Wiadomo, czym jest budżet domowy: plan przychodów i wydatków osoby czy rodziny w danym okresie. Ile osób posiada budżet domowy? Niewiele. Znakomita większość społeczeństwa woli żyć z dnia na dzień, wydawać więcej, niż zarabia, i tym samym pakować się w długi.
Czy budżet domowy byłby dla takich osób rozwiązaniem? Byłby. A czy będzie? Szczerze wątpię.
Powód tego stanu rzeczy jest banalny: budżetowanie wymaga od nas systematycznego, dodatkowego działania. Nawet, jeżeli ktoś sporządzi budżet, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że przestanie go doglądać w ciągu najbliższych trzech miesięcy, ponieważ… musiałby go doglądać. Dodatkowa czynność. Kto ma na nią czas?
Właśnie dlatego budżetowanie nie działa, a raczej działa tylko w teorii. W praktycznej aplikacji przeszkadza po prostu ludzka natura.
Jak sobie z tym poradzić? Trzeba wszystko możliwie jak najbardziej uprościć i zautomatyzować. Jak mawiają amerykanie, musisz „usunąć siebie z równania”.
Oto 6 prostych kroków do stworzenia Domowego Systemu Finansowego:
- Określ swoją sytuację finansową. Osobno przychody: wypłata, projekty, kontrakty, dochód pasywny, umowy o dzieło/zlecenie itp. Osobno koszty stałe: czynsz, rachunki, raty kredytów, abonamenty, prenumeraty itp.
- Zdecyduj jaką część przychodów chcesz oszczędzić. Nie ważne, czy będzie to 20%, 10% czy tylko 1%. Jeżeli jeszcze nie oszczędzasz, każda ilość będzie dobra na początek. Nie wiesz po co oszczędzać? Przeczytaj ten wpis.
- Ustal zlecenie stałe na przelewanie oszczędności na rachunek oszczędnościowy. Najlepiej, żeby odbywało się to 3-4 dni po zwyczajowej dacie otrzymania wypłaty, aby uniknąć przerw weekendowych czy drobnych opóźnień. Jeżeli możesz, załóż przy okazji subkonta dla czterech funduszy oszczędnościowych i przekierowuj odpowiednią porcję oszczędności na każde z nich.
- Zapłać wszystkie rachunki. Idealnie było by znaleźć taki dzień w miesiącu, w którym można by jednocześnie zapłacić wszystkie rachunki, najlepiej korzystając ze stałych zleceń. Jeżeli jest to możliwe – super, jeżeli nie, wszystkie, które „odstają” terminami, będzie trzeba zrobić ręcznie.
- Określ kwotę, która pozostaje do Twojej dyspozycji. Wystarczy znajomość matmy z podstawówki: przychody – (koszty stałe + oszczędności).
- Kwotę z punktu 5 wypłać z bankomatu… i przeżyj za te pieniądze do następnej wypłaty, starając się w miarę możliwości prowadzić styl życia tak, jak dotychczas. Może kilku rzeczy trzeba będzie sobie odmówić, ale lepsze to, niż państwowa emerytura na starość. Oczywiście, w przyszłym miesiącu (lub po kolejnej wypłacie) ten punkt to jedyne, co musisz wykonać. Jeżeli nie czujesz się komfortowo z gotówką (a są powody by to właśnie z niej korzystać), będziesz musiał założyć osobne konto z kartą debetową, w której nie można wydać więcej, niż zgromadzone na nim środki i tam zlecić automatyczne przelewanie obliczonej kwoty.
Punkt dodatkowy: w przypadku dużych wydarzeń finansowych, takich jak podwyżka czy koniec spłaty zadłużenia, zmodyfikuj system tak, aby odzwierciedlał on zmianę sytuacji. Raz na kwartał kontroluj, czy wszystko jest OK.
I to wszystko. Bez comiesięcznego dłubania w papierkach, bez śledzenia wydatków, bez zbierania paragonów, bez wpisywania numerków w arkusze czy oprogramowanie finansowe, bez stresowania się, bez dodatkowych czynności.
Domowy System Finansowy to sztandarowy efekt praktycznego zastosowania jednej z najwspanialszych zasad, którą poznałem i którą kieruję się w moim życiu:
„Zrób raz, korzystaj cały czas”.
Prościej się już chyba nie da.
Zorganizowanie Domowego Systemu Finansowego nie powinno w sumie zająć więcej, niż 3 godziny, uwzględniając przewracanie papierków, założenie subkont do oszczędzania, telefonowanie do banku, zdefiniowanie przelewów i wypłatę pieniędzy. Również, pierwszy miesiąc od wdrożenia Domowego Systemu Finansowego może stanowić tzw. okres adaptacyjny, w którym trzeba będzie zwracać nieco baczniejszą uwagę na co wydaje się pieniądze, ale potem już powinno być OK.
Reasumując, jeżeli po przeczytaniu powyższego wpisu uznasz, że te 3 godziny to dla Ciebie za dużo czasu i pracy, to bądź tak miły, zamknij tę stronę i kuknij co leci w TV.
Całą resztę Czytelników zapraszam do dyskusji.