trzeba dawać od siebie więcej, niż jest od nas wymagane. Nie raz wiąże się z mniejszym lub większym ryzykiem. Z własnego doświadczenia powiem Ci jednak, że warto.

5. Jak osiągnąć pasywny dochód?

Po pierwsze: należy zrozumieć, że jest to możliwe. Wiele osób uważa pasywny dochód za bzdurę, inni twierdzą, że „uwłacza pracy”, jeszcze inni – że jest narzędziem szatana. Są to bzdury, wypowiadane przez ludzi, u których wykształcono niewłaściwe wzorce myślenia. Przykro mi z tego powodu.

Po drugie: trzeba wykształcić w sobie właściwą mentalność. Osoba, pragnąca osiągnąć finansową niezależność, powinna być: pracowita, zdolna do poświęceń, żądna zdobywania wiedzy, oszczędna, rozważna w posługiwaniu się pieniędzmi, odważna, odpowiedzialna i mieć silną osobowość. To ostatnie jest moim zdaniem najważniejsze, bo na drodze do finansowej wolności czeka zarówno wiele potknięć jak i wiele osób, którzy będą próbowali od tego odwodzić.

Po trzecie: należy zdobyć konkretną, praktyczną wiedzę. Bez tego ani rusz. Nie ważne, czy będzie ona pochodziła z książek, filmów, szkoleń, rozmów z osobami, którym się udało czy z Youtube. Nie ważne, czy za nią zapłacisz, czy otrzymasz za darmo. Musisz inwestować w wiedzę. Musisz inwestować w siebie i własny rozwój. Musisz nieustannie hołdować filozofii Kaizen i zasadom SixSigma.

Po czwarte: trzeba wprowadzić wiedzę w życie – zacząć działać. Wiara, właściwa mentalność i wiedza nie przesądzą o niczym, dopóki praktycznie nie wprowadzi się ich w życie i nie zacznie z nich korzystać. Dopiero gdy zaczniesz działać, zaczniesz osiągać efekty. Stosuj przy tym zasadę Pareto i rezygnuj z tych działań, które nie dają oczekiwanych korzyści, a poświęcaj więcej uwagi tym, które wykazują potencjał.

Po piąte: trzeba być cierpliwym, dywersyfikować i nigdy nie można spocząć na laurach. Pasywny dochód nie przychodzi z dnia na dzień. Trzeba włożyć weń dużo pracy, a następnie cierpliwie poczekać, aż ta praca zacznie przynosić efekty. Wielu ludzi poddaje się lub zapomina, gdy szybko nie widzą korzyści. Warto jednak poczekać i wytrwale podążać obraną drogą.

Nie wolno również popełnić błędu, polegającego na oparciu się w całości na jednym źródle pasywnego dochodu. Wielu ludzi „zostało na lodzie”, gdy ich jedyne źródło „wyschło”. Jeżeli zdywersyfikujesz swoje źródła dochodów, nawet gdy jedno wyschnie, pozostałe dadzą Ci czas na zareagowanie.

Ostatnia rada jest taka, że nie wolno spocząć na laurach. Ogólnie znanymi prawdami są: świat nie stoi w miejscu oraz kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Podobnie każde źródło pasywnego dochodu wymaga od czasu do czasu doglądnięcia, aby podtrzymać jego strumień. Zostawione samopas może długo przynosić pożądane efekty, ale z czasem na pewno trzeba będzie poświęcić mu uwagę i dopasować do aktualnych czasów.

6. Na czym można budować pasywny dochód?

Nieruchomości, licencje, prawa autorskie, programy partnerskie, MLM’y, inwestycje, biznesy – możliwości jest mnóstwo i ogranicza Cię wyłącznie Twoja wiedza i kreatywność. Po dokładniejsze informacje na ten temat odsyłam Cię do wpisów znajdujących się tutaj i tutaj.

7. Jakie są wady i zalety pasywnego dochodu?

Pasywny dochód, jak wszystko na tym świecie, ma swoje wady i zalety. Zacznę od wymienienia wad, które moim zdaniem towarzyszą przede wszystkim budowaniu i korzystaniu z pasywnego dochodu:

  • wymaga dodatkowej pracy,
  • wiąże się z ryzykiem,
  • nie przychodzi od razu,
  • towarzyszą mu wyrzeczenia,
  • wiąże się z dezaprobatą,
  • wymaga cierpliwości,
  • trzeba go doglądać i modyfikować,
  • jedno źródło pasywnego dochodu to stanowczo za mało.

Za to zaleta jest jedna: pasywny dochód pozwala osiągnąć finansową wolność wraz z wszelakimi profitami, które jej towarzyszą. Gdy jesteś wolny finansowo, jedyne ograniczenie, jakie masz, to wpojone wzorce i schematy. Przełam je, a nie będzie Cię ograniczało już zupełnie nic. No, może oprócz praw fizyki i warunków pogodowych ;-)

8. Gdzie znaleźć informacje o pasywnym dochodzie?

Przede wszystkim w Internecie. Wystarczy wpisać w google „pasywny dochód” i poddać się bogactwu informacji. Jeżeli znasz angielski, fraza „passive income” doprowadzi Cię do jeszcze większych pokładów wiedzy. Wszystko to za darmo i dostępne od ręki.

Polecam również książki:

  1. Tim Ferriss „Czterogodzinny tydzień pracy” – moja prywatna biblia mentalnego podejścia do życia, pracy i pieniędzy.
  2. Robert Kiyosaki „Bogaty ojciec, biedny ojciec” – gdyby nie Bob, nie byłoby tego bloga, a ja pewnie siedziałbym w pracy.
  3. Robert Allen „Jak pomnożyć źródła swoich dochodów” – podręcznik praktycznego budowania pasywnego dochodu i dążenia do finansowej wolności.

Znającym język wszystkie te publikację polecam przeczytać po angielsku. W porównaniu do wydań polskojęzycznych o wiele dokładniej i składniej przekazują myśli autora, dają super motywacyjnego kopa, a do tego są okraszone nieprzetłumaczalnym na polski poczuciem humoru.

Jeżeli masz jeszcze jakieś pytania, sugestie lub własne spostrzeżenia związane z pasywnym dochodem, skomentuj ten wpis lub załóż nowy wpis na forum. Na pewno odpowiem.

Polacy za granicą #1

Oto obiecany wpis o Polakach za granicą – a konkretnie, o naszych doświadczeniach zarówno z Polakami, jak i z ludźmi, którzy mieli z nimi do czynienia wcześniej i potem na tej podstawie oceniali nas. Autorką tekstu jest Kasia.

Oto obiecany wpis o Polakach za granicą – a konkretnie, o naszych doświadczeniach zarówno z Polakami, jak i z ludźmi, którzy mieli z nimi do czynienia wcześniej i potem na tej podstawie oceniali nas. Autorką tekstu jest Kasia.

Polacy za granicą – to temat niesamowicie szeroki i złożony. Na podstawie swoich doświadczeń w obcowaniu z rodakami, które zdobyłam podczas pobytu w Grecji, Holandii i Anglii, postaram się Wam przybliżyć kilka ciekawych spostrzeżeń, wniosków i obserwacji na ten temat. Na początku uczciwie ostrzegam, że artykuł ten, niestety, będzie w większej części opisem negatywnych zachowań i próbą zwrócenia uwagi na to, że coś niepokojącego i kompletnie niewłaściwego dzieje się z Polakami poza granicami kraju. Bazując na tym doświadczeniu, przykuł moją uwagę jeden główny wniosek: Polacy wraz z z falą wyjazdów za granicę za pracą, tracą szacunek do siebie, są w stanie pracować w każdych warunkach, a wartości kulturalne czy nawet te najbardziej elementarne-humanitarne tracą nagle na znaczeniu… W Grecji np. były dziewczyny, które za 24 euro na dzień (stawka na 2007 rok i z tego, co się orientowałam, jest to kwota aktualna do dziś – wystarczy zerknąć na oferty pracy w Grecji, czyli jakieś 500-700 euro na miesiąc, przy czym nie ma dnia wolnego, wiec dniówkę nie trudno sobie obliczyć) potrafiły pracować w tawernie poświęcając cały swój czas w ciągu dnia – zaczynały prace o 9, a kończyły wraz z zamknięciem knajpy, czyli średnio około pierwszej w nocy… przeliczając te stawki na polskie realia – ich zarobki nie były wyższe od tego, co mogłyby zarobić w Polsce. W innej tawernie, 50-letniej kobiecie, pracującej po 13 godzin tak bardzo zależało na pracy, że nie chciała pojechać ze swoim pracodawcą, proponującym jej pomoc, do szpitala, gdy miała poważne bóle reki. Jako powód podała lęk przed reakcją przełożonego i przewidywaną u niego złość w związku z tą niedyspozycją. Za granicą Polak bardzo się boi reakcji przełożonego na ewentualne problemy w pracy, choroby, wolniejsze tempo pracy itd. Zupełnie inaczej jest w Polsce, gdzie jest on u siebie i z zaciętością lwicy troszczącej się o młode, potrafi walczyć o przysługujące mu prawa. Jest zdeterminowany i zdecydowany, a przede wszystkim nie pozwala się wykorzystywać i traktować poniżej godziwego poziomu. Kraje śródziemnomorskie nie oferują zbyt dużych zarobków. Owszem, są one wyższe od tego, co można zarobić w Polsce, jednak i poświęcenie bywa tam większe, jako że często nie ma ani jednego dnia wolnego.

W Holandii z kolei pracowaliśmy w wielkim magazynie przy realizowaniu zamówień. Pracowali tam przedstawiciele rożnych narodowości; byli Murzyni z Ameryki Południowej, Turcy, jednak największą grupę stanowili Polacy, których zupełnie inaczej traktowano, ponieważ tylko my mieliśmy precyzyjnie ustalone “normy”, czyli czas i wymagania, którym w danym czasie należało sprostać. Normy te były wypadkową oczekiwań pracodawcy i efektów, które osiągali Polacy i w związku z tą druga wytyczną, rok wcześniej zostały one podniesione… na własne życzenie Polaków, którzy udowodnili, że w tym samym czasie mogą wykonać większą prace, a to z kolei prowadziło do tego, że rozpoczynający pracę nowy pracownik miał nie lada wyzwanie przed sobą, któremu trudno było sprostać i stąd bardzo wysoka rotacja pracownicza. Trudno było w tamtym miejscu mówić o równości miedzy pracownikami, ponieważ za te same pieniądze Turek, posiadający holenderskie obywatelstwo, miał również do czynienia z normami, ale zupełnie innego, mniej wymagającego rzędu. Nieraz spotykając się z nimi podczas pracy, byłam zdziwiona, że on się nie spieszy i nie zależy mu na normach. Przy jego tempie pracy, mógł sobie pozwolić na swobodna rozmowę z innymi i w razie potrzeby mógł pomoc innemu pracownikowi, gdyby zaszła taka potrzeba. Kolejnym nieciekawym elementem tej pracy były ciągłe rozmowy o normach, kto ile wyrobił danego dnia, czy nawet dochodziło do rywalizacji miedzy ludźmi. W praktyce praca ta wymagała nieustannego spinania się i pospiechu, ponieważ każda minuta musiała zostać wyrobiona. Na samym początku została uaktywniona propaganda zgodnie z którą straszono pracowników zagrożeniem związanym ze zbliżającymi się nieuchronnymi zwolnieniami. Uczestniczyli w tym sami pracownicy, podając sobie kolejne wyssane z palca pogłoski, stąd tez dbałość o wyrabianie norm przybierała niejednokrotnie groteskową postać. To z kolei prowadzi do wniosku, że za pracując tymczasowo za granicą można, jasne, sporo zarobić, ale nierozerwalnie wiąże się to z zupełnie innym wysiłkiem, traktowaniem, stresem, niż ma to miejsce w Polsce. Za granicą w takiej pracy Polak staje się tanią siłą roboczą, która potrafi bardzo szybko pracować i bez szemrania zrobi wszystko, co mu sie powie/wskaże.

Wydaje mi się, że taki stan rzeczy wynika z tego, że całkiem sporej grupie rodaków odbija z powodu kasy, którą mogą zarobić, a którą trudno by im było zdobyć w Polsce i przez to właśnie ich godność osobista i szacunek schodzą dla nich na bardzo daleki plan i tracą na znaczeniu. Spośród osób, które spotkałam na swojej drodze, tylko kilka ukończyło studia, co w pewnym sensie możne tłumaczyć taki brak humanistycznej ogłady w stosunku do traktowania siebie jako podmiotu, a nie przedmiotu w relacji: zagraniczny (zachodnioeuropejski – uściślając) pracodawca – wschodnioeuropejski pracownik (tania siła robocza – również uściślając). Myślałam nad tym wielokrotnie, a wnioski zawsze były takie same – że to pieniądz zawrócił tym ludziom w głowie i zrobił w ich głowach iście meksykański huragan. Widziałam, jak upadają rodziny, gdy rodzice wyjeżdżają zarabiać na kolejne remonty, a w domu z dziadkami czekają na ich powrót malutkie dzieci. Widziałam, jak rozpadają się związki (krótsze, dłuższe – nieistotne), gdy wyjeżdżała jedna osoba i “potrzebę bliskości” realizowała z druga osobą będącą w podobnej sytuacji – w obcym kraju, bez bliskich… albo, jak wyjeżdżają pary i zaczynają kłócić się o pieniądze, albo jak ludzie potrafią odmówić sobie wszystkiego, jak pozwalają, by ich życie ograniczało się jedynie do pracy, powrotu do domu i zrobienia zakupów. Gdy pracowaliśmy w Holandii, to duża część Polaków spędzała swoje wolne dni właśnie odsypiając lub jeżdżąc na zakupy i spędzając cały dzień w hipermarketach. My na tym tle byliśmy postrzegani jak kolorowe małpy, które robią coś innego – dziwnego: jadą coś zobaczyć, zwiedzić, doświadczyć, poobcować z kulturą. Apogeum tego typu absurdów było pytanie jednej kobiety dotyczące celu tego typu wypraw; co mianowicie mamy na przykład z tego, że byliśmy w jakimś muzeum? Gdyż ona była w sklepie i ma kilka bluzek z wyprzedaży a czy my coś mamy – dosłownie „mamy” w rozumieniu: posiadamy, trzymamy w garści… yghm… pozwólcie, że to pytanie pozostawię bez odpowiedzi…

Więc, jak sami widzicie, bywa różnie… Kiedy jeździmy w różne miejsca, zależy nam, żeby jak najwięcej zobaczyć, doświadczyć, bo wtedy czujemy, że tętni w nas pełnia życia, która wypełnia nam nozdrza. Jednak, gdy obcujemy z ludźmi o tak wąskich i ograniczonych poglądach, kiedy w pracy pracodawca przykłada do nas miarkę taniej siły roboczej, bo inni Polacy się wcześniej wykazali, udowodnili, pokazali, że po prostu można “nas” tak traktować, to wtedy decydujemy się zmienić metody zdobywania kasy na te wyjazdy.

Na koniec jeszcze kilka uwag odnośnie realiów pracy w Anglii. Tam, z kolei, trafiliśmy do oddziału KFC i też masa absurdów, np. to, że jeśli pracownik nie zmieścił się ze sprzątaniem w czasie wpisanym na grafiku, to nie dostawał za to pieniędzy. Na początku po prostu nie ma szans, aby zmieścić się w czasie, szczególnie, że szef miał niesamowite wymagania co do czystości kuchni, więc nowicjusze zostawali po średnio 2 godziny sprzątając charytatywnie. Ten proceder miał miejsce od początku istnienia tego oddziału KFC, wiec każdy pracownik doświadczał tego przez minimum kilka tygodni. Gdy sama znalazłam się w takim położeniu, na początku nie dowierzałam i poszłam zapytać o szczegóły tej dziwnej sytuacji, po czym okazało się, że po pierwszych 2 dniach, gdy byłam szkolona, powinnam już następnego dnia samodzielnie zamykać kuchnie i wyrabiać się o czasie! Sic! Na nic zdały się tłumaczenia. Rozmowa ta wyglądała, jak próba udowodnienia, ze czarne tak naprawdę jest białe, a jeśli nie jest, to… hmmm… powinno być! Do paranoicznych sytuacji dochodziło również wtedy, gdy czegoś brakowało lub się zniszczyło, np. ściereczki, otwieracz do puszek, mop do mycia podłogi itp. W tej sytuacji często można było napotkać niezgodę na wydanie brakującej czy zniszczonej rzeczy. Doprowadzające do frustracji były również procedury i reguły obowiązujące podczas wykonywania pewnych czynności w KFC. Znakomita większość prac była opatrzona dokładnymi instrukcjami, które same w sobie były całkiem rozsądne i uzasadnione, ale stosowanie się do nich w praktyce, zwłaszcza podczas fazy zwanej “busy”, należało jedynie do sfery pobożnych życzeń lub wysoce abstrakcyjnych wynurzeń. Nie można zrobić czegoś szybko, tanio i dobrze. Te i wiele innych absurdów towarzyszyło nam jak przekleństwo podczas pracy w Grecji, Holandii i Anglii. Na początku naszej wyprawy byliśmy przekonani, że do domu wrócimy dopiero po 9-ciu miesiącach, a cała przygoda zajmie nam jakieś 2 lata. Ostatecznie stało się jednak inaczej i zajęcie wykonywane w Wielkiej Brytanii okazało się być ostatnim z kategorii “tymczasowa praca za granicą”. Postanowiliśmy nie parać się więcej tego typu zarabianiem pieniędzy nawet za cenę cudownych wyjazdów i zwiedzania interesujących nas miejsc. Nie są one warte aż takiego wysiłku i poświęcenia. Co z tego, że można zarobić całkiem duże pieniądze, skoro mentalnie się dusimy i stoimy w miejscu? Do tego dochodzi złość i frustracja z powodu niemocy dogadania się co do warunków pracy z pracodawcą, który twardo obstaje przy swoim, znając Polaków bez problemu wykonujących dla niego każdą prace. To było szalenie ciekawe przeżycie, móc zetknąć się osobiście z innymi kulturami, obyczajami, tradycjami, zwiedzić wiele, wiele wspaniałych, interesujących miejsc. Zdecydowaliśmy jednak, że w następną podroż wyruszymy już za pieniądze zupełnie inaczej zdobyte, ale o tym to już Paweł zapewne dopisze ciąg dalszy!

Przy okazji tego tekstu chciałam pozdrowić tych, którzy będą go czytali i tym samym zaprosić do dyskusji, pytań oraz wymiany doświadczeniami dotyczących pobytu za granica :-)

Jak zarabiać więcej pieniędzy?

Wielu ludzi, z jakimi się spotykam, nie oszczędza. Na pytanie o powód takiego stanu rzeczy najczęściej odpowiadają „bo nie mam z czego oszczędzić”. Prawdę mówiąc wcale mnie to nie dziwi – w końcu żyjemy w kulturze wydawania większych pieniędzy, niż jesteśmy w stanie zarobić, na rzeczy, którymi zazwyczaj chcemy zaimponować innym lub na takie, które są nam niepotrzebne i bez których spokojnie można by się obejść. Gdzież tu miejsce na oszczędzanie? Faktycznie – nie ma z czego. Problem w tym, że wczesne rozpoczęcie oszczędzania jest bardzo istotne – zwłaszcza dla ludzi poważnie myślących o niezależności finansowej, ale nie tylko.

Jak zatem rozpocząć oszczędzanie, gdy nie ma z czego odłożyć? Proste! Trzeba wygenerować więcej pieniędzy, które zostaną bezwzględnie przeznaczone na cele związane w wolnością finansową.

Poniżej przedstawiam kilka punktów, nad którymi każdy z nas może popracować, aby wygenerować dodatkowe pieniądze do zaoszczędzenia:

  1. Dokształcaj się. Nie, nie chodzi mi o powrót do szkolnej ławki. Bardziej mam na myśli specjalistyczne kursy lub nawet czytanie różnego rodzaju poradników czy podręczników. Tylko wtedy, gdy będziesz w stanie zaoferować więcej, niż współpracownicy, będziesz dla swojego pracodawcy o wiele bardziej istotny, ale także będziesz mógł…
  2. Poproś o podwyżkę. Warto spotkać się z szefem one-on-one i porozmawiać o perspektywach na większe zarobki. Pracujesz w końcu dla niego/niej, odwalasz dobrą robotę – w zasadzie pomagasz mu się utrzymać. Dlaczego nie miałby Cię zmotywować do wydajniejszej pracy choćby kilkudziesięcioma złotymi więcej miesięcznie?
  3. Zmień pracę. Jeżeli miejsce, w którym aktualnie pracujesz, nie daje Ci wystarczających perspektyw do większych zarobków czy chociaż rozwoju osobistego, to warto rozejrzeć się za nowym miejscem pracy. Gdyby nawet zarobki były takie same, ale pracodawca inwestowałby w rozwój pracowników, a na horyzoncie widniała szansa na awans – warto przemyśleć taką ewentualność.
  4. Zbuduj dodatkowe strumienie dochodu. Napisz książkę, kup i wynajmij nieruchomość, opracuj jakiś wynalazek, załóż stronę internetową – innymi słowy: zrób cokolwiek, co przyniesie Ci choćby stówkę miesięcznie, najlepiej kierując się zasadą „zrób raz – korzystaj cały czas”. Ta stówka przez rok urośnie do dwunastu stówek, a to już niezły punkt wyjścia – choćby do zbudowania funduszu awaryjnego.
  5. Załóż swój własny interes. Jeżeli jesteś zdolny do dawania od siebie troszkę więcej, niż się od Ciebie wymaga (w sensie pracować kilka godzin więcej w tygodniu na siebie i/lub swoją rodzinę), warto założyć i prowadzić równolegle do etatu jakiś legalny interesik na boku. Jedno, dwa małe zlecenia na miesiąc, kilka udanych sprzedaży na Allegro, a do kabzy wpadnie parę złotych. Kto wie – może za jakiś czas będzie można z etatu zrezygnować i pracować tylko na własny rachunek?

Tych pięć pomysłów to taka zachęta do samodzielnego zastanowienia się nad tym, w jakis sposób pozyskać więcej pieniędzy, które można by oszczędzić. Naturalnie temat nie jest wyczerpany, zatem jeżeli macie jakieś propozycje lub pomysły – proszę o komentarz.