Ostatnio w finansowej blogosferze zrobiło się głośno o pasywnym dochodzie. Sam, odkąd około 5 lat temu przeczytałem Bogatego ojca, jestem zwolennikiem takiego podejścia do pozyskiwania pieniędzy i od dwóch lat w sposób praktyczny wprowadzam je w życie. Niestety, dla wielu osób jest to czarna magia zza oceanu, która w Polsce nie ma racji bytu.

Postanowiłem zatem podzielić się kilkoma swoimi przemyśleniami, bazując na rożnych komentarzach, znalezionych w zaprzyjaźnionych blogach (głównie u Marcina i Yossariana). Cały wpis ma formę FAQ, więc jeżeli coś pominąłem, zawsze możecie zadać pytanie na forum lub w komentarzach.

Pasywny Dochód: Najczęściej zadawane pytania.

1. Czym jest pasywny dochód?

Słowo “pasywny”, oznacza bierność, brak chęci do podejmowania działań, w niektórych sytuacjach nawet lenistwo. “Dochód” natomiast jest słowem, które często pojawia się na naszych ustach i oznacza ogólnie sumę zdobytych pieniędzy w jakimś okresie. Pasywny dochód stanowi zatem systematycznie pozyskiwane środki finansowe, które otrzymuje się zazwyczaj za raz wykonaną pracę lub jednorazową inwestycję. Dobrym przykładem pasywnego dochodu są tantiemy muzyków, którzy stworzyli i wydali album. Nawet, gdyby nic więcej nie robili, z praw do sprzedaży swojej twórczości do końca życia będą otrzymywali wynagrodzenie.

Więcej informacji o pasywnym dochodzie w tym wpisie.

2. Po co wymyślono pasywny dochód?

Pojęcie pasywnego dochodu powstało najprawdopodobniej po to, aby nazwać sposoby osiągania tzw. niezależności lub wolności finansowej.

Niezależność finansowa to sytuacja, w której pieniądze w życiu danego człowieka przestają być problemem, ponieważ zbudowane źródła pasywnego dochodu oraz dochody z inwestycji pokrywają wszystkie niezbędne wydatki i pozwalają na prowadzenie wybranego przez siebie stylu życia.

Symbolicznie można napisać:

FW >= NW + SZ

FW = pd1 + pd2 + … + pdn

gdzie:
FW – wolność finansowa
NW – bieżące wydatki
SZ – utrzymanie stylu życia
pdx – poszczególne źródła pasywnego dochodu

Niezależność finansowa pozwala na rezygnację z pracy na etacie, choć nie musi do tego prowadzić. Za przykład niech służą Steve Jobbs (Apple) i Siergiej Brin (Google), którzy są już na tyle wolni finansowo, że w swoich firmach pracują za dolara rocznie.

Niezależność finansowa nieraz błędnie kojarzona jest z byciem milionerem czy bogaczem. Trzeba jednak wiedzieć, że nawet milioner, jeżeli nie będzie posiadał źródeł pasywnego dochodu, całe swoje pieniądze w końcu „przeje”. Nie raz działo się tak z osobami, które wygrały w totolotka – pomimo tego, że z dnia na dzień zostawali milionerami, ponieważ nie znali zasad posługiwania się pieniędzmi, i tak prędzej czy później wracali do życia „od pierwszego do pierwszego”.

3. Czy w polskich warunkach można osiągać pasywny dochód?

Oczywiście. Wszystkie mechanizmy, które w swoich książkach o pasywnym dochodzie opisują amerykańscy autorzy, są także dostępne w Polsce. Czasami trudności nastręcza znalezienie odpowiednika lub działa on na nieco zmienionych zasadach, niemniej jednak na pewno istnieją rozwiązania zastępcze.

4. Czy można utrzymywać się wyłącznie z pasywnego dochodu?

No pewnie! Fachowo nazywa się to „rentierstwo” i jest w zasięgu ręki każdego, bez względu na wykształcenie. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że tak jak rolnik musi najpierw zasiać, aby zebrać plony, tak również trzeba najpierw zbudować źródła pasywnego dochodu, aby później zostać finansowo niezależnym.

Często jest to praca, która dopiero po jakimś czasie przynosi owoce. Prawie zawsze trzeba dawać od siebie więcej, niż jest od nas wymagane. Nie raz wiąże się z mniejszym lub większym ryzykiem. Z własnego doświadczenia powiem Ci jednak, że warto.

5. Jak osiągnąć pasywny dochód?

Po pierwsze: należy zrozumieć, że jest to możliwe. Wiele osób uważa pasywny dochód za bzdurę, inni twierdzą, że „uwłacza pracy”, jeszcze inni – że jest narzędziem szatana. Są to bzdury, wypowiadane przez ludzi, u których wykształcono niewłaściwe wzorce myślenia. Przykro mi z tego powodu.

Po drugie: trzeba wykształcić w sobie właściwą mentalność. Osoba, pragnąca osiągnąć finansową niezależność, powinna być: pracowita, zdolna do poświęceń, żądna zdobywania wiedzy, oszczędna, rozważna w posługiwaniu się pieniędzmi, odważna, odpowiedzialna i mieć silną osobowość. To ostatnie jest moim zdaniem najważniejsze, bo na drodze do finansowej wolności czeka zarówno wiele potknięć jak i wiele osób, którzy będą próbowali od tego odwodzić.

Po trzecie: należy zdobyć konkretną, praktyczną wiedzę. Bez tego ani rusz. Nie ważne, czy będzie ona pochodziła z książek, filmów, szkoleń, rozmów z osobami, którym się udało czy z Youtube. Nie ważne, czy za nią zapłacisz, czy otrzymasz za darmo. Musisz inwestować w wiedzę. Musisz inwestować w siebie i własny rozwój. Musisz nieustannie hołdować filozofii Kaizen i zasadom SixSigma.

Po czwarte: trzeba wprowadzić wiedzę w życie – zacząć działać. Wiara, właściwa mentalność i wiedza nie przesądzą o niczym, dopóki praktycznie nie wprowadzi się ich w życie i nie zacznie z nich korzystać. Dopiero gdy zaczniesz działać, zaczniesz osiągać efekty. Stosuj przy tym zasadę Pareto i rezygnuj z tych działań, które nie dają oczekiwanych korzyści, a poświęcaj więcej uwagi tym, które wykazują potencjał.

Po piąte: trzeba być cierpliwym, dywersyfikować i nigdy nie można spocząć na laurach. Pasywny dochód nie przychodzi z dnia na dzień. Trzeba włożyć weń dużo pracy, a następnie cierpliwie poczekać, aż ta praca zacznie przynosić efekty. Wielu ludzi poddaje się lub zapomina, gdy szybko nie widzą korzyści. Warto jednak poczekać i wytrwale podążać obraną drogą.

Nie wolno również popełnić błędu, polegającego na oparciu się w całości na jednym źródle pasywnego dochodu. Wielu ludzi „zostało na lodzie”, gdy ich jedyne źródło „wyschło”. Jeżeli zdywersyfikujesz swoje źródła dochodów, nawet gdy jedno wyschnie, pozostałe dadzą Ci czas na zareagowanie.

Ostatnia rada jest taka, że nie wolno spocząć na laurach. Ogólnie znanymi prawdami są: świat nie stoi w miejscu oraz kto nie idzie do przodu, ten się cofa. Podobnie każde źródło pasywnego dochodu wymaga od czasu do czasu doglądnięcia, aby podtrzymać jego strumień. Zostawione samopas może długo przynosić pożądane efekty, ale z czasem na pewno trzeba będzie poświęcić mu uwagę i dopasować do aktualnych czasów.

6. Na czym można budować pasywny dochód?

Nieruchomości, licencje, prawa autorskie, programy partnerskie, MLM’y, inwestycje, biznesy – możliwości jest mnóstwo i ogranicza Cię wyłącznie Twoja wiedza i kreatywność. Po dokładniejsze informacje na ten temat odsyłam Cię do wpisów znajdujących się tutaj i tutaj.

7. Jakie są wady i zalety pasywnego dochodu?

Pasywny dochód, jak wszystko na tym świecie, ma swoje wady i zalety. Zacznę od wymienienia wad, które moim zdaniem towarzyszą przede wszystkim budowaniu i korzystaniu z pasywnego dochodu:

  • wymaga dodatkowej pracy,
  • wiąże się z ryzykiem,
  • nie przychodzi od razu,
  • towarzyszą mu wyrzeczenia,
  • wiąże się z dezaprobatą,
  • wymaga cierpliwości,
  • trzeba go doglądać i modyfikować,
  • jedno źródło pasywnego dochodu to stanowczo za mało.

Za to zaleta jest jedna: pasywny dochód pozwala osiągnąć finansową wolność wraz z wszelakimi profitami, które jej towarzyszą. Gdy jesteś wolny finansowo, jedyne ograniczenie, jakie masz, to wpojone wzorce i schematy. Przełam je, a nie będzie Cię ograniczało już zupełnie nic. No, może oprócz praw fizyki i warunków pogodowych ;-)

8. Gdzie znaleźć informacje o pasywnym dochodzie?

Przede wszystkim w Internecie. Wystarczy wpisać w google „pasywny dochód” i poddać się bogactwu informacji. Jeżeli znasz angielski, fraza „passive income” doprowadzi Cię do jeszcze większych pokładów wiedzy. Wszystko to za darmo i dostępne od ręki.

Polecam również książki:

  1. Tim Ferriss „Czterogodzinny tydzień pracy” – moja prywatna biblia mentalnego podejścia do życia, pracy i pieniędzy.
  2. Robert Kiyosaki „Bogaty ojciec, biedny ojciec” – gdyby nie Bob, nie byłoby tego bloga, a ja pewnie siedziałbym w pracy.
  3. Robert Allen „Jak pomnożyć źródła swoich dochodów” – podręcznik praktycznego budowania pasywnego dochodu i dążenia do finansowej wolności.

Znającym język wszystkie te publikację polecam przeczytać po angielsku. W porównaniu do wydań polskojęzycznych o wiele dokładniej i składniej przekazują myśli autora, dają super motywacyjnego kopa, a do tego są okraszone nieprzetłumaczalnym na polski poczuciem humoru.

Jeżeli masz jeszcze jakieś pytania, sugestie lub własne spostrzeżenia związane z pasywnym dochodem, skomentuj ten wpis lub załóż nowy wpis na forum. Na pewno odpowiem.

Zobacz też:
  Podobał Ci się wpis? To już teraz zasubskrybuj kanał RSS!

{ 24 odpowiedzi… przeczytaj lub dodaj własny }

Marcin Wrzesień 22, 2009 o 7:54 pm

Świetny wpis. Spodziewaj się wzrostu odwiedzin z Google hehe.

Dla mnie najbardziej krzywdzące jest podejście "co ty gadasz, bez pracy nie ma dochodu". Wiele osób tak myśli i przez to nigdy nie osiągną tej "podręcznikowej" niezależności finansowej. Gdy mówię komuś, że chcę mieć biznes, nad którym nie będę musiał wiele pracować, a który będzie zarabiał, to spotykam się z niezrozumieniem.

Podkreśliłbym jednak mocniej w FAQ (tak, widzę, że jest w wadach), że bardzo trudno osiągnąć coś takiego jak w pełni pasywny dochód, bo jednak zawsze trzeba coś sprawdzić, czasem zmienić i tak dalej, nawet jak to tylko odsetki z rachunku oszczędnościowego. Żeby potem ludzie nie myśleli, że zrobili coś i już gotowe na zawsze. Chyba tylko tantiemy tak działają.

Z Twoim poglądem na styl życia osoby niezależnej finansowo zdecydowanie się zgadzam. Ferriss naprawdę mocno zmienił moje podejście. Na tyle, na ile może to zrobić książka. BTW jutro zamawiam sobie wydanie amerykańskie. Ale będzie radocha przeczytać to w oryginale i mieć zawsze pod ręką, hehe.

Odpowiedz

Cheed Wrzesień 22, 2009 o 10:16 pm

Rzeczywiście dobry wpis, prawdziwe FAQ. Powinno polecać się ten wpis wszystkim, którzy dopiero zaczynają przygodę ze swoją finansową niezależnością.

Pozdr.

Odpowiedz

Jakub Czekaj Wrzesień 22, 2009 o 10:30 pm

Ciekawe. Wydaje mi się że warto tutaj bardzo podkreślić to że dochód pasywny wymaga ogromnych nakładów cierpliwości i konsekwencji w działaniu.

Odpowiedz

yossarian Wrzesień 23, 2009 o 11:16 am

Dzięki za wspomnienie mojego bloga:). Co do Twojego wpisu to generalnie się zgadzam, jednak nie do końca podzielam Twój optymizm. Uważam, o czym wielokrotnie już wspominałem, że szukanie źródeł pasywnego dochodu, nie jako na siłę i to w młodym wieku, może właśnie wbrew pozorom, okazać się bardzo ryzykowne.
Praca wcale nie jest taka zła, można dzięki niej wiele się nauczyć, korzystać z doświadczenia starszych kolegów. Można też zarabiać całkiem przyzwoite pieniądze! MLM-y, biznesy, blogi itp. to często gruszki na wierzbie. Można w ten sposób zmarnować najlepsze lata życia. Wszystko jest takie proste w książkach Kiyosakiego i innych. Kup 20 nieruchomości na kredyt i stań się bogaczem:)
Ciekawe czemu sam Kiyosaki non-stop zasuwa? Sprzedaje gry, pisze książki, prowadzi setki szkoleń i seminariów rocznie. Coś tutaj jest nie tak!? Znam ludzi którzy prowadzą własne firmy, duże, średnie, małe. Jedni zarabiają więcej, inni mniej ode mnie. Ich cechą wspólną jest to, że zasuwają po 12 godzin dziennie. Ja o 16 gaszę światło, oni mają swoje firmy 24/h. Żadna firma, nigdy nie będzie źródłem pasywnego dochodu. To znaczy może będzie, ale bez właścicielskiego nadzoru przez bardzo krótko. Nie ma cudów. W Polsce o dochód pasywny jest o niebo trudniej niż w USA. Powodem jest język. Bloga po angielsku czyta cały świat, po polsku kilkanaście milionów. To jest wielka różnica! Przeciętny amerykański bloger może żyć z reklam Adsense, polski może co najwyżej zjeść za to jeden obiad w miesiącu! Takie są realia. Potężna różnica skali, dlatego uważam, że amerykańskie pomysły nie zawsze można przełożyć na nasze realia. Oni zarobią na samochód, my na lunch. Trzeba to brać pod uwagę.
Osobiście nie znam nikogo kto zarabiałby krocie pracując 4 godziny tygodniowo. Chyba, że dealuje:). Popatrz na znanych bogatych ludzi, oni wszyscy non-stop pracują. Zasiadają w radach nadzorczych, robią PR, udzielają wywiadów, lobbują polityków. Bez tego ich biznesy by wyschły. Rentierem możesz być jak sprzedasz biznes i masz dobrze zainwestowaną gotówkę. W to wierzę, jest gotówka, zdobyta w ten, czy inny sposób, można myśleć o życiu rentiera. Masz 10 stron internetowych i z każdej 300zł miesięcznie zapomnij o rentierstwie. Zbyt duże ryzyko i praca na dwa etaty:)

Odpowiedz

Marcin Wrzesień 23, 2009 o 1:15 pm

"Można w ten sposób zmarnować najlepsze lata życia" – a czy ich nie marnujesz pracując od 9 do 17?

"Ciekawe czemu sam Kiyosaki non-stop zasuwa" – bo to lubi, podobnie jak np. Donald Trump.

"Przeciętny amerykański bloger może żyć z reklam Adsense, polski może co najwyżej zjeść za to jeden obiad w miesiącu" – zarabiam miesięcznie z reklam około 150 zł, a jestem bardzo przeciętnym blogerem, bloguję dopiero 9 miesięcy. Chyba całkiem pokaźny obiad mógłbym za to zjeść, co?

"W Polsce o dochód pasywny jest o niebo trudniej niż w USA. Powodem jest język" – uczysz się angielskiego do perfekcji i prowadzisz bloga po angielsku. Proste.

"Masz 10 stron internetowych i z każdej 300zł miesięcznie zapomnij o rentierstwie" – dla mnie to pojęcie o wiele bardziej zbliżone do rentierstwa niż jakakolwiek praca na etat.

Odpowiedz

yossarian Wrzesień 23, 2009 o 1:46 pm

@ Marcin
Ad. 1
Nie marnuję, bo zarabiam konkretne pieniądze, wspinam się po szczeblach kariery, zdobywam doświadczenie na swoim stanowisku i w swoim zawodzie. Dzięki temu po przeszło 10 latach mam pewną renomę w branży i co jakiś czas odbieram telefony od head hunterów.
Gdybym te 10 lat poświęcił na różne biznesy to albo wyszło by mi to na dobre, albo nie. Większości wcale nie wychodzi.

Ad2
Donald Trump nie wieszczy na cały świat o wyższości dochodu pasywnego, Kiyosaki ma dochód pasywny wypisany na sztandarach. Z jednej strony wszystkie jego książki sprowadzają się do jednego, a on sam w swoim życiu robi dokładnie odwrotnie.

Ad 3
Marcinie a ile miesięcznie poświęcasz czasu na swój blog? Załóżmy, że każdy wpis zajmuje Ci godzinę, piszesz średnio ok. 15 postów miesięcznie (o ile mnie pamięć nie myli). Zarabiasz więc średnio ok. 10zł/h. Czyli, żeby zarobić powiedzmy te 3000zł/mc, musisz blogować 300h miesięcznie. To dość dalekie od ideałów Ferrisa.

Ad4
Perfekcyjna znajomość języka jest sprawą dość trudną do osiągnięcia. Regularne produkowanie interesującej treści w obcym języku, o tematyce ciekawej dla "obcych" jest pewnie jeszcze trudniejsze.

Ad 5
Ciekawe tylko ile czasu musiałbyś poświęcić na regularne utrzymywanie tych stron i czy w związku z tym czasem, mógłbyś nazwać się rentierem. Moim zdaniem pracowałbyś po minimum 60 godzin tygodniowo.

pozdrawiam:)

Odpowiedz

Marcin Wrzesień 23, 2009 o 2:06 pm

Nie prowadzę tylko jednego bloga. Akurat mój główny blog (rentier) zarabia mało w porównaniu do innych. Prowadzę go z pasji. Inne zarabiają znacznie więcej i tam wychodzi stawka godzinowa około 30 zł/h.

Ad. 4
Oczywiście, że nigdy nie będziesz posługiwał się perfekcyjnie angielskim, ale dla większości ludzi wystarczy po prostu "poprawnie".

Ad. 5
Aktualnie prowadzę 4 strony i zaczynam z piątą. Nie zajmuje mi to więcej niż 10-15 godzin tygodniowo. Sukces nie leży w ilości stron, ale w ich potencjale do zarobków. Może i na razie nie zarabiam na nich jakoś wiele, ale to początek.

Ogółem uważam, że już po prostu na tyle przyzwyczaiłeś się do etatu, że nie masz ochoty tego zmieniać. Ja jestem młody i jak pracowałem kilka razy na zlecenia to obiecałem sobie, że nie będę nigdy pracował na etat, nie będę nigdy czyimś niewolnikiem. Kocham niezależność w każdym aspekcie.

Odpowiedz

yossarian Wrzesień 23, 2009 o 2:14 pm

Ok, to czy ktoś jest stworzony do pracy w korporacji to jest oddzielna sprawa. Niektórzy się do tego nie nadają:) Wszystko ma swoje plusy i minusy. Wszystko ma koszt alternatywny.
A jakie oprócz rentiera prowadzisz strony?

Odpowiedz

Marcin Wrzesień 23, 2009 o 2:30 pm

Pomyliłem się wyżej, bo nie 4 tylko 5 i ruszam z szóstą. Dwa blogi finansowe tylko z rankingami najlepszych ofert + dwie strony muzyczne i teraz zaczynam pracę nad jeszcze jednym, ale docelowo nie będę go aktualizował.

Odpowiedz

yossarian Wrzesień 23, 2009 o 5:23 pm

To faktycznie sporo tego masz:). Ja planuję odpalenie bloga koncentrującego się na III filarze. Zobaczymy jak będzie z czasem.

Odpowiedz

Q Wrzesień 23, 2009 o 5:39 pm

Co do Pana Kiyosakiego – właściwie to napisał on jedną książkę – Rich Dad, Poor Dad, pozostałe są na jedno i to samo kopyto. Co więcej, RDPD można było napisać używając 10 stron papieru, ponieważ reszta memłania i powtarzania tego samego jest zbędna. Poza tym jeśli chodzi o książki K., to nie wnoszą one nic konstruktywnego i nie zawierają żadnych wartościowych informacji ani wiedzy – zestawienie błędów w nich zawartych można znaleźć tu.
Jeśli chodzi o stawki typu 30 zł/godz. (kwota netto) – tyle to się zarabia właśnie na etacie (9 godzin/dobę = 8 godz. pracy + 1 godz. na dojazdy), niedługo po studiach, w normalnych firmach na szeregowych stanowiskach w dużych miastach w Polsce (w Warszawie stawki są wyższe), gdy reprezentuje się jakiś poziom wiedzy i umiejętności. Po kilku latach zarabia się "trochę" więcej.
Podobnie jak yossarian, Wydaje mi się, że inwestować należy przede wszystkim w oszczędności. Inwestycje typu działki budowlane (5 lat temu), nieruchomości rolne (jakieś 7 lat temu), akcje (w lutym tego roku) były oczywiście zyskowne, ale wymagają wiedzy, doświadczenia, oszczędności i przede wszystkim czasu aby móc inwestować i zarabiać.
Wiele to się nie różni od pracy jaką wykonują panowie Kiyosaki, Pavlina i inni, którzy _muszą_ kursować po Stanach i świecie po konferencjach by zarabiać i mieć co do garnka włożyć.
Jak pisze yossarian – blogaski i MLM to są gruszki na wierzbie – nie zarobisz na nich dużych pieniędzy, nie marnuj na nie czasu jeśli traktujesz je jako źródło dochodu, no chyba że jest to Twoje hobby.
Dyskusja dotycząca obiadu wynikła chyba z nieporozumienia – dla jednych 150 zł starczy na dobre i smaczne obiady na cały tydzień dla dwóch osób (sam potrafię takie upichcić), dla innych to za mało na przystawki i wino do obiadu w restauracji (gdy idzie się świętować jakąś rocznicę lub inne wydarzenie).
Język angielski – dlaczego uważasz, że wystarczy "poprawnie"? Z doświadczeń moich i moich znajomych wynika coś zgoła innego. Nie wiem ile lat mieszkałeś za granicą, ani coś tam porabiał, ani jak często masz do czynienia z anglojęzycznymi klientami i współpracownikami. Ale jeśli tak piszesz, to wnioskuję że grubo poniżej roku. Porozmawiaj z kimś kto był za granicą ponad rok, normalnie tam żył i zna język – na pewno będzie to bardzo wartościowa dyskusja.

Odpowiedz

Marcin Wrzesień 23, 2009 o 6:29 pm

Q – pisałem o anglojęzycznym blogu… Wystarczy napisać, że to nie jest Twój język ojczysty, ale się starasz. Widziałem strony i blogi prowadzone przez Polaków i pomimo błędów były czytane przez wiele osób.

Odpowiedz

Paweł Kata Wrzesień 23, 2009 o 10:06 pm

Marcin, dzięki za ciepłe słowa. Naturalnie masz rację odnośnie w pełni pasywnego dochodu, wiąże się on z drobnymi wysiłkami. Ale po początkowej (często znacznej – nie ma co ukrywać) inwestycji czasu i pracy, daleko im jednak do zasuwania po 40 godzin tygodniowo na etacie.

Super, że zapoznasz się z oryginałem 4HWW. Warto.

Cheed, również dzięki za pochwałę :-)

Jakub, +1 do Twoich słów.

Yossarian, ciekawe spojrzenie. Nie patrzyłem na to w ten sposób (w sensie na uciekające doświadczenie), bo po prostu w mojej mentalności istnieje silnie zakorzeniona awersja do pracy fizycznej i pracy na etacie. Kilka razy w życiu musiałem się ugiąć, ale każdy dzień przekonywał mnie do tego, że praca na kogoś nie jest dla mnie. Gdyby jednak doszło do tego, że wszystkie moje źródła by kiedyś padły, a w Polsce nikt nie chciałby mnie zatrudnić, to bym pojechał za granicę, ugiął się po raz kolejny, popracował fizycznie za lepszą kasę, wrócił do Polski i spróbował z czymś nowym.

W sumie, to można by Ci zazdrościć tego, że – jak piszesz – o szesnastej gasisz światło. Jeżeli pracujesz u prywaciarza, to masz naprawdę świetne warunki, a jak nie – to być może robisz w budżetówce i tam tak można. Ja znam wielu ludzi, którzy zostają po godzinach na przymusową pracę. Boją się postawić, bo na ich miejsce czekają Ci, którzy się stawiać nie będą.

Co do biznesu, to wszystko zależy od branży. Są dziedziny, którymi można się zająć w pojedynkę, delegując znaczną część zadań podwykonawcom, i potem ich doglądać. Cały myk polega na tym, żeby zbudować pewien system, w którym jak najwięcej elementów jest zautomatyzowana. Ja jestem przekonany, że się da.

Co do zysków z blogowania, to trzeba zacząć od tego, że nie są one pasywne – w końcu trzeba pisać te artykuły, odpowiadać na komentarze i generalnie inwestować czas, aby blog nie upadł. Można jednak zająć się czymś innym, co będzie działać w sieci i – po uprzednim rozkręceniu – będzie robiło się samo i przynosiło zyski. Wystarczy pomyśleć.

Ogólnie, Yossarianie, uważam, że jesteśmy różni mentalnie i mamy wykształcone inne wzorce. Tobie dobrze na etacie, ja od niego uciekam. Ty nie wierzysz w pasywny dochód, ja się z niego utrzymuję. Ty uważasz, że nie można prowadzić biznesu na autopilocie, a ja właśnie taki buduję. Po prostu – różny wiek, różna wiedza, różne doświadczenia, różne filozofie życiowe.

Q, co do Kiyosakiego to generalnie masz rację. Znam te materiały, które podałeś. Szkopuł w tym, że Kiyosaki swoją książką dał mi kopa i pożywkę pod przetworzenie. Ja sobie z niego wziąłem to, co do mnie przemawiało, a resztą się nie przejmuję. Za wpływ na moją mentalność jestem mu ogromnie wdzięczny, nawet jeżeli gada jak szarlatan.

Jeżeli zarabiasz 30 złotych na etacie, to gratuluję. Ja, niestety, ludzi, którzy – jak piszesz – są niedługo po studiach, w normalnych firmach, na szeregowych stanowiskach i jeszcze zarabiają taką kasę, nie znam.

Nie zgodzę się natomiast co do tego, że Kiyosaki i Pavlina muszą kursować po USA, żeby mieć co do gara włożyć. Tutaj trzymam sztamę z Marcinem i uważam, że Ci goście po prostu biorą kasę za to, co lubią robić. Na chleb im na pewno nie brakuje.

Odpowiedz

yossarian Wrzesień 23, 2009 o 10:56 pm

@ Q
W sprawie Kiyosakiego dokładnie podzielam Twoje zdanie. Stronę Johna Reeda, demaskującą Kiyosakiego znam od dawna. Mam dokładnie te same co Ty odczucia odnośnie jego twórczości i powtarzania w kółko tego samego. Koleś w swoich książkach deprecjonuję edukację, szacunek do pracy, nawołuje do oszustw podatkowych, regularnie kłamie o swoich życiu, co wielokrotnie mu już w USA udowodniono. Wprowadza nowe pojęcia do finansów, czym wprowadza rzeszę, najczęściej młodych ludzi w błąd. Totalnie wkurza mnie jego definicja aktywów i pasywów – kompletna bzdura. Raptem to co od zawsze było aktywem, przestaje nim być, bo KIyosaki tak napisał. Nagle wszyscy księgowi i ekonomiści świata to idioci, bo nie czytali książeczki Kiyosakiego.
Moja rada dla wszystkich ludzi to trzymać się od twórczości tego pana na odległość. Nic mądrego tam nie znajdziecie. Szkoda pieniędzy na ten pseudo-ekonomiczny bełkot!

Odpowiedz

yossarian Wrzesień 24, 2009 o 10:53 am

@ Paweł
Pracuję w firmie międzynarodowej i faktycznie rzadko zdarzają mi się nadgodziny. Kwestia organizacji i poukładania sobie pewnych spraw.
Myślę, że demonizujesz pracę na etacie, jak jesteś fachowcem w swojej dziedzinie nikt krzywdy Ci nie robi. Do mnie wszyscy odnoszą się z szacunkiem, wliczając to właścicieli. Niczego nie muszę się bać, mam konkretne sprawy do zrobienia, robię je i tyle.
W biznesie pracuję od prawie 15 lat, najpierw w finansach i controllingu, teraz w logistyce i zakupach i powiem Ci, że nie wiem o jakich branżach mówisz, wspominając, że są takie, w których możesz delegować wszystko na podwykonawców i co rozumiesz przez doglądanie??? Doglądanie to praca! Moja praca to doglądanie, bo mam pod sobą 30 osób. Ja doglądam przez 160 godzin miesięcznie! Jeżeli uważasz, że Twoi pracownicy, czy też podwykonawcy wszystko za Ciebie będą robić to jesteś w wieeeeelkim błędzie!!!! Nie będą! To ty musisz tym bajzlem zarządzać, planować, kontrolować, rozliczać, karać, nagradzać, martwić się o podatki, negocjacje, przepisy BHP, fundusze socjalne, urlopy macierzyńskie, konkurencję, ceny, cła, sady, pity, city, przepisy ppoż, kontrole z zusu, us, uks, inspekcji pracy i pełno innych spraw. Jeżeli Twój księgowy nie będzie prawidłowo rozliczał się z US to Ty a nie on będziesz za to odpowiadał. (Ustawa o rachunkowości z 1994 r). Jak Twój pracownik ulegnie wypadkowi, to inspekcja pracy i prokuratura tak Cie przetrzepie, że będziesz to pamiętał do końca życia i nikogo to nie będzie obchodzić, że to nie TY zawiniłeś tylko pracownik, albo podwykonawca. Jesteś właścicielem, odpowiadasz! Popytaj ludzi, którzy prowadzą działalność gospodarczą z czym to się je i ile ma to wspólnego z dochodem pasywnym.
Uważam, że tutaj wcale nie chodzi o mentalne różnice, tu chodzi o różnice w doświadczeniu. Ja nie twierdzę, że działalność gospodarcza to coś złego. Ja twierdzę, że działalność nie ma nic wspólnego z dochodem pasywnym. Nie jest też gwarancją na sukces, jak mogłoby się wydawać czytając książki niektórych autorów. Jedni ciężką pracą dochodzą do pieniędzy inni bankrutują, takie jest życie. Ale nie ma biznesu, nie wymagającego pracy! Chcesz prowadzić, życie rentiera musisz najpierw zdobyć na to pieniądze. Pieniądze możesz zainwestować w instrumenty finansowe, lub nabyć za nie nieruchomości pod wynajem, wtedy zostaniesz rentierem. Biznes, jakikolwiek, tyle ma wspólnego z dochodem pasywnym co nic. Ok, muszę lecieć podoglądać trochę chłopaków na magazynach:)
pozdrawiam:)

Odpowiedz

Paweł Kata Wrzesień 24, 2009 o 10:58 am

Yossarianie, gdzie napisałem, że chcę być rentierem? Ja chcę być wolny finansowo. Jeżeli przy okazji zostanę rentierem, to się oczywiście nie obrażę, ale nie to jest moim celem.

Co do pasywności pasywnego dochodu… nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mam kupę kasy z pasywniaków i od tej pory nic zupełnie nie robię. W tej sytuacji bym chyba zwariował! Człowiek musi mieć jakieś zajęcie. Nawet to doglądanie pasywniaków, które tak Ci solą w oku jest, ma swoje dobre strony. Pasywniaki, gdy są odpowiednio duże, właśnie pozwolą na wolność w wyborze tego, co chcę się zrobić ze swoim wolnym czasem! Jeżeli ktoś pracuje na etacie, to tej wolności nie ma. Musi być w pracy przez określony czas, musi robić to, co mu się każe, musi słuchać poleceń szefa i nie raz robić coś według procedur, podczas gdy w bezpieczny sposób można coś załatwić szybciej. Wielu ludziom to nie przeszkadza – i spoko, nic mi do czyichś przekonań -, ale dla mnie to niewola i o ile sytuacja mnie nie przyciśnie, świadomie nie wpakuję się w coś takiego.

Znasz to powiedzenie: „odkąd zacząłem zarabiać na tym, co lubię robić i mnie interesuje, przestałem pracować”? (lub coś w ten deseń) U mnie tak jest z kolejnymi pasywnymi źródłami. Ot, robię to, co lubię.

Ty doglądasz trzydziestu osób na etacie przez 160 godzin miesięcznie. Ja doglądam 8 pasywnych dochodów kiedy chcę, przez 15 godzin miesięcznie. Według mojej filozofii Ty pracujesz (no chyba, że kochasz swoją pracę i daje Ci ona niesamowitą satysfakcję). Według niej ja nie pracuję, nawet gdy rozwijam nowe pasywniaki, bo robię to, co daje mi satysfakcję i mnie interesuje.

Ot, jak już wcześniej wspominałem, różnica w filozofii życiowej. Nie ma w tym nic złego, ale trudno się dogadać.

A co do działalności gospodarczej… Yossarianie, państwo ze swoim bezdennie głupim ustawodawstwem, wymaga aby prowadząc działania zorganizowane i ciągłe, założyć twór zwany potocznie działalnością gospodarczą. I tylko po to mi firma. Żeby być w zgodzie z prawem. Żeby mnie nikt nie zgarnął przed sąd i nie dowalił kary, albo nie wsadził za kraty. To, co robię teraz, nie wymaga DG. To, co będę robił – wymaga. Jeżeli tak podejdziesz do firmy, zdasz sobie sprawę, że to tylko skafander na to, co chcesz robić. Jeżeli zatem wszystko zautomatyzujesz, a firmę założysz po to, żeby być w zgodzie z fiskusem – to firma może generować pasywny dochód i być puszczona samopas.

Yossarianie, wiem, że brzmi to dla Ciebie jak czarna magia. Dla mnie czasem trochę też, ale wiem, że tak można i wiem, że dam radę. Dalej uprę się przy tym, że jesteśmy różni mentalnie i (jak sam piszesz) różnimy się doświadczeniem. Niestety nie chcę podawać konkretów, bo wymyślenie tego systemu zajęło mi dość dużo czasu i jestem dopiero w początkowej fazie jego implementacji. Zresztą i tak podejrzewam, że nawet gdybym wyjaśnił co i jak, to 8/10 osób pisałoby mi, że jestem głupi i że mi się nie uda. Wolę zatem nabrać wody w usta, wrócić do tego wpisu za rok-dwa i napisać „Panowie, udało mi się”.

Odpowiedz

yossarian Wrzesień 24, 2009 o 11:57 am

W takim razie czekam niecierpliwie:)

Odpowiedz

Q Wrzesień 24, 2009 o 2:45 pm

Marcinie, czy mógłbyś proszę podać adresy tych anglojęzycznych blogów?
Pawle, jeśli chodzi o Pana K. to w dalszym ciągu nie rozumiem dlaczego jego książki są polecane przez Ciebie. Co konkretnie „dało Ci kopa”? I dlaczego wierzysz, że marzeniem ludzi bogatych i o tak wysokim stopniu rozwoju osobistego, że rozmawiają z duchami, jest handel obwoźny grami planszowymi, książkami, namawianie ludzi do wstąpienia do Amway’a lub klepanie tych samych formułek na spędach, gdzie kasujesz po kilkaset dolarów od osoby (po cóż skoro nie musisz od nikogo brać pieniędzy, bo Twój pasywny dochód zapewnia Ci bogactwo)?
Co do zarobków, to może Twoi znajomi po prostu się tym nie chwalą? Ewentualnie za dużo czasu spędzasz przed kompem i nie masz czasu na spotkania z ludźmi ;-) Ja pisałem o części swoich znajomych i wcale nie jest to nieliczna grupa. Część z nich zarabiała tyle w czasie studiów (znam 2 osoby, które tyle zarabiały na praktykach studenckich). A 30 zł to nie jest dużo, możesz się o tym przekonać właśnie pracując na etacie w dużych firmach, gdzie każda pierdoła jest fakturowana na min. 30 (ale dolarów) za godzinę, a trochę poważniejsze rzeczy zaczynają się od $100/h – to tak w nawiązaniu do delegowania zadań do podwykonawców. Jeśli nie masz zamiaru sprawdzać tego na etacie, to idź do lekarza – konsultacja to min. 50 zł za 15 minut. Niestety, jeśli chcesz iść do lekarza, który Ci pomoże, to stawka będzie wynosiła 150-200 zł za 15-20 minut. Te 30 zł stopnieje kompletnie, gdy będziesz chciał kupić dom z ogródkiem, żeby Twoje dzieci nie siedziały zamknięte w wynajętej klitce w bloku i żebyś sam nie musiał słuchać każdego ranka pierdzenia sąsiadów.
Jeśli chodzi o Twoją wizję firmy, to widzę tam całkowite pomieszanie z poplątaniem. Po pierwsze jeśli podmiot gospodarczy ma być, jak to ująłeś, „skafandrem” to masz niewiele tanich opcji, np. udziałowiec w Sp. z o.o., komandytariusz w spółce komandytowej lub akcjonariusz w spółce komandytowo-akcyjnej (i to tak pod pewnymi warunkami ograniczającymi Twoje władztwo w przedsiębiorstwie). Jeśli chcesz zarejestrować fakt prowadzenia działalności gospodarczej jako osoba fizyczna, to Twoją firmą będzie imię i nazwisko. O żadnym skafandrze nie może być mowy, będzie wręcz odwrotnie – mnóstwo nowych obowiązków i mniej praw, a przed sąd będzie Cię jeszcze łatwiej zaciągnąć. Nie ma mowy o żadnym samopasie i pasywnym dochodzie, bo musisz być zwarty i gotowy na każde skinienie fiskusa, sądów i egzotycznych urzędów.

Odpowiedz

Marcin Wrzesień 24, 2009 o 4:06 pm

Q – nie mam ich zapisanych nigdzie. Kilka razy na takie trafiłem.

Odpowiedz

Paweł Kata Wrzesień 24, 2009 o 5:16 pm

Q, sam już nie pamiętam, czym Kiyosaki mnie zmotywował – czytałem go z 5-6 lat temu. Pamiętam za to, że to jego książkę z branży finansów osobistych przeczytałem jako pierwszą i od tego się zaczęło moje dążenie do wolności finansowej.

Kwestię zarabiania 30 pln/h pominę. Nie wiem, skąd jesteś i jakie możliwości oferuje Twoja okolica. Nic nie wiem o Twoich znajomych. Nie ma co dyskutować. Skoro znasz takich ludzi, to fajnie. Ja, niestety, jeszcze nie.

A co do firmy, trochę zbyt dosłownie potraktowałeś metaforę skafandra. Być może bierze się to stąd, że, podobnie jak z Yossarianem, różnimy się mentalnie. Masz swoje ukształtowane wzorce postrzegania świata, inne doświadczenia i dlatego teraz piszesz to, co piszesz. Ja mam swoje, inne (co nie znaczy, że lepsze!) wzorce i wiem, że to, o czym piszę jest wykonalne. Szanuję Twoje zdanie i równocześnie nadal obstaję przy swoim.

Odpowiedz

Garfield Wrzesień 24, 2009 o 7:34 pm

Sorry koledzy za spam w moim wykonaniu ale chyba pierwszy raz rozwinęła się tutaj taka gorąca i zarazem merytoryczna dyskusja, bo mamy różne poglądy, miłą atmosferę ale co najważniejsze ludzi na poziomie, którzy potrafią dyskutować a nie obrzucać się błotem jak na portalach typu Onet czy Interia.

FAQ wyszło fajne, proste i przejrzyste. Co do pasywnego dochodu mam podobne zdanie jak yossarian, tzn. nie neguję ani nie odrzucam ale nie czynił bym go jedynym/jedynymi źródłami dochodu.

Co do prowadzenia własnej firmy to fakt, mój chrzestny ma dobrze prosperującą, niewielką firmę ma spore zyski ale okupione jest to ogromnym stresem i ciężką pracą.

Odpowiedz

MAS Wrzesień 26, 2009 o 11:20 am

Dopiero niedawno (ok. miesiąc temu) odkryłem blogi dot. niezależności finansowej itp. Ideą „życia bez pracy” jestem opętany od pierwszego dnia pracy w korporacji (a nawet wcześniej bo wiedziałem już na studiach, że pracy generalnie nie polubię;)) ponad 5,5 roku temu. Fajnie jest odkryć, że nie jestem sam z takimi marzeniami, gdyż wszyscy z mojego otoczenia przeważnie pukaja się w czoło i biorą kolejne kredyty.
A jednak podejście ludzi na blogach wydaje mi sie nader optymistyczne, czego szczytem są wykresy typu „teraz mam 1954 zł, za 10 lat milion” czy wpisy „w tym miesiącu zarobiłem 2,86 zł”.
Mój obecny stan posiadania jest obecnie całkiem niezły jak na kogoś przed 30-tką (wszystko zarobiłem sam) – 2 mieszkania (bez kredytów) i 6-cyfrowa kwota na koncie, a pomimo to ciągle nie do końca wierzę w to, że np. za 10 lat będę mógł sobie dać spokój z pracą i żyć z wypracowanych profitów. Mało tego – miałbym znacznie więcej, gdybym 3 lata temu nie zaczął inwestować w fundusze inwestycyjne, na których wtopiłem kilkadziesiąt tys. zł (choć ciągle je trzymam i raczej dokupuję niż się pozbywam:)) więc mój sen zw. z „łatwą kasą” trochę się rozwiał po tym jak otrzeźwiła mnie trochę rzeczywistość.
Moim sposobem na łatwe pieniądze jest praca za granicą (w moim przypadku Norwegia), tyle że w pracy zw. z moim zawodem (inżynier) – to naprawdę dobre i stosunkowo łatwe pieniądze (i można wynegocjować niezłe warunki, typu opłata mieszkania przez pracodawcę, comiesięczne wizyty w Polsce na co najmniej tydzień, gdzie pracodawca płaci za przeloty, czy taka podstawa jak diety na wyżywienie)
Podziwiam zatem optymizmu i życzę powodzenia:)

Odpowiedz

OFE Wrzesień 29, 2009 o 8:38 pm

Witam stałych bywalców,
cóż za dyskusja, tak to bywa kiedy ścierają się zdania, doświadczenia, przekonania. Ja osobiście dążę do Niezależności Finansowej rozumianej jako zbudowanie/zebranie kapitału pewnej wielkości… może na przykładzie to wyjaśnię.

Dajmy na to ktoś ma 40 lat i aby żyć na swoim dotychczasowym poziomie potrzebuje 100 tys. zł rocznie. Zatem, przy założeniu, że pożyje jeszcze drugie tyle, aby przestać pracować powinien mieć na koncie ok. 2-3 mln zł (trzeci lub czwarty milion, przy założeniu inteligentnego zainwestowania, spokojnie nakapie z odsetek przez te pozostałe 40 lat życia). Czy takie założenia są nierealne? Dla kogoś, kto ma dzisiaj 20-25 lat i wytyczył sobie cel, to raczej fajna zabawa. Jak się uda OK, jak nie trzeba będzie popracować trochę dłużej. Jednak osobiście wolę kogoś kto stawia sobie ambitne cele, kogoś, kto dąży do Finansowej Niezależności, niż ludzi narzekających i negujących niemal wszystkie koncepcje jakie pojawią się na ich drodze.

Odpowiedz

Leszek Cyfer Październik 21, 2009 o 11:59 pm

Jeśli chodzi o Ferrisa, czytam wszystko co napisze na swoim blogu:
http://www.fourhourworkweek.com/blog

Nawiasem mówiąc w ostatnim wpisie jest mowa o nowym, rozszerzonym i uaktualnionym wydaniu "4-hour workweek"

Uwielbiam jego podejście – często nietypowy, antyzdroworozsądkowy sposób jest sposobem najlepszym.

Co do dochodu pasywnego – nie ma nic za darmo, trzeba coś zrobić żeby potem korzystać z efektów swojego działania. Pracując na etacie działasz krótkoterminowo – za swoje działanie dostajesz jednorazową zapłatę. Osoba która utworzyła etat otrzymuje zyski z niego długo po jego utworzeniu, ale musi wkładać swoją pracę w to aby ten układ funkcjonował. Można to porównać do dziecka popychającego patykiem toczącą się oponę – przestaniesz to w końcu opona się wywróci, ale wysiłek włożony w popychanie toczącej opony jest mniejszy niż przy próbie pchania leżącej.

Innowacja Tima Ferrisa polega na wynajęciu kogoś do pilnowania etatu – pilnowanie tego kogoś jest jak krzyknięcie od czasu do czasu do drugiego dzieciaka żeby popchał w odpowiednim kierunku, podczas gdy ty siedzisz i czytasz książkę, a potem odpalasz mu kasę z tego co dostaniesz od rodzica za przetransportowanie opony :P

Wiem, dziwny przykład ale chodzi o grę wyobraźni i oderwanie się od rutynowego postrzegania rzeczywistości. Ludzie którzy wyśmiewają passive income (PI) i mówią że praca na etacie jest lepsza po prostu nie dostrzegają lasu bo drzewa im go zasłaniają.

Żeby móc skorzystać z PI trzeba umieć zmienić punkt widzenia – dla wielu to zbyt wiele…

Odpowiedz

Skomentuj

Zasady komentowania w skrócie: nie obrażaj innych, nie prowokuj kłótni, pisz na temat, nie reklamuj niczego, nie używaj słów kluczowych w podpisie. Komentarze łamiące zasady będą moderowane. Szczegóły w Polityce Komentowania.

Previous post:

Next post: