Praca, zarobki i oszczędzanie w Holandii

Autor: admin · 19 odpowiedzi

W poprzednim poście odkryłem karty i przyznałem się do tego, że aktualnie przebywam w Holandii. Dokładnie dziś mijają dwa miesiące od przyjazdu, więc z tej okazji chciałem podzielić się z Wami doświadczeniami zdobytymi w tym wyluzowanym, pozbawionym większości spotykanych w Polsce ograniczeń i wolnym od uprzedzeń kraju. Być może wspólnie – razem z Czytelnikami, którzy również spędzili tutaj trochę czasu – uda się nam zbudować małe kompendium wiedzy pt. Jak przetrwać w Holandii?

Praca w Holandii

Jeżeli wcześniej nie pracowałeś w Holandii, to samodzielne zorganizowanie sobie pracy może być na początku nieco trudne. Regułą kciuka jest to, że aby dostać legalną pracę w Holandii, należy posiadać:

  • tzw. SOFI numer – odpowiednik naszego NIP’u, wyrabiany w holenderskich urzędach skarbowych. Wyrabia się go totalnie bez problemu, za darmo, a cały proces trwa maksymalnie 3 godziny (pod warunkiem uprzedniego umówienia się na wyrobienie numeru) i wymaga podstawowej znajomości języka angielskiego, aby poprawnie wypełnić formularz.
  • zaświadczenia o miejscu zamieszkania – bez tego można o legalnej pracy tylko pomarzyć. Wprawdzie niektórzy pracodawcy mogą poczekać trochę czasu, w którym załatwimy formalności, ale wtedy i tak będziemy musieli zaświadczyć nasz pobyt okazaniem umowy najmu.
  • konto w holenderskim banku – nie jest to może aż tak bardzo istotna sprawa, ale do ręki pieniędzy za legalną pracę się raczej nie dostanie (chyba, że zaliczkę). Osobiście polecam założenie konta w banku ABN AMRO – niskie opłaty (tylko 8.50 eur/kwartał), błyskawiczne założenie, brak dyskryminacji Polaków (czego niektórzy znajomi doświadczyli np. w Postbanku), dostęp przez Internet, karta płatnicza w przesyłana na adres zameldowania w 5 dni roboczych oraz gratisowy token do robienia przelewów.
  • holenderski numer telefoniczny – podobnie, jak z kontem bankowym, sprawa może i nie jest aż tak pilna, niemniej jednak zdrowy rozsądek podpowiada, że warto zapewnić ewentualnemu pracodawcy możliwie najwygodniejszy dostęp do siebie. Konkrety podaję nieco niżej.

Zarobki w Holandii

A konkretniej moje zarobki ;-) Największe doświadczenie w tej materii zdobywam pracując jako orderpicker w jednym z centrów dystrybucyjnych. Pracuję fizycznie, w systemie trzyzmianowym, 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. Do pracy muszę dojechać około 40 km w jedną stronę (jedyny koszt: mój czas wolny). Mam gwarantowaną wolną niedzielę i co najmniej jeden, ustalony na grafiku, dzień tygodnia. Realia są takie, że czasem pracuje się trzy (rzadko), a czasem 5 dni (norma) – wszystko zależy od tego, jakie jest w danej chwili zapotrzebowanie na towar w sklepach zaopatrzanych przez centrum.

Autor: Bianca de Blok

Wypłaty są co środę przelewane na moje holenderskie konto. Tydzień pracy powiększa jego stan średnio o 220 euro netto, czyli ok. 850 złotych (przeliczone po zaniżonym kursie 3.86 pln/eur). Kwota ta jest już pomniejszana o koszty mieszkania w domkach bungalow (dość wysokie jak na takie warunki, 60 eur/tydz.) oraz ubezpieczenie (standard, ok. 15 eur/tydz.), więc mając te pieniądze nie muszę martwić się od dach nad głową.

Dla Polaka, pracującego w Holandii, jest to dość typowe wynagrodzenie za pracę fizyczną, zdobytą za pośrednictwem biura pracy. Jeżeli udałoby się zdobyć ją samemu, a jest to dość trudne i często wymaga uprzedniego pokazania się pracodawcy jako dobry pracownik pozyskany z biura, wynagrodzenie wzrasta do ok. 12-15 euro netto na godzinę, w zależności od wykonywanej pracy.

Podatki od wynagrodzenia są w Holandii dość dziwne. Konkretnie: im więcej zarobisz, tym większy od tego zapłacisz podatek. Często dochodzi do sytuacji, w których po prostu nie opłaca się pracować tylko z tego powodu, że podatek zeżre nieraz połowę stawki za nadgodzinę. Przykładowo, pracując pięć dni w tygodniu zarobię 220 euro netto, natomiast sześć – 244 euro netto (przykład nieco zaokrąglony). Naturalnie, rozliczając się z podatku całość lub część tej kwoty, w zależności od dochodów, zostanie zwrócona, ale w Holandii na zwrot podatku urzędy mają rok – gdy rozliczymy się w terminie – lub trzy lata, w przypadku spóźnienia.

Muszę też wspomnieć o pewnym fakcie, który czyni pracę w kraju wiatraków mało opłacalną dla osób mających mniej niż 23 lata – stawka wiekowa. Im pracownik młodszy, tym mniej zarabia. Dochodzi do tego, że znajomi z pracy za wykonywanie tych samych czynności, co ja, mają wypłaty mniejsze aż o 50-70 euro. Uważam, że jest to trochę krzywdzące, stąd odradzam takim osobom legalną pracę w Holandii.

Oszczędzanie w Holandii

Człowiek do komfortowego życia potrzebuje trzech rzeczy: czterech kątów (najlepiej ogrzewanych), jedzenia i stałego dostępu do Internetu ;-)

Jeżeli chodzi o mieszkania, to koszty – w zależności od lokacji i metrażu – plasują się na poziomie od 350 euro w górę. Najlepszą opcją jest rozejrzenie się za okazjami, których w Holandii nie brakuje. Pewnym problemem jest na pewno fakt, że Holendrzy z reguły wymagają wpłacenia kaucji zwrotnej za wynajem, często stanowiącą ekwiwalent dwu- lub nawet trzymiesięcznego czynszu. Wtedy z naszych 350-ciu euro robi się nagle 1050 na samym starcie, więc trzeba być na to przygotowanym.

Niewątpliwymi zaletami mieszkania wynajętego przez grupę znajomych są: niższe koszty życia na osobę, spokój psychiczny oraz mniejsza odległość od miejsca pracy. Łatwiej jest też się zrzucić na kaucję.

Przykładowo, za pokój 12 m2 w domku bungalow, płacimy z Kasią tygodniowo 60 euro od osoby (120 euro/tydzień, 480 euro/miesiąc). Gdybyśmy sami wynajęli wspomniane nieco wyżej mieszkanie, koszt na osobę spadłby do 43.75 euro/osobotydzień, czyli w kieszeni zostaje 16.25 euro tygodniowo (845 euro rocznie! za osobę! czyli 3.5 tygodnia pracy!). Już nie wspomnę o tym, że nie muszę dzielić mieszkania z dodatkowymi czterema osobami, stać w kolejce do kuchenki, tolerować niepomytych naczyń i hałasów osób wracających ze zmian innych, niż nasze. Gdybyśmy jechali ze sprawdzonymi znajomymi, nasze koszta mogłyby być jeszcze mniejsze!

Zatem, jeżeli planujesz wyjazd do Holandii na dłużej, sugeruję Ci zorganizowanie własnego mieszkania lub chociaż pokoju.

Autor: Michel Meynsbrughen

Znajomi wspominali też o tzw. squatach, czyli adaptowanych do mieszkania pustostanach. Niektóre z nich zdarzają się być nawet nieco bardziej zorganizowane, np. jest grupa ludzi zarządzających, a od lokatorów pobiera się nie wielkie opłaty na zapewnienie elektryczności, ogrzewania i ciepłej wody, ale na dłuższą metę raczej odradzam tę formę mieszkania, bo czasem na squatach dzieją się różne rzeczy (o bezpieczeństwie naszych dóbr już nawet nie wspomnę).

A teraz papu :-) Otóż okazuje się, że jedzenie w Holandii jest… tanie. Średnio z Kasią wydajemy tygodniowo ok. 60 euro na jedzenie i alkohole, co pozwala nam na naprawdę fajne odżywianie się (normalne obiady, mięso 3-4 razy w tygodniu, okazyjnie fastfood, przekąski oraz procenty). Nasz rekord to wydatek zaledwie 33 euro na tydzień (ekwiwalent pracy 5 godzin pracy jednej osoby), przy czym pracowaliśmy na drugiej zmianie, za co przysługują nam dotowane obiady na firmowej stołówce.

O ile nie będę tutaj podawał cen chleba czy innych podstawowych produktów spożywczych, to chciałbym wspomnieć o sklepach, w których można się w nie zaopatrzyć. Zasada w Holandii, a podejrzewam, że nie tylko tu, jest taka, że im mniej wizualnie wypasiony supermarket, tym niższe ceny. Właśnie dlatego zamiast zaopatrzać się w Albert Heijnie (najdroższy) czy C-1000 (nieco tańszy), nasze zakupy robimy w pobliskim Aldiku czy oddalonym o ok. 6 km Lidlu. Dbają tutaj o klienta, więc zieleninka i mięsiwo są świeże. Ceny również wahają się w zależności od miasta. W Amsterdamie będzie nieco drożej niż w Ede, ale ta obserwacja to w zasadzie tylko common sense. Warto również pamiętać o kaucji za… butelki plastikowe. Dla mnie to była totalna nowość, gdy za każdą butelkę wody mineralnej dodano mi do rachunku kaucję w wysokości 0.25 euro!

Muszę przyznać, że chemia i kosmetyki też są dość tanie. Konkretów nie podam, ale kupowaliśmy tutaj zarówno środki czystości jak i wodę po goleniu, żele pod prysznic, balsamy i nie byliśmy negatywnie zaskoczeni cenami. Za to ubrania są dość drogie. Standardowa cena za dobrej jakości jeansy to 40 euro (w Batavia Stadt nawet 50 euro) – za te pieniądze w Polsce mam trzy pary średnich i dwie całkiem dobrych spodni. Naturalnie, można poszukać i natrafić na różne okazje, second handy, flomarkety czy snuffle, więc nie jest aż tak źle.

Jeżeli zaś chodzi o Internet, to w Holandii sprawa jest banalnie prosta. O ile nie udaje nam się skorzystać z dostępnego sygnału WiFi (a pełno jest go wszędzie, zwłaszcza w miastach – Holendrzy wydają się dość liberalni, jeżeli chodzi o zabezpieczanie swoich sieci domowych, a rożne instytucje – np. księgarnie – robią to z premedytacją), to za 30 euro – zakładając, że mamy telefon z technologią EDGE, UMTS lub HSDPA lub modem gsm – możemy zainstalować sobie szybki Internet na okres dwóch miesięcy. W tym celu wystarczy jedynie:

  • zakupić starter Vodafone (ok. 10 euro),
  • załadować go kuponem (min. 20 euro),
  • wysłać sms na numer 4000 o treści „ZORGELOOS INTERNET AAN” (koszt esa to niecałe 10 euro),
  • skonfigurować telefon lub modem,
  • i cieszyć się nielimitowamym dostępem do sieci przez miesiąc :-)

Rozmowy telefoniczne do Polski też nie są zbyt drogie. Posiadacze dostępu do sieci mogą dzwonić za grosze przez Skype, natomiast przyzwyczajeni do słuchawki mogą skorzystać z oferty jednej z wielu sieci oferujących tanie rozmowy międzynarodowe. Osobiście stosuję, a co za tym idzie polecam, sieć Lebara Mobile. Technicznie koszt minuty rozmowy do Polski na numer stacjonarny wynosi 0.09 euro, ale biorąc pod uwagę fakt, że doładowując konto za 10 euro jego stan powiększa się o 20 euro (u innych operatorów o 15 euro), koszt minuty spada do niziutkich 0.045 euro (4.5 eurocenta/minuta).

Podsumowanie

Oszczędzanie w Holandii nie jest praktycznie wcale trudne. Z 220-tu euro, jakimi dysponuję co tydzień, automatycznie – zgodnie z zasadą najpierw płać sobie – odkładam 20%, czyli 44 euro. Zostawia mnie to ze 176-cioma eurusami w kieszeni na życie, z których maksymalnie wydaję 60 na jedzenie i knajpy (wszystko zależy od zmiany, na którą pracuję). Suma summarum mam leżące luzem na koncie 116 euro tygodniowo, które przeznaczę na wydatki związane zarówno ze zwiedzaniem Holandii, jak i z wyjazdem oraz aklimatyzacją w nowym miejscu.

Gdyby nie moje plany wyjazdowe, uważam, że robiąc to, czym aktualnie się zajmuję i przy lekkim dziadowaniu (zdrowe jedzenie, mniej alkoholu i bez zwiedzania), byłbym w stanie odłożyć około 180 euro tygodniowo, czyli prawie 700 złotych (po kursie 3.86 pln/eur), 3100 złotych miesięcznie. Wydaje mi się to całkiem fajną kwotą, choć mam świadomość tego, że gdyby bardziej wgryźć się w dostępny dla przeciętnego Polaka  pracującego w Holandii potencjał, kwoty te mogłyby być nieco wyższe.

W zasadzie to wszystko, co przyszło mi do głowy z dziedziny praktycznego podejścia do pracy, zarobków i oszczędzania pieniędzy w Holandii. Jestem jednak przekonany, że tego tematu nie da się tak łatwo wyczerpać, dlatego jeżeli chciałbyś dowiedzieć się czegoś na jakiś inny temat związany z pobytem w kraju wiatraków, zostaw komentarz :-)

Skomentuj

{ 18 odpowiedzi… przeczytaj lub dodaj własny }

Krzysztof Lis Styczeń 19, 2009 o 11:37

GMA, miesiąc to ma cztery a nie trzy tygodnie. ;-)

Odpowiedz

Paweł Kata Styczeń 20, 2009 o 00:32

Krzysiek, ale do którego fragmentu się odnosisz ;-)

Odpowiedz

Karol Styczeń 20, 2009 o 21:48

Czyli ogólnie to bajka z najmniejszym bezrobociem w UE bez odpowiednich papierów i załatwionej pracy można o dobrej pracy zapomnieć. No właśnie prace miałeś załatwioną czy szukałeś na miejscu?

Odpowiedz

Paweł Kata Styczeń 22, 2009 o 01:15

Karolu, sprawa nie jest aż tak trudna, jak się wydaje. Cały szkopuł w tym, że musiałbyś dysponować dość pokaźnymi środkami na początku pobytu w Holandii, aby przetrwać samodzielne załatwianie pracy i papierów. My poszliśmy trochę na łatwiznę i do pracy pojechaliśmy z biura – oni za nas pozałatwiali wszystkie papiery i tylko ze dwa razy byłem w holenderskich urzędach. Niestety, pracy organizowanej poprzez biuro generalnie nie polecam. Dwa razy jechałem z biura (raz do Grecji i raz do Holandii) i dwa razy się nadziałem. W detale nie będę wchodził, ale nie ma to jak wziąć sprawy w swoje ręce i samemu się ustawić na miejscu.

Odpowiedz

konkretny Styczeń 26, 2009 o 01:26

witaj, fajnie ze sobie radzisz w holandii, mam pytanie odnosnie jezyka,czy umiejac tylko angielski mozna sobie tam poradzic? niestety niemieckiego a tym bardziej holenderskiego nie znam; odnosnie tej dyskryminacji polakow w postbanku jakos mi sie to kloci z domniemana tolerancja holendrow,czyli nie jest tak dobrze jak sie wydaje? choc to samo spotkalo moich kolegow w anglii, mi sie udalo jakos wybrnac, teraz w anglii straszna posucha podczas tej recesji,pracy nie maja nawet moi znajomi anglicy, lub sa zwalniani z byle powodu, poniewaz rynek pracownika sie skonczyl

Odpowiedz

Paweł Kata Styczeń 26, 2009 o 13:31

konkretny, ja z obcych języków znam tylko angielski i powiem Ci, że w Holandii zupełnie nie ma problemu, żeby się w tym języku swobodnie porozumiewać. Może ze dwie osoby, które spotkałem w ciągu ponad dwóch miesięcy pobytu, nie rozumiały, co do nich mówię ;-)
Holendrzy są tolerancyjni. O to się nie masz co martwić – ja niczego złego od nich nie doświadczyłem. Jeżeli zaś chodzi o holenderską instytucją, jaką jest Postbank, to wychodzi na to, że niestety taka jest polityka firmy odnośnie Polaków. Nie polecam też Postbanku z innego powodu: są strasznie biurokratyczni! Znajomy ostatnio nie mógł wybrać pieniędzy z konta na paszport (zapomniał karty)! Jak by tego było mało, tan sam znajomy ma problemy z otwarciem kanału internetowego, który w ABN AMRO otwarłem sobie sam, w 5 minut, przez Internet.
Odnośnie pracy w Anglii czy gdziekolwiek, wychodzi na to, że do wiosny wszędzie będzie słabo z pracą. Potem zaczną się powoli prace sezonowe. Niestety doświadczam tego również w moim centrum dystrybucyjnym – wyobraź sobie, że koordynatorzy sami podchodzą do różnych pracowników z propozycją urlopu! Jeżeli zaś chodzi o specjalistów, to z kolei inny z moich znajomych, wiążący swoją najbliższą przyszłość z Holandią, znalazł dobrą, biurową pracę… w dwa dni! Umowę już podpisał i będzie mieszkał w Eindhoven. Zatem: z pracą jest ciężko, ale nie beznadziejnie.

Odpowiedz

Marcin Styczeń 28, 2009 o 15:55

Bardzo przydatny wpis.

Sam myślę o wyjeździe na miesiąc czy dwa, ale w sezonie (lipiec-sierpień). Z tego co napisałeś wydaje się, że te dobre kilka tysięcy można spokojnie przez miesiąc-dwa uzbierać.

Pisałeś, że raz jechałeś z biura do Holandii. Czy pracowałeś wtedy przy tulipanach? A może słyszałeś coś o takiej pracy? Podobno stawka godzinowa wynosi koło 5-6 euro, czyli można zarobić właśnie koło tylu co pisałeś.

Odpowiedz

Paweł Kata Styczeń 29, 2009 o 04:13

Marcinie, dzięki za miłe słowa. Do Holandii z biura jechałem akurat na ten bieżący okres, więc doświadczenia z tulipanami nie mam. Za to mój bardzo dobry znajomy jechał z jednego z opolskich biur do pracy w Holandii, właśnie przy tulipanach. Ile dokładnie zarabiał na godzinę – nie pamiętam. Wiem jednak, że z wypłaty był zadowolony. Prawdę powiedziawszy najlepiej o zarobki popytać w biurach pośrednictwa pracy, bezpośrednio przed wyjazdem – stawka godzinowa co pewien czas rośnie o kilka eurocentów (sam pracuję niecałe 3 miesiące, a już dostałem podwyżkę!), więc jej znajomość dziś nie znaczy, że jest to kwota ostateczna. Pamiętaj również o stawce wiekowej, która wypłaty osób młodszych niż 23 lata czyni o wiele mniejszymi.

Odpowiedz

praca oferty Luty 28, 2009 o 18:19

Ciekawy blog.
Niezła praca

Odpowiedz

pabloo Marzec 14, 2009 o 11:11

Gma za 10 ni wyjezzan o holani i moglbys mi napisa na meila wieej na temat internetu w telefonie,jak to uaktywni oklanie,ziekuje

Odpowiedz

kajman Sierpień 30, 2010 o 18:02

pozdrawiam czy mógł byś więcej informacji podać jak skonfigurować ten internet z telefonem dziękuje z góry pozdrawiam

Odpowiedz

Paweł Kata Sierpień 30, 2010 o 18:35

Kajman, to było ponad półtorej roku temu, więc już niestety nie pamiętam dokładnie co i jak. Wiem, że posiadając kartę z Vodafone wysyłało się na jakiś numer smsa o treści (bodajże) "zorgeloos internet aan", konfigurowało modem i necik działał. Detali niestety nie znam, ale wujek google Twoim przyjacielem :-)

Odpowiedz

Karotka Październik 23, 2010 o 21:04

ja niestety byłam w holandii jako19-nastolatka i zarabiałam 154euro tygodniowo, na rok stancji na studia odłożyłam w 3 miesiące, ale pracowałam ciężko przy pomidorach w szklarni, polacy są okropni…. fałszywi patrzą żeby tylko człowieka zgnoić…:/ wiele razy się na nich przejechałam, gdyby nie mój chłopak to nie dałabym rady psychicznie… niestety nawet tak marnych pieniędzy tamtejszych w Polsce jaka 19letnia dziewczyna nie zarobie… chciałabym się zapytać tylko jak się rozliczyc z podatku, kiedy i do jakiego miejsca mam się zgłosić.pozdrawiam – Karotka:*

Odpowiedz

Paweł Kata Październik 25, 2010 o 09:30

Karotka, moimi podatkami zajęło się biuro podatkowe TAX-POL. Odpaliłem im prowizję od zwrotu, a oni zadbali o formalności. Co do Twoich zarobków, to fakt — najbardziej opłaca się do Holandii jechać ludziom po 23-cim roku życia — dostają oni wtedy z automatu pełną stawkę. Co do Polaków, to zależy gdzie się trafi i jaką się przyjmie postawę. My z żoną co niektórym daliśmy jasno znać, że kontakty z nimi nas nie interesują i mieliśmy spokój. Za to trafiliśmy na wielu ciekawych ludzi i trzymaliśmy się razem — i wtedy wyjazd zrobił się o wiele lepszy :-)

Odpowiedz

asia Marzec 30, 2011 o 13:21

A czy wiesz jak w Holandii wygląda sprawa wypłaty zasiłku chorobowego?Mój mąż w Holandii pracuje i 6 tyg temu doznał wypadku przy pracy,Był 2 tygodnie na zwolnieniu lekarskim.Niestety do tej pory (6 tyg)nie otrzymał żadnych pieniędzy.W biurze mówią że dostanie chorobowe lecz na to się czeka.Nie umieją powiedzieć ile czasu.Może wiesz kto wypłaca takie świadczenia?Ubezpieczalnia?Jest nam bardzo ciężko teraz chodzimy głodni i mamy dziecko.Co zrobić aby uzyskać w końcu te pieniądze?

Odpowiedz

asia Marzec 31, 2011 o 08:23

Szkoda że nie odpisujesz.

Odpowiedz

ktos Kwiecień 16, 2011 o 09:06

lol ale z was zdzieraja az sie włosy jeza na głowie ale coz jak sie jest frajerem to nie ma co sie dziwic. Najgorsze jest jednak to ,ze wyrabiacie Polakom opinie taniej siły roboczej ,ktora na hasło euro gotowa jest wylizac podłoge jezorem i jeszcze podziekować. Nie chce was obrazac poprostu wescie sie do cholery szanujcie

Odpowiedz

ktos Kwiecień 16, 2011 o 09:11

i jeszcze jedno to najdurniejsze porady o zyciu w Holandi na jakie sie natknałem do tej pory. Pawle jestem pod wielkim wrazeniem ,ze do tej pory z głodu nie zdechłes

Odpowiedz

Previous post:

Next post: