Praktyczne porady dla oszczędzających #20

Witam serdecznie w kolejnym, można by powiedzieć jubileuszowym, odcinku praktycznych porad dla oszczędzających. Zanim opublikuję faktyczne porady, chciałbym zachęcić Cię do subskrypcji Biuletynu Oszczędzania, w którym bonusem za zapisanie się jest ebook z około 150-cioma poradami na małe i duże oszczędności (ramka u dołu strony).

W czerwcu na tapetę bierzemy oszczędzanie w takich dziedzinach, jak: postrzeganie siebie w odniesieniu do innych, wykorzenianie złego podejścia do pieniędzy, robienia zakupów ubraniowych, a także programy lojalnościowe oraz okazje, które nie koniecznie są okazjami.

Oto porady oszczędnościowe na czerwiec:

  1. Nie konkuruj z sąsiadami. Wielu osobom zależy na poważaniu wśród otoczenia, w którym mieszkają i wydaje im się, że nowy Mercedes czy inny „lanserski” wydatek sprawią, że automatycznie wszyscy dookoła ich polubią. Inni z kolei na widok takiego mercedesa u sąsiada, dostają czerwonej gorączki i zaraz kombinują jak by tutaj sprawić sobie coś lepszego. Takie działania niczemu nie służą i przez nie człowiek wpędza się tylko w kredyty. Jeżeli nieustannie musisz być „lepszy” od sąsiada, pozbądź się jak najszybciej tej mentalności i ciesz się tym, co masz.
  2. Wykorzeń u siebie nastawienie typu „a co, nie stać mnie?”. Jest to jedno z najgłupszych tłumaczeń dużych wydatków, które zazwyczaj czyszczą konto z oszczędności lub nawet prowadzą do zaciągania kredytów. „Popuść sobie” od czasu do czasu, ale na co dzień trzymaj się zasady, że jeżeli czegoś absolutnie nie potrzebujesz, to tego nie kupujesz.
  3. Nigdy nie kupuj ciuchów, które planujesz założyć dopiero, gdy schudniesz. Nie chcę tutaj zabrzmieć jak szowinista, ale kobiety często kupują ciuchy, w które jeszcze nie mogą się zmieścić i które traktują jak motywację do zrzucenia kilku kilogramów. Najczęściej jednak okazuje się, że schudnięcie nie jest takie proste i na dłuższą metę po prostu wydaje się pieniądze na przedmiot, z którego nie ma jak skorzystać.
  4. Pamiętaj, że nie każda okazja jest faktycznie okazją. Nie raz kupiłem na targowisku buty za 30 złotych czy spodnie za 40, które po miesiącu już nie nadawały się do użytku (but rozklejony, pękające szwy w spodniach). Robiąc zakupy, zawsze w pierwszej kolejności stawiaj na jakość, a dopiero potem odnieś ją do ceny oraz swoich wymagań.
  5. Ignoruj programy lojalnościowe. Okazuje się, że programy lojalnościowe (np. te z hipermarketów lub stacji benzynowych) pod przykrywką nagród otrzymywanych za „punkty” prowokują nas do wydawania o wiele większych pieniędzy oraz przyzwyczajają nas jednego sklepu i jego cen. Wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że „nagrody” to zbędne większości ludzi badziewie o zawyżonych cenach katalogowych, typu: gałkownica do lodów za 60 pln, nóż do obierania warzyw (!!!) za 45 pln czy termos za 65 złotych (dane: program PayBack, punkty w zakresie 500-7000). Ogólnie dochodzi do śmiesznych sytuacji, że aby taką gałkownicę dostać w prezencie, trzeba wydać kilka tysięcy złotych!

Dodasz coś od siebie?

17 myśli nt. „Praktyczne porady dla oszczędzających #20

  1. Jeśli chodzi o ciuchy to z facetami jest inaczej bo niechętnie wybierają się na zakupy i to ich żony/dziewczyny ciągle im trują: No kup sobie wreszcie nowe buty! ;-)

    Co do programów lojalnościowych to nie taki diabeł straszny jak go malują. Nie wiem czy to przypadek, ale dzisiaj tankując właśnie na stacji Shell dałem się namówić na wyrobienie karty Smart. W ciągu ostatnich 3 lat na dojazd do uczelni wydałem 3 tyś zł na samo paliwo (LPG) a ponieważ tankuję prawie zawsze u nich to pomyślałem, że czemu nie skorzystać skoro jest to za darmo. Fakt, że nagrody są śmieszne (np żeby uzbierać na żelazko to trzeba zatankować chyba za 10 tyś zł) ale np. mój ojciec który miesięcznie kupuje kilkaset litrów ON na Orlen co jakiś czas dzięki punktom vitaj bierze paliwo za 100zł.

    Następny: Kiedyś Orange miało program PROFIT dzięki któremu zbierało się punkty za opłacanie rachunków (które i tak zresztą trzeba było zapłacić). Po 2 latach kończyła mi się umowa i proponowali zbicie ceny telefonu po odjęciu punktów. Zazwyczaj była to obniżka o 150-200zł (w abonamencie 25zł!). Czasami wymieniałem też punkty na doładowania do telefonu.

    Kolejny przykład z życia: Skarbonka Auchan. Brat 2 lata temu kupował laptopa właśnie w Auchan i nie dość że laptop był tańszy niż w sklepach komputerowych (tych internetowych również) to na skarbonkę było dodatkowo 200zł) Tak! Dwie stówy!

    Nie wierzę, że ktoś o zdrowych zmysłach nie skorzystał by z takiej oferty i nie założył karty – nawet wyłącznie dla tego zakupu.

    Podsumowując, moim zdaniem niektóre programy lojalnościowe są OK.

  2. Też się nie zgadzam co do piątego punktu. O ile ktoś ma zdrowe podejście (to znaczy tak czy siak kupuje) to wiele na tym korzysta. Przykładowo karta Payback. Moi rodzice i tak tankują na stacji BP, i tak kupują w Realu i zbierają sobie przy okazji punkty. I raz na jakiś czas mają za to bony na zakupy za 100 czy 150 zł. Dlaczego mieliby ignorować ten program skoro i tak robią zakupy? Nie ma znaczenia ile trzeba wydać, żeby coś dostać, skoro i tak kupujesz w danych sklepach, to nie widzę powodu dlaczego nie korzystać z takiego programu.

    • Z całości wypowiedzi autora wyraźnie widać, że nie chodzi o to, że dostanie się nagrodę, która jest nieadekwatna do ilości punktów i trudu włożonego w zdobycie je, ale że często podejmujemy decyzję o zwiększeniu swoich zakupów lub o kupnie czego w niezbyt korzystnej cenie właśnie mając na uwadze punkty w programie. Niech sam każdy sobie odpowie ile razy świadomie lub uwaga – podświadomie wydał więcej tylko po to, żeby zebrać parę punktów więcej. Przecież nie raz są promocję, że za kupno tego właśnie towaru dostaniesz 5 razy więcej punktów niż za kupno innego, nawet droższego towaru itd… itd… Jednym słowem, najlepszym sposobem jest po prostu omijanie tego typu programów (oczywiście nie w każdym wypadku).

  3. Rada nr 3 bardzo słuszna. Zawsze się dziwiłam, jak ktoś może być taki pewny, że schudnie i kupować za małe ciuchy. Gdybym ja schudła, to mam mnóstwo mniejszych ładnych i fajnych (acz nieco niemodnych) ciuchów we własnej szafie.

    Rada nr 5 – nie zgadzam się. Wynika chyba z nieznajomości rynku, bo te prezenty na stronie payback faktycznie mają ceny z kosmosu. W rzeczywistości "tańsze" nagrody są w katalogach BP i Reala, a często można złapać 500 czy 1000 punktów jeśli np. kupi się danego dnia napoje za co najmniej 20 zł.

    Rzuciłam okiem na mojego Calca i wyszło mi, że od początku 2009 na programach lojalnościowych zarobiłam ponad 120 zł + 2 czy 3 darmowe kawy + kilka gadżetów typu mały płyn pod prysznic + ponad 5000 punktów na Paybacku, które mogę wymienić na bony za 50 zł. Jeśli i tak robię zakupy, to czemu rezygnować z tych zysków ?

  4. Andrre: "Podsumowując, moim zdaniem niektóre programy lojalnościowe są OK."

    Marcin: "Też się nie zgadzam co do piątego punktu. O ile ktoś ma zdrowe podejście (to znaczy tak czy siak kupuje) to wiele na tym korzysta."

    Magdalaena: "Jeśli i tak robię zakupy, to czemu rezygnować z tych zysków?"

    Pani i Panowie, macie rację. Źle ująłem myśl. Faktycznie, niektóre programy lojalnościowe są OK, ale właśnie tylko i wyłącznie pod warunkiem, że ktoś ma zdrowe podejście do wydawania pieniędzy lub i tak systematycznie wydaje pieniądze w sklepach czy na stacjach z punktami. Ważne są również nagrody, bo jeżeli ktoś może dostać zauważalny rabat czy bony, to spoko, ale jeżeli w katalogach jest samo "badziewie", to jest jak napisałem — taki program trzeba ignorować.

    Jak by nie było, zainspirowaliście mnie do napisania większego wpisu o programach lojalnościowych ;-)

  5. @ympl: nie wiem jak jest w blokach między sąsiadami na jednej klatce, ale przejedź się na jakąkolwiek wieś (mniejszą lub większą) lub osiedle domków jednorodzinnych a zrozumiesz, że to co pokazywali w "samych swoich" nie jest fikcją. Ludzie z natury są zazdrośni. Już małe dziecko gdy nie zna jeszcze zasad jest zazdrosne np. gdy się mu urodzi braciszek, gdy kolega ma lepszą zabawkę czy koleżanka fajniejszą lalkę.

    Na szczęście można się pozbyć tej paskudnej cechy, jaką jest zazdrość. Wystarczy kilka razy dziennie afirmować np.

    "Jestem szczęśliwy, gdy innym się powodzi"

    jeśli ktoś jednak wyrażenie "powodzi" kojarzy z wielką wodą może je zamienić na bliskoznaczny.

    A teraz chciałbym się pochwalić Wam informacją związaną z oszczędzaniem. Pół roku temu zakupiłem gdzieś w galerii handlowej świnkę skarbonkę. Wrzucałem do niej każde drobne powyżej 1 zł. a czasami i papierki.

    Dzisiaj przyszedł czas na "świniobicie" gdyż chciałem kupić nowy garnitur ze względu na szereg uroczystości jakie mnie czekają, oraz charakteru pracy jaką wykonuję na co dzień. Zanim ją rozbiłem to obstawiałem ok 550zł.

    Dopiero na kalkulatorze zobaczyłem wynik dokładnie 1 127,70zł.

    Gdybym te pół roku temu nie kupił w tej galerii świnki za 16zł zapewne wszystkie te "piątki" zniknęły by gdzieś na bzdety.

    WARTO OSZCZĘDZAĆ

  6. Andrre- no to niezle :) chyba kupie druga swinie (za pierwsza sluzy mi butelka po mleku tak tak, taka jak kiedys byly tylko pollitrowa i wrzucam tam tylko wszystko ponizej 50 pensow)

    Pawel -

    ad.1 – tego chyba z Polakow nie wyplenisz, i to nie tylko z Polakow, bo zauwazam takie sytuacje takze w Anglii, gdzie obecnie mieszkam. Nowy samochod najbardziej podnosci cisnienie sasiadom i daje tematy do plotek na pare miesiecy ('a skad on mial pieniadze,..) itd.

    ad.3 – masz absolutna racje, w mojej szafie pare takich ciuchow bylo, niestety nigdy do nich nie schudlam :D

    ad.5 – racja, ja naleze do jednego progr.oszcz. ale jest dlugotrwaly wiec specjalnie sie nim nie przejmuje i robie zakupy tam, gdzie taniej, natomiast w PL duzo sieci tak zacheca do zakupow i okazuje sie, ze lepiej kupic pare produktow w innej sieci i zaoszczedzi sie rozwowartosc tego badziewia, ktore moznaby bylo wygrac :)

  7. andrre: Gratulacje! Chociaż ja muszę powiedzieć, że nie bardzo czaję ideę skarbonek. Jak się ma tendencję do wydawania na bzdety to przecież kasa zawsze się znajdzie, chociażby na karcie płatniczej. I to chyba właśnie z tą tendencją lepiej walczyć. Wtedy tę samą kasę można wrzucać na lokatę i jeszcze do tego oszczędzić na zakupie świnki. ;)

  8. Witam,

    kiedyś też chciałem sobie kupić taką fajną, kolorowa świnkę do oszczędzania, sądząc, że zmotywuje mnie do oszczędzania, ale szybko mi to przeszło, kiedy uświadomiłem sobie absurd sytuacji: Oszczędzanie zaczynam od wydawania pieniędzy na gadżet. Zrezygnowałem i teraz wrzucam do mojej biurkowej SZUFLADY, Z KTÓREJ NIC NIE GINIE. :-)

    co do programów lojalnościowych, to dobrze z nich korzystać, ale właśnie z nich, a nie jednego i przy okazji, a nie z zamiarem autentycznej lojalności, jakiejś sieci, bo nagrody za tę lojalność są często żenujące. a wymienione wyżej wyjątki chyba raczej tylko potwierdzają regułę.

    Pozdr.

  9. koszt takiej świnki to kilkanaście zł więc w porównaniu z tym co zaoszczędziłem przez te pół roku to i tak rewelacja. Teraz mam inny patent. Kupię stalową rurę o wysokości ok 1,5 m, i średnicy otworu 5zł, zaspawuje oba końce , na jednym szparka do wrzucania "piątek" i systematycznie wrzucam do rurki 5zł aż się zapełni cała.

    Wiem,wiem, dziwne pomysły, ale nie kręcą mnie lokaty ;-)

  10. @4. "w pierwszej kolejności stawiaj na jakość, a dopiero potem odnieś ją do ceny oraz swoich wymagań."

    robię inaczej – na pierwszym miejscu są 'wymagania' – do czego danej rzeczy będę używał, czy konieczna jest markowa a może wystarczy jakiś bazarowy odpowiednik. Wtedy cena/jakość sama się układa. Kiedyś dla draki wstąpiłem do 'szperacza' … Levi's 501 bez śladów użytkowania na nieco ponad 10 PLN. Natomiast już dość kawał czasu temu chciałem porządną, markową koszulkę. Padło na renomowaną markę… po kilku praniach koszulka wyglądała jak krowie z zadka wyciągnięta. A gdzieś rok temu w Realu kupiłem t-shirt Fruit… za 6 zeta. Służy mi do dziś jako 'robocza' (bo takie było jej założenie), jest o wiele częściej prana od tamtej drogiej i do dziś nic się nie porozciągała. Wnioski nasuwają się same :-)

    Jednak najlepsze w tym wszystkim jest to, że wszystko jak na razie mi się zgadza z pewną prezentacją w której głównym przesłaniem było stwierdzenie że kluczem do szczęścia są niskie oczekiwania. Zobaczcie sami: http://www.ted.com/talks/barry_schwartz_on_the_pa…

    ps. jesli temat prezentacji był już poruszany tutaj to wybaczcie. jestem tu nowy :-)

  11. Wszystko jest dla ludzi i programy lojalnościowe także, ale jak zwykle trzeba mieć głowę na karku :-)
    Ja mam karty w kilku programach i korzystam z nich kiedy robię zakupy, ale nie jest tak że idę do Tesco tylko po to żeby dobić kilka punktów. Idę tam gdzie mi pasuje i gdzie wiem że kupię co jest mi potrzebne za rozsądną cenę. Z tymi programami problem jest wtedy gdy ktoś wrzuca do wózka niepotrzebne/niezaplanowane rzeczy tylko po to żeby dostać kilka dodatkowych punktów.

  12. Witam i gratuluje Pawle udanego blogu i dyskusji,
    z mojej strony dołączę się do stwierdzenia iż z zasady nie ma nic złego w programach lojalnościowych jednak ostatnio lekko podgrzała mnie sprawa wymiany moich długo zbieranych punktów w Payback gdyż upatrzyłem sobie kamerkę internetową którą wycenili tak że aby dojść do ceny średniej z kilku sklepów czyli ok 96 zł musiałbym poświęcić 2000 pkt . Ja tak jak większość tu wypowiadających się traktuje ten program luźno i tak pewnie kupiłbym to paliwo czy inne produkty ale nie lubię cwaniactwa bo wydaje mi się że firma kupuje te prezenty po cenach hurtowych i tak na nich zarabia to po co ta pazerność? Nie rozumiem polityki tej firmy , postanowiłem z tym walczyć i raz w tygodniu zamieszczam ten przykład w necie niejako pod ocenę internautów .
    Dziękuje za możliwość wypowiedzi i pozdrawiam
    Robert