David Bach słynie z dwóch doskonałych koncepcji, związanych z finansami osobistymi. Pierwszą z nich jest słynne i powtarzane jak mantra na Oszczędzaniu „Make It Automatic!”, czyli po prostu: „zautomatyzuj to”. O drugiej będzie dzisiejszy wpis.
Najpierw pytanie: ile razy powtarzałeś sobie, że nie masz z czego zaoszczędzić pieniędzy? Przecież trzeba spłacić kolejną ratę za dom, zapłacić bieżące rachunki, załatwić coś do włożenia do garnka, zalać benzynę do auta, utrzymać dzieci etc. etc. Oszczędzanie spada na dalszy plan, prawda?
Ale czy musi? Oczywiście, że nie!
Jak, zatem, zaoszczędzić choćby minimalną kwotę bez konieczności angażowania się w dodatkową pracę? Otóż Dave zauważył, że każdy z nas systematycznie – często bez zastanowienia! – wydaje pieniądze na coś, bez czego można się z powodzeniem obejść lub chociaż ograniczyć. Co więcej, wydawane „kwotki” sumują się w ciągu roku do całkiem pokaźnego „kwociska” i gdy człowiek zdaje sobie po czasie z tego sprawę, okazuje się, że radocha z korzyści uzyskanych z wspomnianych wydatków jest stosunkowo niewielka w porównaniu do całkowitego wydatku na jej pozyskanie.
Brzmi to nieco skomplikowanie, więc spieszę z wyjaśnieniami. Otóż wspomniana obserwacja została przez Dave’a nazwana „czynnikiem latte” (ang. the latte factor). Nazwa wzięła się stąd, że Amerykanie (zwłaszcza klasa średnia o stabilnych dochodach) wydają strasznie dużo pieniędzy na… kawę. Codziennie w drodze do pracy wstępują do Starbucksa i kupują Grande Latte, Venti Mocche lub cokolwiek innego, płacąc za nią średnio 4$. W większości przypadków na kawie się nie kończy, bo – jak to w Starbucksie – oprócz kawy jest masa przekąsek, kanapek i innego ustrojstwa, przy pomocy których chce się wyciągnąć dodatkową kasę.
Suma summarum, średnie dzienne wydatki na kawę i przekąski rozrzutnego Amerykanina wynoszą około 8$. Pracując około 231 dni w roku (52 tygodnie * 5 dni pracy – 15 dni urlopu – 14 dni świąt itp.), wydają na te swoje przyjemności aż 1848 dolarów!
A gdyby tak samemu zrobić kanapki (dwa a’la starbucksowe trójkąciki) i zaparzyć kawę w termosie? Wyjdzie nie więcej, niż 1.50$ dziennie, 346.50$ rocznie! Oszczędność? Nieco ponad 125 dolarów miesięcznie, 1500 w skali roku!
„Taaaak, ale przecież nie wszyscy piją kawę, niektórzy robią sobie kanapki do pracy itp. Jak zatem zaoszczędzić wtedy jakiekolwiek pieniądze?”
Otóż w teorii czynnika latte nie chodzi o kawę. Chodzi natomiast o to, że każdy z nas ma w swoim życiu zbędne, powtarzalne wydatki, których może uniknąć lub od których może się uwolnić. Wystarczy je tylko zidentyfikować i wprowadzić w życie plan na ich ograniczenie lub wyeliminowanie.
Najprostszym sposobem na określenie Twojego czynnika latte jest po prostu zastanowienie się nad tym, gdzie i na co wydajesz swoje pieniądze. Często wystarczy tylko chwilę pomyśleć i Eureka! Jeżeli nic nie przychodzi Ci do głowy, notuj swoje wydatki – na pewno szybko zauważysz pojawiające się prawidłowości.
U siebie zaobserwowałem trzy wydatki, które mogłem znacznie ograniczyć:
- Czasopisma komputerowe. Kiedyś po prostu musiałem mieć prawie każdą gazetę, która wychodziła. Kupowałem oczywiście numery z płytą, co kosztowało mnie dodatkowe pieniądze. Wiecie co? Zauważyłem, że informacje w tych gazetach… powtarzają się! Zdałem sobie sprawę z tego, że płaciłem za opis tego samego, co w zeszłym roku, ale przy wykorzystaniu innej aplikacji czy podzespołu. Moje wydatki zmalały z blisko stówy miesięcznie do… zera złotych. Wszystko za sprawą Internetu, z którego pobierałem freeware’y z płyt i kanałów RSS z opisem nowości i rozwiązań problemów z kompem. Od czasu do czasu kupię jakiś magazyn, ale robię to tylko wtedy, gdy na płycie dodawany jest wartościowy program jako bonus (np. Tune Up Utilities, warte 45$ – za polskiego piątaka to jest dopiero dil!).
- Gry i aplikacje na iPhone’a. Sam iPhone niewiele oferuje, jeżeli chodzi o podstawową funkcjonalność. Prawdziwa magia zaczyna się dopiero wtedy, gdy zainstaluje się na nim gierki i programiki. Niestety iTunes jest tak skonstruowany, że zakupy odbywają się przy udziale JEDNEGO zaledwie kliknięcia (obciążają debetówkę/kredytówkę, których dane wymagają podczas rejestracji), więc łatwo stać się impulsowym nabywcą. Sam nadziałem się na masę gierek i programików, z których rzadko kiedy korzystam, a niektórych – o zgrozo! – jeszcze w ogóle nie uruchomiłem. Ot był na wyprzedaży, to kupowałem. Euro tu, dwa euro tam i zsumowało się do połowy wartości nowego iPhone’a. Obecnie aplikacje kupuję wyłącznie na wyprzedażach, a to czy akurat jest okazja śledzi za mnie osobny programik AppSniper. Wydatki, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zmalały do 2-3 euro na miesiąc.
- Piwo. Tutaj niewiele mogę poradzić – wyniesione ze studiów nawyki strasznie trudno wykorzenić, a do tego zimny browar, gdy za oknem upał, ma wręcz zbawienną moc! Aktualnie obniżam koszty pijąc tańsze piwka (Książ, Goolman, Wojak) kupowane w promocjach, starając się jednocześnie zaglądać do kufelka co drugi dzień (mam nadzieję, że nie zabrzmiałem jak alkoholik ;-).
To tyle. Jeżeli nadal uważasz, że nie masz z czego odłożyć na fundusz awaryjny czy inwestowanie w lepszą przyszłość, to nie mam pojęcia, jak mógłbym Ci pomóc. Zawsze uważam, że gdzie jest wola, jest i sposób, dlatego chyba prościej już się nie da ;-)
Jaki jest Twój czynnik latte?
Dzięki za wspomnienie o Davidzie Bachu, szukam właśnie jakiejś lektury o automatyzacji, a z tego co czytałem w "Ruchomych schodach do fortuny" coś o tym będzie.
Co do wpisu: wielkie dzięki za wypisanie Twoich wydatków, sam dzięki temu zauważyłem, że czasami niepotrzebnie wydaję pieniądze na ebooki. Wpadam na pomysł, szukam literatury o tym, znajduję na Złotych Myślach i zamawiam, a potem nie mam czasu tego czytać bo zajmuję się czymś innym. Czas zacząć notować wszystkie wydatki jak Rockefeller! Nawiasem mówiąc przeczytałem ostatnio jego biografię, polecam. O oszczędności Johna też jest sporo napisane.
Pod ten latte factor można dociągnąć nawet nieśmiertelny przykład papierosów.
Tak jak pisał Marcin, zapisywanie wydatków to dobry pomysł. Fajnie jest zobaczyć pod koniec miesiąca, ile to pieniędzy można było odłożyć i w przyszłych miesiącach unikać takich wydatków. Oczywiście to jest tak, że w przyszłym miesiącu zwróci się uwagę na coś innego. Za to z miesiąca na miesiąc można wyłuskiwać coraz więcej głupich wydatków.
Marcinie, "ruchome schody" to z nazwy kiepskie tłumaczenie "Make It Automatic" Dave'a. Gorąco polecam, zwłaszcza rozdział o kupowaniu nieruchomości – choć wątpię szczerze, żeby był jakiś odpowiednik tego mechanizmu w polskich realiach.
Adamie, myślę, że gdyby ograniczyć nasze wydatki do egzystencjalnego minimum (dach nad głową, papu, rachunki i drobne przyjemności), to dużo więcej zostawałoby w kasie każdego z nas. Problem w tym, że trudno nam – jako ludziom – zapanować nad wszelakimi zachciankami, dlatego też wydajemy więcej, niż byśmy mogli. Śledzenie wydatków naturalnie pomoże, ale i tak wszystko sprowadzi się do dyscypliny w dysponowaniu pieniędzmi.
Jako kobiecie jest mi niezwykle ciężko ograniczyć różne wydatki :) Próbuję z pewnymi sukcesami już od dwóch miesięcy. Moje latte, które udało mi się ograniczyć to słodycze, zupełnie niepotrzebne gazety oraz jedzenie "na mieście". Niestety, nie ze wszystkim idzie tak łatwo – np. fryzjer to mus – ale za to nie jest to jeden z najdroższych, itd. Dzięki temu miesięcznie pozostaje w portfelu nawet do 200 zł.
Marcinie, z tym browarem przesadziłeś… z tym całym oszczędzaniem nie można przesadzać, odmawiać sobie zimnego browara czy przestawiać się na Wojaki to lekka przesada według mnie (oczywiście co za dużo to niezdrowo :D ). Czasem warto się zastanowić jaki jest target tego naszego oszczędzania
Karolina, brawo! Dwieście złotych miesięcznie może wydawać się niewielką kwotą, ale to aż 2400 rocznie! Pamiętaj jednak, że skorzystasz z tych pieniędzy tylko wtedy, gdy faktycznie je zaoszczędzisz – samo nie wydanie jeszcze o niczym nie przesądza.
Hubert, o ile do mnie się odnosiłeś, to uważam, że masz rację z tym targetem. Piwko jednak jest zmorą nie tylko z powodów finansowych, więc tak czy siak poszło w lekką odstawkę. Inną sprawą jest to, że nie robi mi różnicy, czy piję Tatrę, Żubra, Książ czy Wojaka – dla mnie jedynie Heineken smakuje inaczej, więc nie ma sensu przepłacać, skoro smaku nie rozróżniam, a woltaż podobny ;-)
Pingback: Oszczędzanie pieniędzy: Wrogowie Oszczędzania — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...
Pingback: Czy chcesz żyć za 1606 zł miesięcznie? | Rentier
lepiej wypić dobre piwko raz na tydzien niz 2 razy dziennie siki z hipermarketu :)
Pingback: 10 mądrych rzeczy, które możesz zrobić jeszcze w 2009 roku | Rentier
wziąść nie WZIĄĆ!!!!!!!!!!! PATRZ WTYTULE ART
PWN, dziwne, bo Słownik Poprawnej Polszczyzny pr. Andrzeja Markowskiego kłóci się z tą teorią.
Pingback: Oszczędzanie pieniędzy: Bogaty znaczy oszczędzający — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...
Pingback: Oszczędzanie pieniędzy: Podsumowanie Sierpnia 2009 — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...