Niedawno otrzymałem od jednego z Czytelników bardzo interesującego maila o poniższej treści:
Długo czytam Twoje blogi o oszczędzaniu i brakuje mi jednego: definicji oszczędzania i sknerstwa. Gdzie kończy się oszczędzanie, a zaczyna się sknerstwo? Gdzie w tym wszystkim jest skromność?
Każdy z nas ma ukształtowany jakiś wizerunek skąpca. Dla niektórych będzie to Scrooge z opowieści wigilijnej, innym jako pierwszy w głowie zaświta znany z dowcipów McGregor, jeszcze inni pomyślą o molierowskim Harpagonie. Te stereotypy negatywnie odbijają się na postrzeganiu osób oszczędnych, przez co niejednokrotnie są brane za skąpców, a przecież między jednymi, a drugimi, jest zasadnicza różnica!
Jak zatem wygląda skąpiec w dwudziestym pierwszym wieku?
Moim zdaniem, jest to osoba, która:
- oszczędza na wszystkim, na czym tylko może,
- często chciałaby mieć wszystko za darmo; myśli na zasadzie „mi się należy”,
- dba przede wszystkim o koszt i ilość, a nie o wartość i jakość,
- nieraz niską cenę towaru przedkłada nad jego wpływ na zdrowie czy bezpieczeństwo,
- jej skąpstwo negatywnie odbija się na ludziach znajdujących się w jej najbliższym otoczeniu,
- myśli krótkoterminowo i głównie na zasadzie „co z tego będzie miał?”.
Podejrzewam, że każdy z nas zna takiego człowieka, który „dusi grosza” na każdym kroku: objedzie całe miasto, żeby zaoszczędzić drobne na zakupach; żal mu pieniędzy, żeby raz na jakiś czas wyjść do baru ze znajomymi; rezygnuje z napoju, zamawiając posiłek w restauracji; nigdzie nie jeździ, tylko siedzi w domu; cały czas narzeka na ceny towarów itp. itd.
To jest właśnie skąpiec.
Natomiast bycie oszczędnym oznacza dla mnie świadome podejmowanie wyborów finansowych. Osoba oszczędna nie stanowi przeciwieństwa skąpca, a jej podejście bierze się w prostej linii z przemyślanych decyzji co do tego jak i na co wydaje pieniądze.
Chodzi tutaj w dużej mierze o stawianie w pierwszej kolejności na niezbędność danego zakupu/wydatku i na to, jaka stoi za nim jakość oraz jaką niesie on wartość. Na przykład: osoba oszczędna zapłaci więcej za buty dobrej jakości, bo wie, że w dłuższym czasie lepiej na tym wyjdzie, niż gdyby miała kupić dwie tańsze pary bubli.
Poza tym, choć osoba oszczędna bardzo często szuka możliwości do oszczędzania, to na tym, co dla niej jest ważne, nigdy przesadnie nie oszczędza. Naturalnie nie idzie za tym rozrzutność czy poddawanie się zakupom impulsowym, ale pewne wartościowanie: oszczędzam na tym, do czego nie przywiązuję aż takiej wagi, a wydaję więcej na to, co lubię i co sprawia mi przyjemność.
Również, osoba oszczędna nie gromadzi bezmyślnie każdego grosza, tylko odkłada pieniądze na konkretne, często długoterminowe cele. W sytuacji, gdy systematycznie wypełnia plan oszczędzania, nie widzi nic złego w tym, żeby pozostałą nadwyżkę wydać na szeroko pojęte przyjemności.
Osoby oszczędne nie są nudziarzami i choć czasem z powodów związanych ze świadomym dysponowaniem pieniędzmi odmówią spotkania, wspólnego wypadu czy uczestnictwa w imprezie, to nie jest to nagminne, ponieważ tacy ludzie potrafią się bawić oraz cieszyć życiem.
Co do skromności, to uważam, że jest to cecha, którą – z racji tego, że nie zawsze zależy od majątku czy dochodów – może prezentować zarówno osoba skąpa jak i oszczędna. Może niesłusznie, ale ponieważ skąpstwo postrzegam negatywnie, skromność osoby oszczędnej będzie dla mnie więcej znaczyć, niż skromność kogoś, kto jest dusigroszem.