7 obszarów z których często „wyciekają” pieniądze

Śledzenie wydatków – temat, do którego w ramach małżeńskiego resetu finansowego ostatnio wróciłem – pozwala na łatwe wychwycenie tzw. „wycieków” finansowych, czyli wydatków, bez których można by się było obejść. W dzisiejszym wpisie postanowiłem przygotować krótką listę stosunkowo częstych sytuacji, w których pieniądze przeciekają nam przez palce. Oto ona:

  1. Jedzenie „w biegu”. Hamburger tu, hot-dog tam, jakiś kebab, jakaś kawa i pieniądze uciekają. Oczywiście nie ma nic złego w tym, by raz na jakiś czas zjeść coś na szybko, ale gdy takie sytuacje powtarzają się częściej, warto wypracować nawyk przygotowywania posiłków na wynos. Oszczędności możliwe do uzyskania rosną wraz ze stopniem zamiłowania do fastfoodu.
  2. Zakupy dla poprawy nastroju. Będąc w „złym humorze” podczas robienia zakupów zazwyczaj kupujemy bez namysłu i decydujemy się na rzeczy, z których potam rzadko korzystamy. Jeżeli nauczysz się rozpoznawać w sobie ten stan, potencjalne oszczędności mogą być całkiem spore.
  3. Karne odsetki. Spóźnianie się z płatnościami owocuje większymi rachunkami. Może nie wyciekają w ten sposób pokaźne sumy, ale jeżeli chronicznie płacisz po czasie, może warto ustawić zlecenia stałe w banku (jeśli masz je za darmo).
  4. Zmarnowane jedzenie. Jest to jeden z najczęstszych powodów strat finansowych. W takich sytuacjach zazwyczaj albo kupuje się za dużo produktów, które ulegają zepsuciu, albo gotuje się za dużo jedzenia, którego nie nadążamy zjeść. Pierwszego i drugiego można uniknąć przygotowując zawczasu plan posiłków i adekwatną listę zakupów.
  5. Marnowanie energii elektrycznej, cieplnej i wody. Ogrzewasz pomieszczenia z których nie korzystasz? Zostawiasz zapalone światło w całym domu? Nie korzystasz z taryfy? Ładowarka od komórki cały czas włączona do gniazdka? Korzystasz z przestarzałego sprzętu AGD i RTV? Nie uszczelniłeś okien? Lejesz całą wannę wody lub spędzasz pod prysznicem pół godziny? Przykładów można mnożyć, a każdy z nich to osobny wyciek środków z domowego budżetu. Czasem nawet dosłowny. Pojedynczo może nie stanowią przysłowiowych kokosów, ale sumują się do zauważalnych oszczędności – zwłaszcza w skali roku.
  6. Nieefektywna jazda samochodem. W ten sposób nie tylko szybciej opróżniasz bak, ale także bardziej zużywasz swoje auto. Więcej na ten temat pisałem jakiś czas temu w artykule o ekojeździe.
  7. Przepłacanie. Płacisz za HBO, którego nie masz czasu oglądać? Masz internet 8 MB, którego potencjału nie wykorzystujesz? Nie dajesz rady „wygadać” minut z abonamentu? Kupujesz gazety czy magazyny, które potem tylko „skanujesz”? Jeżeli tak, to na każdej z tych spraw przepłacasz. Szkoda wydawać pieniędzy na coś, z czego się nie korzysta.

Oczywiście powyższa lista nie jest w żadnym wypadku kompletna, niemniej jednak stanowi całkiem solidny punkt wyjścia dla każdego, kto chciałby uniknąć zbędnych wydatków. Myślę, że trudno nie zgodzić się z tym, że lepiej te środki dołożyć do funduszu awaryjnego lub nawet przeznaczyć na jakąś przemyślaną przyjemność, niż ot tak wyrzucać.

Czy zauważasz jeszcze jakieś inne obszary, w których „wyciekają” pieniądze? Jakie korzyści odniosłeś z zatamowania swoich wycieków? Były wymierne czy pomijalne?

Moje podejście do oszczędzania (w pigułce)

Ostatnio, w komentarzach pod weselnym wpisem padło wiele słów, które uzmysłowiły mi, że choć prowadzę tego bloga od ponad trzech lat i staram się zbudować wizerunek „normalnego gościa od oszczędzania”, to mimo wszystko wiele osób szufladkuje mnie jako skąpca, ortodoksyjnego dusigrosza i w ogóle człowieka bez szeroko rozumianego „życia”.

Magdalaena zasugerowała, żebym „pokazał twarz” i pisał więcej o swoim życiu osobistym, ale niestety pisanie na takie tematy mnie nigdy nie pociągało. Zresztą, w zamyśle Oszczędzanie od samego początku miało być blogiem profesjonalnym, a nie osobistym, dlatego nigdy nie zabiegałem o to, by „dać się poznać”.

Niemniej jednak tak się składa, że niedawno odezwał się do mnie Paweł Sygnowski z propozycją udzielenia wywiadu dla jego Bloga o oszczędzaniu. Wywiad od kilku dni jest online, dlatego jeżeli chcesz mnie poznać nieco bardziej – jako osobę, a nie tylko jako bloggera, który dzieli się (mam nadzieję) praktycznymi radami – serdecznie zapraszam Cię do lektury.

Wywiad u Pawła Sygnowskiego

Moje wielkie, polskie, oszczędne wesele… w praktyce!

Kilka osób prosiło o artykuł, w którym przedstawiłbym – jako oszczędny minimalista – swoje wesele. Dziś z przyjemnością realizuję tę prośbę, mając przy tym nadzieję, że wiele osób, które dopiero planują stanąć na ślubnym kobiercu, skorzysta ze sprawdzonych w praktyce porad.

Zacznę od minimalistycznej strony wesela, której w zasadzie… nie było. Powód? Oświadczałem się w połowie czerwca 2009 i w tamtym okresie nie byłem jeszcze zadeklarowanym minimalistą (filozofię tę adaptuję dopiero od początku 2010), stąd gdy czyniliśmy pierwsze ustalenia, nie zależało mi tak bardzo na tym, by lobbować wesele w stylu „mini”. Choć byłem zwolennikiem kameralnej imprezy, to moje poglądy stanowiły zaledwie 1/6 poglądów ludzi, którzy brali udział w organizacji tej imprezy (żona plus rodzice z obu stron), więc na tym polu postanowiłem po prostu zrezygnować z minimalizmu. Z oszczędnego podejścia jednak nie zrezygnowałem, dzięki czemu mogę podzielić się z Wami trikami, które wraz z Kasią zastosowaliśmy na naszym weselu.

Oto one (bez zwracania uwagę na kolejność):

  1. Sala po znajomości. Wynajem sali czy domu weselnego to duża część budżetu (o horrendalnie długich kolejkach nie wspominam). Jeżeli masz taką możliwość, skorzystaj ze znajomości. W naszym przypadku tak się składało, że teść jest strażakiem, więc wesele mogliśmy za bezcen wyprawić w remizie strażackiej. Owszem, wymagało to dodatkowego wkładu pracy, polegającego na solidnym wysprzątaniu sali przed i po imprezie oraz zainwestowaniu w odpowiednie dekoracje, ale oszczędności w porównaniu do okolicznych domów weselnych były bardzo widoczne.
  2. Tani alkohol. Ponieważ mieliśmy dojście do względnie taniego spirytusu (oczywiście z legalnego źródła) oraz butelek, zdecydowaliśmy się wódkę weselną przygotować samemu. Było z tym dużo pracy (ok. 3 dni), ale zaoszczędziliśmy ok. 30-35% kosztu zakupu wódki w hurtowni i o wiele więcej, w stosunku do cen sklepowych.
  3. Zaproszenia za grosze. Najtańsze, względnie estetyczne i jakościowo dobre zaproszenie weselne kosztuje ok. 4 PLN za sztukę. Nasze kosztowały tylko 40 groszy. Jak to zrobiliśmy? Otóż Kasia znalazła w sieci fajny pomysł na zaproszenie w postaci… kartki z gazety. Wykonanie projektu zajęło mi jedno popołudnie, w papierniczym kupiliśmy papier o kolorze i fakturze a’la troszkę grubsza kartka z Gazety Prawnej (10 gr sztuka), obustronny wydruk zaproszenia kosztował 30 gr. Efekt? Wszyscy goście byli pozytywnie zaskoczeni kreatywnością tego pomysłu!
  4. Potwierdzenie przybycia. Wiele osób o tym zapomina, ale warto na zaproszeniach poprosić gości o potwierdzenie przybycia na wesele do konkretnej daty. Dzięki temu o wiele łatwiej można poszukać dodatkowych oszczędności w takich obszarach, jak: menu weselne, dekoracje, noclegi i inne.
  5. Podział kosztów dekoracji kościoła. Gdy tylko dowiedzieliśmy się od księdza, że w naszym dniu odbywają się jeszcze dwa wesela, postanowiliśmy skontaktować się z pozostałymi parami i dogadać się w sprawie dekoracji kościoła. Kompromis został łatwo uzyskany i zamiast płacić pełnej stawki, dorzuciliśmy się do puli z naszą 1/3 kosztów.
  6. Negocjacje z hotelem. Normalnie doba w okolicznym hotelu, w pokoju dwuosobowym, kosztuje 100 pln. Początkowo (jeszcze na wakacjach 2009) udało się nam tę cenę stargować do 70-ciu złotych, ale gdy wróciliśmy do sprawy po nowym roku, okazało się, że hotelarz nie jest już tak skory do negocjacji. Niestety, nie zawarliśmy z nim wtedy żadnej umowy (choćby wstępnej) i negocjować trzeba było od nowa. Stanęło na tym, że pokoje kosztowały nas po 80 pln i małżeński dostaliśmy gratis. Umowa została od razu spisana i potem problemów już nie było. Nauczka: jak coś ustalasz, zawsze formalizuj to na papierze.
  7. Uwiecznianie imprezy. Do sprawy można podchodzić z dwóch stron: fotografia i wideofilmowanie. Obie opcje z przyczyn budżetowych nie wchodziły w grę, więc początkowo zdecydowaliśmy się jedynie na fotografa. Wybraliśmy go na podstawie jego portfolio, ceny oraz elastyczności. Suma summarum za profesjonalny reportaż (przygotowania, błogosławieństwo, msza, wesele, sesja plenerowa) zapłacimy 1600 pln. Zrezygnowaliśmy przy tym z albumów, prezentacji multimedialnych i innych tego typu dodatków, ponieważ gdy zajdzie potrzeba jestem w stanie w wolnej chwili przygotować je samemu. W międzyczasie okazało się, że mój Przyjaciel sprawił sobie kamerę HD i był chętny do pomocy w filmowaniu podczas tego dnia, więc materiał wideo z imprezy również będziemy mieli (P.S. Wiem, że to czytacie, dlatego jeszcze raz serdeczne dzięki Aniu i Krzyśku!).
  8. Elastyczny catering. Wesele to impreza, w której trzeba dać szanownym gościom porządnie zjeść, dlatego na jedzeniu nie oszczędzaliśmy. Wybraliśmy jednak firmę cateringową, która była bardzo elastyczna w ustalaniu szczegółów menu, a do tego pozwalała podać finalną liczbę gości zaledwie 5 dni przed imprezą. Poza tym, w ramach firmy działała komórka dekoracyjna, dzięki czemu odeszło nam załatwianie formalności z osobną firmą dekoratorską, a koszt dekoracji sali był zauważalnie niższy w porównaniu do zatrudnienia takowej. Suma summarum, choć oszczędności nie były aż tak duże, elastyczność we współpracy definitywnie zaoszczędziła nam wiele czasu i nerwów.
  9. Soki w Biedronce tańsze niż w hurtowni. Zdziwiłem się na całego, ale gdy teściu pojechał do Namysłowa po napoje, okazało się, że ceny w hurtowni są wyższe, niż w detalu! Również na tym polu oszczędności nie były aż tak duże, niemniej jednak warto najpierw zorientować się w cennikach, zanim zrobi się zakupy na większą kwotę.
  10. Towar nie zużyty do oddania. To taki trik, który zastosowaliśmy w lokalnej hurtowni, gdy zaopatrywaliśmy się w wodę i piwko na poprawiny. Zamiast płacić od razu, nabraliśmy towaru, a to, co zostało z wesela mogliśmy oddać przed finalnym rozliczeniem. Jest to doskonała sprawa w przypadku tego typu imprez, ponieważ nigdy tak do końca nie wiadomo ile czego zejdzie, ale zabraknąć nie może.
  11. Suknia na miarę. Suknie ślubne są drogie. Tym bardziej denerwuje mnie wydawanie na nie pieniędzy, że służą tylko podczas jednej imprezy w życiu i że z racji tego, że są ślubne, marże na nich są niebotycznie wysokie. Naszą pierwszą próbą walki z tym „procederem” było… zamówienie nie jednej, ale dwóch sukien ślubnych z Chin. Niestety, był to zupełnie nie trafiony pomysł, o czym możecie poczytać tutaj i tutaj. Na szczęście znaleźliśmy w Opolu wspaniały salon sukien ślubnych, w którym ceny były przystępne (za suknię mniej, niż 900 złotych!), obsługa i doradztwo niesamowicie profesjonalne, a do tego poprawki były w cenie. Gdyby nie „akcja Chiny”, zaoszczędzilibyśmy w porównaniu do oferty tradycyjnych salonów ok. 30-50%, a tak wyszliśmy praktycznie na zero (co nie znaczy, że Wy nie możecie zaoszczędzić).
  12. Garnitur a’la Świebodzki. Swój garnitur weselny kupiłem na wrocławskim targu niedzielnym. Kosztował połowę tego, co musiałbym zapłacić np. w Pawo po obniżce. Buty miałem z Deichmanna, a koszule i krawat weselny kupiłem w małym sklepiku z ciuchami weselnym w Opolu. Ogólnie ubrałem się za niewielkie pieniądze, a efekt był bardziej, niż zadowalający. Ciężko dokładnie określić ile zaoszczędziłem, ale w porównaniu do tradycyjnych sklepów myślę, że minimum 30-35%.
  13. Hurtowy makijaż. Ponieważ żonę, świadkową i koleżankę malowała jedną po drugiej ta sama znajoma wizażystka z miejscowości obok, wszystko odbyło się praktycznie po kosztach. Nie wiem ile normalnie kosztuje makijaż weselny w salonie piękności (pewnie kokosy, bo przecież jest weselny), ale skoro Kasia tak podeszła do sprawy, to na pewno było zauważalnie taniej.
  14. Oprawa muzyczna wesela. Oboje z Kasią nie przepadamy za orkiestrą na weselu, dlatego naturalnym wyborem było dla nas zatrudnienie sprawdzonego DJ’a. Pan Janusz, pełniąc dodatkowo funkcję wodzireja/moderatora, rozkręcił nam fantastyczną imprezę i wziął za to tylko… 1600 złotych. Dla porównania, „dobra” orkiestra (a złej przecież nikt by nie chciał na weselu), kosztowała minimum 3000 złotych. Oszczędności w tym wypadku widać gołym okiem.
  15. YouTube w poprawiny. Jako że w poprawiny zazwyczaj niewiele osób tańczy (przynajmniej w naszych okolicach), zdecydowaliśmy nie inwestować ponownie w DJ’a. Zamiast tego przygotowałem na YouToube playlistę zarówno tanecznych jak i spokojnych kawałków, którą puściłem z laptopa przez swój domowy „sound system”. Nie wiem, ile orkiestra bierze za poprawiny, ale Pan Janusz chciał 50% weselnej stawki, więc moje rozwiązanie było naturalnym wyjściem z sytuacji.
  16. Niedroga integracja. Nie chcieliśmy wymuszać na siłę integracji gości na weselu, więc potrzebowaliśmy jakiejś wizualnie interesującej, ale też niedrogiej formy rozrywki, wymagającej kooperacji. Wybór padł na latające lampiony. Kupiliśmy ich ok. 20 sztuk, więc jeden przypadał na 5 osób. Efekt był bardzo fajny i widowiskowy: goście zebrali się w grupki, wspólnie rozmawiali i „odpalali” lampiony. Koszt nominalny: 75 złotych. W stosunku do całości wesela: ułamek procentu.
  17. Darmowy consulting. Wiele pomysłów, z których skorzystaliśmy podczas organizacji „wielkiego dnia”, Kasia zaczerpnęła lub wymyśliła w oparciu o dyskusje prowadzone na przeróżnych forach weselnych. Dziewczyny w tamtych miejscach są bardzo skore do dzielenia się swoimi doświadczeniami oraz trikami, dlatego warto zaczepić się w takich społecznościach i podpytać co nieco. Jest to wiedza dostępna za darmo, podczas gdy doradcy weselnemu (jeżeli ktoś planuje skorzystać) trzeba by za to płacić.
  18. Obrączki ze średniej półki. Obrączki nie dość, że są sprawą mocno indywidualną, to jeszcze rozstrzał cenowy jest ogromny (od <1000 złotych za komplet do >2500 za sztukę). Kupując je, zdecydowaliśmy się na takie ze średniej półki, przy czym kupiliśmy je w sklepie jubilerskim, w którym grawer był uwzględniony w koszcie zakupu. Gdzieniegdzie trzeba jeszcze za grawerkę płacić osobno, więc jeżeli zależy Wam na tym dodatku, upewnijcie się, że nikt Was za to nie podliczy.
  19. Podróż przedślubna. Niestety, z wielu różnych głupawych powodów na podróż poślubną nie mamy co liczyć (przynajmniej jeszcze nie teraz), dlatego postanowiliśmy sobie zorganizować podróż przedślubną. Jako że lubimy festiwale, pojechaliśmy na Heineken Opener Festival i cztery dni bawiliśmy się do upadłego. Nie odmawialiśmy sobie niczego, a koszt całkowity (za nas oboje) i tak był niższy od typowego, tygodniowego wyjazdu w sezonie do Egiptu dla jednej osoby.

Podsumowując, dużą pomoc w organizowaniu tego typu imprezy stanowią znajomości. Im więcej osób z pokrewnych branż znasz, tym taniej i sprawniej można zorganizować fajne wesele. Niektórzy mogą to odebrać jak próbę żerowania na znajomych, ale tak naprawdę ludzie prawdziwie nam bliscy, ciesząc się naszym szczęściem, sami wychodzą z ciekawymi propozycjami. Warto również pamiętać o starej maksymie, mówiącej, że „rzeczywistość jest negocjowalna”. W niektórych miejscach zostawia się naprawdę niemałe pieniądze i już z tej racji można rozmawiać o rabatach. Zaskakujące jest również to, jak bardzo kreatywność może zastąpić wypchany portfel.

Kończąc ten wpis, pragnę przedstawić Ci jedną, najważniejszą myśl, która zapamiętana, ustrzeże Cię przed nadmierną rozrzutnością i pozwoli odnaleźć balans między szeroko pojętą jakością, a kosztem imprezy:

Pamiętaj, że ślub to tylko jeden dzień z reszty wspólnego życia. O wiele lepiej zorganizować tanie, ale kreatywne, wesele i bez stresów wchodzić w nowe, życiowe role, niż pakować się w długi i od samego początku wspólnej drogi czuć brzemię finansowej niewoli wobec banku.

P.S. Jeżeli planujesz wesele w niedługim czasie, serdecznie zapraszam do lektury bloga mojej żony, która porusza na nim właśnie tą tematykę.

Jak oszczędzić na wakacjach i podczas urlopu? 19 praktycznych porad.

Wprawdzie wakacje już ruszyły pełną parą, a z nieba leje się żar, to w dzisiejszym wpisie chciałem podsunąć kilka pomysłów na to, jak zaoszczędzić trochę pieniędzy na wakacjach i urlopowaniu.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie wszystkie porady będą odpowiednie dla każdego – wszak mamy różne podejście do spędzania czasu na urlopie. Niektórzy będą czerpali frajdę z pieszej pielgrzymki do Santiago de Compostella, sypiając w kościołach lub pod gołym niebem. Inni wolą hotelowe luksusy i basen z podgrzewaną wodą. Jeszcze inni preferują spontaniczny wypad do Barcelony. Sytuacja z urlopem zmienia się dodatkowo, gdy w grę wchodzi wyjazd z dziećmi. Sugeruję zatem zapoznać się z treścią artykułu i wybrać dla siebie te porady, które pasują do stylu wypoczywania i mieszczą się w Twoich subiektywnych granicach oszczędzania na wakacjach.

Przed wyjazdem

  1. Jasno określ ile chcesz wydać na urlopowanie. Dzięki temu łatwo zorientujesz się w dostępnych opcjach i będziesz mieć dodatkową motywację do tego, by nie przesadzić z wydatkami na wypoczynek.
  2. Zapomnij o zaciąganiu kredytu na wakacje. Niewiele jest gorszych sytuacji w życiu człowieka, niż kac moralny po wydaniu kilku nie swoich tysięcy na wypoczynek, na oddanie których trzeba będzie po urlopie pracować jeszcze ciężej.
  3. Bukuj oferty first minute i last minute. Jeżeli preferujesz, by to biuro turystyczne zorganizowało Twój urlop lub chcesz kupić jedną z wycieczek, postaraj się kupić ją w tzw. ofercie first minute (niższa cena + bonusy) lub tzw. last minute (wyprzedaż wycieczek po niższych cenach). Kupując „produkt turystyczny” w środku sezonu prawie zawsze zapłacisz największą cenę.
  4. Wyszukuj okazje na Internecie. Wiele biur turystycznych funkcjonuje online, a fakt, że nie mają sieci oficjalnych placówek sprawia, że mogą swoje wyjazdy oferować po niższych cenach. Również, przejrzenie paru stron internetowych jest wygodniejsze, niż bieganie po fizycznych biurach.
  5. Zdecyduj się odwiedzić „niedrogie” kraje. Maroko, Tajlandia, Indie, Meksyk, Ukraina – życie w tych miejscach jest jak na polską kieszeń stosunkowo tanie. Jedynym poważnym wydatkiem jest wtedy koszt dojazdu do i z takiego kraju, ale gdy zadbasz o to odpowiednio szybko, na dojeździe również zaoszczędzisz.
  6. Wyjeżdżając za granicę, zawczasu zadbaj o zapas obcej waluty. W chwili obecnej Walutomat jest potencjalnie najkorzystniejszą opcją na zakup obcych pieniędzy. Możesz także podpytać znajomych o opłacalny kantor w Twojej okolicy, choć tutaj już raczej nie zaoszczędzisz. Za to unikaj wymieniania pieniędzy w bankach (złodziejska marża!) oraz w miejscach typu dworce, lotniska itp. (zwłaszcza u celu podróży).

Pakowanie

  1. Zabierz ze sobą jedzenie. Nawet „podstawowe” jedzenie w miejscach obleganych przez turystów jest obarczone znacznie większą marżą (nie wspomnę o przeliczaniu cen tych produktów ze złotych na euro podczas wyjazdów zagranicznych), dlatego dobrym pomysłem jest zrobienie i zabranie ze sobą zapasów na wakacyjne wojaże.
  2. Warto również zabrać ze sobą takie sprawy, jak kremy do opalania, szampony itp. i zrezygnować z kupowania ich na miejscu (o ile np. nie zapewnia ich hotel). Prosty przykład: krem do opalania z filtrem UV 30 w Opolu 19,99 PLN; w Gdyni, na Babich Dołach – 21,99 pln. Ten sam produkt + turystyczne miejsce = przebitka +10%.
  3. Staraj się podróżować lekko. Nie tylko będzie Ci łatwiej przemieszczać się z miejsca na miejsce, ale także unikniesz opłaty za nadbagaż w przypadku podróżowania samolotem.

Na wyjeździe

  1. Ustal dzienny budżet na wydatki. Wakacyjne wyjazdy mają to do siebie, że znacznie łatwiej, niż zazwyczaj, wydaje się pieniądze. Dzięki budżetowi dziennemu łatwo utrzymasz w ryzach swoje wydatki i nie „przegniesz”.
  2. Nie kupuj zbyt wielu pamiątek. Większość z nich to odpustowa tandeta, którą i tak można dostać w promieniu 5km od domu za mniejsze pieniądze. Jeżeli już zdecydujesz się na zakupy pamiątkowe, przeznacz na nie ostatni dzień wyjazdu.
  3. Obserwuj „lokalnych”. Ci ludzie nie tylko znają najtańsze knajpki i sklepy spożywcze, ale także inne nieznane turystom sztuczki i kruczki. Warto również poprosić lokalnych o radę. W moim wypadku krótka pogawędka z lokalnymi Holendrami zaoszczędziła mi w Amsterdamie ok. 20€ na wstępie do Madame Tussauds i wycieczce statkiem po kanałach.
  4. Przeznacz choć jeden dzień na to, by „zgubić się” w miejscu urlopu. Jest to frajda sama w sobie, dzięki której lepiej poczujesz atmosferę danego miejsca, poznasz lokalnych ludzi oraz odkryjesz lokacje nie omówione w przewodnikach. Wydatki podczas takich akcji są zazwyczaj minimalne, a czas mija przyjemnie.
  5. Zawieraj i utrzymuj przyjaźnie w odwiedzanych miejscach. W przyszłości może to zaowocować darmowym noclegiem, praktycznymi informacjami, wspólnymi wyjazdami czy nawet możliwością doskonalenia umiejętności posługiwania się obcym językiem.

Porady „mocniejszego kalibru”

  1. Zdecyduj się na staycation, czyli wakacje w miejscu zamieszkania. Można sobie całkiem fajnie i tanio zorganizować czas, zwłaszcza gdy do naszego użytku oddane są większe parki, baseny i inne ciekawe miejsca. Raz na jakiś czas takie wakacje nikomu nie zaszkodzą, a oszczędności – w porównaniu do innych form urlopowania – są kolosalne. Również, warto zdecydować się na staycation wtedy, gdy chciałbyś na przyszłe wakacje zaplanować o wiele droższą podróż np. do miejsca, o którym marzysz!
  2. Jedź większą grupą. Wprawdzie urlop to czas wypoczynku, odstresowania się i ogólnego rozluźnienia, ale czasem warto wybrać się na wspólny wyjazd ze znajomymi. W większej grupie łatwiej o tanią rozrywkę, a także grupy mają szersze pole do negocjacji cen noclegów i innych atrakcji.
  3. Wymień się domem! Tzw. house swapping robi się coraz bardziej popularny i coraz więcej osób decyduje się na skorzystanie z tej opcji. W przypadku rodzinnych wyjazdów  zagranicznych oszczędności mogą być przeogromne! Oczywiście trzeba zachować ostrożność i najpierw zrobić mały przegląd.
  4. Couchsurfing. Jeżeli nie chcesz wymieniać się domem, rozsądną opcją dla młodych turystów jest również couchsurfing. W zamian za niewielką pomoc gospodarzowi, można za darmo pospać w jego mieszkaniu. Jest to wspaniały sposób na poznawanie nowych ludzi, choć również należy być ostrożnym!
  5. Pomieszkuj w hostelach. W każdym większym mieście w Europie można znaleźć hostele, w których za grosze znajdzie się ciepłe łózko i imprezowa ekipa z całego świata. Oczywiście Ci, którzy lubią prywatność, również w takich miejscach znajdą pokoje dla siebie.

Podsumowanie

Temat oszczędzania na wakacyjnych wyjazdach i urlopowaniu jest bardzo szeroki. Mam nadzieję, że w tych 19-tu praktycznych poradach znalazłeś coś dla siebie lub dzięki nim wpadłeś na własne pomysły, którymi podzielisz się w komentarzach.

Na koniec bonusowa rada, która choć stanowi idealny przykład zdroworozsądkowego myślenia, jest często zapominana:

Im szybciej zabierzesz się za planowanie wakacji, tym więcej jesteś w stanie zaoszczędzić.

Z niecierpliwością czekam na Twój komentarz, zwłaszcza jeżeli dużo podróżujesz z dziećmi.