6 powszechnych błędów, które notorycznie pojawiają się w rodzinnych finansach

Dzisiejszy artykuł napisał Jerzy Łach, autor bloga Moje Finanse, na którym pisze o zarabianiu, oszczędzaniu i rozsądnym zarządzaniu swoimi pieniędzmi. Życie bez kredytu jest jednym z jego najważniejszych celów finansowych.

Jeżeli masz rodzinę i dzieci, to nie trzeba Cię przekonywać, że rodzinie w polskich warunkach nie jest łatwo związać końca z końcem. Posiadającym dzieci jest o wiele trudniej przeżyć do pierwszego. Powód jest prosty – posiadanie dzieciaków zawsze oznacza zwiększone zapotrzebowanie na gotówkę. W pozytywnym znaczeniu tego słowa oczywiście. Osobiście uważam, że pomimo tego, że dzieci to ogromne wydatki, to warte są one każdych pieniędzy łożonych na ich utrzymanie.

Mając na utrzymaniu rodzinę, musisz być przygotowany(a) na wiele niespodzianek. Dzieci często chorują, chodzą do szkoły, chcą rozrywek itd. Wszystko to oznacza wydatki. Niestety to wszystko także potencjalne miejsca do zaciągania kolejnych pożyczek. Nie może przecież być tak, że gdy dziecko zachoruje, to nie będziesz miał pieniędzy na leki. To wydatki, na które musi być gotówka, żeby się paliło i waliło. Jeżeli jej nie masz, to w takiej sytuacji na 100% będziesz musiał(a) się zadłużyć. Niestety większość z nas nie przewiduje takich wydatków.

Do tego wszystko jest coraz droższe i pieniądze uciekają nam przez palce. W takiej sytuacji łatwo o potknięcie, które może skończyć się wpadnięciem w spiralę długów.

Najczęściej kłopoty finansowe polskich rodzin związane są z popełnianiem przez ludzi kilku powtarzających się błędów. Wielu z zbędnych wydatków możemy uniknąć przez wprowadzenie dyscypliny finansowej. Niżej przedstawiam moje osobiste obserwacje wśród ludzi których znam. Twoje doświadczenia być może są inne, ale na pewno zgodzisz się chociaż z kilkoma.

Błąd nr 1 – Życie ponad stan

Ludzie mają myślenie, które skutkuje zadłużaniem się. Polega ono na tym, że chcą wyglądać w oczach innych ludzi na zamożnych. To popycha ich do czynienia zakupów ponad ich możliwości finansowe, a co robi się jeśli nie ma się pieniędzy na zakupy? No wiadomo – zaciąga się pożyczkę. Najczęściej chyba dotyczy to samochodów. Przecież bryka musi być wypasiona i za grube dziesiątki tysięcy. Nie wystarczy już pięcioletni Golf! Autko teraz musi być nowiutkie prosto z salonu. Co z tego, że nie stać nas nawet na 10% jego salonowej ceny? Jaki to problem – większość zaciągnie pożyczkę na ten cel. Ludziom nie przeszkadza, że często ten kiedyś nowiutki samochód teraz jest już tak zniszczony, że nie opłaca się go naprawiać, a my jeszcze go spłacamy! Znam takie przypadki.

Błąd nr 2 – Przedkładanie zachcianek nad potrzeby rodziny

Bardzo wiele zakupów spowodowanych jest nie przez realne potrzeby rodzin, ale przez zachcianki. Ludzie kupują najprzeróżniejsze niepotrzebne rzeczy, które bardzo szybko im się nudzą. Przy tym zapominają, że każdy taki wydatek powoduje kurczenie się ich zasobów finansowych. Oni myślą „co tam, jakoś to będzie”.

Impulsywne zakupy to zmora biedniejszych i nieuświadomionych finansowo rodzin. Zachcianki są przywarą większości ludzi, ale można z nimi walczyć. Większość z ludzi ulega pokusom zakupów produktów. Głównie tych z reklam. Dochodzi również do takich paradoksów jak kupowanie wycieczek czy wczasów na kredyt, a potem spłacanie tego cały rok. Tymczasem najpilniejsze potrzeby rodziny są niezałatwione. Co z tego że dach przecieka?! Ważniejsza jest „cyfrowa rozrywka”. Ludzie nie czują „finansowego bluesa”. Rodzinne finanse to przecież mini firma. Potrzeba „księgowego”, który wszystko to ogarnie i utnie niepotrzebne wydatki.

Błąd nr 3 – Chęć dania dziecku wszystkiego, co najlepsze

Rodzice czasami popełniają pewien błąd. Być może jest to bolesne, ale prawdziwe stwierdzenie. Mianowicie zdarza się, że rodzic myśli, że skoro dostał wypłatę, to chce dać swojemu dziecku wszystko co najlepsze i co miesiąc kupuje mu drogie zabawki po kilkadziesiąt(set) złotych. Nie mam nic przeciwko zabawkom, ale częste ich kupowanie nie jest dowodem miłości do dziecka. Przecież sam fakt, że pracujesz na utrzymanie dziecka jest już dowodem twojej miłości do niego! Zresztą to samo dotyczy innych sfer relacji dziecko – rodzic. Drogie komputery, konsole do gier i inne rozrywki powodują znaczne uszczuplenie rodzinnej kasy. Jeżeli rodzic nie ma pieniędzy to się zadłuża i kupuje dziecku wymarzony zjadacz czasu w nadziei, że dziecko „będzie się uczyć” obsługi komputera. Miłość do dziecka to nie obsypywanie go prezentami!

Błąd nr 4 – Nieuczenie dzieci zarządzania finansami

Pieniądze to kapitał, a kapitał wymaga pracy – naszej lub cudzej. Dziecko musi wiedzieć, że pieniądze nie biorą się z kosmosu i że zawsze jest ktoś, kto ciężko na nie pracuje. Wytłumacz dziecku po co chodzisz do pracy, skąd macie jedzenie, w jaki sposób tatuś czy mamusia zdobywają dochody. Jeśli masz np. firmę, możesz w zależności w jakim wieku są dzieci zabierać je do firmy aby ci pomagały w pracy. Daj też dziecku dobry przykład. Nie kupuj zbędnych rzeczy. Tłumacz dziecku, że nawet gdy dorośnie, to a zakup nie na wszystkich rzeczy, które zobaczy będzie mogło sobie pozwolić.

Błąd nr 5 – Nieuczenie siebie zarządzania finansami

Czasy socjalistycznego państwa opiekuńczego przyzwyczaiły ludzi do biernej postawy wobec swoich problemów, w tym finansowych. Wiele osób nie umie sobie poradzić z finansami. Najczęściej wynika to z niewiedzy i obojętności wobec problemów. Na to nakłada się także zwykły konsumpcjonizm i tarapaty gotowe. Ludziom nie chce się edukować, dowiadywać i przede wszystkim uwierzyć, że można. Liczą, że „jakoś to będzie”. Widzimy, że to „jakoś” z roku na rok jest coraz bardziej mgliste. Miała być druga Irlandia, a mamy wyższy VAT itp. Dlatego też polecam serdecznie – ucz się mądrego zarządzania swoimi pieniędzmi. Na pewno zaprocentuje to twoim spokojniejszym życiem w przyszłości.

Błąd nr 6 – Brak funduszu awaryjnego (bezpieczeństwa)

Na tym blogu zapewne czytałeś już wielokrotnie czym jest fundusz awaryjny (bezpieczeństwa). Jest on fundamentem bezpieczeństwa finansowego i jeżeli masz rodzinę, to posiadanie pieniędzy na takim funduszu nabiera o wiele większego znaczenia.

Najczęstsze nieprzewidziane wydatki w rodzinie są związane z dziećmi. Posiadanie dzieciaków wiąże się z ich częstymi chorobami itp. wypadkami. Często musimy wozić je po lekarzach, nierzadko też na prywatne nocne wizyty. To prawie zawsze skutkuje wydatkami. Co jeżeli masz niskie dochody (a większość z nas ma) i przy napiętym budżecie wyskoczy Ci taki wydatek? Właśnie wtedy z pomocą przychodzi fundusz bezpieczeństwa. Można również wyobrazić sobie gorsze scenariusze jak utrata pracy. Jeżeli nagle tracisz dochody to twoje potrzeby nie maleją w tym czasie! Dzieci nadal muszą coś jeść i mieć ciepłe mieszkanie. To wszystko kosztuje. Wtedy właśnie możesz w miarę bezstresowo skorzystać z pieniędzy z funduszu.

Ja posiadając rodzinę dążę ciągle do zbudowania funduszu bezpieczeństwa z kwotą równą co najmniej 12-krotnych moich dochodów. Powody są dwa – Jeden – posiadając troje dzieci ciągle są jakieś nieprzewidziane wydatki. Dwa – jestem jedyną osobą pracującą w mojej rodzinie, toteż utrata moich dochodów oznacza totalną klęskę egzystencjalną. Jednak mając fundusz bezpieczeństwa śpię spokojniej, bo jeśli wystąpi kryzys, to moja rodzina nie umrze z głodu zanim znajdę nową pracę.

Uszy do góry

Jeżeli masz kłopoty finansowe, to przestań się martwić i zacznij działać! Przede wszystkim zacznij od unikania opisanych przez mnie błędów. Zrób plan finansowy, zacznij spłacać swoje stare długi, przestać kupować niepotrzebne rzeczy, naucz się odróżniać zachcianki od realnych potrzeb. No i czytaj blogi finansowe!

Jerzy Łach jest autorem bloga Moje Finanse, na którym pisze o zarabianiu, oszczędzaniu i mądremu zarządzaniu swoimi pieniędzmi. Życie bez kredytu jest jednym z jego najważniejszych celów finansowych. Zajrzyjcie koniecznie!

Plan finansowy i miesięczna siła nabywcza

Luty to doskonały miesiąc na zrobienie tego, o czym zazwyczaj się zapomina w styczniu (głównie na skutek „kaca” po świąteczno-karnawałowych wydatkach): przygotowanie ramowego planu finansowego na resztę roku. Być może ta czynność wydaje się dla Ciebie nudna i zbędna, w myśl zasady, że „nic nie dzieje się zgodnie z planem”, ale uwierz mi, że o wiele lepszym wyjściem jest mieć „jakiś plan”, niż nie mieć żadnego. W końcu nie bez kozery mawia się, że „brak planowania, to planowanie porażki”.

Jak wygląda taki plan finansowy?

Bardzo prosto: wystarczy zwykła kartka papieru, przedzielona pionową kreską na pół, na której lewa kolumna to miejsce do wpisywania szacowanych przychodów, natomiast prawa – „dużych” wydatków, które potrafimy przewidzieć (pomijając oczywiście takie sprawy, jak jedzenie, ubrania, imprezy, paliwo itp.).

Po stronie przychodów sprawa zazwyczaj sprowadza się do wpisania łącznych miesięcznych zarobków i przemnożenia ich przez 12. Jeśli pracujesz jako freelancer, mediana opodatkowanych przychodów z pięciu ostatnich miesięcy powinna być wystarczająca.

Po stronie wydatków wpisujemy takie sprawy, jak: abonamenty telefoniczne, za internet, tv cyfrową, subskrypcje, ubezpieczenie na auto, czynsz, raty kredytów, rachunki za media (je proponuję powiększyć o ok. 10% bo w ciągu roku pewnie wzrosną), kieszonkowe dzieci – słowem: wszystkie znane koszty ponoszone regularnie. Wszystko oczywiście notujemy w ujęciu rocznym, czyli x12.

Co nam to daje?

Po zsumowaniu obu kolumn i odjęciu sumy przychodów od sumy wydatków pojawia się liczba, którą nazywam roczną siłą nabywczą (RSN). W dużym uproszczeniu mówi nam ona na ile możemy sobie w tym roku pozwolić. Z tej kwoty będziemy pokrywali koszty jedzenia, paliwa, ubrań, rozrywek… ogólnie rzecz biorąc wszystko będzie opłacane z tego, co nam zostanie. Praktyczny wymiar rocznej siły nabywczej jest raczej niewielki, dlatego warto wyliczyć miesięczną siłę nabywczą (MSN).

MSN to liczba, która mówi ile pieniędzy zostaje nam „na życie” w danym miesiącu. Jeśli nasze wydatki przekroczą tę wartość, to zawsze odbywa się to kosztem przyszłomiesięcznej siły nabywczej. Jeśli natomiast zmieścimy się w tej granicznej kwocie, wtedy generujemy oszczędności, które możemy przeznaczyć np. na fundusz awaryjny, planowy, inwestycyjny, nadpłacenie kredytu lub rozrywki.

Również, dzięki wyznaczeniu swojej MSN możemy w prosty sposób oszacować, czy taka kwota nas zadowala i czy pozwala na prowadzenie pożądanego stylu życia. Jeśli jest zbyt niska, być może powinniśmy poprosić o podwyżkę, zmienić pracę lub rozejrzeć się za dodatkowymi źródłami dochodu.

Oczywiście liczenie miesięcznej siły nabywczej w lutym o niczym jeszcze nie przesądza – wszak do końca roku zostało dziesięć i pół miesiąca – jednak znajomość tego wskaźnika definitywnie pozwoli nam lepiej gospodarować pieniędzmi i podejmować bardziej rozważne decyzje związane z finansami osobistymi.

Lepszy taki plan, niż żaden… prawda?

Pieniądze w związku

Czy wiesz, że najczęstszym powodem kłótni w stałych związkach nieformalnych oraz małżeństwach są pieniądze? Poziom frustracji jest często tak ogromny, że pary najzwyczajniej w świecie decydują się na zakończenie relacji. Moim zdaniem jest to jednak najgorsze wyjście – można się przecież… dogadać.

Zacznijmy jednak od początku…

Głównym powodem takiego, a nie innego postępowania z pieniędzmi jest wychowanie poszczególnych osób oraz wzorce wyniesione z domu. Tendencja jest generalnie taka, że jeżeli czyiś rodzice byli rozrzutni, często korzystali z kredytów i wydawali pieniądze na zachcianki, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że latorośle będą powielały ten wzorzec. Z drugiej strony, nadmierna oszczędność u rodziców również może powodować zbyt oszczędne zachowanie u dzieci. Nie obcy jest jeszcze jeden wariant: życie za młodu w biedzie powoduje nieraz w dorosłym życiu szastanie pieniędzmi na prawo i lewo — zwłaszcza, gdy wpadnie się w rozrzutne towarzystwo.

W sytuacji, gdy dwoje osób o skrajnie rożnym podejściu do pieniędzy spotyka się przez dłuższy czas, prędzej czy później pojawiają się „tarcia” na tej płaszczyźnie życia osobistego, które – jeśli w porę nie rozwiązane – prowadzą do rozpadu związku. Warto zatem obserwować zwyczaje partnera i jak najwcześniej otwarcie porozmawiać o podejściu do pieniędzy. Te działania pozwolą w miarę szybko znaleźć pole do kompromisu, a w skrajnych przypadkach – uchronią przed życiem z niewłaściwą osobą.

Do spraw, na które warto zwrócić szczególną uwagę, należą:

  • nadmierne impulsowe wydawanie pieniędzy – każdy od czasu do czasu kupuje coś „ot tak”, ale jeśli jest to regułą, to trzeba się takim zwyczajom przyjrzeć dokładniej;
  • tendencje do zakupoholizmu – jeżeli ktoś dla poprawy nastroju notorycznie chodzi na zakupy, to może być to o wiele bardziej złożony problem i wymagać pomocy specjalisty,
  • najbliższe otoczenie partnera – jak mówi przysłowie: kto z kim przystaje, takim się staje. Przebywaj za długo wśród osób rozrzutnych, a wpadniesz w długi. Przebywaj wśród skąpych, a szybko zdziadziejesz.
  • skłonności do hazardu – co niektórzy potrafią wydać setki złotych na zakłady Lotto czy postawić na drużynę sportową. Jeżeli ktoś doprowadza się do sytuacji, w których zaczyna mu brakować środków do życia lub z powodu hazardu popada w długi, to jest to „stan alarmowy”,
  • nadmierne oszczędzanie – zwane potocznie skąpstwem. Jeśli ktoś nie chce pojechać na urlop, bo ma park pod domem, nie pójdzie do kina, bo ściągnie sobie divx’a, a do tego oszczędza na wszystkim – wliczając jedzenie i zdrowie – to taka postawa też nie prowadzi do niczego dobrego między dwójką ludzi w związku.
  • nałogi – jeśli ktoś pali dwie paczki papierosów dziennie lub kończy pracę czteropakiem browara, to takie wydatki będą w przyszłości stanowiły zauważalne obciążenie domowej kiesy, a są niesamowicie trudne do wykorzenienia.

Jak rozmawiać z partnerem o pieniądzach?

Wierzcie lub nie, ale zanim stanęliśmy z Kasią na ślubnym kobiercu mieliśmy kilka mniej lub bardziej poważnych rozmów o pieniądzach: o tym jak je postrzegamy, jak nimi gospodarujemy, na co chcemy je w przyszłości przeznaczać itp. Dzięki temu nie tylko zbliżyliśmy się do siebie, ale wiedzieliśmy, czego spodziewać się po drugiej osobie w tej kwestii. Jeżeli jesteś w poważnym związku i jeszcze nie przeprowadziliście takiej rozmowy, to pamiętajcie, że najlepszy czas na to był „wczoraj”. Z drugiej strony: nigdy nie jest na taką pogadankę za późno.

Poniżej prezentuję listę tematów, które warto obgadać. Być może niektóre wydadzą się Wam zbyt trudne, ale wierzcie mi – lepiej poruszyć trudny temat i mieć spokój, niż za 5 lat rwać z głowy włosy po każdej kłótni związanej z finansami.

Oto proponowana lista pytań do omówienia:

  1. „Jakie jest twoje podejście do wydawania pieniędzy?” Dzięki temu pytaniu najłatwiej wychwycić różnice, które mogą w przyszłości utrudniać wspólne życie.
  2. „Jak wydawano pieniądze w Twoim domu?” To pytanie pozwoli uzyskać ogólne informacje o wzorcach, jakie pojawiały się w domu partnera i lepiej zrozumieć jego obecne postępowanie.
  3. „Czy masz jakieś długi, o których nie wiem?” Bezpośrednie pytanie, ale pozwala uniknąć najróżniejszych kłopotów w przyszłości.
  4. „Jak widzisz nasze wspólne finanse dziś i w przyszłości?” Pytanie, dzięki któremu można obgadać i ustalić spójną strategię gospodarowania pieniędzmi. Taką, która będzie odpowiednia dla obu stron.
  5. „Jakie są Twoje cele finansowe? Jakie są/będą nasze cele finansowe?” Jeżeli ktoś chce podróżować po świecie i woli na ten cel odkładać pieniądze, podczas gdy druga osoba marzy o własnych czterech ścianach i zapuszczeniu korzeni, to finansowo te cele różnią się od siebie znacznie. Warto zatem jak najszybciej dowiedzieć się o aspiracjach partnera i ustalić również wspólną drogę.

Takie rozmowy nie należą do najłatwiejszych, ale definitywnie są niezbędne. Okażcie sobie tolerancję względem poglądów oraz otwórzcie na kompromisy, a wszystko będzie w porządku.

Finanse w związku

Z mojego doświadczenia wynika, że najczęściej stosuje się dwa modele finansowania wydatków w związkach:

  • wspólne konto – partnerzy przelewają swoje przychody na jedno konto, oboje mają do niego dostęp i korzystają z zasobów wedle potrzeb i ochoty,
  • osobne konta z podziałem zobowiązań do opłacenia – partnerzy zachowują swoje konta, ale dzielą się rachunkami i kosztami do opłacenia, każde odpowiadając za swoją część.

Rozmawialiśmy z Kasią i doszliśmy do wniosku, że żaden z tych modeli nam nie odpowiada. Nie wyobrażam sobie, żeby Kasia patrzyła na mnie wilkiem tylko dlatego, że raz na rok kupuję sobie nowego iPhone’a, z kolei ona na pewno nie chciałaby wysłuchiwać mojego gderania, że znowu była u fryzjera czy że kupiła sobie nowy ciuch. Gdyby te wydatki – ważne osobno dla każdego z nas – finansować ze wspólnej kasy, prowadziłoby to do nieustannych kłótni. Z kolei pełna rozdzielność i podział zobowiązań do opłacenia też nie jest dobrym wyjściem, ponieważ ciężko wtedy o jakieś systematyczne odkładanie pieniędzy, a do tego nie ma rozsądnego sposobu na podział kosztów zmiennych, typu jedzenie, wyprawka szkolna dla dziecka, wspólne wyjazdy itp.

Jak zatem sobie z tym poradzić?

W naszym przypadku rozwiązaliśmy to w następujący sposób:

1. Będziemy mieć 3 konta: jedno wspólne, do którego oboje mamy dostęp, oraz dwa osobne.

2. Przez co najmniej 3 miesiące śledzimy wydatki. Dzięki temu poznamy średnią kwotę, którą potrzebujemy na utrzymanie naszego standardu życia. Pozytywnym efektem tego procesu jest również wychwycenie kategorii, w których pieniądze rozchodzą nam się o wiele łatwiej, dzięki czemu jeśli uznamy, że trzeba, będziemy mogli podjąć stosowne działania.

3. Znając średnią wysokość kosztów stałych i zmiennych, będziemy w stanie określić nasz wkład do domowego budżetu, proporcjonalnie do naszych zarobków. Brzmi to zagmatwanie, ale sprawa jest prosta: jeśli – przykładowo – nasze całkowite miesięczne koszty wynoszą 2000 złotych, ja zarabiam 3000, a Kasia 2000, to mój wkład wyniesie 1200, a Kasi 800 złotych.

Wzór na obliczenie tych wartości jest banalny:

K = (koszty stałe + koszty zmienne) / (sumaryczne zarobki partnerów)

Wkład partnera = Zarobki * K

Dodatkowo, poszczególne wkłady można podwyższyć o 10%-15%, by zostawić sobie niewielki zapas w razie zaistnienia jednorazowo większych wydatków. Również, z racji tego, że kobiety na podobnych stanowiskach, co mężczyźni, zarabiają nieco mniej, mój wkład do wspólnej kasy może być nieco większy.

Ustalone w ten sposób środki przelewamy systematycznie na wspólne konto i dysponujemy nimi regulując zobowiązania oraz wydając „na życie”.

4. Z oszczędnościami robimy podobnie: ustalamy wspólnie odpowiedni poziom oszczędzania i systematycznie przelewamy porcję oszczędności na wspólne konto. Ta kwota jest przeznaczana na fundusz awaryjny, inwestycyjny, wydatki planowe lub droższe wspólne rozrywki typu wakacyjny wyjazd.

5. To, co zostanie na poszczególnych kontach, to pieniądze do swobodnej dyspozycji. Jeśli Kasia chce iść do fryzjera czy kupić sobie ciuchy i płaci za to z pieniędzy, które jej zostały – nic mi do tego. Jeżeli ja decyduję się odkładać na jakiś elektro-gadżet i kupuję go z moich „pozostałości” – również oczekuję tolerancji dla mojej decyzji. Jeżeli zdecydujemy, że chcemy wykorzystać część tych pieniędzy na jakiś wspólny cel, dogadujemy się na bieżąco. Pełna elastyczność, zero problemów.

6. Co jakiś czas, np. co kwartał, wracamy do punktu #2 i robimy rekalkulację naszych wkładów. Zachowanie w przypadku uzyskania dodatkowych pieniędzy, np. z jakiejś fuchy, trzynastki czy innego rodzaju premii, jest do dogadania.

Oczywiście system ten sprawdza się najlepiej, gdy sytuacja obu partnerów w związku jest względnie stabilna. W przypadku takich zdarzeń, jak ciąża, utrata pracy lub innych, trzeba adekwatnie dopasować reguły wspólnego finansowania domowej kiesy. Pamiętajmy, że związek to nie umowa biznesowa, ale wspólne życie dwójki ludzi. W wielu sytuacjach należy przede wszystkim być człowiekiem i dla wspólnego dobra zrezygnować z prywatnych interesów.

Jakie jest Twoje zdanie na temat takiego podejścia do pieniędzy w związku? Czy zgadzasz się z nim? A może masz własny, skuteczniejszy sposób na ogarnięcie tego tematu? Podzielisz się doświadczeniami płynącymi ze swojego związku? Koniecznie napisz swoje zdanie.

Praktyczne oszczędzanie: jak planować przyszłe wydatki?

Wiele osób nie zastanawia się ani przez chwilę nad finansowaniem przyszłych zakupów. Nie mówię tutaj o wyskoczeniu do spożywczaka, tylko o konkretnych, solidnych wydatkach typu: wkład własny na mieszkanie, wesele, samochód, wycieczka na Kretę, szkolenie z kupna nieruchomości, fundusze na start działalności gospodarczej, nowy komputer itp. itd. Najczęściej odbywa się to tak, że pojawia się potrzeba i zastanawiamy się jak by ją tu szybko sfinansować, co zazwyczaj kończy się albo żyłowaniem oszczędności, albo kredytem konsumpcyjnym, czyli – w zasadzie – przepłacaniem.

Można jednak do tego podejść inaczej: wystarczy sporządzić plan oszczędzania na konkretne, nieco bardziej długoterminowe cele.

Oto, jak się za to zabrać:

  1. Zidentyfikuj przyszłe, duże wydatki. Możesz przyjąć dowolny horyzont czasowy, ale im dalej spojrzysz w przyszłość, tym lepiej będziesz przygotowany. Sugerowałbym strzelać minimum w wydatki na następne 5 lat.
  2. Określ ich koszt. W poszukiwaniu okazji Google będzie Twoim przyjacielem. Warto również rozejrzeć się w serwisach aukcyjnych. Naturalnie zdaję sobie sprawę, że ciężko ustalić cenę niektórych rzeczy (zwłaszcza za jakiś czas), niemniej jednak lepiej oszacować i zaoszczędzić choćby część, niż kupować na kredyt. Gdybyś nadal miał z tym problem, po prostu przyjmij maksymalną kwotę, jaka wydaje Ci się uczciwa i którą jesteś w stanie zapłacić.
  3. Określ czas, jaki pozostał do dokonania zakupu. Najlepiej określać go w miesiącach. Określanie zakupu co do dnia nie ma większego sensu, a w ujęciu rocznym będzie zbyt ogólne.
  4. Trochę matmy: podziel koszt każdej rzeczy przez ilość miesięcy pozostałych do jej zakupu. Zsumuj otrzymane kwoty.
  5. Gotowe! Wiesz, ile musisz oszczędzić każdego miesiąca, żeby zrealizować te cele bez posiłkowania się OPM, czyli pieniędzmi innych ludzi (ang. other people’s money).

Przykładowa tabelka z OpenOffice Calc’a wygląda tak:

Przykładowy plan wydatków

Co zrobić, gdy miesięczne oszczędności „powalają”?

Patrząc na powyższy przykład, odłożenie ponad tysiaka będzie dla większości Polaków nie lada wyczynem. Co można zrobić w tym wypadku, żeby nie zwariować finansowo?

Wszystko sprowadza się do wyboru z 4 możliwości:

  1. Poszukać tańszej alternatywy. Ajfona można zastąpić równie funkcjonalną i tańszą Nokią. Zamiast do Grecji, można pojechać w polskie góry lub skrócić urlop. Możliwości – a raczej kompromisy – są i nieraz trzeba z nich skorzystać.
  2. Odłożyć wydatek w czasie. Ajfona można kupić po „boomie” związanym z nową edycją, do Grecji pojechać kilka miesięcy później (po sezonie) lub zagryźć zęby i poczekać dodatkowe pół roku z remontem mieszkania. Poszczególne kwoty w tym wypadku zauważalnie się zmniejszą.
  3. Dorobić trochę pieniędzy. Obojętne, czy będzie to dodatkowy etat, freelancing czy sprzedawanie zbędnych rzeczy w serwisach aukcyjnych. Jeżeli zależy Ci na tych przedmiotach/usługach/doświadczeniach – trzeba się poświęcić.
  4. Zrezygnować z wydatku. Myślę, że gdy powyższe opcje zawiodą, zostaje już tylko no brainer: rezygnacja z wydatku, na który mnie nie stać. Tutaj już liczą się osobiste priorytety, więc niczego nie sugeruję.

Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby punkty 1-3 połączyć w dowolną kombinację.

Kilka uwag na koniec

Na liście są wydatki, na których odłożenie wymaganej kwoty zajmie mniej czasu, w porównaniu do innych. Oznacza to w skrócie tyle, że miesięczne obowiązkowe oszczędności z czasem zaczną maleć. Powstałe w ten sposób wolne środki można albo wykorzystać do innych celów, albo pompować w szybszą realizację wydatków planowych. Wybór należy do Ciebie.

W przypadku powtarzalnych wydatków, jak choćby coroczny urlop w ciepłych krajach, nie ma potrzeby odkładać już dziś na wyjazd za pięć lat.

Warto pamiętać o znanej zasadzie: jeżeli chcesz coś kupić, aby upewnić, się że nie jest to zachcianka lub tymczasowy efekt manipulacji speców od reklamy, warto odłożyć decyzję o zakupie na minimum 24 godziny (najlepiej na miesiąc). Po upływie tego czasu zazwyczaj wiadomo, czy nie byłby to zbędny, impulsowy wydatek.

Planując i odkładając na przyszłe wydatki przy użyciu tej techniki masz gwarancję, że znakomitą większość z nich sfinansujesz we właściwym czasie bez zaciągania kredytu. Mam nadzieję, że skorzystasz z tej strategii.