Wiele osób nie zastanawia się ani przez chwilę nad finansowaniem przyszłych zakupów. Nie mówię tutaj o wyskoczeniu do spożywczaka, tylko o konkretnych, solidnych wydatkach typu: wkład własny na mieszkanie, wesele, samochód, wycieczka na Kretę, szkolenie z kupna nieruchomości, fundusze na start działalności gospodarczej, nowy komputer itp. itd. Najczęściej odbywa się to tak, że pojawia się potrzeba i zastanawiamy się jak by ją tu szybko sfinansować, co zazwyczaj kończy się albo żyłowaniem oszczędności, albo kredytem konsumpcyjnym, czyli – w zasadzie – przepłacaniem.
Można jednak do tego podejść inaczej: wystarczy sporządzić plan oszczędzania na konkretne, nieco bardziej długoterminowe cele.
Oto, jak się za to zabrać:
- Zidentyfikuj przyszłe, duże wydatki. Możesz przyjąć dowolny horyzont czasowy, ale im dalej spojrzysz w przyszłość, tym lepiej będziesz przygotowany. Sugerowałbym strzelać minimum w wydatki na następne 5 lat.
- Określ ich koszt. W poszukiwaniu okazji Google będzie Twoim przyjacielem. Warto również rozejrzeć się w serwisach aukcyjnych. Naturalnie zdaję sobie sprawę, że ciężko ustalić cenę niektórych rzeczy (zwłaszcza za jakiś czas), niemniej jednak lepiej oszacować i zaoszczędzić choćby część, niż kupować na kredyt. Gdybyś nadal miał z tym problem, po prostu przyjmij maksymalną kwotę, jaka wydaje Ci się uczciwa i którą jesteś w stanie zapłacić.
- Określ czas, jaki pozostał do dokonania zakupu. Najlepiej określać go w miesiącach. Określanie zakupu co do dnia nie ma większego sensu, a w ujęciu rocznym będzie zbyt ogólne.
- Trochę matmy: podziel koszt każdej rzeczy przez ilość miesięcy pozostałych do jej zakupu. Zsumuj otrzymane kwoty.
- Gotowe! Wiesz, ile musisz oszczędzić każdego miesiąca, żeby zrealizować te cele bez posiłkowania się OPM, czyli pieniędzmi innych ludzi (ang. other people’s money).
Przykładowa tabelka z OpenOffice Calc’a wygląda tak:
Co zrobić, gdy miesięczne oszczędności „powalają”?
Patrząc na powyższy przykład, odłożenie ponad tysiaka będzie dla większości Polaków nie lada wyczynem. Co można zrobić w tym wypadku, żeby nie zwariować finansowo?
Wszystko sprowadza się do wyboru z 4 możliwości:
- Poszukać tańszej alternatywy. Ajfona można zastąpić równie funkcjonalną i tańszą Nokią. Zamiast do Grecji, można pojechać w polskie góry lub skrócić urlop. Możliwości – a raczej kompromisy – są i nieraz trzeba z nich skorzystać.
- Odłożyć wydatek w czasie. Ajfona można kupić po „boomie” związanym z nową edycją, do Grecji pojechać kilka miesięcy później (po sezonie) lub zagryźć zęby i poczekać dodatkowe pół roku z remontem mieszkania. Poszczególne kwoty w tym wypadku zauważalnie się zmniejszą.
- Dorobić trochę pieniędzy. Obojętne, czy będzie to dodatkowy etat, freelancing czy sprzedawanie zbędnych rzeczy w serwisach aukcyjnych. Jeżeli zależy Ci na tych przedmiotach/usługach/doświadczeniach – trzeba się poświęcić.
- Zrezygnować z wydatku. Myślę, że gdy powyższe opcje zawiodą, zostaje już tylko no brainer: rezygnacja z wydatku, na który mnie nie stać. Tutaj już liczą się osobiste priorytety, więc niczego nie sugeruję.
Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby punkty 1-3 połączyć w dowolną kombinację.
Kilka uwag na koniec
Na liście są wydatki, na których odłożenie wymaganej kwoty zajmie mniej czasu, w porównaniu do innych. Oznacza to w skrócie tyle, że miesięczne obowiązkowe oszczędności z czasem zaczną maleć. Powstałe w ten sposób wolne środki można albo wykorzystać do innych celów, albo pompować w szybszą realizację wydatków planowych. Wybór należy do Ciebie.
W przypadku powtarzalnych wydatków, jak choćby coroczny urlop w ciepłych krajach, nie ma potrzeby odkładać już dziś na wyjazd za pięć lat.
Warto pamiętać o znanej zasadzie: jeżeli chcesz coś kupić, aby upewnić, się że nie jest to zachcianka lub tymczasowy efekt manipulacji speców od reklamy, warto odłożyć decyzję o zakupie na minimum 24 godziny (najlepiej na miesiąc). Po upływie tego czasu zazwyczaj wiadomo, czy nie byłby to zbędny, impulsowy wydatek.
Planując i odkładając na przyszłe wydatki przy użyciu tej techniki masz gwarancję, że znakomitą większość z nich sfinansujesz we właściwym czasie bez zaciągania kredytu. Mam nadzieję, że skorzystasz z tej strategii.

@Menedżer: i tu jest problem…Suche liczby to nie wszystko, bo niektórzy zarabiają 10 tys. zł a wydają 9.5 tys. zł i za co iPhone?
Poważnie, dlatego lepiej oszczędzać niż więcej zarabiać niż się wydaje.
@matipl – ale jak zarabiasz te 10tys. zł to w sumie nie musisz za bardzo oszczędzać. Trzymasz jakiś zapas na czarną godzinę, ale generalnie gotówka musi krążyć, żeby był jakiś sens ją zarabiać. Po co kisić kapuchę na koncie, kiedy można korzystać z życia?
@Menedżer: chodzi o pewną formę bezpieczeństwa.
Czego sam byłem przykładem, kiedy od tak, mimo wcześniejszych zapewnień, straciłem pracę. A za kilka dni Boże Narodzenie, styczeń – gdzie licho jest z pracą itp.
I jak nic potrzebne oszczędności na 2 miesiące życia. Nie mówiąc jaki to problem jeśli ktoś wydaje 8/10 lub 9/10 wypłaty..
zobacz ile wtedy musisz mieć jak zarabiasz 10 tys. ?
A ludzie zarabiają 2 tys. zł mają spore oszczędności i się nie stresują.
A nie ma nic wspanialszego, niż nie myślenie o starczeniu kasy :)
@matipl – widzisz i tu jest problem. Bo jedyną opcją jaką w takim stresie widzisz jest kolejny etat. A Boże narodzenie to przecież żniwo handlowców – wystarczy nakupić w hurtowni fajerwerków albo ozdób choinowych i opchnąć rodzinie i znajomym. I do lutego powinno starczyć …
@Paweł Kata – a mail ode mnie nie trafił Ci przypadkiem do skrzynki ze spamem?
@Menedżer: ja w ogóle nie mówię o etacie.
W przypadku firmy możesz stracić klienta / kontrakt, nie sfinalizować pewnej umowy tworzonej 2 miesiące…
Zobacz ile firm upadło w 2008/09 roku? Czemu? Nie było zabezpieczona na wypadek dłuższego okresu nie robienia.
@matipil – wypadły bo są mało elastyczne. Nie ma roboty – nie ma kosztów, jest robota – pozwalamy sobie na koszty. Jak ktoś tej zasady nie przestrzega, to sam sobie jest winien.
"Nie ma roboty – nie ma kosztów"
Ty naprawdę prowadzisz firmę? Chyba powinieneś ze swoim księgowym porozmawiać ;)
Chyba, że to domowa 1-osobowa działalność, która nie jest niczym innym niż praca na etacie tylko że zdalnie.
@matipl – jak zatrudniasz nawet panią sprzątającą na etacie to już Twój problem, czy będziesz miał dla niej wypłatę. A jak współpracujesz z firmą, która oferuje takie usługi to zwyczajnie przestajesz zamawiać usługi jak nie masz kasy, bierzesz mopa i zabierasz się do dzieła. Proste.
@Menedżer ale nadal to nie rózni sie od etatowca. Nie masz ludzi, którzy robią za Ciebie itd. Chyba że całościowo obstawiasz outsorcing.
Ale to nadal masz koszt w formie najmu, Internetu, na własne życie
@matipl – wszystkich kosztów nie zniwelujesz, ale jak masz kilku klientów to też raczej wszyscy się nie obrażą w jednej chwili. Koszty można sprowadzić baaardzo nisko. No chyba, że sobie najpierw rozdmuchasz, a później jest zdziwienie, bo nie zdążysz zredukować przed wizytą komornika. Całkiem porządne firmy przez to popadały.
@Menedżer tak się zastanawiam czy miałeś już jakieś problemy, dylematy finansowe itd.
Bo wydaje mi się, że tak z boku masz swoją małą firemkę.
Chociażby mała firma, masz 2 pracowników (programista + programista/koder, grafikę zlecasz na zewn.) – i tutaj koszt to już jakieś 7 tys. zł.
Oczywiście, nie można tak bezpiecznie podchodzić, bo biznes to biznes, i nieraz trzeba zaszaleć aby zyskać.
@matipl – a kto nie miał problemów?
Widzisz, a ja wolę nie zatrudniać pracowników na etat do tego typu zadań, tylko zlecić to innej firmie – i wtedy są kary umowne, nie płacę za obijanie się tylko za efekty i zachowanie terminów. Elastyczność można bardzo daleko posunąć – stąd organizacje wirtualne czy sieci – nowe typy organizacji.
@Menedżer – co do problemów to się upewniam ;)
Nie wszystko da się załatwić outsorcingiem jak już pisałem wcześniej.
@matipl – czego nie da się załatwić outsourcingiem?
@Menedżer np. firma logistyczna, firma produkcyjna
@matipl – ale konkretnie, czego się nie da wyoutsourcować?
No niestety to jest jedna z najtrudniejszych rzeczy dla przeciętnego Polaka – spojrzeć 2-3 miesiące w przyszłość, a nie żyć od pensji do pensji.
Właśnie odłożyliśmy / rozciągnęliśmy w czasie budowę domu. Mieliśmy z nią ruszyć teraz-zaraz, i wprowadzić się jeszcze w tym roku lub w następnym. Po wyprowadzce na wieś musiałbym rzucić etat i bardziej się martwić o spłatę kredytu.
Stanęło na tym, że dom będziemy budować powoli, wkładając w to więcej własnej pracy (oszczędność), no i odkładając pieniądze w międzyczasie. Będziemy mogli wziąć mniejszy kredyt (podwójna oszczędność).
Odkładanie na duże zakupy, choćby miały być finansowane również kredytem, pozwala od razu odczuć, jak to jest płacić miesięcznie ratę kredytu hipotecznego. Czyli jeśli zakładasz budowę domu czy kupno mieszkania za 5 lat, zacznij już teraz odkładać na konto co najmniej ratę kredytu miesięcznie. A najlepiej półtorej raty. To pozwoli Ci nauczyć się bezpiecznie obsługiwać kredyt również w mniej typowych warunkach jakimi są niespodziewane wydatki czy te spodziewane, w rodzaju świąt.
Zrobiło się mocno offtopowo pod tym wpisem. Nawet nie wiem za bardzo jak to uczciwie zmoderować.
Anyways…
Menedżer: Oszczędzając po 805,56zł (mniej o 236,11zł) miesięcznie po 18 miesiącach mam 14 500,08zł – czyli mój wymagany budżet. Z tym, że już po 3 miesiącach mogę sobie pozwolić na iPhona (5 miesięcy wcześniej). Do Grecji lecę za 7 miesięcy od startu oszczędzania (5 miesięcy wcześniej). A remont zacznę po 18 miesiącach, tak jak planowałem (chociaż ja bym zaczął wcześniej, patrz poprzedni komentarz).
Michał, masz rację w tym, co piszesz, ale mimo tego faktycznie trochę się czepiasz. Pisałem o wydatkach planowych, czyli takich, których spodziewasz się za jakiś czas. Nie miałem na myśli kupowania czegoś natychmiast, gdy mam odłożoną stosowną kwotę, tylko posiadania odpowiedniej kwoty wtedy, kiedy będzie potrzebna do zakupu.
Konkretnie: nie potrzebuję dziś kupować ajfona, ale wiem, że gdzieś w lipcu będzie nowy model. Kupię go w listopadzie, żeby ominąć nadpłacanie w czasie hype'a. Nie potrzebuję zatem mieć na niego kasy za 4 miesiące, tylko za 8. Podobnie z wakacjami: nie muszę na nie jechać szybciej tylko dlatego, że mam kasę – zaplanowałem konkretny termin, kiedy chcę wyjechać i wtedy potrzebuję całość pieniędzy.
Poza tym, krytykowanie podejścia bazując na przykładach, których celem jest wyłącznie pokazanie metody, nie bardzo jest na miejscu. Gdybym napisał, że odkładam na auto, pralkę i tapetowanie pokoju dziecka podejście byłoby inne dla każdej osoby, która myśli o takich wydatkach.
Matipl, dla Ciebie ajfon to pieszczenie ego. Spoko. Ja obecnie m.in. żyję z programowania na ten telefon, więc jest mi potrzebny nie tylko jako zabawka, ale również jako narzędzie pracy.
Poza tym, był to tylko przykład. Za iPhone podstaw coś, co Ty planujesz i będziesz mógł skorzystać ze strategii.
@Paweł Kata pisze:
Co to w ogóle za szczeniacki tekst? Wiesz do czego używam, czy jak?
Komputer, TV, samochód też uważasz, że każdy kupuje do pieszczenia ego?
Niby programujesz na iPhone OS to powinieneś zdawać sobie sprawę co oferuje. To że Ty chcesz zakupem się popieścić, to nie znaczy że wszyscy tak robią.
EOF
@Paweł Kata – to nie jest "czepianie się przykładu", tylko sposobu myślenia i gospodarowania środkami. Pominąłeś w komentarzu przykład, gdzie wydatki konsumpcyjne zamieniamy w inwestycje – odnieś się do tego.
Mati, po pierwsze: po co się tak unosisz? Obraziłem Cię czy jak? Po drugie: mam wrażenie, że źle mnie zrozumiałeś. Odniosłem się do Twoich słów:
Odebrałem Twoją wypowiedź jako krytykę mojego przykładowego zakupu, stąd taka reakcja. Nie uważam też, żeby była "szczeniacka" – przedstawiłem po prostu swój punkt widzenia. Zauważ, że we wpisie wspominam o możliwości rezygnacji z zakupu. Również nigdy na blogu nikomu nie mówię, co ma robić.
Menedżer, już rozumiem co masz na myśli. W proponowanym przypadku masz oczywiście rację. Zauważ jednak, że nie to było moim celem w tym wpisie. Zaprezentowałem prostą metodę planowania regularnych oszczędności przeznaczonych na sfinansowanie przyszłych wydatków, znając ich konkretny termin. Ty natomiast proponujesz podejście biznesowo-inwestycyjne. Być może komuś ono odpowiada – i wtedy skorzysta z Twojej cennej porady – ale to jest blog o finansach osobistych, a nie biznesowo-inwestycyjnych, i nie sądzę, żeby do tak trywialnych spraw jak urlop, nowa komórka czy remont mieszkania warto było podchodzić w ten sposób ;-)
Oczywiście pamiętam o proponowanym przez Ciebie podejściu finansowania takich spraw, jak remont, które są rozłożone w czasie. Jest ono jak najbardziej słuszne i pokazuje, że te sprawy warto planować osobno i – zamiast na remont – gromadzić środki na start z remontem, który będzie następnie finansowany z innych środków. Ten temat jednak wykracza poza zakres tego wpisu.
Jeszcze jedno: timing w tej metodzie wbrew pozorom ma znaczenie, bo – dla przykładu – nowe ajfony wychodzą w okolicy lipca-sierpnia, więc pieniędzy nie potrzebuję wcześniej, tylko w konkretnym terminie (jak pisałem – listopad, gdy opadnie hype i ceny). Podobnie z urlopem: co mi z pieniędzy wcześniej czy później, skoro – w przypadku większości ludzi – od szefa zależy, kiedy pracownik będzie miał urlop – zatem potrzebuję mieć konkretną kwotę na konkretny termin. Nie ma żadnych inwestycji, tylko samo życie i finanse osobiste ;-)
P.S. Mati, Michał – bez urazy, ale zmoderuję trochę Wasze wpisy. Dyskusja wyszła burzliwa, ale głównie jest to wymiana jedno-dwu zdaniowych ripost.