Jak zabezpieczyć swoje finanse?

Planując swoje finanse, należy zawsze pamiętać o tym, czego zaplanować się nie da. Wypadki niestety chodzą po ludziach i zazwyczaj (poza teściową) są niezapowiedziane. Wiąże się to oczywiście z wydatkami i to nierzadko niemałymi.

Przykładowa sytuacja:

Bierzemy kredyt i budujemy dom. Po czym trafia w niego piorun i zaczyna się palić. My, ratując co się da, sami doznajemy poważnych okaleczeń. Domu nie ma, my uszkodzeni. Pieniądze są bardzo potrzebne na odbudowę i rehabilitację, a tutaj nie ma możliwości nawet pracować.

Ideą każdych ubezpieczeń (stąd nazwa – od bezpieczeństwa) jest zabezpieczyć budżet domowy od następstw rozmaitych nieszczęść. Jest to, mówiąc prościej, odpłatna obietnica ze strony towarzystwa, że pokryją Twoją dziurę w budżecie, gdy Tobie coś się stanie.

Teoretycznie proste. Jednak nie wszyscy są tego świadomi. Nie mówię tutaj o kwestii stać/nie stać mnie. Jest wiele towarzystw i jeszcze więcej produktów ubezpieczeniowych, więc każdy znajdzie coś co nie obciąża zbytnio kieszeni.

Nawet i ubezpieczenie dołączane do konta bankowego lub karty kredytowej jest już w jakimś stopniu gwarancją płynności kapitału w domu. Mój bank daje 40 000 zł w przypadku mojej śmierci w wypadku (lub 80 000 za wypadek komunikacyjny) za 9 złotych miesięcznie. Dodatkowo nie jest to jakiś specjalny problem, ponieważ nie tworzy mi debetu na koncie. Składkę pobierają tylko wtedy, gdy mam na koncie pieniążki.

Dobra polisa ubezpieczeniowa jest obowiązkowym elementem w każdym planie finansowym. Jeżeli jej jeszcze nie masz, polecam reorganizację finansów tak, aby nie było problemem założenie jej. Wszakże nigdy nie wiadomo, kiedy jakieś nieszczęście spadnie na nas z nieba.

Jakie zatem wybrać ubezpieczenie? Zdrowie i życie swoje i bliskich jest najważniejsze, więc w pierwszej kolejności zaopatrz się w polisę  na życie. Obecnie tego typu ubezpieczenia są tak skonstruowane, że pozwalają na ochronę zarówno życia jak i zdrowia Twojego i Twojej rodziny, a nawet na odłożenie jakiejś gotówki na przyszłość.

W dalszej kolejności proponuję polisy majątkowe (dom/mieszkanie, samochód itp). Bez tych drobiazgów również dalsza egzystencja będzie utrudniona. Taka ochrona również nie jest droga.

Na rynku są setki rozmaitych produktów ubezpieczeniowych, więc każdy znajdzie coś dla siebie. W razie jakichkolwiek problemów (te się zdarzają, choć rzadko), po naszej stronie jest Rzecznik Ubezpieczonych. Dodatkowo pojawia się coraz więcej firm prawniczych, wyspecjalizowanych w uzyskiwaniu odszkodowań. Zatem ryzyko jest tutaj maksymalnie zminimalizowane.

Zatem polecam zaprosić do siebie kilku agentów i wybrać najlepszą ofertę. Bo bez tego w razie ewentualnych problemów, nasz budżet może się zawalić. Ubezpieczenie jest jedną z tych rzeczy które lepiej mieć i nie potrzebować, niż potrzebować i nie mieć.

Autorem tego wpisu jest Michał Futera – pasjonat sztuki biznesu i kultury pieniądza. Fanatyk gry na giełdzie walutowej Forex. Na co dzień rozwija swój biznes oparty o wiedzę. Prywatnie zajmuje się również marketingiem internetowym. Autor kursu „Żyj bez kredytu”. Realistycznie nastawiony do życia i zmotywowany do osiągnięcia sukcesu finansowego.

Michał jest jednym z nowych Autorów Oszczędzania, który będzie co jakiś czas publikował swoje treści tutaj. Jeśli, podobnie jak on, również chcesz publikować na Oszczędzaniu, zajrzyj tutaj. Korzyści jest sporo!

Jak SKUTECZNIE kontrolować swoje wydatki (i oszczędzić pieniądze)?

Dziś eksperyment. Zamiast tradycyjnego wpisu, nagrałem screencast. Jest to moje pierwsze podejście do tej formy przekazywania wiedzy na Oszczędzaniu, dlatego bardzo proszę o sugestie i komentarze.

Poniższe wideo to krótka prezentacja na temat kontrolowania wydatków. Tłumaczę w nim czym jest kontrolowanie wydatków, podaję najczęstsze powody, dla których mało kto się tym zajmuje, opisuję profity płynące z obserwowania domowych rozchodów oraz proponuję swój prosty i sprawdzony system kontroli wydatków.

Zapraszam do obejrzenia:

Barter – alternatywna metoda na oszczędzanie pieniędzy

Dzisiejsze czasy przyzwyczaiły nas do płacenia za wszystko pieniędzmi, często wirtualnymi, w postaci cyferek na naszych kontach. Na jednym koncie cyferki się odejmuje, na innym dodaje, *klik* *pstryk* i zapłacone. Kiedyś jednak znacznie częściej stosowano barter, czyli wymianę dóbr za dobra lub dóbr za usługi. Strony transakcji dogadywały się odnośnie tego, co dla kogo jest ile warte i targowały aż do uzgodnienia zadowalającej wymiany.

Odkąd wprowadzono pieniądze, jako „dobro pośrednie”, barter jako taki odszedł w zapomnienie, ale czy podobna „wymiana” nie ma możliwości zaistnienia w dwudziestym pierwszym wieku? Oczywiście, że ma!

Najciekawszym znanym mi przykładem „neobarteru” jest historia kanadyjczyka Kyle’a MacDonalda, który zaczynając od czerwonego spinacza do papieru, w czternastu wymianach wykonanych na przełomie roku, zamienił go na… dom! Cała historia jest opisana na blogu Kyle’a oraz na Wikipedii.

Dlaczego o tym wszystkim piszę?

Barter, choć nie zawsze praktyczny, jest jednym z ciekawszych i wymagającym kreatywności sposobów na oszczędzanie. Co więcej, dzięki kilku ciekawym internetowym (choć nie tylko) inicjatywom, zdaje się w oszczędnych społecznościach wracać do łask. Myślę, że warto zainteresować się możliwością zamiany nie pieniądza, ale rzeczy i usług za to, czego potrzebujemy.

Co możemy wymieniać?

Decydując się na barter dysponujemy w zasadzie dwoma zasobami: umiejętnościami oraz przedmiotami.

Jeśli potrafisz – przykładowo – zaprojektować logo, napisać wypracowanie, poskładać meble, skonfigurować komputer, czy doradzić w jakiejś kwestii, możesz swoje umiejętności i czas wymienić na czyjeś umiejętności lub przedmiot. Podobnie, jeżeli posiadasz masę zbędnych rzeczy, z których już nie korzystasz, a które przedstawiają jeszcze jakąś rozsądną wartość, np. książki, stary komputer, urządzenia agd, filmy, płyty, gry, części kolekcji, puste zeszyty, cokolwiek – możesz poszukać kogoś, kto ma coś czego Ty potrzebujesz.

Gdzie się wymieniać?

Wolny czas, znajomość tematu lub zbędne przedmioty to jeszcze nie wszystko – potrzebujemy kogoś, kto posiada coś, czego potrzebujemy i jest skłonny wymienić się za to, czym dysponujemy.

Najprościej poszukać chętnych do transakcji wśród znajomych, sąsiadów i rodziny. Jest bardzo duża szansa, że znajdzie się ktoś, kto potrzebuje naszych umiejętności lub skorzysta z przedmiotu. Warto rozejrzeć się także za lokalną „dziad giełdą” lub „swappem”, na których regularnie spotykają się amatorzy barteru. Na ciekawe propozycje wymiany można również natrafić w lokalnej prasie.

Poza najbliższym otoczeniem ciekawym źródłem potencjalnych „dawców” i „odbiorców” jest też Internet. Poniżej prezentuję kilka serwisów, które wspomagają poszukiwania partnerów do wymiany:

  1. Wymiana Online – portal z wieloma kategoriami i bogactwem ofert.
  2. Wymianki – nieco mniej ofert, ale nadal wart uwagi.
  3. Kocham Moje Ciuchy – serwis dla fanów clothes-swappingu.
  4. Szafa – podobnie, jak wyżej.
  5. Bank Czasu – wymiana usług za usługi.

Oczywiście powyższe 5 propozycji stanowi kroplę w morzu możliwości, jednak zainteresowani tematem więcej serwisów wyszukają przy pomocy Google.

Podsumowując, każdy z nas ma w domu zbędne przedmioty, w których nadal drzemie wartość. Zamiast pozwolić na to, by zbierały kurz, wymieniajmy się na to, z czego skorzystamy. Nie tylko nie wydamy pieniędzy, ale także mamy szansę kogoś uszczęśliwić, w myśl powiedzenia „twój śmieć może być dla kogoś skarbem”.

Czy barter jest dla Ciebie ciekawym sposobem na dodatkowe oszczędności? Czy wymieniasz się z innymi? Jaka jest Twoja najbardziej owocna wymiana? Wymieniłbyś rzecz za usługę? A może znasz inne serwisy dla wymieniających się lub chciałbyś powiadomić o swojej lokalnej dziad giełdzie? Zostaw komentarz :-)

7 obszarów z których często „wyciekają” pieniądze

Śledzenie wydatków – temat, do którego w ramach małżeńskiego resetu finansowego ostatnio wróciłem – pozwala na łatwe wychwycenie tzw. „wycieków” finansowych, czyli wydatków, bez których można by się było obejść. W dzisiejszym wpisie postanowiłem przygotować krótką listę stosunkowo częstych sytuacji, w których pieniądze przeciekają nam przez palce. Oto ona:

  1. Jedzenie „w biegu”. Hamburger tu, hot-dog tam, jakiś kebab, jakaś kawa i pieniądze uciekają. Oczywiście nie ma nic złego w tym, by raz na jakiś czas zjeść coś na szybko, ale gdy takie sytuacje powtarzają się częściej, warto wypracować nawyk przygotowywania posiłków na wynos. Oszczędności możliwe do uzyskania rosną wraz ze stopniem zamiłowania do fastfoodu.
  2. Zakupy dla poprawy nastroju. Będąc w „złym humorze” podczas robienia zakupów zazwyczaj kupujemy bez namysłu i decydujemy się na rzeczy, z których potam rzadko korzystamy. Jeżeli nauczysz się rozpoznawać w sobie ten stan, potencjalne oszczędności mogą być całkiem spore.
  3. Karne odsetki. Spóźnianie się z płatnościami owocuje większymi rachunkami. Może nie wyciekają w ten sposób pokaźne sumy, ale jeżeli chronicznie płacisz po czasie, może warto ustawić zlecenia stałe w banku (jeśli masz je za darmo).
  4. Zmarnowane jedzenie. Jest to jeden z najczęstszych powodów strat finansowych. W takich sytuacjach zazwyczaj albo kupuje się za dużo produktów, które ulegają zepsuciu, albo gotuje się za dużo jedzenia, którego nie nadążamy zjeść. Pierwszego i drugiego można uniknąć przygotowując zawczasu plan posiłków i adekwatną listę zakupów.
  5. Marnowanie energii elektrycznej, cieplnej i wody. Ogrzewasz pomieszczenia z których nie korzystasz? Zostawiasz zapalone światło w całym domu? Nie korzystasz z taryfy? Ładowarka od komórki cały czas włączona do gniazdka? Korzystasz z przestarzałego sprzętu AGD i RTV? Nie uszczelniłeś okien? Lejesz całą wannę wody lub spędzasz pod prysznicem pół godziny? Przykładów można mnożyć, a każdy z nich to osobny wyciek środków z domowego budżetu. Czasem nawet dosłowny. Pojedynczo może nie stanowią przysłowiowych kokosów, ale sumują się do zauważalnych oszczędności – zwłaszcza w skali roku.
  6. Nieefektywna jazda samochodem. W ten sposób nie tylko szybciej opróżniasz bak, ale także bardziej zużywasz swoje auto. Więcej na ten temat pisałem jakiś czas temu w artykule o ekojeździe.
  7. Przepłacanie. Płacisz za HBO, którego nie masz czasu oglądać? Masz internet 8 MB, którego potencjału nie wykorzystujesz? Nie dajesz rady „wygadać” minut z abonamentu? Kupujesz gazety czy magazyny, które potem tylko „skanujesz”? Jeżeli tak, to na każdej z tych spraw przepłacasz. Szkoda wydawać pieniędzy na coś, z czego się nie korzysta.

Oczywiście powyższa lista nie jest w żadnym wypadku kompletna, niemniej jednak stanowi całkiem solidny punkt wyjścia dla każdego, kto chciałby uniknąć zbędnych wydatków. Myślę, że trudno nie zgodzić się z tym, że lepiej te środki dołożyć do funduszu awaryjnego lub nawet przeznaczyć na jakąś przemyślaną przyjemność, niż ot tak wyrzucać.

Czy zauważasz jeszcze jakieś inne obszary, w których „wyciekają” pieniądze? Jakie korzyści odniosłeś z zatamowania swoich wycieków? Były wymierne czy pomijalne?