Jakiś czas temu przeprowadziłem dwuczęściowy wywiad z Sebastianem Schabowskim – jednym z niewielu Polaków, który w bardzo młodym wieku osiągnął wolność finansową. Niefortunnie się złożyło, że w czasie, gdy wywiad był zaplanowany do opublikowania, byłem w podróży, zatem nie mogłem się podzielić swoimi przemyśleniami w tym temacie oraz podyskutować z komentującymi.
Dzisiejszy wpis jest próbą ustosunkowania się do wielu komentarzy (padł wtedy chyba rekord bloga! – serdecznie dziękuję za każdy komentarz), jakie pojawiły się przy okazji tamtych wpisów. Mam nadzieję, że dzięki temu będziemy się w przyszłości lepiej rozumieć.
Zatem, po kolei…
Magdalaena: „Naprawdę ludzie wybierają konkretne profesje nie tylko jako źródło pieniędzy, ale także dlatego że taka praca przynosi im satysfakcję, daje uznanie wśród innych. NIGDY nie spotkałam scenariuszy wolności finansowej dotyczących ludzi, którzy robili zawodowo coś konkretnego, co dawało im satysfakcję.”
Nie demonizowałbym tak wyboru zawodu, zwłaszcza że większość ludzi kończy studia o jednym kierunku, a pracuje wykonując zupełnie inne zajęcie.
Odnośnie ludzi, którzy dzięki wykształceniu i wykonywanemu zawodowi uzyskali wolność finansową, również nie byłbym taki… przekonany. Wszyscy znamy przykłady ludzi takich, jak Steve Jobs, Bill Gates, Warren Buffet, Siergiey Brinn, Larry Page i wielu wielu innych, którzy dorobili się dzięki pracy i teraz są rentierami, poważnymi inwestorami lub pracują – w znaczeniu: robią to, co lubią – za dolara rocznie.
Mirabelka: „W wielu amerykańskich poradnikach sprawy te są propagowane właściwie jako jedyna możliwa i godna polecenia droga życiowa.”
Zgoda, ale jeżeli ktoś czytał klasykę amerykańskiej literatury „finansowej” autorstwa Joe Domingueza i Vicki Robin pt. „Your money or your life”, to nigdy w życiu nie uzna ich (tych spraw), jako jedynego sposobu. Podobnie, najnowsza książka (żeby nie było, że opieram się na starociach) Ramita Sethiego pt. „I will terach you to be rich” wcale nie stawia nie pasywny dochód. Możliwości jest wiele, choć do naszego kraju dociera tylko ułamek tego amerykańskiej literatury, na podstawie którego wielu ludzi wyrabia sobie właśnie takie, jak Twoja, opinie.
Magdalaena: „Rozumiem, że prowadzenie własnej firmy ma pewne plusy i że są ludzi, którym taki sposób życia odpowiada.
Ale stanowczo się sprzeciwiam generalizacjom, że ludzie którzy wybrali działalność na własną rękę są lepsi.”
W żadnym wypadku przedsiębiorca nie jest lepszy. Tutaj bardziej chodzi o to, że – w porównaniu do pracownika etatowego – ma o wiele większą swobodę. Fakt, trzeba o nią zadbać, ale definitywnie warto.
Nemo: „Stary dowcip – nieco zmodyfikowany: Jak uzyskać dochód pasywny? Zaoferuj kursy o tym jak uzyskać dochód pasywny. Na pewno się nie zawiedziesz.”
Tu się uśmiałem. Pozytywnie, rzecz jasna. Masz Nemo oczywiście rację, ale prowokujesz jednocześnie jedno pytanie: skoro masz gotową receptę na własny pasywny dochód (uczyć innych jak go zdobyć), to… dlaczego jej nie wykorzystasz?
Kamil: „Widać to dobitnie w ostatnim pytaniu, gdzie daje nam swoja genialną, sekretną rade i odłożeniu środków na rok życia. Mogę się założyć ze 95% czytelników tego bloga wie o tym doskonale bo nie obce jest im pojecie funduszu awaryjnego, ale przecież taka nazwa dobrze się nie sprzeda.”
Nie docenisz tej rady dopóty, dopóki faktycznie nie odłożysz tych pieniędzy.
Joanna: „Myslę, że wywiad jest słaby. Pytania są mało szczegółowe, więc i odpowiedzi są także ogólnikowe. Dużo w nim sensacji, promocji i wodolejstwa niestety. No i mało o samym oszczędzaniu. Trochę żałuję czasu, który poświęciłam na jego przeczytanie.”
Dzięki za krytykę. Jeżeli kiedykolwiek przeprowadzisz swój własny wywiad z wolną finansowo osobą, a nie będziesz miała go gdzie opublikować, służę blogiem.
PP: „W wywiadzie brakowało mi konkretów, w jaki sposób można osiągnąć finansową niezależność.”
Rozwijać się, odłożyć pieniądze na fundusz awaryjny, zidentyfikować potrzeby innych ludzi, założyć własny biznes, który będzie je realizował i zautomatyzować go, by był jak najbardziej pasywny – ile jeszcze konkretów potrzebujesz, drogi PP?
PP: „Także Pana Sebastiana (który ma chyba aż jeden pomysł w postaci kursu językowego, poza radzeniem) należy wrzucić do jednego wora z Kiyosakim (mistrz gatunku – 0 [zero] wdrożonych ogólnikowych rad), Pavliną (powiedzmy pół rady – żona świadczy usługi konsultingowe o tym jak rozmawiać z duchami przodków) i Ferrisem, który handluje suplementami dla pakerów (w stylu Mutant Mass). Chyba jednak “zwykły” biznes nie przynosi im wszystkim zbyt dużego dochodu, gdyż swą główną działalność skupiają na radzeniu innym jak zostać rentierami.”
A Ciebie z kolei można wrzucić do wora z resztą malkontentów, którzy tylko narzekają. Każdego można zaszufladkować. Zamiast kpić z ludzi, którzy są niezależni finansowo, zapoznaj się z ich przesłaniem i wykorzystaj w swoim życiu to, co Ci najbardziej odpowiada. Zresztą, pisał o tym Menedżer.
Richmond: „Ja tez mam oszczednosc i na pare lat zycia, ale nie mam zamiaru z nich korzystac. Mam je nawet podzielone na oszczednosci podreczne, drugiego stopnia i zelazny zapas. Dzieki temu odczuwam komfort psychiczny i nie martwie sie w ogole sprawami finansowymi.”
I niech mi ktoś teraz powie, że posiadanie solidnego funduszu awaryjnego jest „be”… ;-)
Matipl: „Zawsze znajdą się ludzie zazdrośni, niedowierzający itp. Nawet jeśli taki p. Sebastian potrafi sprzedawać coś z niczego to należą mu się gratulacje.”
Dokładnie. Żeby było wesoło KAŻDY z nas może to robić, a jednak większość ludzi wybiera przede wszystkim ciułanie na etacie. Etat jest OK, jak się ma nie pewną sytuację, bo daje stały dochód, ale sam w sobie nie jest ani pewny, ani nie pozwoli na lepsze i swobodniejsze życie.
Kilka słów na koniec…
Będę absolutnie szczery: moje poglądy są w synergii z poglądami Sebastiana, Marcina-Rentiera, Tima Ferrissa, Boba Kiyosaki, Dave’a Bacha, Roberta Allena, Briana Tracy i wielu innych mniej lub bardziej znanych osób. Wprawdzie nie będę za pomocą bloga nikogo indoktrynował i do niczego zmuszał, to nie mam również ochoty tłumaczyć nikomu dlaczego uważam tak, a nie inaczej. Poszukuję konstruktywnej dyskusji, która nie będzie polegała na „odbijaniu” kontrargumentów, czy oczernianiu ludzi, z których filozofii czerpię, ale takiej, dzięki której zarówno rozmówcy, jak i ja, poczynimy w naszych życiach szeroko pojęty krok do przodu. Zatem, jeżeli poglądy prezentowane przez te osoby Ci nie odpowiadają, być może lepiej będzie, jeżeli zrezygnujesz z lektury Oszczędzania. Jeżeli jednak jesteś otwarty na inne, niż standardowe, podejście do życia, pracy oraz finansów – dodaj ten blog do czytnika RSS, a nie pożałujesz.
Podyskutujemy?