Witam serdecznie w kolejnym odcinku praktycznych porad dla oszczędzających. Na początku, gwoli przypomnienia, zachęcam do subskrypcji Biuletynu Oszczędzania (formularz pod każdym wpisem), w którym bonusem za zapisanie się jest ebook zawierający prawie 150 praktycznych porad oszczędnościowych, z których każdy może wybrać dla siebie kilka, dzięki którym zwiększy swoje oszczędności.
W dziewiętnastej odsłonie zająłem się takimi kwestiami, jak: pranie, czytanie książek, noszenie przy sobie pieniędzy, kupno nowinek technologicznych, prowadzenie książki z cenami, gry liczbowe oraz jedną z potencjalnie najlepszych inwestycji w Twoim życiu.
Oto praktyczne porady na maj:
- Pierz raz na tydzień lub wtedy, gdy nazbierasz całą pralkę brudnych ciuchów. Zadziwiające, jak wiele osób robi małe pranie co dwa trzy dni. Jeżeli postępujesz w ten sposób, przestań – oszczędzisz wodę, detergenty i czas.
- Więcej czytaj. Czytanie to jedna z najtańszych czynności, która nie tylko dostarcza rozrywki (proza), ale także może przyczynić się do Twojego rozwoju (poradniki).
- Jak najrzadziej noś przy sobie pieniądze. Czasem łapiemy się na tym, że nie kupilibyśmy tego batonika, knyszy czy piwka, gdybyśmy nie mieli za co, a tak, gdy portfel był pod ręką, o wiele trudniej było się oprzeć impulsowemu zakupowi. Jeżeli nie potrzebujesz, nie zabieraj ze sobą pieniędzy (np. na spacer czy piknik).
- Nie kupuj natychmiast nowinek technologicznych. Wyjaśnię na własnym przykładzie: iPhone 3GS w Polsce, zaraz po wypuszczeniu do sprzedaży – 3000 złotych. Dwa miesiące później? 2300 pln.
- Notuj ceny kupowanych produktów spożywczych w różnych sklepach. Dzięki temu będziesz wiedzieć gdzie najlepiej będzie udać się na zakupy.
- Nie marnuj pieniędzy na Lotto i zdrapki. Szansa na wygraną jest tak mała, że nie bez powodu gry liczbowe są wśród graczy nazywane „podatkiem od marzeń”.
- Spłacaj swoje długi najszybciej, jak to możliwe. Wychodzenie z długów to ostatnio popularny temat na blogu, ale prawda jest taka, że jak najszybsze pozbycie się zadłużenia to jedna z najlepszych inwestycji, jakie możesz poczynić w życiu.
I to by było na tyle w tym odcinku. Mam nadzieję, że nie było zbyt hardkorowo ;-)
A może masz jakieś swoje sugestie lub spostrzeżenia? Podziel się nimi poniżej.
Pierz raz na tydzień lub wtedy, gdy nazbierasz całą pralkę brudnych ciuchów. To taka typowo męska rada. Ja piorę częściej, bo chcę, żeby ubrania jak najkrócej były "wyłączone z obiegu" w koszu z brudną bielizną.
Jak najrzadziej noś przy sobie pieniądze. Tu już się nie zgodzę całkowicie. Po pierwsze kompulsywne kupowanie jest problemem psychicznym i jeśli jedyną metodą na niekupowanie jest nienoszenie pieniędzy, to człowiek IMHO wymaga profesjonalnej pomocy.
Po drugie w wielu sytuacjach pozornie "bezkosztowych" pieniądze się przydają w sytuacjach awaryjnych – wycieczka rowerowa przeciągnie się i trzeba kupić w wiejskim sklepiku wodę albo coś do jedzenia, nagle podrą się rajstopy i trzeba na mieście kupić nowe. Nie mówiąc już o tym, że na spacerze możemy trafić na sklep z dokładnie takim towarem, którego szukamy od dłuższego czasu.
Nie kupuj natychmiast nowinek technologicznych. powiem więcej – kupuj wtedy, kiedy jest najtaniej czyli latem, a nie np. w grudniu.
Notuj ceny kupowanych produktów spożywczych w różnych sklepach To bardzo dobra rada.
Magdalaena:
1. Faktycznie, męska rada. Nie każdemu podpasuje (myślę, że niewielu kobietom), ale warto mieć ją na uwadze.
2. Co do pieniędzy przy sobie, to masz oczywiście rację. Rozwiązanie podane przeze mnie to taki "hack" do natychmiastowego zastosowania.
3. Słuszna uwaga z cenami elektroniki w lecie.
Ja ostatnio coraz częściej zaglądam na strony internetowe, które publikują cotygodniowe gazetki z marketów. Dzięki temu możemy zaoszczędzić sporo pieniędzy, kupując produkty będące aktualnie przecenione. Różnica pomiędzy tym samym produktem w dwóch marketach może wynosić nawet 50 procent. Oczywiście jest to sposób dla ludzi, którzy dysponują czasem (przynajmniej 2-3 godziny w tygodniu). Z reguły też wybieram mniejsze markety niż olbrzymie centra handlowe – mniejsze kolejki i są przeważnie bliżej domu.
Pozdr.
"Pierz raz na tydzień lub wtedy, gdy nazbierasz całą pralkę brudnych ciuchów."
Hmmm… Magdo. To nie tylko ogromne oszczędności, ale też troska o środowisko – prąd, duże ilości wody, detergenty. Poza tym zawsze z zaoszczędzonych pieniędzy można kupić kolejną bluzkę i obieg się zmniejsza :P
"Jak najrzadziej noś przy sobie pieniądze."
To oczywiście autor pewnie trochę przejaskrawił, ale to moim zdaniem rada dobra. Z profesjonalną pomocą też trochę przesadzasz, bo wówczas musielibyśmy się liczyć właściwie wszyscy. Polecam "Potęgę irracjonalności".
Nawiązując do punktu pierwszego, dotyczącego prania, dodałbym że warto zainwestować w pralkę z odpowiednio wysoką klasą energetyczną: A lub A+ (być może są jeszcze wyższe klasy, ale ich nie znam). Oznacza to, że urządzenie jest energooszczędne, a co za tym idzie naraża nas na mniejsze wydatki na energię elektryczną.
Edit: Domowy Banku, dziękuję za poradę. A jeżeli podpiszesz się inaczej, niż słowem kluczowym (np. imieniem lub nickiem), to z przyjemnością zostawię link do Twojej stronki. Zapoznaj się proszę z polityką komentowania (link u góry strony).
Ja w zasadzie od dawna korzystam z metody bezgotówkowej, nie chodzi o to, że mam nałóg kupowania, bo przecież mam przy sobie jeszcze kilka kart, którymi przecież też można zapłacić. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale jak mam gotówkę, to prędzej czy później (raczej prędzej) mi się ona rozpłynie, a co ciekawe, posiadając karty w portfelu, już jakoś mniej wydaję.
W zasadzie wszystkie porady – w mojej ocenie (także ta z pralką :) są dobre, szczególnie, że to czasami takie drobne rzeczy, których się nie zauważa, a w dłuższej perspektywie mogą zmienić sporo.
A ja powiem przeciwnie: dla mnie ta porada wydała się typowo damska, bo kobiety mają w zwyczaju posiadanie dużo większej ilości sztuk odzieży.
Skróciłbym tą poradę na: "pierz tylko z pełnym wsadem" (to "co tydzień" bym wywalił).
Z nowinkami technologicznym jest jak z ubraniami. Trzeba je po prostu kupić po sezonie. Porównajcie sobie ceny odtwarzaczy mp3, mp4 i pendrive'ów do tego co działo się jeszcze przed rokiem. Jeżeli już decydować się na zakup nowinek to szukać na zachodzie i sprowadzać – wyjdzie taniej.
Można jeszcze dodać o kupowaniu w centrach wyprzedażowych, jeżeli chodzi o kupowanie odzieży
Pranie raz na tydzień- moim zdaniem jak najbardziej
Z tymi marketami to moim zdaniem trochę inaczej trzeba zrobić- ja np. zazwyczaj kupuję w biedronce tanio i dobrze (np. kabanosy krakus 8 PLN gdzie indziej 16 PLN) Nie wime czy jest sens zasuwać po wszystkich marketach i robić zakupy na raty bo więcej paliwa i czasu się straci. A jak nie paliwa to kasy na bilety, chyba, że ktoś ma sieciówkę wtedy co innego. Ale zobaczmy z innej strony na takie bzdety stracimy np. 3 godziny W ten czas możemy przeczytać coś, zrobić coś co przyniesie nawet kilka razy więcej niż ta oszczędność.
Nowinki technologiczne w ogóle odpadają- po jaki wał komuś Iphone 3GS ? Nie wystarczy np. nokia 6300 SMS napisze, zadzwonić zadzwonię w razie coś zdjęcie też mogę zrobić (takiej samej jakości jak Iphone) Radio jest, budzik jest Nie ma jabłka to jest różnica :P
Z pieniędzmi w portfelu to się zgodzę bo to jest masakra jak na pierdoły wydajemy multum kasy. JA poradziłe msobie w ten sposób, że jedną kartę z oszczędnościami mam w domu, a drugą, którą kupuje jedzenie itp nosze przy sobie i zaoszczędzam dużo pieniędzy. Tzn nie wydaje ich tyle.
A ja mam taką wielką radę: spróbuj studiować w miejscu zamieszkania, wtedy dużo zaoszczędzisz na zakwaterowaniu. Także jeśli masz możliwość, jak najdłużej mieszkaj z rodzicami albo wynajmuj pokój, zanim zamieszkasz we własnym mieszkaniu. W tym czasie zbieraj kasę by zaciągnąć jak najmniejszy kredyt.
A tak przy okazji ciekawi mnie ilu z Was teraz kupuje złoto albo generalnie jakie macie podejście do złota jako aktywa w którym przechowujecie oszczędności.
@ Paweł, chętnie bym przeczytał wpis a’la poradnik ze szczegółową instrukcją jak oszczędzać prąd i wodę. Teraz zwłaszcza mnie interesuje prąd. Możesz np. sprawdzić ceny żarówek zwyczajnych i energooszczędnych oraz podać, na jakich warunkach opłaca się wymieniać oświetlenie. Ciekawe też będzie jeśli dodasz do zestawienia oświetlenie diodowe, które ponoć jest jeszcze bardziej oszczędne jeśli chodzi o zużycie energii.
A tak przy okazji ciekawi mnie ilu z Was teraz kupuje złoto albo generalnie jakie macie podejście do złota jako aktywa w którym przechowujecie oszczędności.
@ Paweł, chętnie bym przeczytał wpis a'la poradnik ze szczegółową instrukcją jak oszczędzać prąd i wodę. Teraz zwłaszcza mnie interesuje prąd. Możesz np. sprawdzić ceny żarówek zwyczajnych i energooszczędnych oraz podać, na jakich warunkach opłaca się wymieniać oświetlenie. Ciekawe też będzie jeśli dodasz do zestawienia oświetlenie diodowe, które ponoć jest jeszcze bardziej oszczędne jeśli chodzi o zużycie energii.
BigThink, po co komu iPhone 3GS? Poczytaj o tym tutaj: Najlepszy Przyjaciel Minimalisty. A do tego pozwala mi jeszcze zarabiać kasę :-)
Zdzichu, ze studiami masz jak najbardziej rację, ale tutaj ja z kolei stanąłbym okoniem (nie będę się wdawał w szczegóły) ;-)
O poradniku energo-wodnym pomyślę. Póki co jestem w trakcie pisania artykułów o długach oraz o dorabianiu do pensji, więc będziesz musiał trochę poszukać po blogu, bo na tematy, o które prosisz, nieco mniej szczegółowo, niż byś chciał, już pisałem.
@ Paweł,
właśnie o to mi chodzi, że ogólnie to wiem o oszczędzaniu wody i prądu (prawie?) wszystko ale w szczegółach można się wiele jeszcze dowiedzieć. Fajnie byłoby np. chodzić z miernikiem i sprawdzać faktyczny pobór wszystkich urządzeń a następnie zastosować inne rozwiązania i obliczyć namacalną i dokładnie zmierzoną skalę korzyści w PLN rocznie.
Niekoniecznie zgodzę się z DOMOWYMBANKIEM co do strategii kupowania sprzętów jak najmniej energożernych (klasy A+ i większej).
To wszystko trzeba przeliczyć. Bywa, zwłaszcza w przypadku pralki i lodówki, które kupujemy z reguły na lata, że oszczędność wynikająca z niższych rachunków za energię nie rekompensuje nam wyższych kosztów zakupu urządzenia. Na tej właśnie zasadzie zrezygnowałem z zakupu lepszej lodówki jak również… elektrycznej maszynki do golenia :) Wyszło, że przy moim trybie golenia maszynkami jednorazowymi, musiałbym używać elektrycznej przez 27 lat, by mi się to bardziej opłacało :)
Co do oszczędzania energii elektrycznej polecam w dyskontach zakupić miernik poboru prądu i sprawdzić każde urządzenie podłączone do gniazdka ile zżera energii w stanie spoczynku :(. Okazuje się, że mini wieża z zegarkiem zużywa prawie tyle samo prądu wyświetlając czas co grając z CD lub radia i wyświetlając czas. Okazuje się, że najlepiej wychodząc z domy nawet na 30 min należy wykręcić korki (dziś mamy nowoczesne bezpieczniki ale powiedzenie jakoś bardziej pasuje :)) Ja mam w u siebie wszystkie sprzęty w klasie A i A+ i wiem jakie mam oszczędności w porównaniu do kasy B i niższych. Płacę tyle samo lecz u mnie chodzi zmywarka co drugi dzień i pralka ca 2 – 3 dzień (dwójka dzieci szybko zapełnia kosz) do tego kilka innych urządzeń które nie mają wyłącznika.
Co do żarówek to sprawa wygląda następująco:
- żarówki LED – około 1 – 5W
- żarówki energooszczędne – od 10 – 50W
- jarzeniówki – jak wyżej (a niby czemu we wszystkich instytucjach to montują)
- oświetlenie halogenowe
- żarówki "klasik"
Oczywiście ceny odwrotnie do wymienionych oświetleń. Co do ekonomiczności zastosowanych żarówek to mam w domu aż jedną energooszczędną tam gdzie prawie zawsze jak się ściemnia jest zapalona. Pozostałe to halogeny i zwykłe żarówki. Koszt energooszczędnego oświetlenia jest bardzo wysoki i jego rentowność bardzo długa. Zauważmy, że żarówka o jasności 100W pobiera o 1/3 mniej prądu a kosztuje 20 krotnie więcej (zakładające, że kupujemy coś z promocji bo jak nie to cena może jeszcze wzrosnąć). Teraz wymieniając wszystkie światełka na energooszczędne mamy poczucie dobrze spełnionego obowiązku lecz pustka w kieszeni oraz świadomość, że światło w sypialni lub piwnicy zapalamy na 5 – 10 min dziennie lub mniej sprawiają, że jednak czujemy się źle z myślą o kiepskiej inwestycji. Tam gdzie warto inwestować w oświetlenie to miejsca gdzie rodzina przesiaduje najczęściej wieczorami. U mnie to jest salon i światło przy telewizorze. Pozostałe żarówki w salonie są zwykłe bo zapala się je od święta. Warto tak jak pisali poprzednicy policzyć i przeanalizować stopę zwrotu bo tak jak z golarką może okazać się, że trzeba będzie nawet po przepaleniu trzymać żarówkę w kloszu jeszcze przez 10 lat zanim się zwróci koszt zakupu ;)
Wow, Pawle, dzięki za solidny i pełen praktycznych informacji komentarz :-)
Nie zgadzam się z tym studiowaniem blisko domu. Oczywiście, jeśli ktoś ma pod nosem dobrą uczelnię, to nie ma po co wyjeżdżać na drugi kraniec Polski na inną dobrą uczelnię. Ale uważam, że jeśli mieszka się gdzieś na prowincji, a ma się możliwość, lepiej studiować na lepszej uczelni, nawet kosztem wyrzeczeń. W dłuższej perspektywie powinno się opłacić. (A tak w ogóle, to skoro moja Uczelnia, uważana za dobrą, jest tak kiepska, to nie wyobrażam sobie jakie są te kiepskie uczelnie :-/).
Wiesz corner, na uczelni uważanej za dobrą są lepsi studenci (bo wybierają ją dobrzy maturzyści). Jak ktoś był dobrym maturzystą, to zapewne będzie też pilnym studentem i solidnym pracownikiem. I tak fama uczelni nakręca się sama.
A jak mamy Nędzną Szkołę Wyższą Tego i Owego w Pcimiu Dolnym, gdzie idą maturzyści, którzy nie załapali się nigdzie indziej – to jacy absolwenci opuszczą jej mury ?
Corner: "Oczywiście, jeśli ktoś ma pod nosem dobrą uczelnię, to nie ma po co wyjeżdżać na drugi kraniec Polski na inną dobrą uczelnię." — dla mnie pojęcie "dobrej uczelni" w takim kraju, jak Polska, jest mocno względne. To raz. Dwa: po studiach i tak mało kto pracuje w zawodzie, więc de facto w ogromnej większości przypadków studia są jedynie formalnością (dają tzw. papier). Zgrozą napawa mnie fakt, że pary po zawodówce emigrują do UK/IRL/NL, pracują fizycznie 40 godzin tygodniowo i po pięciu latach pracy w połączeniu z oszczędnym życiem prawie stać ich na kupno mieszkania za gotówkę. Oni będą mieli dom, a statystyczny absolwent (megamózgi pomijam) będzie się dopiero załapywał na pracę za max. średnią krajową.
Rzeczywistość gryzie.
Wiesz Paweł, z tym pracowaniem w zawodzie, to może być kwestia konkretnego (nietrafionego) kierunku studiów. W zasadzie wszyscy moi znajomi pracują w swoich zawodach tj. zgodnych ze studiami, jakie skończyli. Studia oczywiście nie dają praktycznych umiejętności, ale dają teoretyczną podbudowę, bez której nie da się zacząć pracować.
Magdalaeno, oczywiście, bywa i tak. Z moimi niestety sytuacja jest zupełnie odwrotna, ale nie ma co prowadzić dyskusji w tym kierunku, bo różnie w życiu bywa.