Pasywny dochód i niezależność finansowa raz jeszcze

Jakiś czas temu przeprowadziłem dwuczęściowy wywiad z Sebastianem Schabowskim – jednym z niewielu Polaków, który w bardzo młodym wieku osiągnął wolność finansową. Niefortunnie się złożyło, że w czasie, gdy wywiad był zaplanowany do opublikowania, byłem w podróży, zatem nie mogłem się podzielić swoimi przemyśleniami w tym temacie oraz podyskutować z komentującymi.

Dzisiejszy wpis jest próbą ustosunkowania się do wielu komentarzy (padł wtedy chyba rekord bloga! – serdecznie dziękuję za każdy komentarz), jakie pojawiły się przy okazji tamtych wpisów. Mam nadzieję, że dzięki temu będziemy się w przyszłości lepiej rozumieć.

Zatem, po kolei…

Magdalaena: „Naprawdę ludzie wybierają konkretne profesje nie tylko jako źródło pieniędzy, ale także dlatego że taka praca przynosi im satysfakcję, daje uznanie wśród innych. NIGDY nie spotkałam scenariuszy wolności finansowej dotyczących ludzi, którzy robili zawodowo coś konkretnego, co dawało im satysfakcję.”

Nie demonizowałbym tak wyboru zawodu, zwłaszcza że większość ludzi kończy studia o jednym kierunku, a pracuje wykonując zupełnie inne zajęcie.

Odnośnie ludzi, którzy dzięki wykształceniu i wykonywanemu zawodowi uzyskali wolność finansową, również nie byłbym taki… przekonany. Wszyscy znamy przykłady ludzi takich, jak Steve Jobs, Bill Gates, Warren Buffet, Siergiey Brinn, Larry Page i wielu wielu innych, którzy dorobili się dzięki pracy i teraz są rentierami, poważnymi inwestorami lub pracują – w znaczeniu: robią to, co lubią – za dolara rocznie.

Mirabelka: „W wielu amerykańskich poradnikach sprawy te są propagowane właściwie jako jedyna możliwa i godna polecenia droga życiowa.”

Zgoda, ale jeżeli ktoś czytał klasykę amerykańskiej literatury „finansowej” autorstwa Joe Domingueza i Vicki Robin pt. „Your money or your life”, to nigdy w życiu nie uzna ich (tych spraw), jako jedynego sposobu. Podobnie, najnowsza książka (żeby nie było, że opieram się na starociach) Ramita Sethiego pt. „I will terach you to be rich” wcale nie stawia nie pasywny dochód. Możliwości jest wiele, choć do naszego kraju dociera tylko ułamek tego amerykańskiej literatury, na podstawie którego wielu ludzi wyrabia sobie właśnie takie, jak Twoja, opinie.

Magdalaena: „Rozumiem, że prowadzenie własnej firmy ma pewne plusy i że są ludzi, którym taki sposób życia odpowiada.
Ale stanowczo się sprzeciwiam generalizacjom, że ludzie którzy wybrali działalność na własną rękę są lepsi.”

W żadnym wypadku przedsiębiorca nie jest lepszy. Tutaj bardziej chodzi o to, że – w porównaniu do pracownika etatowego – ma o wiele większą swobodę. Fakt, trzeba o nią zadbać, ale definitywnie warto.

Nemo: „Stary dowcip – nieco zmodyfikowany: Jak uzyskać dochód pasywny? Zaoferuj kursy o tym jak uzyskać dochód pasywny. Na pewno się nie zawiedziesz.”

Tu się uśmiałem. Pozytywnie, rzecz jasna. Masz Nemo oczywiście rację, ale prowokujesz jednocześnie jedno pytanie: skoro masz gotową receptę na własny pasywny dochód (uczyć innych jak go zdobyć), to… dlaczego jej nie wykorzystasz?

Kamil: „Widać to dobitnie w ostatnim pytaniu, gdzie daje nam swoja genialną, sekretną rade i odłożeniu środków na rok życia. Mogę się założyć ze 95% czytelników tego bloga wie o tym doskonale bo nie obce jest im pojecie funduszu awaryjnego, ale przecież taka nazwa dobrze się nie sprzeda.”

Nie docenisz tej rady dopóty, dopóki faktycznie nie odłożysz tych pieniędzy.

Joanna: „Myslę, że wywiad jest słaby. Pytania są mało szczegółowe, więc i odpowiedzi są także ogólnikowe. Dużo w nim sensacji, promocji i wodolejstwa niestety. No i mało o samym oszczędzaniu. Trochę żałuję czasu, który poświęciłam na jego przeczytanie.”

Dzięki za krytykę. Jeżeli kiedykolwiek przeprowadzisz swój własny wywiad z wolną finansowo osobą, a nie będziesz miała go gdzie opublikować, służę blogiem.

PP: W wywiadzie brakowało mi konkretów, w jaki sposób można osiągnąć finansową niezależność.”

Rozwijać się, odłożyć pieniądze na fundusz awaryjny, zidentyfikować potrzeby innych ludzi, założyć własny biznes, który będzie je realizował i zautomatyzować go, by był jak najbardziej pasywny – ile jeszcze konkretów potrzebujesz, drogi PP?

PP: „Także Pana Sebastiana (który ma chyba aż jeden pomysł w postaci kursu językowego, poza radzeniem) należy wrzucić do jednego wora z Kiyosakim (mistrz gatunku – 0 [zero] wdrożonych ogólnikowych rad), Pavliną (powiedzmy pół rady – żona świadczy usługi konsultingowe o tym jak rozmawiać z duchami przodków) i Ferrisem, który handluje suplementami dla pakerów (w stylu Mutant Mass). Chyba jednak “zwykły” biznes nie przynosi im wszystkim zbyt dużego dochodu, gdyż swą główną działalność skupiają na radzeniu innym jak zostać rentierami.”

A Ciebie z kolei można wrzucić do wora z resztą malkontentów, którzy tylko narzekają. Każdego można zaszufladkować. Zamiast kpić z ludzi, którzy są niezależni finansowo, zapoznaj się z ich przesłaniem i wykorzystaj w swoim życiu to, co Ci najbardziej odpowiada. Zresztą, pisał o tym Menedżer.

Richmond: „Ja tez mam oszczednosc i na pare lat zycia, ale nie mam zamiaru z nich korzystac. Mam je nawet podzielone na oszczednosci podreczne, drugiego stopnia i zelazny zapas. Dzieki temu odczuwam komfort psychiczny i nie martwie sie w ogole sprawami finansowymi.”

I niech mi ktoś teraz powie, że posiadanie solidnego funduszu awaryjnego jest „be”… ;-)

Matipl: „Zawsze znajdą się ludzie zazdrośni, niedowierzający itp. Nawet jeśli taki p. Sebastian potrafi sprzedawać coś z niczego to należą mu się gratulacje.”

Dokładnie. Żeby było wesoło KAŻDY z nas może to robić, a jednak większość ludzi wybiera przede wszystkim ciułanie na etacie. Etat jest OK, jak się ma nie pewną sytuację, bo daje stały dochód, ale sam w sobie nie jest ani pewny, ani nie pozwoli na lepsze i swobodniejsze życie.

Kilka słów na koniec…

Będę absolutnie szczery: moje poglądy są w synergii z poglądami Sebastiana, Marcina-Rentiera, Tima Ferrissa, Boba Kiyosaki, Dave’a Bacha, Roberta Allena, Briana Tracy i wielu innych mniej lub bardziej znanych osób. Wprawdzie nie będę za pomocą bloga nikogo indoktrynował i do niczego zmuszał, to nie mam również ochoty tłumaczyć nikomu dlaczego uważam tak, a nie inaczej. Poszukuję konstruktywnej dyskusji, która nie będzie polegała na „odbijaniu” kontrargumentów, czy oczernianiu ludzi, z których filozofii czerpię, ale takiej, dzięki której zarówno rozmówcy, jak i ja, poczynimy w naszych życiach szeroko pojęty krok do przodu. Zatem, jeżeli poglądy prezentowane przez te osoby Ci nie odpowiadają, być może lepiej będzie, jeżeli zrezygnujesz z lektury Oszczędzania. Jeżeli jednak jesteś otwarty na inne, niż standardowe, podejście do życia, pracy oraz finansów – dodaj ten blog do czytnika RSS, a nie pożałujesz.

Podyskutujemy?

Jak oszczędzić czas i pieniądze na nauce języka obcego?

Znajomość przynajmniej jednego języka obcego to w dzisiejszych czasach podstawa. Warto znać język obcy nie tylko dlatego, że fajnie wygląda w CV i cieszy pracodawcę, czy że wygodniej podróżuje się po świecie znając inny – niż ojczysty – język, ale dlatego, że w obcych językach dostępnych jest ogrom bezpłatnych materiałów dydaktycznych, szkoleń i informacji, za które normalnie trzeba w Polsce płacić.

Mówiąc wprost: znajomość języka, zwłaszcza angielskiego, może przyczyniać się do znacznych oszczędności – zarówno czasu, jak i pieniędzy. To doskonała inwestycja we własny rozwój.

Jak zatem szybko i tanio nauczyć się języka obcego?

Z pomocą przychodzi opisywana niedawno przez Marcina reguła 80/20.

Otóż okazuje się, że do sprawnego posługiwania się językiem obcym wystarczy poznać zaledwie 1000 najczęściej używanych w nim słów i podstawy gramatyki (czas teraźniejszy, podstawowy przeszły i przyszły). Ta wiedza to właśnie 20% które daje 80% efektów. Ucząc się w ten sposób systematycznie, możesz ją opanować w bardzo krótkim czasie. Efektem będzie znaczna poprawa w rozumieniu tekstów pisanych i obcej mowy.

Jak się za to zabrać?

Metod jest wiele, ale ja pragnę przedstawić Ci swoją sugestię: skorzystaj z bezpłatnej wiedzy, którą wraz z Marcinem z bloga Rentier, udostępniamy w naszym serwisie językowym Tysiąc Słów.

Tysiąc Słów to mini-platforma, złożona z dwóch modułów:

  • programu komputerowego Tysiąc Słów, służącego do nauki najczęściej wykorzystywanych słówek angielskich i hiszpańskich (więcej języków wkrótce). Program jest prosty w obsłudze, funkcjonalny i nieustannie rozwijany.
  • biuletynu, w którym w trzydniowych odstępach nauczamy nieco rzadziej stosowanych, ale również bardzo praktycznych słówek z języków angielskiego i hiszpańskiego.

Korzystanie z tych narzędzi jest absolutnie bezpłatne.

Zatem, wracając do postawionego pytania: jak oszczędzić czas i pieniądze na nauce języka obcego?

Po prostu zajrzyj teraz na stronę Tysiąc Słów, zapisz się na biuletyn, pobierz bezpłatny program i… systematycznie z nich korzystaj.

Taniej i szybciej już nie będzie :-)

Niezależność finansowa w praktyce – wywiad z Sebastianem Schabowskim (2/2)

Dziś prezentuję drugą część wywiadu z Sebastianem Schabowskim – młodym człowiekiem, który swoim przykładem pokazuje, że w polskich realiach jak najbardziej da się osiągnąć finansową niezależność. Jeżeli jeszcze nie zapoznałeś się z pierwszą częścią wywiadu, serdecznie zapraszam Cię do rozpoczęcia lektury od tego wpisu.

Paweł Kata: OK. Porozmawialiśmy o pasywnym dochodzie, finansowej niezależności i rozwoju osobistym, czas zatem na kilka słów związanych bezpośrednio z tematyką tego bloga. Zatem, Sebastianie, jakie jest Twoje zdanie na temat oszczędzania pieniędzy? Czy oszczędzasz i – jeżeli tak – to w jaki sposób?

Sebastian Schabowski: Moim zdaniem istotą oszczędzania jest świadome gospodarowanie pieniędzmi zgodnie z naszymi wartościami (w przeciwieństwie do impulsywnego kupowania rzeczy niepotrzebnych, szybko tracących na wartości, pod wpływem reklam, czy też zaspokajania emocjonalnej potrzeby akceptacji przez próbowanie imponowania sąsiadom).

Na co dzień żyję dość skromnie, staram się przeznaczać pieniądze na rzeczy, które przyniosą wysoki zwrot z inwestycji – jak choćby edukację (szkolenia, książki, ale też np. studia MBA).

Jeśli da się coś zdobyć taniej i jest to sensowne, to korzystam z takich opcji. Latam tanimi liniami, czasem zatrzymuję się w hostelach, używam różnych sprytnych metod, o których mówimy w kursie Optymalizacji Życia, by oszczędzać na co dzień i tanio podróżować.

Moje dwie najważniejsze rady dotyczące tego tematu, to:

  1. Przeznaczaj pieniądze na coś, czego wartość wzrośnie lub co pomoże Ci zarabiać więcej. Każda złotówka może być Twoim pracownikiem.
  2. Zrób, co tylko w Twojej mocy, by odłożyć sobie „bufor finansowy” w kwocie pokrywającej roczne wydatki na życie. To naprawdę może totalnie zmienić Twoją sytuację, radykalnie obniżyć poziom odczuwanego codziennie stresu, przez co zachowasz zdrowie, będziesz dłużej i szczęśliwiej żyć. Koniec z martwieniem się, czy wystarczy do pierwszego, plus możliwość przejścia na semi-retirement (pół-emeryturę) – same plusy.

Paweł Kata: Piszesz dużo o inwestowaniu w rozwój osobisty. A co z inwestowaniem w inne walory? Podzielisz się swoimi doświadczeniami w tej kwestii?

Sebastian Schabowski: Piszę o inwestowaniu we własny rozwój, dlatego, że w większości przypadków taka inwestycja ma największy zwrot (samodzielnie go kontrolujemy).

Drugim dobrym sposobem, jest inwestowanie we własny biznes – używam np. Google AdWords do różnych eksperymentów, ostatnio razem z Pawłem Sygnowskim zainwestowaliśmy w stworzenie platformy, która zrewolucjonizuje naukę angielskiego od podstaw.

Jeśli chodzi o pozostałe sposoby inwestowania – był czas, kiedy aktywnie inwestowałem na giełdzie, w dalszym ciągu mam fundusze inwestycyjne, bawiłem się jakiś czas day-tradingiem… Te sposoby jednak są znacznie bardziej ryzykowne i dają mniejsze zyski niż inwestowanie w siebie i swój biznes.

Paweł Kata: Masz bardzo interesujące spojrzenie na inwestowanie. Gdy zazwyczaj kojarzy się ono z giełdą i funduszami, Ty sugerujesz rozwój osobisty i własny biznes. Skoro o biznesie mowa, to może podzieliłbyś się z Czytelnikami Oszczędzania swoimi bieżącymi projektami? Może wspomniałbyś nieco więcej o tej rewolucji językowej? Nad czym poza nią jeszcze obecnie pracujesz?

Sebastian Schabowski: Jeśli chodzi o rewolucję językową, to wprowadzamy na rynek polski świetną metodę, którą sam stosowałem np. ucząc się hiszpańskich słówek (przez angielski).

Koncept polega na tym, że jeśli znamy znaczenie 1000 najczęściej powtarzających się w danym języku słówek – jesteśmy w stanie zrozumieć 80% treści przeciętnego przekazu, czyli mamy już „z górki” i  dalsze obcowanie z językiem jest czystą przyjemnością.

Jest to więc sposób, by minimalnym wysiłkiem uzyskać maksymalny rezultat w praktycznej znajomości języka. Do tego dochodzi metoda, która uczy nas wyłącznie słów, których jeszcze nie znamy i uczy ich z dokładnie taką intensywnością, jakiej potrzebujemy, by opanować dane słowo. Jeśli ktoś potrzebuje zobaczyć dane słowo 12 razy, by je zapamiętać – tyle razy mu je pokażemy. Jeśli inne słowo zapamięta po 4 razach – nie pokażemy mu go po raz piąty.

Poza tym, piszę w tej chwili książkę, która pokaże ludziom chcącym od życia więcej niż 40 lat pracy na etacie – co tak naprawdę jest możliwe, jeśli chodzi o projektowanie swojego stylu życia i w jaki sposób to osiągnąć.

Co może zainteresować Twoich czytelników – niebawem zaczniemy sprzedawać osobno fragment kursu optymalizacji życia poświęcony wyłącznie oszczędzaniu (w wersji tekstowej i audio). (przyp. bezpłatne materiały Sebastiana dotyczące oszczędzania)

Poza tym, co najmniej raz w tygodniu chodzę do studia nagrań i nagrywam kolejne odcinki kursu „Dochód z pasji 2.0″ (jeszcze mi ich kilka zostało…).

Do tego – zacząłem ostatnio eksperymentować z produkcją filmików po angielsku i okazało się, że odbiorcy zareagowali na to bardzo entuzjastycznie, więc to będzie kolejny etap w moim rozwoju – budowanie swojej pozycji na amerykańskim rynku. Kilka moich pierwszych nagrań można znaleźć na tej stronie.

Może się wydawać, że dość dużo ostatnio robię i to prawda, o tyle, że postanowiłem po roku totalnych wakacji i podróżowania uczynić rok 2010 rokiem maksymalnej produktywności.

Paweł Kata: Niesamowite! W jaki sposób jesteś w stanie wykrzesać w sobie taką motywację do działania i produktywność, że jesteś w stanie ogarnąć te wszystkie projekty?

Sebastian Schabowski: Z jednej strony, stosuję wiele różnych technik ułatwiających mi pracę, z drugiej strony – wdrożyłem w życie kilka sekretów produktywności poznanych od Ebena Pagana i jestem teraz bardziej produktywny niż kiedykolwiek wcześniej.

Kilka z tych koncepcji zarządzania swoją energią i właściwego przygotowania się do dnia omawiam w wideo dostępnym na tej stronie.

Przejdźmy do szczegółów – w projekcie słówkowym zajmuję się głównie zarządzaniem projektem i marketingiem, natomiast poszczególne konkretne prace wykonuje cały zespół specjalistów (programiści, grafik, native speaker itd.).

Zamiast ręcznie wklepywać do komputera zawartość mojej książki – dyktuję ją (jak zresztą robi Brian Tracy) i ktoś inny przygotowuje transkrypt z tego nagrania, który po ponownym zredagowaniu staje się książką.

Nagrywanie wideo (czy to płatnego czy bezpłatnego, po polsku czy po angielsku) stało się dla mnie bardzo proste i naturalne, bo przygotowałem już w życiu wieeeeele filmików (kwestia praktyki).

Dzięki temu wszystkiemu jestem w stanie rozwijać wiele projektów naraz i studiować MBA w trybie dziennym jednocześnie.

Paweł Kata: I udzielać wywiadów ;-) Zatem, żeby nie odrywać Cię już bardziej od Twoich zajęć, ostatnie pytanie: gdybyś mógł Czytelnikom Oszczędzania przekazać tylko jedną radę o tym, jak osiągnąć spokój finansowy – jak by ona brzmiała?

Sebastian Schabowski: Jeśli chodzi o finansowy spokój umysłu, to istnieje jedna rzecz, którą możemy zrobić, by zupełnie zapomnieć o martwieniu się, czy wystarczy do pierwszego.

Dzięki tej jednej rzeczy nasz stres związany z martwieniem się o pieniądze po prostu znika i nie zakłóca już naszego dobrego samopoczucia, nie odbiera nam zdrowia, nie psuje relacji z innymi.

Kiedy za chwilę zdradzę ten sekret – niektórzy po prostu wzruszą ramionami, znajdą błyskawicznie wymówkę, wytłumaczenie dlaczego „nie mogą” go zastosować… Inni – docenią jego potęgę i natychmiast zaczną wprowadzać go w życie, by już po krótkim czasie cieszyć się pierwszymi efektami. Radzę Ci znaleźć się w tej drugiej grupie :)

Oto sekret – zrób co w Twojej mocy, by odłożyć sobie kwotę pokrywającą Twoje roczne wydatki na życie. Jeśli masz taką zaoszczędzoną i zainwestowaną sumę pieniędzy – żyjesz w zupełnie innym świecie niż większość ludzi.

Jak to zrobić? Oszczędzaj, może dorabiaj przez jakiś czas po godzinach, sprzedaj niepotrzebne Ci rzeczy na Allegro – zrób, co tylko się da, by osiągnąć ten stan, bo to zupełnie zmieni Twoją sytuację. W dalszej perspektywie jest oczywiście np. semi-reitrement, czyli pół-emerytura i niezależność finansowa, ale ten pierwszy krok jest po prostu nie do przecenienia.

Paweł Kata: Dzięki serdeczne, że chciałeś poświęcić czas i podzielić się swoimi doświadczeniami z Czytelnikami Oszczędzania.

Co myślisz o tym, czym podzielił się z nami Sebastian? Daje do myślenia, prawda? Podyskutujemy?

Niezależność finansowa w praktyce – wywiad z Sebastianem Schabowskim (1/2)

Bardzo często spotykam się z krytyką filozofii dążenia do finansowej niezależności i pojęć takich, jak pasywny dochód czy tworzenie wartości. Uwidacznia się ona nie tylko na Oszczędzaniu, ale również na innych blogach (choćby u Marcina). Aby uciąć to bezcelowe, jakże typowe dla naszego narodu, gadanie, postanowiłem przeprowadzić wywiad z młodym mężczyzną, który niedawno wrócił z rocznej mini-emerytury, aktualnie przebywa i studiuje w Nicei, rozwija swoje biznesy i nie martwi się problemami szarej codzienności (np. jak przetrwać do pierwszego itp.), a wszystko to dlatego, ponieważ… jest finansowo niezależny. I udało mu się to osiągnąć w polskich realiach!

Szybkie info: wywiad wyszedł nam tak długi, że postanowiłem podzielić go na dwie części. Drugą opublikuję w sobotę rano.

Paweł Kata: Witaj Sebastianie. Na początek standardowe pytanie: czy mógłbyś powiedzieć kilka słów o sobie oraz swoich zainteresowaniach?

Sebastian Schabowski: Zawsze miałem w sobie ciekawość i chęć poznania, jak działa świat. Kiedy zrozumiałem prawo skutku i przyczyny, które jest podstawą rozwoju osobistego, zacząłem intensywnie studiować (w Polsce i w USA) tematy związane ze szczęściem, sukcesem, zarządzaniem czasem, biznesem i niezależnością finansową.

Chciałem poznać, co tak naprawdę powoduje, że jedni ludzie są szczęśliwsi od innych, osiągają więcej sukcesów, mają lepsze relacje z innymi ludźmi, więcej energii czy też lepsze zdrowie.

Podczas rozwijania tej pasji natknąłem się również na ideę marketingu internetowego, która bardzo przypadła mi do gustu – dzięki internetowi mogę teraz dzielić się tym, co odkryłem z tysiącami ludzi na całym świecie. W ten sposób – nie tylko jestem w stanie im pomóc, ale także mieć pasywny dochód, który dał mi niezależność finansową i wymarzony styl życia.

Paweł Kata: Cieszę się, że wspomniałeś o pasywnym dochodzie i finansowej niezależności. Pisałem kilka razy o tych sprawach na blogu, ale spotkałem się raczej z chłodnym przyjęciem. Czy mógłbyś, jako ktoś tak młody i jednocześnie niezależny finansowo, podzielić się tajemnicą i opowiedzieć jak udało Ci się to osiągnąć oraz czy zbudowanie solidnego strumienia pasywnego dochodu jest możliwe w polskich realiach?

Sebastian Schabowski: Z tego, co zauważyłem na Osiągaczu – moja publiczność jest najbardziej zainteresowana tematem niezależności finansowej (mówienie o sukcesie, motywacji, zarządzaniu czasem itd. nie wzbudza porównywalnych emocji i zaangażowania).

Może to wynikać z tego, że są to zwykle osoby, które przeczytały już parę książek Kiyosakiego i rozumieją, że nie mówimy tu o niezależności od rodziców (uzyskanej przez zdobycie pierwszej pracy), tylko sytuacji, w której nie trzeba już więcej pracować na pieniądze.

Moja droga do niezależności finansowej była (patrząc z obecnej perspektywy) długa i bardzo ostrożna. Skupiłem się na dawaniu wartości osobom zainteresowanym rozwojem osobistym w Polsce i zarabianiu w programach partnerskich, na Google AdSense (w Polsce i na mojej amerykańskiej stronie), napisałem ebooka dla Złotych Myśli i przetłumaczyłem książkę Joe Vitale „Hipnotyczny Marketing”.

Dziś wiem, że można nie tylko osiągnąć niezależność finansową, ale także zarabiać od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych miesięcznie, w polskim internecie, stosując trochę odważniejsze strategie.

Obserwuję ostatnio wielu młodych ludzi (choćby z mojego mastermindu), którzy tworzą np. ebooka, na którego jest zapotrzebowanie, wydają go samodzielnie, robią świetne strony z ofertami i używają Google AdWords, by w błyskawicznym tempie ściągać na swoje strony ludzi zainteresowanych kupnem.

Inwestują nawet kilka tysięcy złotych dziennie, kupując kliknięcia w AdWords, ale każda wydana tak złotówka daje im ponad 2 zł dochodu.

Moje dochody również znacznie się zwiększyły, kiedy zacząłem tworzyć własne produkty i udostępniać je w modelu Fixed Term Membership Site – takiego bardzo wygodnego dla prowadzących i kursantów sposobu na kurs internetowy.

Jak najbardziej, w Polsce można zbudować ogromne źródła pasywnego dochodu w internecie – trzeba tylko dokładnie wiedzieć, jak to zrobić. Aby przekazać zainteresowanym tego typu wiedzę, stworzyłem kurs „Dochód z pasji 2.0″ dostępny na tej stronie.

Paweł Kata: Jako praktyk, jakich rad udzieliłbyś osobom, które dopiero starają się budować źródła pasywnego dochodu?

Sebastian Schabowski: Przede wszystkim – warto zdobywać jak najwięcej wiedzy. Istnieją książki, kursy internetowe czy stacjonarne, które uczą pewnych umiejętności prowadzących do tworzenia źródeł pasywnego dochodu.

Nawet jedna idea, jeden model biznesu, jeden pomysł, który gdzieś zdobędziemy – może przekształcić się w podstawę niezależności finansowej.

Druga sprawa to działanie i uczenie się tworzenia wartości dla danej grupy klientów, odkrywanie jej potrzeb, wychodzenie ze swojej strefy komfortu i realizowanie swoich odważnych pomysłów.

Trzecia sprawa to czas. Danie sobie czasu na rozwój, stopniowe zmienianie się w nową, lepszą wersję siebie. Jeśli model, w którym działasz umożliwia osiągnięcie niezależności finansowej i robisz codziennie postępy na drodze do niej – to jej osiągnięcie jest już tylko kwestią czasu.

Paweł Kata: Wspominasz o uczeniu się, rozwoju. Ponieważ miałem okazję obejrzeć kilka Twoich wywiadów, wiem że uczestniczyłeś w szkoleniach prowadzonych przez wiele sław z dziedziny motywacji i finansów, takich jak Brian Tracy czy Robert Kiyosaki. Czy Twoim zdaniem warto wyłożyć wysoką, jak na nasze warunki, kwotę, aby uczestniczyć w takim szkoleniu? Czy można z nich zyskać więcej, niż po przeczytaniu książki danego mówcy? Który z mówców wywarł na Ciebie największy wpływ?

Sebastian Schabowski: Co ciekawe, raczej nie uzyskasz na szkoleniu jakichś rewolucyjnie nowych idei, ale mimo to warto wziąć w nim udział.

Paradoks ten można wyjaśnić następującym zjawiskiem: od momentu poznania jakiejś koncepcji, do praktycznego zastosowania jej w naszym życiu mija zwykle wiele czasu i musimy coś usłyszeć i zobaczyć wiele razy, by wreszcie zmienić swoje zachowanie.

Szkolenie bardzo przyspiesza ten proces – jeśli płacisz dużą kwotę, to chcesz wykorzystać wiedzę w praktyce (a korzyści zaczynają się dopiero po wdrożeniu jej w życie).

Dodatkowo inspirująco działa przebywanie w grupie ludzi uczestniczących w seminarium (elita społeczeństwa) i sam bezpośredni kontakt z ekspertem (możesz np. zadać mu pytanie podczas przerwy). Dla mnie osobiście, spotykanie tego typu ludzi było marzeniem samym w sobie.

Jeśli chodzi o mówców, którzy wywarli na mnie największy wpływ, to na pewno Brian Tracy i Robert Kiyosaki, których wymieniłeś, ale też Tony Robbins, Jim Rohn, Mike Litman (modelowałem go trochę, prowadząc biuletyn sukcesu na Osiągaczu).

Obecnie wielki wpływ ma na mnie Eben Pagan (w mistrzowski sposób uczy nie tylko marketingu internetowego, ale też biznesu w ogóle i np. zarządzania czasem).

Dobrze jest poznać jak najwięcej ekspertów, potem wybrać, który najbardziej nam odpowiada i zgłębić dokładnie jego przesłanie.

P.S. Koniec części pierwszej. Część druga w sobotę.