Nieco spóźniony, ale – myślę – wart uwagi przegląd ubiegłego tygodnia. Tym razem można poczytać sugestie App’a o tym, jak wydawać mniej pieniędzy, Arkadiusz z APHossa z kolei dzieli się swoimi przemyśleniami o upraszczaniu i komplikowaniu, natomiast na deser coś bardzo interesującego: jak w polskich warunkach wyżyć za 10 złotych tygodniowo.
Do poczytania:
- Jak mniej wydawać? – Oczywiście najefektywniejsze jest równoczesne zwiększanie przychodów i optymalizacja wydatków – z tym, że moim zdaniem po osiągnięciu pewnego pułapu z prawej strony wzoru nie da się już wiele wycisnąć i grozi nam raczej przeobrażenie się w sknerę przeliczającego każdy grosik niż milionera. (…)
- Upraszczaj albo komplikuj, głupcze – Te tytułowe zasady grają istotną rolę w naszym życiu. Pierwsza zasada „przede wszystkim prostota głupcze” (ang. „kiss” – keep it simple stupid) sprawdza się dobrze, gdy jesteśmy zwykłymi klientami lub chcemy osiągnąć jakieś konkretny cel. Druga zasada „komplikuj jak możesz” (mój autorski angielski odpowiednik to „kick” – keep it complicated kid) jest użyteczna szczególnie w biznesie i negocjacjach, gdy chcemy dużo zarobić (często kosztem klienta) lub wzbudzić podziw i szacunek dla naszych umiejętności. Obie te zasady są na równi skuteczne jak i szkodliwe, w zależności jak je stosujemy. Przejdźmy jednak od etapu teoretyzowania do praktyki. (…)
- Tydzień za dychę – Większość dóbr i wygód zdobyłam, stosując handel wymienny – walutą był mój czas lub niepotrzebne mi rzeczy. Przez tydzień kupiłam jedynie przecenione bułki i jogurt, kapustę, sok, raz bilety na tramwaj, kiedy za zimno było na rower. (…)
Informacje z życia bloga:
Jako, że na Forum Oszczędzania mało kto zagląda i dzieli się swoimi spostrzeżeniami, uznałem, że w najbliższym czasie je zamknę. W zamian założyłem Facebookową grupę Oszczędzania pieniędzy i nie tylko. Do grupy jest podpięte forum, więc tam można spokojnie zadawać pytania i prowadzić dyskusje.
Niedługo (w zasadzie „na dniach”), będę przenosił bloga na nowy hosting, a także zmieniał link Feedburnera dla kanału RSS (nad starym, z racji przejęcia FB przez Google, niestety nie mam kontroli, a na domiar złego jest w nim na dodatek literówka), dlatego stałych Czytelników i Czytelniczki proszę o wyrozumiałość oraz aktualizację czytników RSS. O tym, kiedy dokładnie ta zmiana nastąpi powiadomię w osobnym wpisie.
Na koniec, garść demotywatorów – tak na poprawę humoru:



Co do RSS, najlepiej załatwić przyszłe problemy przekierowaniem w htaccess w stylu http://www.strona.pl/fedd -> feedburner
Dzięki temu nie będzie problemów w przyszłości ;)
Jaki hosting wybrałeś? Ja od kilku miesięcy hostuję się u samego siebie, jak i kilku znajomych – w końcu pewność, że będzie działać, a jak coś pójdzie szybciej naprawić.
Matipl, dzięki za sugestię z RSS. Spróbuję coś z tym pokombinować. A co do hostingu, to siedzę na linuxpl.com i jak na razie jestem z nich zadowolony. Nie do końca zrozumiałem, co masz na myśli, pisząc "u samego siebie" – w domu na własnym prywatnym serwerze czy może pracujesz w firmie hostingowej i masz do niego dostęp. Jeżeli to pierwsze, to myślałem nad tym, ale póki prowadzę życie w rozjazdach, nie bardzo mam warun, żeby się tym zająć.
Miałem na myśli wykupiony dedyk ;) Za dużo było problemów na shared (wciąż pluli się, że za dużo zasobów).
W domu kiedyś miałem, ale kilka razy do roku był problem (brak Sieci, brak prądu). Później był shared, m.in. w home.pl i prohost.pl, a obecnie dedyk, gdzie stoi kilka wirtualnych maszyn.
Tydzień za dychę – lekkie przegięcie według mnie. Wprawdzie niektórzy żyją "poza systemem" z wyboru, ale jednak życie w systemie gospodarczym i wnoszenie do niego wartości potrafi być bardziej wynagradzające.
Menedżer, ten tekst zamieściłem bardziej jako ciekawostkę i pokazanie, że jest to możliwe. Cały pomysł bazuje na eksperymencie społecznym, jaki przeprowadziła Heidemarie Schwermer – bodajże przez rok żyła bez kasy. Potem już jej tak zostało i do dziś świetnie sobie radzi.
A co do wnoszenia wartości… samo słowo "wartość" ma różne znaczenia, w zależności od kontekstu. Podejrzewam, że Ty (ja zresztą też) traktujesz je bardziej od strony ekonomicznej. Dla niej – również podejrzewam – wartością, jaką wnosi, jest pomaganie innym ludziom. Naturalnie, nagroda dla każdej, z tych dróg, jest inna (pieniądze/profity vs. satysfakcja i np. obiad), niemniej jednak w ostateczności liczy się to, co ona dla kogoś znaczy i na co pozwala.
"Tydzień za dychę – lekkie przegięcie według mnie" – kompletnie nie rozumiem tego. To tak samo jak krytykowanie innych za to, że wolą kupić buty za 50 zł zamiast za 500 albo że latają tanimi liniami za 50 zł, kiedy "powinni" płacić "normalne" ceny w stylu 1000 zł i "wnosić wartość". Co kto lubi, jeden wydaje miesięcznie 1000 zł, drugi wydaje 5000 zł. Naprawdę dziwi mnie krytykowanie oszczędzających, a spotkałem się z tym już parę razy. Może to jakaś zazdrość (nie kieruję tego do Ciebie Menedżer), że niektórzy nie potrzebują się dowartościowywać dużymi wydatkami?
@Marcin – Nie chodzi o krytykę tego, że ktoś kupuje buty za 50zł a ktoś inny za 500zł. Zupełnie przekręcasz sens mojej wypowiedzi, całkiem niepotrzebnie. Tam dalej napisałem wyjaśnienie dlaczego przegięcie według mnie, ale to najwyraźniej pominąłeś, więc rozwinę.
Tak naprawdę chodzi o model życia – duża większość z nas uczy się, pracuje i oszczędza po to, żeby mieć więcej pieniędzy. Więcej pieniędzy jest nam potrzebne, aby robić to co robić lubimy, albo mieć rzeczy które mieć chcemy. Każdy się w czymś specjalizuje, stąd pieniądze, bo o ile wymiana barterowa między fryzjerką a kosmetyczką wydaje się naturalna, o tyle wymiana barterowa z wielką korporacją sprzedającą dajmy na to batoniki może być trudna. Nasza gospodarka oparta jest na pieniądzach i dzięki nim można w niej wiele zdziałać – tworzyć firmy (czyli w ujęciu społecznym organizacje zaspokajające potrzeby), zatrudniać ludzi, szkolić i uczyć ich. Będąc w krwiobiegu gospodarczym mamy motywację, aby zrobić z siebie coś więcej niż bez tej motywacji.
Za to życie poza system oznacza, że w sensie ekonomicznym nie ma tworzenia wartości – taka osoba jako walutę używa swojej przyjaźni i towarzystwa, nie będę pisał z jakim zawodem mi się to kojarzy.
Rodzi to także inne konsekwencje – osoba żyjąca "za dychę" nie ma motywacji, aby zarabiać więcej, a zarabia się wykonując społecznie potrzebne funkcje. Tak więc nie zostanie inżynierem, matematykiem ani policjantem – bo po co? Gdyby nagle wszyscy wybrali takie życie, cofnęlibyśmy się w rozwoju o dziesiątki tysięcy lat.
Żeby było jasne – nie neguję eksperymentu. Tydzień przeżyć za 10zł to sztuka i moje gratulacje dla kobiety, której się to udało. Sztuka dla sztuki mimo tego. Bo chyba nikt sobie nie zadał wcześniej pytania po co, albo jakie zrodzi to konsekwencje.
Nikomu nie narzucam swojego światopoglądu, a Ty Marcinie jednak odpowiadasz agresywnie. Chcesz – oszczędzaj, żyj nawet za 1zł za miesiąc – Twój wybór. Ja mam mimo tego inne podejście – nie jestem Diogenesem z beczki i nie chciałbym nim być. Mam podejście zbliżone do podejścia Pawła – coś w rodzaju filozofii neo-minimalizmu, w którym odrzucasz papkę marketingową korporacji i żyjesz tak jak Tobie wygodnie.
"a Ty Marcinie jednak odpowiadasz agresywnie" – bez przesady. Żadnej agresji, piszę prosto i bezpośrednio. Nie lubię jak ktoś sprowadza życie do jakichś mądrych tekstów profesorków oderwanych od rzeczywistości. Kompletnie nie przekonuje mnie jakieś tłumaczenie z "wnoszeniem wartości". Życia nie da się opisać wzorami i definicjami, a tym bardziej jakimiś zasadami gospodarki. Według mnie – człowieka, który woli prostotę a nie bezcelowe komplikowanie i sprowadzanie człowieka do jednego i słusznego modelu. Może jestem za głupi, żeby to zrozumieć.
"Za to życie poza system oznacza, że w sensie ekonomicznym nie ma tworzenia wartości – taka osoba jako walutę używa swojej przyjaźni i towarzystwa, nie będę pisał z jakim zawodem mi się to kojarzy"
Aha, czyli jak ktoś jest biedny to jest że się tak wyrażę dziwką bo jako waluty używa swojej przyjaźni i towarzystwa? Sorry, ale tak to zabrzmiało.
"Rodzi to także inne konsekwencje – osoba żyjąca “za dychę” nie ma motywacji, aby zarabiać więcej, a zarabia się wykonując społecznie potrzebne funkcje. Tak więc nie zostanie inżynierem, matematykiem ani policjantem – bo po co? Gdyby nagle wszyscy wybrali takie życie, cofnęlibyśmy się w rozwoju o dziesiątki tysięcy lat"
Ale nie wybiorą. Zawsze jest margines ludzi żyjących inaczej – tak jak nagle 100% populacji nie zacznie żyć za 10 zł tygodniowo tak nagle 100% populacji nie stanie się bogata i przestanie pracować. To czysta abstrakcja i nie widzę sensu w takiej argumentacji.
"Bo chyba nikt sobie nie zadał wcześniej pytania po co, albo jakie zrodzi to konsekwencje" – a jakie konsekwencje może zrodzić?
@Marcin – znów przebija agresja przez Twoje słowa i szukanie dziury w całym, byleby tylko skrytykować. Nie odpowiem na tę krytykę, bo mimo, że miło się dyskutuje, sztuki dla sztuki uprawiać nie lubię.
Nie lubisz mądrości – bądź sobie nieukiem, droga wolna.
Według Ciebie przyjaźń i towarzystwo za świadczenia o charakterze ekonomicznym (ma gdzie spać, co zjeść), są takie górnolotne i szczere? Więc polecam przyjaźń z takimi ludźmi. Jeśli dla Ciebie jest to dobre, nie mnie o tym decydować z kim się zadajesz.
Odnośnie wyboru danego rozwiązania przez 100% ludzi – to się nazywa w filozofii Imperatyw Kategoryczny Kanta (google pójdzie w ruch?) i jest pewnym narzędziem, które ma pomagać podejmować właściwe wybory.
Znowu piszę, że nie przebija agresja tylko bezpośredniość na dziwaczne argumenty. To mój ostatni komentarz, bo i tak nie dojdziemy do porozumienia.
"Nie lubisz mądrości – bądź sobie nieukiem, droga wolna" – czym innym jest mądrość, czym innym jest wiedza dla wiedzy. Mądrym mogę nazwać człowieka, który skończył tylko podstawówkę, ale wiele w życiu doświadczył. I nic nie będzie mnie interesować to, czy wie co to jest imperatyw kategoryczny Kanta, bo człowiek nie musi być mądry wtedy, kiedy zna trudne słowa i ich wyjaśnienie. Nie oceniam ludzi ani po tytule naukowym ani po wiedzy teoretycznej. A chwalenie się jakimi to słowami potrafi się operować to jak to się mówi czysta "słoma z butów".
"Według Ciebie przyjaźń i towarzystwo za świadczenia o charakterze ekonomicznym (ma gdzie spać, co zjeść), są takie górnolotne i szczere?" – na tym opiera się cała idea couchsurfingu – jedni ludzie przyjmują drugich aby nawzajem wnieść coś nowego do swojego życia. Couchsurfing nie polega na wykorzystaniu czyjegoś domu jako hotelu. Jeżeli jedziesz do kogoś, oferujesz mu swoje doświadczenia, swoją kulturę i generalnie towarzystwo, a on Ci daje to samo plus zakwaterowanie. I tak samo jest na odwrót. Ten portal działa już od długiego czasu i ma się bardzo dobrze, bo większość ludzi jakimś cudem rozumie tę ideę i nie opisuje świata za pomocą teorii ekonomicznych czy cokolwiek to jest.
"to się nazywa w filozofii Imperatyw Kategoryczny Kanta (google pójdzie w ruch?)" – tak, pójdzie w ruch, bo narzędzia są po to, żeby z nich korzystać. Nie muszę się dowartościowywać tym, że znam na pamięć jakieś regułki. Nawet nie wiem co mam na to odpowiedzieć, bo ten argument przyleciał totalnie z nieba. Podciąganie jakichś zasad filozoficznych pod niewinny eksperyment jest absurdalne. Proponuję mieć trochę luźniejsze podejście do życia.
"Wnoszenie wartości" do społeczeństwa nie polega jedynie na wydawaniu czy zarabianiu pieniędzy – pieniądze są pośrednikiem wymiany towarowej i usługowej. I chociaż urząd podatkowy chciałby aby każda interakcja była przeprowadzona za pośrednictwem pieniędzy, na szczęście jeszcze nie jest to jeszcze obowiązkiem. Nocleg za zamiecenie podwórka? posiłek za uśmiech i rozmowę? carpooling? Jeżeli ktoś jest chętny odpłacić się czymś za coś to znaczy że to coś ma dla niego wartość. Ktoś kto tę wartość zaoferował "wnosi wartość" do społeczeństwa.
Jeżeli ktoś korzysta z rzeczy wyrzuconych przez innych to nadaje wartość rzeczom "bezwartościowym" – czyli znowu "wnosi wartość".
Dla niektórych sama świadomość że istnieje możliwość życia w jakiś nietypowy sposób stanowi wartość samą w sobie – osoby które taką możliwość testują i pokazują że tak też można także "wnoszą wartość".