Początki oszczędzania: Paweł Sygnowski

W dzisiejszym wpisie wracam do rozpoczętego jakiś czas temu cyklu o początkach oszczędzania, gdzie już mieliśmy okazję zapoznać się z tekstem Krzysztofa Lisa. W tym odcinku będzie można zapoznać się z wypowiedzią Pawła Sygnowskiego, który nie tylko bloguje o oszczędzaniu, ale także jest autorem popularnych ebooków językowych, współautorem kursu językowego 1000 Słów oraz kursu Optymalizator Życia.

Oddaję głos Pawłowi…

Szeroko pojętą przedsiębiorczością zajmowałem się praktycznie od dzieciństwa. Nie miałem w swoim otoczeniu żadnych osób, które mogłyby wtedy mnie zainspirować do działania. Te wzorce znajdowałem w książkach. Na początku była to lektura książek o znanych postaciach w historii, a później już stricte książki biznesowe. Pochłaniałem takie książki już w starszych klasach szkoły podstawowej.

Moja – jeśli można to tak wyrazić – kariera rozpoczęła się w szkole podstawowej od tzw. „Szkolnej Kasy Oszczędności”. Pamiętam, jak dziś, że na koniec roku szkolnego, osoba posiadająca najwięcej zgromadzonych oszczędności, otrzymywała najlepszy prezent – nagrodę za swoje wysiłki oszczędzającego.

Był to początek mojej przygody z zarabianiem i oszczędzaniem pieniędzy. Gdy byłem małym dzieckiem, celem samym w sobie było otrzymanie nagrody, jako widocznej pochwały moich wysiłków. Później, takim celem – niewątpliwie pod wpływem lektury różnych książek – stało się zaoszczędzenie jak największej ilości pieniędzy tylko po to, aby móc żyć de facto z odsetek od tego zgromadzonego kapitału.

Obecnie kiedy patrzę na tamte lata z perspektywy człowieka dorosłego wiem, że moi rodzice byli dla mnie swego rodzaju przykładem. Mimo stosunkowo wysokich zarobków, żyli skromnie, rozsądnie dysponowali pieniędzmi i lwią część swoich zarobków oszczędzali. Wspierali mnie też w moich zamierzeniach, choć nie zawsze zgadzali się ze mną. Odkryłem też w rodzinie tradycje biznesowe. Moja babcia przez wiele lat trudniła się handlem, a pradziadek miał restaurację cieszącą się bardzo dobrą renomą.

Od samego początku swoje szanse na zarabianie pieniędzy widziałem w biznesie. Gdy byłem licealistą, byłoby mi trudno podjąć normalną pracę na etacie. A ponadto miałem silne parcie ze strony rodziców, aby chodzić do szkoły, dobrze się uczyć i w efekcie znaleźć tę wspaniałą pracę:) Wybrałem jednak własną drogę.

Mogę powiedzieć, że zaczynałem jako sprzedawca. Zajmowałem się sprzedażą bardzo różnych towarów począwszy od gier komputerowych, poprzez artykuły tuningowe, a skończywszy na produktach informacyjnych.

Bardzo wcześnie zrozumiałem, że najbardziej korzystne jest inwestowanie we własny rozwój. Uczestniczyłam w szkoleniach w kilku MLM. A będąc w pierwszej klasie liceum płaciłem za indywidualne konsultacje u ekspertów w dziedzinie sprzedaży. Dzięki temu już wtedy moje dochody ze sprzedaży były porównywalne z przeciętną pensją osób zatrudnionych na etatach.

Bardzo wcześnie interesowałem się też nowoczesnymi, efektywnymi technikami uczenia się. Dzięki temu mogłem na naukę własną, również na studiach przeznaczać stosunkowo mało czasu, a osiągać bardzo dobre efekty. Współpracowałem też z newsletterem o tej tematyce.
Jestem fanatykiem zdobywania nowej wiedzy, nowych informacji i wcielania ich w życie. Nieustanna edukacja jest dla niego priorytetem. W życiu kieruję się poglądem, że „choćby wydało Ci się, że wiesz już wszystko, to jest to tylko złudzenie, które prowadzi prosto na manowce”.

Jakie są moje poglądy na oszczędzanie?

Oszczędzanie dla mnie jest nie tyle pewną metodą, która pozwala na o wiele szybsze osiągnięcie tego, czego się chce, ale sposobem, stylem życia.

Do takiego przeświadczenia doprowadziły mnie dwa spostrzeżenia, że właściwie wszystko, czego się pragnie, można osiągnąć o wiele niższym kosztem, niż to się początkowo wydaje, a niekiedy można ten koszt zupełnie wyeliminować oraz fakt, że o wiele prościej jest złotówkę zaoszczędzić, niż ją zarobić, a końcowy efekt jest identyczny (tj. więcej złotówek na koncie).

Jak w praktyce wygląda dla mnie oszczędzanie? Sprowadza się ono do stosowania w praktyce TYLKO trzech zasad:

  1. Nigdy nie godzić się na płacenie standardowej ceny za potrzebny towar, czy akceptowanie standardowych warunków, gdyż praktycznie zawsze można wynegocjować lepszą ofertę i to bez względu na wielkość dokonywanego zakupu.
  2. Używać to, co już się ma tak długo, jak to jest możliwe oraz próbować używać różnych przedmiotów w różnych sytuacjach. Tą drogą można zauważyć, że np. zużyty T-shirt można wykorzystać jako materiał do ścierania kurzu, itp.
  3. Liczy się każda oszczędność: nawet jedna złotówka.

Konsekwentne wprowadzanie tych zasad w życiu wraz z obserwacją, że świetnie można funkcjonować bez wielu rzeczy, które inni ludzie uznają za konieczne w swoim życiu, doprowadziło mnie do sytuacji, w której prowadząc jednosobowe gospodarstwo domowe, mogłem utrzymać się za 600-700 pln miesięcznie.

Pozwoliło mi to oszczędzać ogromną większość swoich przychodów, które były w pierwszej kolejności przeznaczone na zbudowanie funduszu awaryjnego w wysokości jednorocznych wydatków, a w następnej kolejności pieniądze były przeznaczane tylko na inwestycje.
Moje inwestycje sprowadzały się do inwestowania w tworzenie nowych źródeł dochodów, grę na giełdzie oraz inwestowanie w metale szlachetne. Ostatnimi czasy zainteresowałem się inwestowaniem w rynek nieruchomości, co aktualnie stanowi moją największą inwestycję.

Paweł Sygnowski. Bloguje o oszczędzaniu, pisze ebooki językowe, optymalizuje życie i w skondensowany sposób naucza języka angielskiego.

Moje podejście do oszczędzania (w pigułce)

Ostatnio, w komentarzach pod weselnym wpisem padło wiele słów, które uzmysłowiły mi, że choć prowadzę tego bloga od ponad trzech lat i staram się zbudować wizerunek „normalnego gościa od oszczędzania”, to mimo wszystko wiele osób szufladkuje mnie jako skąpca, ortodoksyjnego dusigrosza i w ogóle człowieka bez szeroko rozumianego „życia”.

Magdalaena zasugerowała, żebym „pokazał twarz” i pisał więcej o swoim życiu osobistym, ale niestety pisanie na takie tematy mnie nigdy nie pociągało. Zresztą, w zamyśle Oszczędzanie od samego początku miało być blogiem profesjonalnym, a nie osobistym, dlatego nigdy nie zabiegałem o to, by „dać się poznać”.

Niemniej jednak tak się składa, że niedawno odezwał się do mnie Paweł Sygnowski z propozycją udzielenia wywiadu dla jego Bloga o oszczędzaniu. Wywiad od kilku dni jest online, dlatego jeżeli chcesz mnie poznać nieco bardziej – jako osobę, a nie tylko jako bloggera, który dzieli się (mam nadzieję) praktycznymi radami – serdecznie zapraszam Cię do lektury.

Wywiad u Pawła Sygnowskiego

Początki oszczędzania: Krzysztof Lis

Niniejszym wpisem inauguruję nowy cykl wpisów gościnnych na Oszczędzaniu, w którym każdy może opowiedzieć o swoich początkach z oszczędzaniem pieniędzy. Na pierwszy ogień idzie wpis Krzysztofa Lisa, w którym opowiada on o tym, jak zaczęła się jego przygoda z oszczędzaniem oraz jak w swoim życiu podchodzi do gromadzenia oszczędności.

Oddaję głos Krzyśkowi…

Dlaczego warto wcześnie zacząć oszczędzać?

Kilka dni temu uświadomiłem sobie, jak to fajnie byłoby żyć na poziomie, na który pozwalają mi moje zarobki. Uświadomiłem sobie, że wydaję w ciągu miesiąca znacznie mniej, niż zarabiam, a resztę pieniędzy odkładam. Gdybym wydawał więcej, jadałbym często na mieście, miałbym więcej fajnych rzeczy, ciuchów, najnowszą komórkę, pewnie lepszy samochód, albo większe mieszkanie.

A tymczasem tego wszystkiego nie robię i nie mam.

Od momentu wyprowadzki od rodziców i zamieszkania z ówczesną narzeczoną w 2007 roku, wydajemy co miesiąc podobną sumę pieniędzy. Zaczynaliśmy od 2 000 PLN na miesiąc (gdy mieszkaliśmy w mieszkaniu, za które nie płaciliśmy czynszu), teraz mieścimy się z wydatkami w kwocie rzędu 3 000 PLN (przybyły nam dwa koty, dziecko, drugi samochód, no i mieszkanie, za które płacimy już czynsz). Tymczasem moje zarobki bywają czasem i 3x większe. Bywają, bo część pieniędzy zarabiam na blogach, z czego nie mam stabilnych i stałych dochodów.

Od zawsze praktycznie oszczędzam pieniądze. Zawsze gdzieś w głowie miałem cel, na który pieniądze chciałem wydać, dzięki czemu miałem na co odkładać. Zaczynało się pewnie od klocków Lego, bo moi rodzice w domu wprowadzili system „unijny” – do większych wydatków dokładali połowę, drugą połowę musiałem pokryć z oszczędności. Może to, a może geny po dziadku (znanym w rodzinie jako wzór oszczędności, żeby nie powiedzieć, że momentami skąpstwa), sprawiło, że oszczędzanie jest dla mnie czymś zupełnie naturalnym.

Dlaczego o tym piszę?

Bo oszczędzanie weszło mi w nawyk. Nauczyło mnie rozsądnego wydawania pieniędzy. Nie robię impulsowych zakupów. Nawet zakupy na Allegro zazwyczaj robię po kilkudniowym namyśle (np. w poniedziałek znajduję coś fajnego, a kupuję dopiero w piątek). A przede wszystkim przyzwyczaiłem się do życia na tym poziomie, na którym byłem te kilka lat temu.

Dziś mógłbym pozwolić sobie na więcej, ale szczęśliwie wzrost moich zarobków przełożył się głównie na wzrost oszczędności, a nie wzrost wydatków.

Dzięki temu, co miesiąc odkładam naprawdę sporą kwotę pieniędzy (w odniesieniu do zarobków) na oszczędności. Dziś moim celem jest budowa domu w najbliższym czasie. Najbliższy czas to pewnie za jakieś 2 lata. Bo teraz odkładam pieniądze po to, by później wziąć znacznie mniejszy kredyt. A być może w ogóle go nie brać. W dalszej perspektywie jest wolność finansowa – wyprowadzę się do tego domu i dzięki małym ratom kredytu (albo w ogóle jego braku) będę mógł rzucić pracę i zarabiać tylko w Internecie / na chałturach.

Teraz pomyślmy, co by się stało, gdybym nie umiał oszczędzać i nie miał tego we krwi.

Zarabiałbym więcej i wydawałbym więcej. W razie nagłych wydatków posiłkowałbym się kredytem. Pewnie zapoznałbym się blisko z kartą kredytową albo kredytem odnawialnym. Kupowałbym rzeczy, bez których (jak widać) mogę się obejść. A gdybym chciał kupić coś większego, jak choćby właśnie ten dom, musiałbym wziąć kredyt. Jego udźwignięcie nie byłoby problemem, ale żeby sobie z nim poradzić musiałbym mocno zmienić swoje przyzwyczajenia i zmniejszyć wydatki. A to mogłoby wtedy być trudne, bo przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia – a apetyt na pieniądze w miarę ich wydawania.

Inna sprawa, że na ten dom musiałbym wziąć wtedy kredyt na całą jego wartość, czyli powiedzmy na 300 000 PLN. Realizując aktualny plan powinienem się zmieścić w kredycie na 100 000 PLN. Czyli finalnie dom kosztowałby mnie ze 200 000 PLN więcej (bo przecież jak pożyczę 300 k PLN to będę musiał oddać ze dwa razy tyle).

Jak tak się ostatnio zastanawiałem, jak mógłbym żyć, gdybym wydawał wszystkie pieniądze, które zarabiam, było mi trudno wymyślić, na co mógłbym je wydawać… Naprawdę, bo przecież mam zaspokojone wszystkie potrzeby a fanaberie mi do głowy nie przychodzą.

Bardzo pomógł mi zwyczaj notowania wszystkich operacji na rachunkach bankowych. Taką buchalterię prowadzę od kiedy założyłem sobie pierwsze konto w banku internetowym, czyli z 6 lat temu. Mniej więcej raz w tygodniu uaktualniam dane zapisując przelewy, zakupy przez Internet, wypłaty z bankomatu (starając się zaznaczyć, na co wydałem gotówkę). Dzięki tym zapiskom wiem mniej więcej, ile pieniędzy mam na jakim rachunku. Obserwacja rosnących oszczędności jest bardzo przyjemna i motywująca.

Krzysztof Lis prowadzi wiele blogów, z których najpopularniejszym jest ten o zarabianiu na blogach.

Jeżeli chciałbyś podzielić się z Czytelnikami i Czytelniczkami swoimi początkami, przekonaniami oraz trikami związanymi z oszczędzaniem pieniędzy, skontaktuj się ze mną za pomocą formularza kontaktowego, do którego znajdziesz link u góry strony.