Jakiś czas temu przeprowadziłem dwuczęściowy wywiad z Sebastianem Schabowskim – jednym z niewielu Polaków, który w bardzo młodym wieku osiągnął wolność finansową. Niefortunnie się złożyło, że w czasie, gdy wywiad był zaplanowany do opublikowania, byłem w podróży, zatem nie mogłem się podzielić swoimi przemyśleniami w tym temacie oraz podyskutować z komentującymi.
Dzisiejszy wpis jest próbą ustosunkowania się do wielu komentarzy (padł wtedy chyba rekord bloga! – serdecznie dziękuję za każdy komentarz), jakie pojawiły się przy okazji tamtych wpisów. Mam nadzieję, że dzięki temu będziemy się w przyszłości lepiej rozumieć.
Zatem, po kolei…
Magdalaena: „Naprawdę ludzie wybierają konkretne profesje nie tylko jako źródło pieniędzy, ale także dlatego że taka praca przynosi im satysfakcję, daje uznanie wśród innych. NIGDY nie spotkałam scenariuszy wolności finansowej dotyczących ludzi, którzy robili zawodowo coś konkretnego, co dawało im satysfakcję.”
Nie demonizowałbym tak wyboru zawodu, zwłaszcza że większość ludzi kończy studia o jednym kierunku, a pracuje wykonując zupełnie inne zajęcie.
Odnośnie ludzi, którzy dzięki wykształceniu i wykonywanemu zawodowi uzyskali wolność finansową, również nie byłbym taki… przekonany. Wszyscy znamy przykłady ludzi takich, jak Steve Jobs, Bill Gates, Warren Buffet, Siergiey Brinn, Larry Page i wielu wielu innych, którzy dorobili się dzięki pracy i teraz są rentierami, poważnymi inwestorami lub pracują – w znaczeniu: robią to, co lubią – za dolara rocznie.
Mirabelka: „W wielu amerykańskich poradnikach sprawy te są propagowane właściwie jako jedyna możliwa i godna polecenia droga życiowa.”
Zgoda, ale jeżeli ktoś czytał klasykę amerykańskiej literatury „finansowej” autorstwa Joe Domingueza i Vicki Robin pt. „Your money or your life”, to nigdy w życiu nie uzna ich (tych spraw), jako jedynego sposobu. Podobnie, najnowsza książka (żeby nie było, że opieram się na starociach) Ramita Sethiego pt. „I will terach you to be rich” wcale nie stawia nie pasywny dochód. Możliwości jest wiele, choć do naszego kraju dociera tylko ułamek tego amerykańskiej literatury, na podstawie którego wielu ludzi wyrabia sobie właśnie takie, jak Twoja, opinie.
Magdalaena: „Rozumiem, że prowadzenie własnej firmy ma pewne plusy i że są ludzi, którym taki sposób życia odpowiada.
Ale stanowczo się sprzeciwiam generalizacjom, że ludzie którzy wybrali działalność na własną rękę są lepsi.”
W żadnym wypadku przedsiębiorca nie jest lepszy. Tutaj bardziej chodzi o to, że – w porównaniu do pracownika etatowego – ma o wiele większą swobodę. Fakt, trzeba o nią zadbać, ale definitywnie warto.
Nemo: „Stary dowcip – nieco zmodyfikowany: Jak uzyskać dochód pasywny? Zaoferuj kursy o tym jak uzyskać dochód pasywny. Na pewno się nie zawiedziesz.”
Tu się uśmiałem. Pozytywnie, rzecz jasna. Masz Nemo oczywiście rację, ale prowokujesz jednocześnie jedno pytanie: skoro masz gotową receptę na własny pasywny dochód (uczyć innych jak go zdobyć), to… dlaczego jej nie wykorzystasz?
Kamil: „Widać to dobitnie w ostatnim pytaniu, gdzie daje nam swoja genialną, sekretną rade i odłożeniu środków na rok życia. Mogę się założyć ze 95% czytelników tego bloga wie o tym doskonale bo nie obce jest im pojecie funduszu awaryjnego, ale przecież taka nazwa dobrze się nie sprzeda.”
Nie docenisz tej rady dopóty, dopóki faktycznie nie odłożysz tych pieniędzy.
Joanna: „Myslę, że wywiad jest słaby. Pytania są mało szczegółowe, więc i odpowiedzi są także ogólnikowe. Dużo w nim sensacji, promocji i wodolejstwa niestety. No i mało o samym oszczędzaniu. Trochę żałuję czasu, który poświęciłam na jego przeczytanie.”
Dzięki za krytykę. Jeżeli kiedykolwiek przeprowadzisz swój własny wywiad z wolną finansowo osobą, a nie będziesz miała go gdzie opublikować, służę blogiem.
PP: „W wywiadzie brakowało mi konkretów, w jaki sposób można osiągnąć finansową niezależność.”
Rozwijać się, odłożyć pieniądze na fundusz awaryjny, zidentyfikować potrzeby innych ludzi, założyć własny biznes, który będzie je realizował i zautomatyzować go, by był jak najbardziej pasywny – ile jeszcze konkretów potrzebujesz, drogi PP?
PP: „Także Pana Sebastiana (który ma chyba aż jeden pomysł w postaci kursu językowego, poza radzeniem) należy wrzucić do jednego wora z Kiyosakim (mistrz gatunku – 0 [zero] wdrożonych ogólnikowych rad), Pavliną (powiedzmy pół rady – żona świadczy usługi konsultingowe o tym jak rozmawiać z duchami przodków) i Ferrisem, który handluje suplementami dla pakerów (w stylu Mutant Mass). Chyba jednak “zwykły” biznes nie przynosi im wszystkim zbyt dużego dochodu, gdyż swą główną działalność skupiają na radzeniu innym jak zostać rentierami.”
A Ciebie z kolei można wrzucić do wora z resztą malkontentów, którzy tylko narzekają. Każdego można zaszufladkować. Zamiast kpić z ludzi, którzy są niezależni finansowo, zapoznaj się z ich przesłaniem i wykorzystaj w swoim życiu to, co Ci najbardziej odpowiada. Zresztą, pisał o tym Menedżer.
Richmond: „Ja tez mam oszczednosc i na pare lat zycia, ale nie mam zamiaru z nich korzystac. Mam je nawet podzielone na oszczednosci podreczne, drugiego stopnia i zelazny zapas. Dzieki temu odczuwam komfort psychiczny i nie martwie sie w ogole sprawami finansowymi.”
I niech mi ktoś teraz powie, że posiadanie solidnego funduszu awaryjnego jest „be”… ;-)
Matipl: „Zawsze znajdą się ludzie zazdrośni, niedowierzający itp. Nawet jeśli taki p. Sebastian potrafi sprzedawać coś z niczego to należą mu się gratulacje.”
Dokładnie. Żeby było wesoło KAŻDY z nas może to robić, a jednak większość ludzi wybiera przede wszystkim ciułanie na etacie. Etat jest OK, jak się ma nie pewną sytuację, bo daje stały dochód, ale sam w sobie nie jest ani pewny, ani nie pozwoli na lepsze i swobodniejsze życie.
Kilka słów na koniec…
Będę absolutnie szczery: moje poglądy są w synergii z poglądami Sebastiana, Marcina-Rentiera, Tima Ferrissa, Boba Kiyosaki, Dave’a Bacha, Roberta Allena, Briana Tracy i wielu innych mniej lub bardziej znanych osób. Wprawdzie nie będę za pomocą bloga nikogo indoktrynował i do niczego zmuszał, to nie mam również ochoty tłumaczyć nikomu dlaczego uważam tak, a nie inaczej. Poszukuję konstruktywnej dyskusji, która nie będzie polegała na „odbijaniu” kontrargumentów, czy oczernianiu ludzi, z których filozofii czerpię, ale takiej, dzięki której zarówno rozmówcy, jak i ja, poczynimy w naszych życiach szeroko pojęty krok do przodu. Zatem, jeżeli poglądy prezentowane przez te osoby Ci nie odpowiadają, być może lepiej będzie, jeżeli zrezygnujesz z lektury Oszczędzania. Jeżeli jednak jesteś otwarty na inne, niż standardowe, podejście do życia, pracy oraz finansów – dodaj ten blog do czytnika RSS, a nie pożałujesz.
Podyskutujemy?
Dziwisz się uwagom na temat Twojego wywiadu? Bo to nie był wywiad, ale apologia. :-) Podszedłeś do swojego rozmówcy na kolanach, a on powiedział łaskawie to co chciał.
A tymczasem dla niemal każdego fragmentu można powiedzieć "sprawdzam!" i poprosić o konkrety. Np.
Kilka tysięcy dziennie, np. 2000 zł. Każda złotówka daje 2 zł dochodu czyli 4000 (a przychodu co najmniej 6000 zł). "Dziennie", czyli to nie jest jednorazowa akcja – więc przychód wynosi 180 000zł miesięcznie, dla przeciętnej ceny ebooka (20zł) oznacza to miesięczną sprzedaż na poziomie 9 tysięcy egzemplarzy. No i gdzie są ebooki z taką sprzedażą? Jeden, jeden malutki przykład?
Widzę w Twoim wpisie ewidentną fascynację takimi sposobami na życie. No cóż, pamiętam np. szefa "Klubu polskich milionerów", twórcę "Akademii sukcesu", który "w realu" zarabiał jako akwizytor Sferii. Nie neguję filozofii Kyiosakiego i innych. Ale filozofię trzeba konfrontować w końcu z rzeczywistością.
Vroo zwrócił uwagę, na Twój główny problem, brak trudnych pytań i ślepa akceptacja wszystkich odpowiedzi. Ja już dalej w ten temat nie wnikam, bo widze że masz swoje zdanie, którego nigdy nie zmienisz, a chciałbym tylko zauważyć, ustosunkowanie się do mojego jednego komentarza z wielu to kiepski pomysł, a do tego pudło, bo fundusz awaryjny i inne oszczędności mam już całkiem pokaźne jak na swój wiek i co miesiąc je rozbudowuje więc wiem co to znaczy, dlatego dla mnie ta złota rada to oczywistość.
Szczerze, brałem kiedyś udział w masowym szkoleniu jednej firm zajmującej się "doradztwem finansowym" i tam było wielu takich ludzi, którzy prawili swoje wzniosłe hasła i roztaczali piękną przyszłość przed nami, jak to czerpiemy zyski z polis sprzedanych naszym klientom w przyszłości itd. ale 3/4 szkolenia to była nauka sprzedaży, a na trudne pytania nie odpowiadano, dlatego po tym szkoleniu mam sporo dystansu do takich ludzi i wole się skupić na swojej pracy.
I już żeby nie być gołosłownym, odpowiada mi mój styl życia, jestem na etapie kupna mieszkania, mam żone na której mogę polegać, pracuję w domu kiedy chce i ile chcę i bardzo dobrze jak na polskie warunki zarabiam, a do tego sobie jeszcze dziennie studiuję nie taki znów łatwy kierunek na politechnice. Najważniejsze to robić to co się lubi w życiu, a probować się dostosować do jakiejś teorii i sposobu, który ktoś inny Ci zaproponuje i powie, że tak jest super.
Wydaje mi się, Pawle, że świadomie – lub nie – poprzez apoteozę wolności finansowej osiąganej przez dochód pasywny jako (tak to postrzegam) celu w życiu równocześnie zdajesz się deprecjonować inne podejście do życia
Dla mnie pieniądze są środkiem do realizacji innych celu, a nie celem samym w sobie. Wolność jest wysoko na liście priorytetów, ale równocześnie nie stawiam jej jako bezwzględny numer jeden na liście moich wartości, dla mnie co najmniej równoważne jest nieszkodzenie innym czy tolerancja dla odmienności. Zresztą bliższa mi jest "wolność do" niż "wolność od", którą wiele osób wydaje się utożsamiać z wolnością finansową (jako wolnością "od" pracy na etacie).
Są osoby, które realizują się na etacie, a równocześnie szukają informacji o alternatywnych metodach zarabiania i oszczędzania (oszczedzanie.net do czegoś zobowiązuje). Rozumiem, że typowa ewolucja bloggera może przebiegać od > o dżizaz ale się porobilo z moimi finansami > przez ogarniam się i spłacam długi i zaczynam oszczędzać do > chcę być wolnym finansowo, najlepiej przez dochód pasywny. Ale czy to jest powód, dla którego takie podejście ma być lepsze od reprezentowanego przez Magdalenę? Praca małego przedsiębiorcy często wymaga więcej godzin niż dobrze opłacanego eksperta, gratyfikacja nie musi być większa, a wiele przedsiębiorstw upada. Więc efektem może być więcej wolności, ale również praca przez 7 dni w tygodniu po kilkanaście godzin i brak sukcesu. Znam wiele osób, które miały w życiu firmę a teraz siedzą na etacie i jakoś nie tęsknią do wolności przedsiębiorcy. Oczywiście jeśli biznes się powiedzie, to gratyfikacja jest nieporównywalnie większa niż na etacie.
Zarzucanie innym, że skoro nieodpowiada im takie podejście jak kilku Twoich guru to są malkontentami wydaje się być nie na miejscu, a wypraszanie ludzi, którzy się z Tobą nie zgadzają z bloga jest wręcz niesmaczne.
Ja czasem się z Tobą zgadzam, czasem mam własną opinię mniej lub bardziej odmienną od Twojej, a wydaje mi się, że komentarze pod blogiem mają właśnie służyć wymianie poglądów i idei, i – nie deprecjonując wartości Twoich przemyśleń – wnoszą dużo do bloga jako takiego.
Ja jakos odnosze wrazenie ze wiekszosc tych porad dotyczacych wolnosci finansowej nie bierze pod uwage ze zyjemy w neco innych realiach niz amerykanie. I to co uda sie na zachodzie, nie koneicznie sprawdzi sie u nas.
Kto nie ryzykuje ten nie je……… zamiast trząść się nad własną skórką większość malkontentów gorączkowo poszukuje kontrargumentów by bezpiecznie siedzieć w miejscu ot cały sekret.
Kilka luźnych myśli:
–Stopa zwrotu z zainwestowanego czasu/trudu/kapitału rośnie nawet wykładniczo im większe ryzyko……. ETAT nie ma nic wspólnego z ryzykiem, przypomina spokojny spacer od przystanku do przystanku, oczywiście cierpliwie dążąc do celu też go osiągniemy nawet na etacie…Choć ostatni przystanek przed śmiercią może być kiepską nagrodą.
P.s Samozatrudnienie to też etat ;)
@2jarek:
Kto ryzykuje też często nie je. :-) No, chyba że po nieudanym biznesie wróci do mamusi, a ta jeść da.
Mi się bardzo podoba model kwadrantu PS/BI, który stworzył Kyiosaki, szczególnie oczy otworzyło mi odróżnienie samozatrudnienia od biznesu… Tylko nie rozumiem, dlaczego większość "biznesów", które tworzą czytelnicy zafascynowani tym modelem to jakieś szkolenia, mlm i inne rzeczy z dziedziny "make money fast". Jakoś nikt z multimilionerów i udziałowców wielkich firm (Gates, Jobs, Kulczyk, Palikot :) nie zaczynał od idei pasywnego dochodu i pomysłu 4 godzin w tygodniu – zaczynali wielogodzinną pracą nad rozwojem swoich firm, teraz po 20-30 latach, gdy firmy działają bez nich – mogą bawić się w filantropię, edukację, politykę czy w inwestowanie w inne biznesy.
Hej!
Ja nie zamierzam Cię krytykować za wywiad z Sebastianem, bo bardzo mi się podobał. Chciałem natomiast pogratulować Ci fajnych i trafnych odpowiedzi dla komentatorów, którzy szukają dziury w całym. Ja już dawno zauważyłem, że nie ma co próbować takich ludzi zmienić – jeśli ktoś będzie widział same problemy w opisywanym zagadnieniu, to nic tego nie zmieni. Sztuką dla bloggera jest:
1. Nie zniechęcać się wskutek takich komentów
2. Umieć zrobić z nich coś wartościowego dla tych nie – malkontentów, dla których pisze się bloga
Tobie się to udało i za to masz moje gratulacje :)
Ponieważ wymieniłeś mnie osobiście, wypowiem się wprost, bo mam wrażenie, że nie ustosunkowujesz się do konkretnych zarzutów, a w tym co piszesz jest sporo sprzeczności.
"Nie demonizowałbym tak wyboru zawodu, zwłaszcza że większość ludzi kończy studia o jednym kierunku, a pracuje wykonując zupełnie inne zajęcie."Zawsze miałam wrażenie, że Ci ludzie popełnili jakiś błąd wybierając studia albo na początku kariery zawodowej. Niby studia rozwijają też abstrakcyjne umiejętności myślenia, uczenia się itp., ale o ileż sensowniej byłoby zdobyć na uniwerku podstawy konkretnej wiedzy, która przyda się do pracy ?
Odnośnie ludzi, którzy dzięki wykształceniu i wykonywanemu zawodowi uzyskali wolność finansową, również nie byłbym taki… przekonany. Wszyscy znamy przykłady ludzi takich, jak Steve Jobs, Bill Gates, Warren Buffet, Siergiey Brinn, Larry Page i wielu wielu innych, którzy dorobili się dzięki pracy i teraz są rentierami, poważnymi inwestorami lub pracują – w znaczeniu: robią to, co lubią – za dolara rocznie."Ale z tego co wiem, oni nie szukali pomysłu na niezależność finansową. Oni harowali po kilkanaście godzin dziennie, robili to co kochali i byli w tym dobrzy.
I jest jeszcze kwestia stosunku do ludzi, którzy pracują na etacie. Zdecyduj się – albo uważasz, że ludzie pracujący na etacie mają inne priorytety (wolą bezpieczeństwo od potencjalnie wyższych, ale niepewnych dochodów, chcą robić to co kochają, chcą mieć określone godziny pracy) niż Ty – albo uważasz, że to idioci, którzy pracują dla kogoś i boją się zrealizować swoje marzenia. I jeśli powołujesz się na Kiyosakiego, to automatycznie wskazujesz drugi pogląd.
A ja jednak nadal będę komentować pod Twoim blogiem i innymi dotyczącymi wolności finansowej, chociażby po to, żeby zaprotestować przeciwko takim absurdalnym generalizacjom.
Dla mnie kluczową sprawą w wywiadzie jest problem poruszony w pierwszym komentarzu (powyżej) Vroo (przykład z e-bookami – doskonały) a nie kwestia tego, czy ktoś jest malkontentem, czy nie.
Poza tym było też sporo komentarzy mówiących o samym kursie Sebastiana, czy stronie na której ten kurs można zamówić – to nie jest bynajmniej malkontenctwo, tylko zwykła rzeczowa krytyka!
Przejrzałem też darmowe próbki kursów oferowanych przez Sebastiana. Fajnie, że sobie znalazł niszę i zajęcie, na którym zarabia. Ale to nie jest dostępne dla każdego, wbrew temu jak on twierdzi. Nie każdy będzie pisał e-booki, bo nie każdy ma o czym (i nie każdy potrafi), nie każda "pasja" jest medialna. Ja również marzę o niezależności finansowej, ale zwyczajnie chcę osiągnąć ją w inny sposób. Podam inny przykład – na stronie Sebastiana można znaleźć nagrania z wykładów, które on prowadzi. On to robi, bo to lubi i zapewne jest z tego dumny natomiast dla mnie prowadzenie wykładów było by jakimś koszmarem, bo nie znoszę występować publicznie. Już zwykła prezentacja w firmie przed gronem kilkunastu osób przyprawia mnie o palpitacje! Chciałbym osiągnąć wolność finansową min. waśnie dlatego, zeby takich rzeczy nie musieć robić:)
Różni ludzie, różne potrzeby, różne predyspozycje choć cel mamy ten sam.
Autor:
Powód jest prosty: bo mnie nie interesuje robienie ludzi w bambuko. A tak odbieram pisanie o jakiś pasywnych dochodach przez ludzi, którzy głównie co potrafią to streszczać cudze książki.
Leszek:
Najprościej jest powiedzieć na jakąkolwiek krytykę, że to malkontenctwo i zawiść. Prościej byłoby gdyby zebrało się towarzystwo wzajemnej adoracji i poklepywało się po plecach.
Nie wiem, czy zauważyłeś, że nie napisałem o wszystkich komentarzach, na myśli miałem tylko niektóre komenty od szukających dziury w całym. Niestety jest takich ludzi czasami nawet sporo. Z drugiej strony, nie wiem, jak Czytelnicy to widzą, ale pisanie w miarę ciekawego bloga nie jest prostą rzeczą, więc na pewno każdy autor nie obraziłby się za odrobinę wyrozumiałości. Co jeszcze mnie czasami w krytykanckich (podkreślam: krytykanckich w odróżnieniu od rzeczowej krytyki, popartej rzeczowymi argumentami) komentarzach denerwuje, że niektórzy (na szczęście dość mała grupa) Czytelnicy komentują z pretensjami, że tekst nie trafia w ich gusta. No ale trzeba z tym żyć, w końcu jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził.
A swoją drogą, z każdej treści, nawet jeśli jest kiepska można wybrać coś dla siebie z korzyścią, o ile korzyści się szuka.
No, to się wyżaliłem :)
Aha, jeszcze mam coś do dodania. Ja odebrałem wywiad z Sebastianem, jako fajną historyjkę od kogoś, komu się udało. To, że były w niej jakieś niuanse (na które niektórzy zwrócili uwagę), to też załapałem, tyle, że nie brałem tego wywiadu jako przepis na sukces i jedyną słuszną drogę. Jeśli jakiś pomysł mi się spodobał, to przemyślałem go pod kątem możliwości zastosowania przeze mnie, jeśli zapowiadał się dobrze, to być może po dostosowaniu go do moich potrzeb go wprowadzę w życie. Ale mimo to, jestem inny niż Sebastian i chociażby tylko z tego powodu nie zamierzam robić słowo w słowo tego, co mówi.
Tak na marginesie, zazwyczaj osoby z którymi robi się wywiady, publicznie mówią jedno, a prywatnie mówią drugie. Przypominam bessę, rozpoczętą w 2007 – w połowie roku każdy "analityk", "doradca finansowy" itp. na ekranie telewizora mówił, że trzeba kupować fundusze akcji i dla zdywersyfikowania jeszcze kilka MIŚ – ów. Poza kamerami jednak już nie byli takimi zwolennikami drogich akcji.
Pawle (zresztą Leszku również), zastanów się przez chwilę, proszę: IMO właśnie tematy kontrowersyjne pokazują siłę Twojego (i nie tylko) bloga. To, że być może z czymś się nie zgadzam, nie znaczy, że nie mam szacunku dla pracy włożonej w napisanie tekstu, ani że neguję Twoje podejście do życia. Ale równocześnie blog jest działalnością publiczną, więc chyba spodziewasz się sytuacji, gdy ktoś się z Tobą w czymś nie zgadza? Czy na prawdę oczekujesz tylko wypowiedzi zgodnych z Twoimi przemyśleniami?
Temat kontrowersyjny powoduje, że ludzie reagują i piszą i to w sposób bardziej zdecydowany, niż gdy się z Tobą zgadzają. Może i powinienem pisać pod tekstami, które mi się podobają i które zgadzają się z moimi przekonaniami, że są super i się z Tobą zgadzam, ale wg mnie to niewiele wnosi w temat. Co jednak, gdy tekst mi się podoba ale nie do końca się zgadzam z tezą? Podejmuję dyskusję.
Domyślam się, że niełatwo pisać bloga. A parafrazując Twoją wypowiedź, nie zamykaj się na ludzi, którzy niekoniecznie w pełni się z Tobą zgadzają (w tym ludzi o bardziej konserwatywnym podejściu do finansów), bo i od nich możesz czegoś się nauczyć.
Niestety, zgadzam się z niektórymi przedmówcami, że większość tzw. eye-openers to de facto mlm i sprzedaż własnych produktów, książek, szkoleń itp – nie ma jednej i sprawdzonej metody na wolność finansową, a często taka obietnica idzie wprost lub zawoalowana od sprzedawców marzeń typu Kiyosaki. Gdyby tak było, ilość milionerów równałaby się nakładowi ich książek. Dużo bliżej mi do Dava Ramseya (który również żyje ze sprzedawania pomysłu na finansową niezależność), J.D. Rotha czy Frugal Dad, ale może po prostu reprezentuję inne pokolenie?
W moim czytniku RSS zostają blogi i Pawła i Leszka i Rentiera i parę innych, nawet gdy czasem się nie zgadzam z pomysłami i przemyśleniami autorów ;)
Oho, Paweł włożył kij w mrowisko.
Też nie bardzo rozumiem po co te antagonizmy i dzielenie ludzi na niereformowalnych niewolników na etacie i oświeconych New Rich, albo twardo stąpających po ziemi i sprzedawców marzeń…
Przyznam, że sam nie zawsze zgadzam się z poglądami prezentowanymi tutaj przez Pawła, u Marcina-Rentiera, czy np. w książkach Kiyosakiego. Tym niemniej lubię poznawać światopogląd różny od mojego, więc raczej nie zrezygnuję z lektury i mam nadzieję, że nie zostanę wyprowadzony stąd siłą ;).
Z drugiej strony, nie ma co też wymagać "więcej konkretów" od takich wywiadów, bo chyba nikt ot tak nie będzie zdradzał wszystkich tajemnic swojego sukcesu.
tak sie zastanawiam czy ktokolwiek kiedykolwiek zostal rentierem gdy urodzil sie pod stolem, nie byl w niczym genialny, nie mial wielkiego farta a podwojna moralnosc byla mu bardzo obca…
Ja bym się tylko jeszcze chciał zapytać, gdzie jest Paweł, który zachęcał nas do dyskusji, (zaraz po tym jak nas stad wygonił) a teraz nie chce podjąć tematu. Nie chce być zlośliwy, ale nie podzielam zapału Magdaleny i chyba przejde w pasywny tryb czytelnictwa Twojego bloga.
Hej :-) Mam pilny, niespodziewany wyjazd i nie mam dostępu do komputera, ale wszystkie komentarze czytam na bieżąco na komórce. Wracam jutro po południu, więc wtedy ustosunkuję się do Waszych wypowiedzi. Przepraszam, że musicie czekać na moją reakcję, i dziękuje za liczne komentarze. Zapraszam do dalszej dyskusji :-)
PS. Jutro roześlę maile do osób zainteresowanych udziałem w Karnawale Blogów Finansowych. To ostatnie chwile, by się zapisać. Szczegóły w zakładce KARNAWAŁ, do której link znajduje się u góry strony.
Zgodnie z obietnicą zabieram się za odpowiadanie na komentarze. Jest ich dość dużo, a każdy rzeczowy, więc może mi to troszkę zająć. Proszę zatem o cierpliwość – każdemu odpiszę.
Na początku wielkie dzięki dla Ciebie, Leszku, za próbę przybliżenia innym komentującym realiów z jakimi styka się blogger.
Niestety, na ponad 14 i pół tysiąca odwiedzających miesięcznie Oszczędzanie, co jakiś czas znajdują się osoby, które w jakiś dziwny sposób są przekonane, że piszę tylko do nich i strasznie osobiście traktują moje wypowiedzi.
Poza tym, wysoce irytujące dla mnie jest to, że co niektórzy zapominają o tematyce bloga, którą – zgodnie z tym, co umieściłem w nagłówku strony – oprócz oszczędzania pieniędzy, są także pasywny dochód i finansowa niezależność. Jeżeli kogoś te tematy nie interesują, kłócą się z czyimś światopoglądem, nie są przez kogoś aprobowane lub ktoś uważa, że "w Polsce się nie da", to… po prostu proponuję pomijać je w czytniku RSS, a korzystać z informacji zawartej w innych artykułach. Tak, myślę, będzie po prostu najlepiej.
A teraz pozostałe komentarze :-)
@Vroo:
Co do apologii (w pozytywnym sensie) to się zgodzę – wszak wywiad przeprowadziłem po to, by pokazać, że "w Polsce można". Nie powiem, brzmię w nim mocno entuzjastycznie (na co m.in. zwrócił uwagę Menedżer), ale to jeszcze chyba nie powód, by określać go mianem "podchodzenia do rozmówcy na kolanach".
Co do pytania o konkrety – masz jak najbardziej rację: trzeba to robić. Uważam jednak, że podana przez Ciebie kalkulacja jest, że się tak wyrażę, negatywnie nacechowana. Jeden prosty detal, o którym nie raczyłeś wspomnieć, zmienia ją z niemożliwej, na dość prawdopodobną (oczywiście biorąc pod uwagę czas "życia" produktu informacyjnego, a nie okres miesiąca), choć zapewne mniej dochodową.
"Jakoś nikt z multimilionerów i udziałowców wielkich firm (Gates, Jobs, Kulczyk, Palikot :) nie zaczynał od idei pasywnego dochodu i pomysłu 4 godzin w tygodniu – zaczynali wielogodzinną pracą nad rozwojem swoich firm, teraz po 20-30 latach, gdy firmy działają bez nich – mogą bawić się w filantropię, edukację, politykę czy w inwestowanie w inne biznesy."
Dlaczego tak było? Najlepszą odpowiedź uzyskałbyś u źródła. Ja mogę tylko domniemywać, ale wolę tego – z różnych względów – nie robić.
Ja od Ferrissa załapałem koncepcję automatyzacji i teraz wszystko, co tworzę, projektuję tak, by wymagało jak najmniej mojego udziału. Może nie będę milionerem, jak wymienione przez Ciebie osobistości (nie zależy mi), ale też nie będę siedział w jednej firmie 20-30 lat.
@Kamil:
Do czego miałem się, poza wymienionym fragmentem, ustosunkować? Do Twojego subiektywnego zdania o wyglądzie oferty reklamowej kursu Sebastiana? Do Twoich uwag nt. szaty graficznej Osiągacza? Samego kursu – w przeciwieństwie do Ciebie - nie będę komentował, bo go nie ukończyłem.
Co do tego, że posiadasz "pokaźny fundusz awaryjny"… Kamilu… serio… co mnie obchodzi czy i ile masz pieniędzy oraz na jakich zgromadziłeś je funduszach? I skąd w ogóle miałbym mieć o nich pojęcie?
Moja odpowiedź dotyczyła *wyłącznie* Twojej opinii nt. rady Sebastiana. Jeżeli ta "złota rada" to dla Ciebie oczywistość, to spoko, ale – o czym wspominałem wcześniej – jesteś jedną z ponad czternastu tysięcy osób, zaglądających co miesiąc na tego bloga i to, co dla Ciebie jest oczywistością, nie koniecznie musi być dla nowych Czytelników.
@Adam:
Może faktycznie deprecjonuję trochę inne podejścia do MOJEGO życia. Nie oznacza to jednak, że kogokolwiek krytykuję za JEGO podejście. Również, nie oznacza to, że muszę się (i vice versa) tłumaczyć czy cokolwiek udowadniać w tym zakresie. Żyj i pozwól żyć.
"Zarzucanie innym, że skoro nieodpowiada im takie podejście jak kilku Twoich guru to są malkontentami wydaje się być nie na miejscu, a wypraszanie ludzi, którzy się z Tobą nie zgadzają z bloga jest wręcz niesmaczne."
To nie do końca tak miało brzmieć. Jeżeli tak to odebrałeś (lub ktokolwiek inny), to przepraszam. Chciałem po prostu postawić sprawę jasno: mój blog nie jest skierowany do każdego, kto na niego trafia. Tym bardziej, nie jest skierowany do pojedynczych osób. Wielu ludzi o tym zapomina, co prowadzi do coraz bardziej męczących sytuacji, w których co kilka wpisów muszę kolejnemu Czytelnikowi na nowo tłumaczyć swoje poglądy, przypominać, że nie musi korzystać z wszystkich przedstawionych porad lub przypominać, że Kiyosakiego czy Ferrissa nie trzeba traktować jak Biblii, tylko można wybrać sobie najlepsze informacje dla siebie, a resztę olać.
"Ja czasem się z Tobą zgadzam, czasem mam własną opinię mniej lub bardziej odmienną od Twojej, a wydaje mi się, że komentarze pod blogiem mają właśnie służyć wymianie poglądów i idei, i – nie deprecjonując wartości Twoich przemyśleń – wnoszą dużo do bloga jako takiego."
I chwała Ci za takie podejście. Dokładnie tak sobie wyobrażam prowadzenie oraz uczestnictwo w społeczności skupionej wokół Oszczędzania i Wszystkich do tego serdecznie zachęcam :-)
@WhiteLightning:
Przecież po to przeprowadziłem wywiad z niezależnym finansowo Polakiem, by pokazać, że w naszych realiach też można to osiągnąć ;-)
@Magdalaena:
"Zawsze miałam wrażenie, że Ci ludzie popełnili jakiś błąd wybierając studia albo na początku kariery zawodowej. Niby studia rozwijają też abstrakcyjne umiejętności myślenia, uczenia się itp., ale o ileż sensowniej byłoby zdobyć na uniwerku podstawy konkretnej wiedzy, która przyda się do pracy?"
Pewnie, że by było, ale teoria teorią, a praktyka praktyką. Niestety ja nie zajmuję się gdybaniem oraz nie odpowiadam za decyzje czy błędy innych ludzi. Ze swojego doświadczenia napiszę, że ze studiami u mnie było tak, że zaczynałem na Wychowaniu Technicznym, które zostało w czasie ich trwania skonwertowane na Edukację Techniczno-Informatyczną. Niestety, na moim wydziale nie udało się zorganizować kadry do stworzenia magisterskiego ETI, zatem zamiast tego, kończyłem Inżynierię Środowiska, po której – z racji robienia jej na uniwersytecie, a nie politechnice – nie mam tytułu inżynierskiego. Sama widzisz… poszedłem na jedno, zrobiłem licencjat, magistra mam z czego innego, a inżyniera mi obcięli (poprzednie lata po Uni miały "inż."). Cóż napisać? Życie…
"Ale z tego co wiem, oni nie szukali pomysłu na niezależność finansową. Oni harowali po kilkanaście godzin dziennie, robili to co kochali i byli w tym dobrzy."
Zgoda, choć pomijasz ważny fakt. Oni faktycznie harowali po kilkanaście godzin dziennie, robili to, co kochali i byli w tym dobrze, ale… to były przecież *ich biznesy*. Oni pracowali *na siebie*, a nie na innych. Chcieli odnieść szeroko pojęty sukces, a niezależność finansowa była weń wliczona, choć nie była celem samym w sobie.
"Zdecyduj się – albo uważasz, że ludzie pracujący na etacie mają inne priorytety (wolą bezpieczeństwo od potencjalnie wyższych, ale niepewnych dochodów, chcą robić to co kochają, chcą mieć określone godziny pracy) niż Ty – albo uważasz, że to idioci, którzy pracują dla kogoś i boją się zrealizować swoje marzenia."
Magdalaeno, dla jasności: nigdy pracującej na etacie osoby nie uznałem z tego powodu za idiotę. Nigdy. Wyznaję zasadę "żyj i pozwól żyć". Szanuję cudzą pracę. Jeżeli kogoś w jakikolwiek sposób uraziły moje odpowiedzi, przepraszam.
Co do konkretów… Tak naprawdę to nie wiem, jak miałbym Ci w skrócie wyjaśnić mój stosunek do pracy na etacie. Jest to bardziej filozofia, niż "trzy zdania". Postaram się niedługo napisać o tym wpis, to będziemy mogli podyskutować, zamiast wymieniać onelinery.
"I jeśli powołujesz się na Kiyosakiego, to automatycznie wskazujesz drugi pogląd."
To po co pytasz, skoro wiesz lepiej? Ech…
"A ja jednak nadal będę komentować pod Twoim blogiem i innymi dotyczącymi wolności finansowej, chociażby po to, żeby zaprotestować przeciwko takim absurdalnym generalizacjom."
Nikogo nie "wyganiam" z bloga i zawsze doceniam konstruktywną dyskusję. Zwróć jednak, proszę, uwagę na to, co napisałem Adamowi. IMHO dzięki temu lepiej będziemy się rozumieć.
@MAS:
"Poza tym było też sporo komentarzy mówiących o samym kursie Sebastiana, czy stronie na której ten kurs można zamówić – to nie jest bynajmniej malkontenctwo, tylko zwykła rzeczowa krytyka!"
Po pierwsze: wywiad powstał po to, by uciąć malkontenctwo, które pojawiało się na Oszczędzaniu wcześniej. Niestety, na tym polu poniosłem porażkę ;-)
Po drugie: wypowiadanie się o kursie, którego się nie ukończyło, uważam za niewłaściwe, nieobiektywne i – w zasadzie – zbędne.
Po trzecie: myślą przewodnią wywiadu nie był dizajn stron ofertowych kursów Sebastiana, ale pokazanie, że w Polsce można osiągnąć niezależność finansową ;-)
I po czwarte: jakoś nikt nie zauważył, że facet jest finansowo niezależny pomimo tego, że jego strony wyglądają, jak wyglądają ;-)
@Ksob:
"Z drugiej strony, nie ma co też wymagać “więcej konkretów” od takich wywiadów, bo chyba nikt ot tak nie będzie zdradzał wszystkich tajemnic swojego sukcesu."
Dokładnie! Poza tym, czasem "tajemnice" to pojęcie mocno względne. Dla Kamila solidny fundusz awaryjny to żadna nowość, ale komuś może ta prosta rada otworzyć oczy na pewne sprawy.
Poza tym, w wywiadzie Sebastian dokładnie podał nazwę modelu biznesowego, z którego korzysta. Nikt na to nie zwrócił uwagi w komentarzach, więc mamy rozumieć, że Oszczędzanie czytają sami spece od e-szkoleń? ;-)
@Zwiedzający:
Myślę, że dobrym przykładem byliby tutaj Henry Ford, Andrew Carnegie oraz Napoleon Hill.
napoleona hilla wypromowal carnegie ktory wraz z fordem to ojcowie wyzysku i radykalni przeciwnicy zwiazkow zawodowych ktorym niedaleko do panow o "podwojnej moralnosci", chybione przyklady
Pawle, najpierw cytat:
"@Kamil:
Do czego miałem się, poza wymienionym fragmentem, ustosunkować? "
skoro nie miałeś się do czego ustosunkować, to po co wrzucałeś mój komentarz dodając jakiś dziwny, niezwiązany z tematem przypis? naciągasz fakty, pomijasz kwestie, które są dla Ciebie niewygodne (np. Palikot, niedawno był z nim fajny wywiad gdzie opisał początki swojego biznesu, nie mówiąc o innych wymienionych, na których temat można znaleźć mnóstwo informacji) ale już nawet w to nie wnikam. Może i mam uprzedzenie do takich ludzi, bo miałem okazje zobaczyc jak takie szkolenia podobne tematycznie do tego co oferuje Sebstian działają od środka, jak zapowiada się ludziom, że dowiedzą się jak zostać bogatym itd. i może faktycznie nie mam prawa oceniać tego czego nie widziałem, ale przed skorzystaniem z tego odstrasza mnie już sama szata graficzna.
Parafrazując Twoje słowa, nie obchodzi mnie 14 tysięcy Twoich czytelników, chcesz ich karmić tym co piszesz, prosze bardzo, ale powinieneś spojrzeć na sprawę bardziej obiektywnie. W każdym bądź razie życze powodzenia w osiągnięciu własnych celów i obiecuje więcej nie zaśmiecać Twojego bloga swoim komentarzem. Nie ma to najmniejszego sensu.
@Zwiedzający:
Widzę, że poszukujesz czystych jak łza, automatycznych milionerów o nieskazitelnej moralności. Takich chyba nie ma i nie było – każdy człowiek operuje przecież w moralnej szarej strefie. Mi te przykłady by pasowały… poza tym między wyzyskiem a zarządzaniem jest cienka granica. Ty ujmiesz się za pracownikami, a ktoś inny zwróci uwagę na wspaniałą organizację pracy (np. produkcja taśmowa Forda).
@Kamil:
"skoro nie miałeś się do czego ustosunkować, to po co wrzucałeś mój komentarz dodając jakiś dziwny, niezwiązany z tematem przypis?"
Po co? Żeby zadość uczynić Twojej wypowiedzi, w której masz o to pretensje… nie ustosunkowuję się do czegoś – źle. Tłumaczę, dlaczego tak zrobiłem – też źle. O co Ci chodzi?
"naciągasz fakty, pomijasz kwestie, które są dla Ciebie niewygodne (np. Palikot, niedawno był z nim fajny wywiad gdzie opisał początki swojego biznesu, nie mówiąc o innych wymienionych, na których temat można znaleźć mnóstwo informacji) ale już nawet w to nie wnikam."
Słuchaj, nie lubię Palikota. Nie interesuję mnie wywiady z tym człowiekiem. Jeżeli jesteś jego "fanem", to spoko – nic mi do tego. Po wywiadzie u Moniki Olejnik ws. ustawy hazardowej odniosłem wrażenie, że nie ma pojęcia, o czym mówi, przez co zniechęciłem się do niego jeszcze bardziej.
A skoro publicznie twierdzisz, że naciągam fakty, to wypadałoby być konkretniejszym, bo póki co podnosisz tylko larum.
"Może i mam uprzedzenie do takich ludzi, bo miałem okazje zobaczyć jak takie szkolenia podobne tematycznie do tego co oferuje Sebstian działają od środka, jak zapowiada się ludziom, że dowiedzą się jak zostać bogatym itd. i może faktycznie nie mam prawa oceniać tego czego nie widziałem, ale przed skorzystaniem z tego odstrasza mnie już sama szata graficzna."
Spoko, szanuję Twoje przekonania. Zapominasz jednak, że to nie blog o copywritingu i webdesignie, a o oszczędzaniu. Nie mam obowiązku odnosić się do offtopu, tym bardziej że dotyczy on Twojego subiektywnego wrażenia, a nie konkretów.
Co do szkoleń… też byłem na kilku. Wyciągnąłem z nich to, co było dla mnie przydatne, a resztę olałem.
"Parafrazując Twoje słowa, nie obchodzi mnie 14 tysięcy Twoich czytelników, chcesz ich karmić tym co piszesz, proszę bardzo"
A mnie moi Czytelnicy obchodzą – w końcu nie piszę tego bloga dla siebie.
"ale powinieneś spojrzeć na sprawę bardziej obiektywnie."
Czyli jak? Tak jak Ty na to spoglądasz? Zapominasz chyba, że Oszczędzanie to blog. Nie telewizja publiczna, nie Gazeta Wyborcza, nie Wprost, nie TVN 24. BLOG. Tutaj wyrażam swoje prywatne opinie i jeżeli jestem dla Ciebie "naciągaczem faktów" to mnie po prostu nie czytaj.
"W każdym bądź razie życzę powodzenia w osiągnięciu własnych celów i obiecuje więcej nie zaśmiecać Twojego bloga swoim komentarzem. Nie ma to najmniejszego sensu."
OK. Zatem, Kamilu, dziękuję Ci za dotychczasową lekturę i komentarze oraz również życzę realizacji własnych celów.
przesuniecie ukladu odniesienia na plaszczyzne wszechobecnego intensywnego zepsucia nie jest fortunnym posunieciem;
miedzy permanentnym wyzyskiem wykorzystujacym sytuacje ekonomiczna/zyciowa czlowieka a np oddawaniem pieniedzy z poslizgami kilkudniowymi jest gruba roznica w kalibrze przewinienia – argumentacja przez ciebie uzyta jest koronnym "przykladem" karierowiczow, znam to z autopsji i za kazdym razem trudno jakkolwiek wytlumaczyc to wzgorze ignorancji oparte na dewizie "kradziez to kradziez… niewazne czy szpilka z fabryki czy auto z pod czyjegos domu" to tak jak porownac zabicie mrowki do czlowieka
p.s tzw efektywne zarzadzanie to (poza wydajna synchronizacja) zwykle obdzieranie z godnosci/radosci/zadowolenia/wrazliwosci drugiego czlowieka, warto sobie uswiadomic ze najlatwiej stracic kontrole przy progresywnym "mikroucisku", z jednej jak i z drugiej strony, w kazdym badz razie ci panowie moimi benchmarkami nie sa i nie beda
zwiedzajacy, na pewno spodoba Ci się Mark Victor Hansen. Milioner, autor serii Chicken Soup for the Soul, zagorzały chrześcijanin wyznający zasady etycznego biznesu, filantrop i mówca motywacyjny. Przeczytaj sobie jego książkę (współautor Robert Allen) "Cracking the Millionaire Code" ("Złam kod milionerów" po polsku). W niej wykłada zasady tzw. "światłego milionera".
"Po drugie: wypowiadanie się o kursie, którego się nie ukończyło, uważam za niewłaściwe, nieobiektywne i – w zasadzie – zbędne."
Ja z kursów Sebastiana obejrzałem (po tym wywiadzie, gdyż wcześniej o tym człowieku w ogóle nie słyszałem) tyle ile sie dało za darmo (czyli kilka filmików, jakąś przykładową lekcję) . Za dalsze lekcje nie mam zamiaru płacić, bo wszystko co było w darmowych próbkach mogę znaleźć za darmo choćby na blogach:)
"Po trzecie: myślą przewodnią wywiadu nie był dizajn stron ofertowych kursów Sebastiana, ale pokazanie, że w Polsce można osiągnąć niezależność finansową ;-)
I po czwarte: jakoś nikt nie zauważył, że facet jest finansowo niezależny pomimo tego, że jego strony wyglądają, jak wyglądają ;-)"
Nie wiem jak to jest z Sebastianem, ale niezależność (finansowa) niezależności (finansowej) nie równa. Można mieć milion PLN i z niego czerpać zarobek w postaci odsetek z bezpiecznych inwestycji (1), można mieć nieruchomości i otrzymywać zyski z wynajmu (2), można też mieć kilka kursów on-line, blogów itp. i z tego czerpać miesięczny zysk (który powiedzmy pokrywa bieżące wydatki i pozwala odłożyć troche kasy jak na tak sobie płatnym etacie) (3).
O ile 2 pierwsze przykłady pracują same na siebie, to w przypadku trzeciego trzeba jednak trochę pracować nadal, bo nasycenie rynku nie pozwoli Ci sprzedać tego samego kursu, notki na blogu, e-booka czy czego tam jeszcze nieskończoną ilość razy (i co ważne – regularnie) i prędzej czy później niezadbane źródełko pieniędzy wysycha. Co nie znaczy, że nie można dojść do stanu posiadania z mojego przykładu (1) lub (2) za pomocą tworzenia stron, blogów itd. Ale bądźmy szczerzy – ilu osobom uda się stworzyć portal czy blog, który będzie ogólnopolskim hitem (jak nie przymierzając nasza-klasa)?
I tyle – ja pisałem, że wolę dobrze płatny (i co ważne – bezpieczny!) etat i za jego pomocą mam nadzieję dojść niedługo do pieniędzy, które pozwolą mi żyć z odsetek. Stronę czy bloga moge sobie co najwyżej zrobić dodatkowo. Jak wspominałem wyżej – mamy zbieżny cel, choć inne predyspozycje i oczekiwania, więc naprawdę nie ma o co rozbijać kopii:)
I na koniec a'propos kursów – w cyklu "oszczędzanie" możesz następnym razem dopisać "nie wydawaj pieniędzy na kursy, o których nic nie wiesz i na informacje z których możesz znaleźć w internecie za darmo";-)
Pozdrawiam.
Zawsze mnie zastanawia dlaczego ludzie uważają etat za bezpieczny. Przecież każdego dnia możesz dostać wymówienie. Co to za bezpieczeństwo? Jeszcze gorzej niż we własnym biznesie, bo we własnym biznesie chociaż wiesz co się dzieje i możesz reagować.
Ja chciałem dodać tutaj parę słów o bezpieczeństwie w kontekście, że dla kogoś bezpieczny jest etat. Ja się z tym zgadzam, tak może być, ale to wszystko zależy od wielu rzeczy. Przede wszystkim od tego, jak ktoś definiuje bezpieczeństwo. Przykładowo – osoba na etacie wie, że jej zadaniem jest wykonanie jakiegoś odcinka pracy i w zamian za rzetelne jej wykonanie ma słuszne prawo oczekiwać, że nie zostanie zwolniona, a nawet ma prawo liczyć na jakiś progres w wypłacie. Taka osoba nie musi się niczym przejmować, oprócz swojego zestawu zadań i dla pewnej liczby osób to własnie będzie bezpieczeństwo.
Inna osoba (na przykład często zwalniana z takich, czy innych powodów), może za bezpieczeństwo uważać swoją własną firmę, mimo wielu ryzyk, jakie bezpośrednio na niej spoczywają – bo przecież szef / własciciel ma w swoich rękach znaczną cześć losów swojej firmy. I dla tej osoby większy zakres zadań, większa odpowiedzialność może symbolizować bezpieczeństwo.
Rozwiązania są różne i ja byłbym daleki od bezmyślnego powtarzania za autorami książek, że inwestycje lub własna firma to zawsze bezpieczeństwo, a etat to już na pewno bezpieczeństwo nie jest. Wszystko jest względne i co najważniejsze – każdy z Nas jest inny. Nie każdy będzie dobrym szefem, nie każdy będzie dobrym inwestorem, nie każdy będzie dobrym pracownikiem etatowym.
Dlaczego etat jest bezpieczny? Ależ to oczywiste – bo nie ryzykujesz swojego kapitału! A nawet w przypadku wymówienia masz 3 miesiące na znalezienie kolejnej pracy.
PS. Są jeszcze oczywiście inne gratyfikacje jak zapewniane i opłacane przez pracodawcę szkolenia, studia itp.
W przypadku wymówienia masz 3 miesiące na znalezienie pracy (lub mniej, jeśli masz krótki staż) + kilka miesięcy fundowane z funduszu awaryjnego. Zalety etatu można jeszcze trochę powymieniać…
… ale czy jest sens porównywać bezpieczeństwo etatu, z bezpieczeństwem własnego biznesu i jeszcze z bezpieczeństwem "wolności" finansowej. To są sprawy jakościowo różne i nieporównywalne, zwłaszcza jeżeli dodać do tego różne indywidualne oczekiwania i definicje terminu "bezpieczeństwo".
Dlatego, Marcin, możesz mnie przekonywać, że etat "to nie to", a ja Ciebie mogę przekonywać, że etat daje mi poczucie bezpieczeństwa… i nie zrozumiemy się kompletnie. Zupełnie inaczej definiujemy wartości, którymi się kierujemy, ale nie rozpoczynajmy z tego powodu krucjaty nawracania kogoś na dany styl myślenia ;)
Hehe w porządku, po prostu wg mnie nic nie jest bardzo bezpieczne oprócz samej niezależności finansowej. Głupie jest zarówno pisanie, że etat jest bezpieczny jak i pisanie, że biznes jest bezpieczny. Wszystko, co się robi, wiąże się z jakimś ryzykiem.
@Marcin – Nie ma pewnej na 100 % niezależności finansowej. Zawsze może wybuchnąć wojna, waluta się zdewaluuje, banki z lokatami zostaną znacjonalizowane, wynajmowane budynki zniszczy trzęsienie ziemi.
To tylko kwestia zwykłego kalkulowania ryzyka.
dzieki Marcin za info, a kolezanka wyzej ma racje, najlepiej sie o tym przekonali angielscy klienci islandzkich zbankrutowanych bankow z "gwarancjami" rzadowymi ktore zostaly ostatnio poddane referendum w ktorym wiekszosc islandczykow opowiedziala sie za niezwracaniem funduszy angielskim klientom, lol
Nie klientom, tylko rządom :). Klienci dostali już zwrot od rządów swoich państw, no i teraz to te rządy domagają się zwrotu od Islandii tego, co wyłożyły.
No ale fakt faktem, jak płaci państwo, to płacą wszyscy…
@MAS: "Jak wspominałem wyżej – mamy zbieżny cel, choć inne predyspozycje i oczekiwania, więc naprawdę nie ma o co rozbijać kopii:)"
Racja.
"I na koniec a’propos kursów – w cyklu “oszczędzanie” możesz następnym razem dopisać “nie wydawaj pieniędzy na kursy, o których nic nie wiesz i na informacje z których możesz znaleźć w internecie za darmo” ;-)"
Hehe :-)
@Leszek Maruszczyk: "Przede wszystkim od tego, jak ktoś definiuje bezpieczeństwo."
Słuszna uwaga.
"Wszystko jest względne i co najważniejsze – każdy z Nas jest inny. Nie każdy będzie dobrym szefem, nie każdy będzie dobrym inwestorem, nie każdy będzie dobrym pracownikiem etatowym."
Każdy z nas jest inny – to prawda – ale tu mam nieco inne podejście. Uważam, że szefowanie, inwestowanie, czy fach itp. to umiejętności nabyte. Nikt nie rodzi się super szefem czy super inwestorem, ale pozyskuje te umiejętności ucząc się, zdobywając praktyczne doświadczenie i obserwując innych. Chcę przez to powiedzieć, że szefowania, inwestowania, zarządzania, zarabiania itp. można się NAUCZYĆ – wystarczy tylko na prawdę tego chcieć.
@Marcin: "Wszystko, co się robi, wiąże się z jakimś ryzykiem."
W tym świetle, za "bezpieczne" określiłbym coś, nad czym mam jak największa kontrolę. Jaką kontrolę mamy nad etatem wykonywanym dla kogoś? IMHO niewielką lub wręcz żadną. Jaką kontrolę mamy nad własnym biznesem? Pełną.
Pawle, każdy z Nas oczywiście może nauczyć się czegokolwiek, także szefowania, a mimo to nie każdy będzie dobrym szefem (dodatkowo pojęcie "dobry szef" jest względne).
Podam Ci przykład trochę inny niż szefowanie, że można się czegoś nauczyć, a mimo to nie będzie się rzeczy wykonywać odpowiednio. Weźmy inwestowanie w nieruchomości na wynajem – tego także można się nauczyć, są książki, kursy lepsze i gorsze, wreszcie jest całkiem sporo ludzi, którzy są praktykami tego biznesu. Tak więc nie podlega żadnej wątpliwości, iż można się tego nauczyć.
Ale nie można jeszcze pominąć predyspozycji poszczególnych osób. Jeśli ktoś się wścieka na każdą rysę na meblach, to nigdy nie będzie dobrym właścicielem wynajmowanego mieszkania, co gorsza brnięcie dalej w taki biznes może tej osobie przysporzyć kłopotów, na przykład zdrowotnych. I przede wszystkim sprawę predyspozycji miałem na myśli.
Dla większego skomplikowania powyższego przykładu podam, że ktoś może być z natury spokojny, a dopiero przy biznesie nieruchomościowym może wpadać w zdenerwowanie – z powodów na przykład takich jak powyżej.
Przykład z mojego życia:
Pisanie bloga też wymaga pewnych predyspozycji, jak chociażby systematyczności. I ja ogólnie w życiu zbyt systematyczny nie jestem, ale w pisaniu bloga już jakoś lepiej mi to idzie.
Hej!
Paweł, widzę, że odebrałeś bardzo prywatnie moją opinię, że wywiad jest słaby. Niesłusznie. Nie chciałam Cię obrazić, tylko zwrócić uwagę na to, co zawiodło:
- brak konkretów,
- ogólnikowe pytania, brak uszczegółowień, dopytań,
- brak krytycznej postawy,
- zbaczanie z tematu bloga.
Zresztą te opinie przejawiają się też w wypowiedziach innych osób. Chciałabym, żeby teksty tutaj pisane były po prostu coraz lepsze, bo wolę poświęcać mój czas na dobrą lekturę, a temat bloga mi się podoba.
Raczej nie opublikuję u Ciebie żadnego wywiadu, bo się na tym nie znam, ale kto wie, może Ty zrobisz kiedyś wywiad ze mną :-)))
pozdro.
Pingback: Forum Oszczędzania Pieniędzy | Porady finansowe
Odniosę się do dwóch spraw.
Po pierwsze – nie dziwię się, że informacja o tym, że są w Polsce ludzie zarabiający setki tysięcy zł miesięcznie na ebookach budzi niedowierzanie. Też było mi ciężko uwierzyć dopóki nie zobaczyłem na własne oczy. Właściciele tych stron nie uczą innych marketingu i się z tym nie afiszują, w związku z czym nie podam nawet adresów tych stron, tylko nisze, w których operują: np.: odchudzanie, uwodzenie.
Sprawa druga: oczywiście, że tworzenie produktów informacyjnych NIE JEST dla każdego i nigdy nie twierdziłem, że każdy powinien natychmiast to robić. To jest tylko dla takich, którzy mają pasję i chcą się nią dzielić w sieci.
Nie zgadzam się z poglądem, że informacje zawarte w kursach są dostępne za darmo. Gdyby tak było – ich uczestnicy nigdy nie przedłużyliby kursu po pierwszym miesiącu. Jak ktoś dalej nie wierzy, to polecam znalezienie za darmo informacji, jak wdrożyć w Polsce kurs w modelu Fixed Term Membership Site (to jest tylko w pigułce w darmowych materiałach promujących Dochód z pasji 2.0 i w szczegółach w samym kursie).