Moje wielkie, polskie, oszczędne wesele… w praktyce!

Kilka osób prosiło o artykuł, w którym przedstawiłbym – jako oszczędny minimalista – swoje wesele. Dziś z przyjemnością realizuję tę prośbę, mając przy tym nadzieję, że wiele osób, które dopiero planują stanąć na ślubnym kobiercu, skorzysta ze sprawdzonych w praktyce porad.

Zacznę od minimalistycznej strony wesela, której w zasadzie… nie było. Powód? Oświadczałem się w połowie czerwca 2009 i w tamtym okresie nie byłem jeszcze zadeklarowanym minimalistą (filozofię tę adaptuję dopiero od początku 2010), stąd gdy czyniliśmy pierwsze ustalenia, nie zależało mi tak bardzo na tym, by lobbować wesele w stylu „mini”. Choć byłem zwolennikiem kameralnej imprezy, to moje poglądy stanowiły zaledwie 1/6 poglądów ludzi, którzy brali udział w organizacji tej imprezy (żona plus rodzice z obu stron), więc na tym polu postanowiłem po prostu zrezygnować z minimalizmu. Z oszczędnego podejścia jednak nie zrezygnowałem, dzięki czemu mogę podzielić się z Wami trikami, które wraz z Kasią zastosowaliśmy na naszym weselu.

Oto one (bez zwracania uwagę na kolejność):

  1. Sala po znajomości. Wynajem sali czy domu weselnego to duża część budżetu (o horrendalnie długich kolejkach nie wspominam). Jeżeli masz taką możliwość, skorzystaj ze znajomości. W naszym przypadku tak się składało, że teść jest strażakiem, więc wesele mogliśmy za bezcen wyprawić w remizie strażackiej. Owszem, wymagało to dodatkowego wkładu pracy, polegającego na solidnym wysprzątaniu sali przed i po imprezie oraz zainwestowaniu w odpowiednie dekoracje, ale oszczędności w porównaniu do okolicznych domów weselnych były bardzo widoczne.
  2. Tani alkohol. Ponieważ mieliśmy dojście do względnie taniego spirytusu (oczywiście z legalnego źródła) oraz butelek, zdecydowaliśmy się wódkę weselną przygotować samemu. Było z tym dużo pracy (ok. 3 dni), ale zaoszczędziliśmy ok. 30-35% kosztu zakupu wódki w hurtowni i o wiele więcej, w stosunku do cen sklepowych.
  3. Zaproszenia za grosze. Najtańsze, względnie estetyczne i jakościowo dobre zaproszenie weselne kosztuje ok. 4 PLN za sztukę. Nasze kosztowały tylko 40 groszy. Jak to zrobiliśmy? Otóż Kasia znalazła w sieci fajny pomysł na zaproszenie w postaci… kartki z gazety. Wykonanie projektu zajęło mi jedno popołudnie, w papierniczym kupiliśmy papier o kolorze i fakturze a’la troszkę grubsza kartka z Gazety Prawnej (10 gr sztuka), obustronny wydruk zaproszenia kosztował 30 gr. Efekt? Wszyscy goście byli pozytywnie zaskoczeni kreatywnością tego pomysłu!
  4. Potwierdzenie przybycia. Wiele osób o tym zapomina, ale warto na zaproszeniach poprosić gości o potwierdzenie przybycia na wesele do konkretnej daty. Dzięki temu o wiele łatwiej można poszukać dodatkowych oszczędności w takich obszarach, jak: menu weselne, dekoracje, noclegi i inne.
  5. Podział kosztów dekoracji kościoła. Gdy tylko dowiedzieliśmy się od księdza, że w naszym dniu odbywają się jeszcze dwa wesela, postanowiliśmy skontaktować się z pozostałymi parami i dogadać się w sprawie dekoracji kościoła. Kompromis został łatwo uzyskany i zamiast płacić pełnej stawki, dorzuciliśmy się do puli z naszą 1/3 kosztów.
  6. Negocjacje z hotelem. Normalnie doba w okolicznym hotelu, w pokoju dwuosobowym, kosztuje 100 pln. Początkowo (jeszcze na wakacjach 2009) udało się nam tę cenę stargować do 70-ciu złotych, ale gdy wróciliśmy do sprawy po nowym roku, okazało się, że hotelarz nie jest już tak skory do negocjacji. Niestety, nie zawarliśmy z nim wtedy żadnej umowy (choćby wstępnej) i negocjować trzeba było od nowa. Stanęło na tym, że pokoje kosztowały nas po 80 pln i małżeński dostaliśmy gratis. Umowa została od razu spisana i potem problemów już nie było. Nauczka: jak coś ustalasz, zawsze formalizuj to na papierze.
  7. Uwiecznianie imprezy. Do sprawy można podchodzić z dwóch stron: fotografia i wideofilmowanie. Obie opcje z przyczyn budżetowych nie wchodziły w grę, więc początkowo zdecydowaliśmy się jedynie na fotografa. Wybraliśmy go na podstawie jego portfolio, ceny oraz elastyczności. Suma summarum za profesjonalny reportaż (przygotowania, błogosławieństwo, msza, wesele, sesja plenerowa) zapłacimy 1600 pln. Zrezygnowaliśmy przy tym z albumów, prezentacji multimedialnych i innych tego typu dodatków, ponieważ gdy zajdzie potrzeba jestem w stanie w wolnej chwili przygotować je samemu. W międzyczasie okazało się, że mój Przyjaciel sprawił sobie kamerę HD i był chętny do pomocy w filmowaniu podczas tego dnia, więc materiał wideo z imprezy również będziemy mieli (P.S. Wiem, że to czytacie, dlatego jeszcze raz serdeczne dzięki Aniu i Krzyśku!).
  8. Elastyczny catering. Wesele to impreza, w której trzeba dać szanownym gościom porządnie zjeść, dlatego na jedzeniu nie oszczędzaliśmy. Wybraliśmy jednak firmę cateringową, która była bardzo elastyczna w ustalaniu szczegółów menu, a do tego pozwalała podać finalną liczbę gości zaledwie 5 dni przed imprezą. Poza tym, w ramach firmy działała komórka dekoracyjna, dzięki czemu odeszło nam załatwianie formalności z osobną firmą dekoratorską, a koszt dekoracji sali był zauważalnie niższy w porównaniu do zatrudnienia takowej. Suma summarum, choć oszczędności nie były aż tak duże, elastyczność we współpracy definitywnie zaoszczędziła nam wiele czasu i nerwów.
  9. Soki w Biedronce tańsze niż w hurtowni. Zdziwiłem się na całego, ale gdy teściu pojechał do Namysłowa po napoje, okazało się, że ceny w hurtowni są wyższe, niż w detalu! Również na tym polu oszczędności nie były aż tak duże, niemniej jednak warto najpierw zorientować się w cennikach, zanim zrobi się zakupy na większą kwotę.
  10. Towar nie zużyty do oddania. To taki trik, który zastosowaliśmy w lokalnej hurtowni, gdy zaopatrywaliśmy się w wodę i piwko na poprawiny. Zamiast płacić od razu, nabraliśmy towaru, a to, co zostało z wesela mogliśmy oddać przed finalnym rozliczeniem. Jest to doskonała sprawa w przypadku tego typu imprez, ponieważ nigdy tak do końca nie wiadomo ile czego zejdzie, ale zabraknąć nie może.
  11. Suknia na miarę. Suknie ślubne są drogie. Tym bardziej denerwuje mnie wydawanie na nie pieniędzy, że służą tylko podczas jednej imprezy w życiu i że z racji tego, że są ślubne, marże na nich są niebotycznie wysokie. Naszą pierwszą próbą walki z tym „procederem” było… zamówienie nie jednej, ale dwóch sukien ślubnych z Chin. Niestety, był to zupełnie nie trafiony pomysł, o czym możecie poczytać tutaj i tutaj. Na szczęście znaleźliśmy w Opolu wspaniały salon sukien ślubnych, w którym ceny były przystępne (za suknię mniej, niż 900 złotych!), obsługa i doradztwo niesamowicie profesjonalne, a do tego poprawki były w cenie. Gdyby nie „akcja Chiny”, zaoszczędzilibyśmy w porównaniu do oferty tradycyjnych salonów ok. 30-50%, a tak wyszliśmy praktycznie na zero (co nie znaczy, że Wy nie możecie zaoszczędzić).
  12. Garnitur a’la Świebodzki. Swój garnitur weselny kupiłem na wrocławskim targu niedzielnym. Kosztował połowę tego, co musiałbym zapłacić np. w Pawo po obniżce. Buty miałem z Deichmanna, a koszule i krawat weselny kupiłem w małym sklepiku z ciuchami weselnym w Opolu. Ogólnie ubrałem się za niewielkie pieniądze, a efekt był bardziej, niż zadowalający. Ciężko dokładnie określić ile zaoszczędziłem, ale w porównaniu do tradycyjnych sklepów myślę, że minimum 30-35%.
  13. Hurtowy makijaż. Ponieważ żonę, świadkową i koleżankę malowała jedną po drugiej ta sama znajoma wizażystka z miejscowości obok, wszystko odbyło się praktycznie po kosztach. Nie wiem ile normalnie kosztuje makijaż weselny w salonie piękności (pewnie kokosy, bo przecież jest weselny), ale skoro Kasia tak podeszła do sprawy, to na pewno było zauważalnie taniej.
  14. Oprawa muzyczna wesela. Oboje z Kasią nie przepadamy za orkiestrą na weselu, dlatego naturalnym wyborem było dla nas zatrudnienie sprawdzonego DJ’a. Pan Janusz, pełniąc dodatkowo funkcję wodzireja/moderatora, rozkręcił nam fantastyczną imprezę i wziął za to tylko… 1600 złotych. Dla porównania, „dobra” orkiestra (a złej przecież nikt by nie chciał na weselu), kosztowała minimum 3000 złotych. Oszczędności w tym wypadku widać gołym okiem.
  15. YouTube w poprawiny. Jako że w poprawiny zazwyczaj niewiele osób tańczy (przynajmniej w naszych okolicach), zdecydowaliśmy nie inwestować ponownie w DJ’a. Zamiast tego przygotowałem na YouToube playlistę zarówno tanecznych jak i spokojnych kawałków, którą puściłem z laptopa przez swój domowy „sound system”. Nie wiem, ile orkiestra bierze za poprawiny, ale Pan Janusz chciał 50% weselnej stawki, więc moje rozwiązanie było naturalnym wyjściem z sytuacji.
  16. Niedroga integracja. Nie chcieliśmy wymuszać na siłę integracji gości na weselu, więc potrzebowaliśmy jakiejś wizualnie interesującej, ale też niedrogiej formy rozrywki, wymagającej kooperacji. Wybór padł na latające lampiony. Kupiliśmy ich ok. 20 sztuk, więc jeden przypadał na 5 osób. Efekt był bardzo fajny i widowiskowy: goście zebrali się w grupki, wspólnie rozmawiali i „odpalali” lampiony. Koszt nominalny: 75 złotych. W stosunku do całości wesela: ułamek procentu.
  17. Darmowy consulting. Wiele pomysłów, z których skorzystaliśmy podczas organizacji „wielkiego dnia”, Kasia zaczerpnęła lub wymyśliła w oparciu o dyskusje prowadzone na przeróżnych forach weselnych. Dziewczyny w tamtych miejscach są bardzo skore do dzielenia się swoimi doświadczeniami oraz trikami, dlatego warto zaczepić się w takich społecznościach i podpytać co nieco. Jest to wiedza dostępna za darmo, podczas gdy doradcy weselnemu (jeżeli ktoś planuje skorzystać) trzeba by za to płacić.
  18. Obrączki ze średniej półki. Obrączki nie dość, że są sprawą mocno indywidualną, to jeszcze rozstrzał cenowy jest ogromny (od <1000 złotych za komplet do >2500 za sztukę). Kupując je, zdecydowaliśmy się na takie ze średniej półki, przy czym kupiliśmy je w sklepie jubilerskim, w którym grawer był uwzględniony w koszcie zakupu. Gdzieniegdzie trzeba jeszcze za grawerkę płacić osobno, więc jeżeli zależy Wam na tym dodatku, upewnijcie się, że nikt Was za to nie podliczy.
  19. Podróż przedślubna. Niestety, z wielu różnych głupawych powodów na podróż poślubną nie mamy co liczyć (przynajmniej jeszcze nie teraz), dlatego postanowiliśmy sobie zorganizować podróż przedślubną. Jako że lubimy festiwale, pojechaliśmy na Heineken Opener Festival i cztery dni bawiliśmy się do upadłego. Nie odmawialiśmy sobie niczego, a koszt całkowity (za nas oboje) i tak był niższy od typowego, tygodniowego wyjazdu w sezonie do Egiptu dla jednej osoby.

Podsumowując, dużą pomoc w organizowaniu tego typu imprezy stanowią znajomości. Im więcej osób z pokrewnych branż znasz, tym taniej i sprawniej można zorganizować fajne wesele. Niektórzy mogą to odebrać jak próbę żerowania na znajomych, ale tak naprawdę ludzie prawdziwie nam bliscy, ciesząc się naszym szczęściem, sami wychodzą z ciekawymi propozycjami. Warto również pamiętać o starej maksymie, mówiącej, że „rzeczywistość jest negocjowalna”. W niektórych miejscach zostawia się naprawdę niemałe pieniądze i już z tej racji można rozmawiać o rabatach. Zaskakujące jest również to, jak bardzo kreatywność może zastąpić wypchany portfel.

Kończąc ten wpis, pragnę przedstawić Ci jedną, najważniejszą myśl, która zapamiętana, ustrzeże Cię przed nadmierną rozrzutnością i pozwoli odnaleźć balans między szeroko pojętą jakością, a kosztem imprezy:

Pamiętaj, że ślub to tylko jeden dzień z reszty wspólnego życia. O wiele lepiej zorganizować tanie, ale kreatywne, wesele i bez stresów wchodzić w nowe, życiowe role, niż pakować się w długi i od samego początku wspólnej drogi czuć brzemię finansowej niewoli wobec banku.

P.S. Jeżeli planujesz wesele w niedługim czasie, serdecznie zapraszam do lektury bloga mojej żony, która porusza na nim właśnie tą tematykę.

Bezpłatny ebook: Na czym oszczędzać pieniądze?

Niedawno na Oszczędzaniu opublikowałem wpis, w którym przedstawiałem psychologiczne podejście do tego, na czym i jak możemy oszczędzać. Jeżeli nie zapoznałeś się jeszcze z tym artykułem, to serdecznie zapraszam Cię do lektury.

Dziś natomiast powracam do tematu, ponieważ chciałbym podzielić się z Tobą zbiorem praktycznych porad, które zebrałem w niewielkiej elektronicznej antologii, zatytułowanej właśnie Na czym oszczędzać pieniądze?

Na trzydziestu czterech stronach tego ebooka zawarłem ponad sto pięćdziesiąt absolutnie praktycznych porad, dzięki którym będziesz mógł zaoszczędzić od kilku do kilkuset złotych. Każda porada jest opatrzona zwięzłym komentarzem (często pochodzącym z własnego doświadczenia), a kilka z nich linkuje do dodatkowych materiałów. Nie ukrywam, że spora ilość z nich przewinęła się w tej lub innej postaci przez Oszczędzanie, niemniej jednak, jeżeli nie czytasz bloga od początku (12. kwietnia minęły 3 lata), to na pewno i tak znajdziesz w niej coś dla siebie.

„(…) zrobiłeś świetną robotę pisząc i podsyłając ludziom takie informacje.”
– Marcin Godlewski (http://propartner.pl)

Naturalnie nie namawiam Cię do tego, by każdą przedstawioną sugestię wprowadzać w życie (komu by się chciało?), niemniej jednak wybór i wdrożenie choćby kilku z nich, znajdujących się w synergii względem Twojego stylu życia, może natychmiast przynieść Ci zauważalne, a w skali roku całkiem pokaźne, oszczędności.

Jak zdobyć ebooka?

  1. Jeżeli posiadasz iPhone’a, książkę możesz pobrać za darmo z App Store. Jeżeli przypadnie ci do gustu, poleć ją swoim znajomym ajfoniarzom ;-) Myślę, że warto, bo zarówno treść, jak i czytnik będą co jakiś czas aktualizowane.
  2. Zapisz się na bezpłatny Biuletyn Oszczędzania, korzystając z formularza, znajdującego się w ramce pod każdym wpisem. Książkę otrzymasz w pierwszym mailu po potwierdzeniu subskrypcji.

Miłej lektury! :-)

P.S. Gdybyś chciał dotrzeć ze swoim ebookiem, blogiem lub serwisem internetowym do ponad 180-ciu tysięcy Polaków i Polek posiadających iPhone’a, daj znać za pośrednictwem formularza kontaktowego – jestem pewien, że coś wspólnie wymyślimy :-)

Jak oszczędzić na kupnie samochodu?

W dzisiejszych czasach bardzo trudno obyć się bez samochodu. Jeżeli nie mieszka się w mieście z rozbudowaną siecią komunikacji, przemieszczanie jest bardzo utrudnione. Nie wspominam już o dalszych wyjazdach, które bez auta nie dość, że trzeba planować z wyprzedzeniem, to jeszcze musmy tolerować spóźnienia i przesiadki (norma w przypadku PKP).

Trudno zatem dziwić się temu, że jednym z pierwszych większych wydatków, jakie ponosi osoba dorosła, jest zakup samochodu. Niestety, wiele osób kupno auta traktuje jako niezbędny wydatek, zapominając przy tym jednak, że niezbędny wcale nie oznacza, że musi to być jednocześnie duży.

Właśnie dlatego w dzisiejszym wpisie przedstawiam kilka porad o tym, jak oszczędzić na kupnie samochodu:

  1. Jeżeli już posiadasz samochód, rozważ wykorzystanie go jeszcze przez pewien czas. Często zdarza się, że zmiana auta bywa po prostu zachcianką lub wydatkiem, stanowiącym następstwo poprawy sytuacji finansowej. Zastanów się nad tym, czy faktycznie potrzebujesz nowego pojazdu. Najlepiej w tym wypadku poradzić się zaprzyjaźnionego mechanika, by to on ocenił, czy i jak długo można jeszcze wykorzystywać samochód, zanim faktycznie warto będzie go zamienić na inny.
  2. Wybierając auto, staraj się poszukiwać „najmniejszego” (rozmiarowo i pod względem pojemności silnika, mocy itp.) modelu, który spełni Twoje oczekiwania. Powodów jest kilka: mniejsze auta są tańsze, a ze względu na ich obniżoną wagę, można nimi zazwyczaj przejechać dalej na pełnym baku. Kolejną zaletą będą niższe koszty ubezpieczenia, które w ciągu całej eksploatacji auta mogą dać znaczące oszczędności.
  3. Zwróć uwagę na spalanie benzyny w mieście i poza terenami miejskimi. Nie ma co oszczędzać kilkuset złotych na samochodzie, który mimo wszystko „pali jak smok”. Lepiej je dołożyć i zaopatrzyć się w bardziej ekonomiczne auto, które pozwoli zaoszczędzić na kosztach paliwa w dłuższym czasie. Warto również rozważyć zakup diesela lub auta z wbudowaną instalacją gazową.
  4. Wybierz auto cieszące się opinią trwałego i taniego w eksploatacji. Samochód to nie wydatek, który ponosi się co dwa, trzy czy pięć lat. O ile auto nie przyczynia się w znacznym stopniu do generowania pieniędzy (czyli nie wykorzystujemy go intensywnie, np. w prowadzeniu interesów itp.), powinno się je kupować w założeniu, że będzie nam służyło minimum przez dekadę. Nie ma też co kupować egzotycznego samochodu, dla którego w przypadku awarii trzeba będzie przepłacać za części zamienne, a konserwacja będzie wymagała specjalistycznych usług.
  5. Nie kupuj całkowicie nowego auta od dealera. To jest w zasadzie najważniejsza porada, dzięki której zaoszczędzisz prawdziwie solidne pieniądze. Jest często postrzegana jako kontrowersyjna, ale logika za nią stojąca jest niepodważalna: kupując nowiutkie auto od dealera, w chwili wyjazdu z jego parkingu, auto automatycznie traci 20-30% na wartości, w zależności od marki i modelu. Pufff! i nowiutkie auto za 50 tysięcy złotych jest nagle warte… około 35 tysięcy. Zamiast przepłacać u dealera, rozejrzyj się na giełdach i aukcjach (najlepiej przy udziale doświadczonego mechanika, na którego opinii będziesz mógł polegać) za 2-3 letnim pojazdem z drugiej ręki. Nie dość, że zapłacisz mniej, to z oszczędności pokryjesz typowe wydatki pojawiające się po zmianie samochodu. Pamiętaj też o tym, by nie godzić się na pierwszą cenę sprzedającego – zawsze można coś „stargować”, a to również oszczędność.

Stosując się o tych porad, na pewno wydasz znacznie mniej na zakup nowego samochodu. Jeżeli znasz zaprzyjaźnionego mechanika, to zawsze staraj się skorzystać z jego profesjonalnych porad i, w miarę możliwości, zabieraj go ze sobą na każde oglądanie kupowanego auta – jego wiedza pomoże Ci się ustrzec od nietrafionej inwestycji.

Teraz pytania do Was: jakimi autami jeździcie? Czy sprawiają Wam kłopoty czy nie? Jakie, Waszym zdaniem, auto najlepiej nadaje się dla osoby oszczędnej? Czy faktycznie można oszczędzić montując instalację gazową?

Podyskutujmy…

6 spraw, które ułatwiają rozrzutność

Najprostszą drogą do bogactwa jest wydawać mniej, niż się zarabia. Gdy robić to przez dłuższy okres czasu, a do tego inwestować oszczędności, można na starość mieć odłożoną niezłą sumkę.

Pojawia się zatem pytanie: skoro jest to tak proste, to dlaczego pośród emerytów jest tak niewielu milionerów?

Odpowiedź w większości przypadków zawiera się w jednym słowie: rozrzutność.

Wydawanie pieniędzy – zwłaszcza nie swoich – jest w dzisiejszych czasach na tyle łatwe, że nie trudno dziwić się, że wielu ludzi bywa rozrzutnymi. Zamiast dzięki oszczędnościom budować własne bogactwo, wolą je niszczyć, wpędzając się w zbędne długi.

Rozrzutność to bardzo poważna sprawa, prowadząca nieraz do choroby zwanej zakupoholizmem, dlatego w ramach przestrogi przedstawiam 6 powodów, które sprawiają, że tak łatwo wydaje się zbyt wiele pieniędzy:

  1. Plastikowe pieniądze. Chyba każdy w portfelu nosi ze sobą choćby jedną kartę debetową. Płacenie nią jest bardzo wygodnym procesem, który jednak nie powoduje widocznego ubytku pieniędzy w fizycznej formie. Tylko „szast” przez czytnik i zapłacone. Właśnie dlatego zachęcam do przeskoczenia z wydatkami na gotówkę, zwłaszcza, że gdy płacimy twardą walutą statystycznie wydajemy mniej.
  2. Nadużywanie kart kredytowych. Karty kredytowe to świetne narzędzie w rękach osoby odpowiedzialnej. Niestety, dla niektórych zdają się jednak stanowić wyłącznie „dodatkowe pieniądze”, które łatwo się wydaje, a potem jakoś tam się odda. Podchodząc w ten sposób do kredytówek można szybko obkupić się w bzdety, które po spłaceniu karty będą kosztowały nas znacznie więcej. Również, traktowanie ich jak funduszu awaryjnego może odbić się negatywnie na finansach, zwłaszcza gdy „awarie” będą nas kosztować znacznie drożej, niż gdybyśmy polegali na odłożonej gotówce. Moja rada: pozbyć się ich.
  3. Kredyty. Banki żyją z tych „produktów”, dlatego do tych najpowszechniejszych, zwanych kredytami konsumpcyjnymi, ułatwiają dostęp jak tylko się da. A skoro jest możliwość, to znajdą się też na nią chętni. Szkoda tylko, że ten zbędny przedmiot kupiony za pieniądze z kredytu, po dwóch latach spłacania kosztuje znacznie więcej, niż nominalnie… tym bardziej boli fakt, że to „więcej” oddajemy bankowi, a nie korzystamy zeń, by samemu mieć „więcej”.
  4. Podatność na wpływy osób z otoczenia. Są tacy ludzie, którzy notorycznie wydają pieniądze na bzdety. Co więcej, lubią pociągać za sobą swoich znajomych. Nie ważne, czy będzie to wyjście do knajpy, na zakupy czy inna forma aktywności – wydają pieniądze jak leci, a my zazwyczaj przy okazji również przekraczamy swój budżet. Nie, żebym miał coś przeciwko wyjściu czy zakupom – o nie! – ale warto nauczyć się odmawiać co jakiś czas takim osobom lub odizolować się od nich na jakiś czas, by uniknąć ich negatywnego wpływu na nasz portfel.
  5. Myślenie w stylu „należy mi się”. Wiele osób usprawiedliwia rozrzutność przed samym sobą właśnie tą frazą: „kupię sobie, bo mi się należy”. Jeżeli zapłaciłeś swoje zobowiązania na dany miesiąc, zdeponowałeś zaplanowane oszczędności i masz pieniądze na taki zakup, to spoko, ale motywowanie się w ten sposób do wzięcia kredytu czy wjechania na debet przeczy wszelkiej logice.
  6. Wystawianie się na zbyt wiele reklam. Zadaniem marketingowców jest sprawienie, byśmy kupili reklamowany produkt. Zazwyczaj nie jest on nam do niczego potrzebny, ale biznes musi się kręcić, więc na każdym rogu ktoś próbuje nam coś wcisnąć. Gdy absorbujemy zbyt wiele reklam, zwiększamy tym samym prawdopodobieństwo, że pokusimy się na jakiś zakup „dla przyjemności”, albo „z potrzeby”. Odetnijmy się od nich, a rozsądek o wiele sprawniej weźmie górę nad zbędnymi wydatkami.

Mam nadzieję, że teraz – gdy poznałeś już swoich „wrogów” i zrozumiałeś jak działają – o wiele łatwiej będzie Ci się oprzeć nieprzemyślanym wydatkom i będziesz budować dzięki tym nadwyżkom swoje oszczędności.