Początki oszczędzania: Krzysztof Lis

Niniejszym wpisem inauguruję nowy cykl wpisów gościnnych na Oszczędzaniu, w którym każdy może opowiedzieć o swoich początkach z oszczędzaniem pieniędzy. Na pierwszy ogień idzie wpis Krzysztofa Lisa, w którym opowiada on o tym, jak zaczęła się jego przygoda z oszczędzaniem oraz jak w swoim życiu podchodzi do gromadzenia oszczędności.

Oddaję głos Krzyśkowi…

Dlaczego warto wcześnie zacząć oszczędzać?

Kilka dni temu uświadomiłem sobie, jak to fajnie byłoby żyć na poziomie, na który pozwalają mi moje zarobki. Uświadomiłem sobie, że wydaję w ciągu miesiąca znacznie mniej, niż zarabiam, a resztę pieniędzy odkładam. Gdybym wydawał więcej, jadałbym często na mieście, miałbym więcej fajnych rzeczy, ciuchów, najnowszą komórkę, pewnie lepszy samochód, albo większe mieszkanie.

A tymczasem tego wszystkiego nie robię i nie mam.

Od momentu wyprowadzki od rodziców i zamieszkania z ówczesną narzeczoną w 2007 roku, wydajemy co miesiąc podobną sumę pieniędzy. Zaczynaliśmy od 2 000 PLN na miesiąc (gdy mieszkaliśmy w mieszkaniu, za które nie płaciliśmy czynszu), teraz mieścimy się z wydatkami w kwocie rzędu 3 000 PLN (przybyły nam dwa koty, dziecko, drugi samochód, no i mieszkanie, za które płacimy już czynsz). Tymczasem moje zarobki bywają czasem i 3x większe. Bywają, bo część pieniędzy zarabiam na blogach, z czego nie mam stabilnych i stałych dochodów.

Od zawsze praktycznie oszczędzam pieniądze. Zawsze gdzieś w głowie miałem cel, na który pieniądze chciałem wydać, dzięki czemu miałem na co odkładać. Zaczynało się pewnie od klocków Lego, bo moi rodzice w domu wprowadzili system „unijny” – do większych wydatków dokładali połowę, drugą połowę musiałem pokryć z oszczędności. Może to, a może geny po dziadku (znanym w rodzinie jako wzór oszczędności, żeby nie powiedzieć, że momentami skąpstwa), sprawiło, że oszczędzanie jest dla mnie czymś zupełnie naturalnym.

Dlaczego o tym piszę?

Bo oszczędzanie weszło mi w nawyk. Nauczyło mnie rozsądnego wydawania pieniędzy. Nie robię impulsowych zakupów. Nawet zakupy na Allegro zazwyczaj robię po kilkudniowym namyśle (np. w poniedziałek znajduję coś fajnego, a kupuję dopiero w piątek). A przede wszystkim przyzwyczaiłem się do życia na tym poziomie, na którym byłem te kilka lat temu.

Dziś mógłbym pozwolić sobie na więcej, ale szczęśliwie wzrost moich zarobków przełożył się głównie na wzrost oszczędności, a nie wzrost wydatków.

Dzięki temu, co miesiąc odkładam naprawdę sporą kwotę pieniędzy (w odniesieniu do zarobków) na oszczędności. Dziś moim celem jest budowa domu w najbliższym czasie. Najbliższy czas to pewnie za jakieś 2 lata. Bo teraz odkładam pieniądze po to, by później wziąć znacznie mniejszy kredyt. A być może w ogóle go nie brać. W dalszej perspektywie jest wolność finansowa – wyprowadzę się do tego domu i dzięki małym ratom kredytu (albo w ogóle jego braku) będę mógł rzucić pracę i zarabiać tylko w Internecie / na chałturach.

Teraz pomyślmy, co by się stało, gdybym nie umiał oszczędzać i nie miał tego we krwi.

Zarabiałbym więcej i wydawałbym więcej. W razie nagłych wydatków posiłkowałbym się kredytem. Pewnie zapoznałbym się blisko z kartą kredytową albo kredytem odnawialnym. Kupowałbym rzeczy, bez których (jak widać) mogę się obejść. A gdybym chciał kupić coś większego, jak choćby właśnie ten dom, musiałbym wziąć kredyt. Jego udźwignięcie nie byłoby problemem, ale żeby sobie z nim poradzić musiałbym mocno zmienić swoje przyzwyczajenia i zmniejszyć wydatki. A to mogłoby wtedy być trudne, bo przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia – a apetyt na pieniądze w miarę ich wydawania.

Inna sprawa, że na ten dom musiałbym wziąć wtedy kredyt na całą jego wartość, czyli powiedzmy na 300 000 PLN. Realizując aktualny plan powinienem się zmieścić w kredycie na 100 000 PLN. Czyli finalnie dom kosztowałby mnie ze 200 000 PLN więcej (bo przecież jak pożyczę 300 k PLN to będę musiał oddać ze dwa razy tyle).

Jak tak się ostatnio zastanawiałem, jak mógłbym żyć, gdybym wydawał wszystkie pieniądze, które zarabiam, było mi trudno wymyślić, na co mógłbym je wydawać… Naprawdę, bo przecież mam zaspokojone wszystkie potrzeby a fanaberie mi do głowy nie przychodzą.

Bardzo pomógł mi zwyczaj notowania wszystkich operacji na rachunkach bankowych. Taką buchalterię prowadzę od kiedy założyłem sobie pierwsze konto w banku internetowym, czyli z 6 lat temu. Mniej więcej raz w tygodniu uaktualniam dane zapisując przelewy, zakupy przez Internet, wypłaty z bankomatu (starając się zaznaczyć, na co wydałem gotówkę). Dzięki tym zapiskom wiem mniej więcej, ile pieniędzy mam na jakim rachunku. Obserwacja rosnących oszczędności jest bardzo przyjemna i motywująca.

Krzysztof Lis prowadzi wiele blogów, z których najpopularniejszym jest ten o zarabianiu na blogach.

Jeżeli chciałbyś podzielić się z Czytelnikami i Czytelniczkami swoimi początkami, przekonaniami oraz trikami związanymi z oszczędzaniem pieniędzy, skontaktuj się ze mną za pomocą formularza kontaktowego, do którego znajdziesz link u góry strony.

24 myśli nt. „Początki oszczędzania: Krzysztof Lis

  1. Posiadając tak duże oszczędności na pewno warto je gdzieś inwestować, niestety nie ma o tym słowa w tekście. Mimo to mamy kolejny przykład że można dużo zaoszczędzić:)

  2. A w jakim mieście/miejscowości mieszkasz?

    Bo jak na rodzinę z dzieckiem i dwoma samochodami to rzeczywiście masz wydatki na niskim poziomie…

  3. @Arek: no rzeczywiście, mógłbym napisać, co z moimi oszczędnościami się dzieje. A to w gruncie rzeczy proste jest: głównie konta i lokaty, trochę metali szlachetnych, trochę funduszy inwestycyjnych.

    @Darek: w Żyrardowie. Nie jadam na mieście, samochodem jeżdżę w weekendy, bo do pracy pociągiem i metrem, rachunki za ogrzewanie mieszkania mam małe, nie narzekam. ;)

  4. Fajny wywiad :) Widzę że z Krzyśkiem mamy podobne poglądy i zaczynaliśmy oszczędzać na te same rzeczy hehe – u mnie jeszcze wchodziły jakieś samochodziki (nie pamiętam już nazwy)

    Ja jednak robię jeszcze jeden trick – z gratisowo zarobionych pieniędzy odkładam 50% resztę wydaje na przyjemności (swoje albo wspólne z żoną) to daje mi dodatkowe zadowolenie ;)

  5. Ja niestety oszczędzania nie wyniosłam z domu, musiałam go się nauczyć, ale już wiem, ze naprawdę można. Grunt to skończyć z wymówkami:) Tak z ciekawości – obecnie wynajmujecie mieszkania? To pewnie bardzo wpływa na koszty życia.

  6. @mirabelka: mieszkamy w mieszkaniu spółdzielczym-lokatorskim, czyli w zasadzie za nieco wyższy czynsz wynajmujemy je od spółdzielni.

  7. @ Krzysztof zawsze trochę taniej niż wynajmować od właściciela, szczególnie w stolicy:) ale i tak widać, że rozsądek przede wszystkim i koszty życia mogą być w miarę niskie. Ostatnio spotkałam się z opinia, że przy zarobkach 4000 na dwie osoby i wynajmowaniu pokoju, odłożenie 1000 jest niesamowitym wyczynem!

  8. Nie wiem po jakich kosztach wynajmujecie mieszkanie (i jak duże one jest) , jednak dom (albo nawet lepiej mieszkanie) w dłuższym okresie czasu wychodzi korzystniej.

    Ja zawsze jestem tej myśli że skoro mam coś wynajmować za 1500 zł to lepiej jak to będzie moje i też będę płacił taką rate, ale będzie moje i mogę z tym zrobić co mi się chce. Co innego już jest wyposażyć takie mieszkanie, bo to raczej spory koszt, ale…

  9. Mam dwie uwagi. Po pierwsze, jeśli żyjecie teraz we troje za 3000 zł to znaczy, że jesteście zdrowi. Nawet niezbyt poważna choroba jednego z Was (jakiej Wam absolutnie nie życzę), ograniczenia dietetyczne itp spowodowałyby pokaźny wyłom w Waszym budżecie.

    Po drugie – gdybyś żył wygodniej teraz, w ogóle nie musiałbyś kupować czy budować domu. Wiele osób (w tym ja) jest całkiem zadowolona z życia w mieszkaniu i nie jest gotowa wyrzekać się codziennego komfortu na rzecz przyjemności posiadania domu w przyszłości.

  10. @Magdalaena: nie czuję, jakbym poświęcał swój komfort na rzecz domu, który muszę wybudować. Dom zbudować chcę, a nie muszę, równie dobrze mógłbym przecież kupić albo wynajmować większe mieszkanie.

    Poza jazdą samochodem z mieszkania na dworzec kolejowy nie poświęcam komfortu, no chyba że za komfort liczyłbym jedzenie obiadów na mieście. :) A samochodem na dworzec nie jeżdżę, bo samochód ma ponad 30 lat i szkoda mi go odpalać dwa razy dziennie żeby przejechać nim 4 km. ;)

  11. "nie czuję, jakbym poświęcał swój komfort na rzecz domu, który muszę wybudować. " No i dobrze. A ja nie czuję, żebym z bólem rezygnowała z domu na rzecz wygodnego życia. Każdy wybiera po swojemu.

    Po prostu chciałam pokazać, że gdybyś żył wygodniej wcale nie musiałbyś brać dramatycznego kredytu na dom.

  12. Mirabelka: "Ostatnio spotkałam się z opinia, że przy zarobkach 4000 na dwie osoby i wynajmowaniu pokoju, odłożenie 1000 jest niesamowitym wyczynem!"

    Ciekawe, jaki te osoby wiodą styl życia. Ja, mieszkając z Kasią w centrum Wrocławia, wydawaliśmy miesięcznie niecałe 3000 i było spoko. Myślę zatem, że tysiaka miesięcznie odłożyłbym bez problemu.

    Magdalaena: "Po prostu chciałam pokazać, że gdybyś żył wygodniej wcale nie musiałbyś brać dramatycznego kredytu na dom."

    100 tysięcy to IMHO raczej jeden z mniejszych kredytów.

    Przepraszam za zamieszanie z komentarzami.

    Marcin Godlewski: "Ja zawsze jestem tej myśli że skoro mam coś wynajmować za 1500 zł to lepiej jak to będzie moje i też będę płacił taką rate, ale będzie moje i mogę z tym zrobić co mi się chce."

    Święte słowa :-)

  13. Mozna powiedziec, ze mam podobna filozofie. Staram sie by moje wydatki byly na tym samym poziomie niezaleznie od rosnacych dochodow.

    Nie przejadam tego co mi zostaje co miesiac tylko inwestuje. Jestem zadowolona ze standardu zycia i nie odczuwam potrzeby wydawania pozostalych pieniedzy. Nie wydaje mi sie, zeby konsumpcja dala mi szczescie. Zanim kupie cos ponadstandardowego, pytam sie siebie, czy dana rzecz zwiekszy moje zadowolenie z zycia lub przyda sie.

  14. @Paweł Kata "Ostatnio spotkałam się z opinia, że przy zarobkach 4000 na dwie osoby i wynajmowaniu pokoju, odłożenie 1000 jest niesamowitym wyczynem!” napisała mirabelka, a nie ja. Popraw, a potem wykasuj mój wpis.

  15. Bardzo fajny wpis – trochę się obnażyłeś przed nami, bo dużo ludzi zna Cię z bloga o zarabianiu, ale sądzę, że to taki ciekawy case :)

    Dzięki Krzysiek :)

  16. Witam serdecznie.

    Mam pytanie do czytelników, ew. ty Pawle potraktujesz to jako dobry pomysł na wpis.

    Za miesiąc mam nadzieję skończyć studia i razem z moją dziewczyną zdecydowaliśmy się przenieść w poszukiwaniu pracy do innego miasta. Moje wielkie wątpliwości budzi pogodzenie bycia parą "na dorobku", zmiana stylu życia, konsumpcji, wydatków, generalnie zaczynanie od zera, z oszczędzaniem czy gromadzeniem funduszy na większe wydatki, np. samochód, własne mieszkanie.

    Jak wy zaczynaliście, jakie strategie mieliście, czy liczyliście na pomoc rodziców, czy bardzo ciężko było?

    Pozdrawiam

  17. Przemek, nie ma sprawy, w kolejnym odcinku Początków oszczędzania (pojawi się w połowie przyszłego tygodnia) opiszę swoją historię.

  18. Pingback: Oszczędzanie pieniędzy: podsumowanie maja 2010 — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...

  19. Pingback: Moje podejście do oszczędzania (w pigułce) | Porady finansowe

  20. Pingback: Podsumowanie miesiąca: Wrzesień 2010 | Porady finansowe

  21. Od 2 lat oszczędzanie weszło mi w krew, właściwie dzięki blogowi Krzysztofa. Nie wydaję już dużych rzeczy na pierdoły, a sprzęt RTV i AGD zmieniam tylko wtedy, kiedy jest potrzeba, nie muszę mieć najdroższej pralki z telewizorem HD.

  22. Pingback: Podsumowanie miesiąca: Wrzesień 2010 | Zrozumieć faceta

  23. Jedna ważna rada z artykułu Krzyśka to taka, by na comiesięcznym wyciągu zaznaczyć sobie największe wydatki. To naprawdę daje do myślenia i pozwala uświadomić sobie, ile moglibyśmy oszczędzić, gdybyśmy zrezygnowali co miesiąc choćby z jednego niepotrzebnego wydatku.
    Pozdrawiam.