Dziś kolejny wpis gościnny. Autorem poniższego tekstu jest Michał Ksiądzyna, który nie tylko prowadzi bloga Top Menedżer, ale także… kilka firm. Jego głównymi zainteresowaniami są zarządzanie oraz prowadzenie biznesu, ale również ciekawie wypowiada się na tematy takie, jak socjologia czy filozofia. Michał ma także własne spojrzenie na milion oraz drogę do jego zdobycia, o czym możecie poczytać na Jego blogu.
Każdy z nas (odwiedzających tego bloga), chce oszczędzać, aby więcej pozostało mu w kieszeni. Domyślam się, że celem jest odkładanie coraz to większych kwot, aby w końcu nasz kapitał sam zarabiał na siebie i w dodatku na nas. Ten artykuł nie traktuje o tym, jak oszczędzać – traktuje o tym, jak w ogóle nie wydawać pieniędzy, a mimo tego cieszyć się życiem do jakiego przywykliśmy.
Zacznijmy od samego pomysłu na ograniczenie wydatków. Paweł doradza jak wydawać mniej, jak kupować taniej, jak oszczędzać. To jest jeden sposób. Drugi polega na tym, żeby otrzymywać to, na co zwykle wydajemy pieniądze, nie wydając ich. Brzmi jak magiczna sztuczka? Zapewniam Cię, że to żaden trick i nie ma nic za darmo.
Nie powiem Wam jak macie nie płacić za to za co zwykle płacicie. Powiem Wam jak ja to robię i jakie mam z tego korzyści – jeśli jesteście sprytni, sami znajdziecie najbardziej odpowiedni dla Was sposób.
Zacznę od tego, co robię. Poza działalnością typowo biznesową, prowadzę bloga (zapraszam na www.topmenedzer.pl). Ponieważ odwiedza go całkiem sporo osób, jestem przez niektórych postrzegany jako tak zwany trend setter – to znaczy, że jeśli napiszę, że produkt X jest be, to osoby, które ufają moim sądom, nigdy z tego produktu nie będą chciały skorzystać. Z drugiej strony jak napiszę, że produkt Y jest przydatny, to oprócz oczywistej reklamy, grupa która mi ufa, będzie bardziej skłonna skorzystać z produktu Y. Wiecie już do czego zmierzam?
Co może zrobić firma, która chce zwiększyć sprzedaż swoich usług/produktów? Może dogadać się ze mną odnośnie reklamy – ale to jest problem, potrzebne są faktury, ujęcie tego w budżecie, rozmowy, ustalenia itd. Generalnie firmy niechętnie się w to angażują – małe nie mają na to pieniędzy, duże – czasu. Jednak mogą przecież całkiem przypadkiem podesłać mi swój produkt na próbę – jak mi się spodoba, z wdzięczności opiszę swoje doświadczenia z nim związane. Czasami można firmie zasugerować takie rozwiązanie.
Takim oto sposobem nawiązałem współpracę z pewnym wydawnictwem oferującym książki biznesowe, które podesłało mi kilka pozycji (nie e-booki, prawdziwe, papierowe książki), a ja miałem napisać tylko recenzje. Książki oczywiście stały się moją własnością. Mogłem wybrać pozycje, więc nie czytałem nic na siłę.
W podobnym barterze, który mnie niewiele kosztuje otrzymałem też 2 noclegi w prestiżowym hotelu w wybranym mieście w Polsce – wybrałem Zakopane i niebawem się tam wybieram na weekend razem z dziewczyną. Koszt? Tylko transport i atrakcje na miejscu (chociaż np. basen w hotelu jest w cenie).
W podobny sposób współpracuję też z kilkoma innymi firmami (z niektórymi od czasu do czasu, z innymi stale) i mówiąc krótko – korzystam z życia, a niewiele mnie to kosztuje, bo bloga prowadziłbym tak czy inaczej. Ba, jeszcze zarabiam na nim twarde pieniądze i to coraz więcej.
Co jest kluczem? Trzeba być w centrum uwagi. W tym miejscu Ty mówisz, wszyscy inni słuchają. Wszyscy na tym korzystają, ale Ty, jeśli jesteś sprytny – najwięcej. Mawiają, że trzeba tak robić, żeby zarobić a przy tym się nie narobić. Ja mówię – trzeba tak kombinować, żeby za wiele nie wydawać. Wtedy nie musisz się tak gimnastykować przy zarabianiu, a w portfelu i tak sporo Ci zostaje.
Jeśli nie podoba Ci się ta idea – śmiało wydawaj wszystko co zarobisz, a nawet więcej. Tak jest w końcu łatwiej. Jeśli jednak pomysł Ci się podoba – zacznij główkować, co możesz mieć za darmo, lub niewielkim wysiłkiem. Okazji naokoło jest o wiele więcej niż Ci się wydaje. Trzeba tylko po nie sięgnąć.
Jeżeli zainteresował Cię tekst Michała, zajrzyj na Jego bloga – szczerze polecam.
Zobacz też:|
|
Podobał Ci się wpis? To już teraz zasubskrybuj kanał RSS! |


{ 18 odpowiedzi… przeczytaj lub dodaj własny }
przepraszam bardzo, ale widzę tu jakieś braki w wykorzystywaniu okazji tego cudownego sposobu na życie. przecież szanowny autor mógłby napisać, że BP ma najlepsze paliwo w zamian za darmowe tankowanie w drodze do tego darmowego hotelu, nie mówiąc już o tym, że markę swojego auta także mógłby promować w zamian za darmowe serwisowanie i jazdy próbne najnowszymi modelami. wow! a ja głupi kupiłem laptopa na raty…
@grapkulec – gdybym zaczął prowadzić bloga o samochodach i motoryzacji oraz odpowiednio go wypromował – kto wie, może nawet dostałbym samochód i zapas paliwa. To zresztą tylko jeden ze sposobów. Artykuł ma zainspirować do zadania sobie pytania: za co płacę, a mógłbym mieć to za darmo. Każdy z nas ma odmienny zestaw szans do wykorzystania, trzeba tylko je widzieć. A jeszcze lepiej – nauczyć się tak kształtować otoczenie, żeby szanse same się pojawiały.
Nie pisałem tu o wszystkich 'perkach', które są w moim zasięgu. Podliczając wszystko, udaje mi się spokojnie nie wydawać od kilkuset do tysiąca złotych miesięcznie. Biorąc to pod uwagę mogę albo żyć za więcej niż zarabiam i nie popadać w długi, albo zostawiać sobie jakąś sumkę co miesiąc w portfelu.
Powiem więcej – to co muszę zrobić, żeby otrzymać coś za darmo jest łatwiejsze i mniej czasochłonne niż zebranie sumy pieniędzy, która by to równoważyła.
Dla mnie takie postępowanie jest nie do końca fair wobec czytelników. Zawsze uważałem blogosferę za ostoję obiektywizmu i niezależności. W końcu pisząc coś – trzeba wziąć za to odpowiedzialność. Pisanie tekstów reklamowych w zamian za jakieś profity to jakaś forma sprzedania się. A jeśli do tego notki nie są oznaczone jako artykuły sponsorowane, to jest to już zupełnie NIE DO PRZYJĘCIA.
Mnie taka praktyka kojarzy się z korupcją – brak jasnej umowy, wzajemne subtelne oddziaływania, brak daniny na rzecz Państwa. Oczywiście Ty nie jesteś urzędnikiem państwowym, więc korupcja sensu stricto jest niemożliwa, ale …
Nie czytam Twojego bloga, ale uważam, że w tej sytuacji powinieneś informować czytelników o powiązaniach ze zleceniodawcami, bo to podważa Twój obiektywizm. Ja czytam blogi właśnie po to, żeby zapoznać się z poglądami konkretnych osób, a nie reklamą.
"Każdy z nas (odwiedzających tego bloga), chce oszczędzać, aby więcej pozostało mu w kieszeni. Domyślam się, że celem jest odkładanie coraz to większych kwot, aby w końcu nasz kapitał sam zarabiał na siebie i w dodatku na nas."
U mnie nie. Ja oszczędzam , bo moja pensja nie wystarcza na wszystkie rzeczy i usługi , które chciałabym kupić. I mam wrażenie, że jest to raczej typowa sytuacja.
@Menedżer
a prowadzisz bloga o hotelach i książkach? bo z tego co widzę to raczej są to artykuły i wpisy obracające się wokół motywacyjno-managerskich spraw (spojrzałem pobieżnie więc wybacz uproszczenie). rozumiem hotele jako miejsce wykorzystywane do motywacji pracowników poprzez zjazdy integracyjne, ale "promocja hoteli accor" ma się nijak to tego tematu. fakt faktem, jest to otagowane jako artykuł sponsorowany, ale jednak – jak to było w dowcipie – "lekki niesmak pozostał".
nie zrozum mnie źle, to nie jest atak personalny czy próba wykazania, że twój blog nie tak powinien wyglądać. twój blog, twoje prawo pisać o czym chcesz i zgadzam się, że jeśli uda się zdobyć taki traffic, że firmie opłaca się zapłacić ci za reklamę to trzeba z tego korzystać. mnie osobiście coś takiego nie odpowiada bo za kasę lub podarki to pracuję zawodowo, na pisaniu bloga lub innym hobby zarabiać nie muszę. nawet bym chyba nie chciał bo mogło by się okazać, że z hobby się zrobi druga praca.
Nie zgadzam się z wpisem. Również bardzo nie lubię artykułów sponsorowanych na blogu i jako czytelnik i jako autor. Dla mnie jako czytelnika autor bloga traci wtedy wiarygodność, obojętnie czy jest to otagowane "artykuł sponsorowany" czy nie. Blogi mają takie założenie, że są obiektywne i każde nieetyczne wykorzystanie autorytetu za pieniądze (czyli np. recenzja czegoś, z czego nie skorzystaliśmy, co oceniamy gorzej itd.) jest nie ok.
Ja bym spojrzał na temat "oszczędzania przez niewydawanie" z innej strony – w każdym miesiącu kupujemy wiele rzeczy, z których bez problemu moglibyśmy zrezygnować. Gdyby tak wyeliminować chociaż część tych rzeczy (które nie mają absolutnie żadnego wpływu na styl życia), można by odłożyć sporą sumę.
@corner: przecież na blogosferze właśnie chodzi o to, że ona jest subiektywna! Pisanie recenzji w zamian za udostępnienie produktu do recenzji to też sprzedanie się?
No dobrze: subiektywna, ale niezależna. Pisanie recenzji w zamian za udostępnienie produktu nie jest niczym zdrożnym. Ale pisanie recenzji w zamian za produkt rodzi już poważne wątpliwości.
Moim zdaniem kolega Michał, ma głowę na karku i potrafi logicznie wykorzystać swoje hobby, i bardzo dobrze, że ma z tego coś extra. Madziu, jestem przeciwnikiem państwa fiskalnego, od wszystkiego skarbówka kradnie ludziom pieniądze, więc dobrze się dzieje, że ktoś potrafi to obejść. Nie dość, że łupią nas jak popadnie poprzez podatek dochodowy, który jest niezdrowy i dyskryminujący (czemu ktoś komu się udało ma płacić więcej na utrzymanie bandy nierobów), jestem zwolennikiem podatku liniowego, wtedy była by prawdziwa równość, podatki w takiej formie jak mamy w kraju zmuszają niestety do kombinowania a Państwo Polskie na tym traci w myśl przysłowia "chytry dwa razy traci".
BTW. O KRUSIE to już nawet nie wspomnę bo szkoda słów…
@Magdalaena – Mój blog nie jest o ocenianiu produktów. Gdybym miał obiektywnie oceniać produkty i na tym opierałby się blog, a czerpałbym profity z tego, że niektóre firmy odwdzięczałyby mi się za recenzje – rozumiem. Ale że od czasu do czasu napiszę, że ktoś robi promocję, a poza tym piszę o zarządzaniu i pracy menedżera – gdzie to konflikt?
A sprawy fiskalne – jest coś takiego jak umowa barterowa, zapoznaj się z legalną sprawą tematu, a potem dopiero się wypowiadaj, nie odwrotnie.
@grapkulec – Twój wybór. Jeśli pracujesz od 8 do 16, a potem żyjesz – proszę bardzo. Ja wolę życie traktować jako całość, a praca to jego element. Jako przedsiębiorca sam decyduję kiedy pracuję i nie mam żadnego rozgraniczenia na pracę i życie, bo nikomu swojego czasu nie sprzedaję. Zarabiam kiedy mam czas, ochotę, warunki do tego. Wydaję na takich samych zasadach. A że mam profity z hobby? Gdyby iść za Twoim tokiem myślenia, powinienem zająć się czymś cholernie nieprzyjemnym, ale dochodowym – bo w tej chwili moja praca jest moim 'hobby' i dostarcza mi masy satysfakcji oprócz pieniędzy.
@Marcin – sposób, który opisujesz to zwykłe sknerstwo. Nie kupie, bo mi szkoda pieniędzy. Nie pojadę na wakacje na Karaiby, bo mogę się bez tego obyć. Co to za życie?
Ja piszę jak mieć przyjemności, za które normalnie słono płacimy, bez wydawania złotówki.
A odnośnie blogów i założeń – jak chcesz, pisz co jadłeś na śniadanie, z kim spałeś i jak było. Dla mnie blog, to forma. Liczy się treść, którą chcesz przekazać. Jak zmienię nazwę na portal o zarządzaniu, to coś zmieni?
@corner – artykuły sponsorowane u mnie są oznaczane (grapkulec zauważył). Myślę, że jestem fair wobec czytelników – zauważ, że nie piszę, że jakiś produkt jest super ekstra najlepszy, piszę najwyżej – firma X ma promocję na produkt Y. I tyle.
A kiedy piszę o pracy menedżerów i pomagam ludziom znaleźć odpowiedzi (już nie potrafię zliczyć tych studentów, którzy pytają co zrobić, żeby zostać menedżerem), to chyba nic nieetycznego w tym nie ma?
I słów kilka jeszcze o 'sprzedawaniu się'. Każdy kto pracuje na etacie się sprzedaje – co więcej sprzedaje swój najcenniejszy czas (najbardziej produktywna część dnia), sprzedaje swoją wolność działania (rób jak szef karze, bo będzie kara), sprzedaje swoją niezależność (zasuwaj na maxa, bo Cię zwolnimy i będziesz bez wypłaty). Większość ludzi musi się w ten sposób sprzedać, bo sama nie potrafi sobie poradzić. Przedsiębiorca też się sprzedaje – bo obsługuje klienta, zaspokaja JEGO potrzeby. Na tym oparty jest cały nasz system ekonomiczny, więc ze sprzedawaniem się na blogu proszę mi nie wyjeżdżać.
"sposób, który opisujesz to zwykłe sknerstwo. Nie kupie, bo mi szkoda pieniędzy. Nie pojadę na wakacje na Karaiby, bo mogę się bez tego obyć. Co to za życie?" – niczego takiego nie napisałem. Co innego zrezygnować z czytania śmieciowych gazet w stylu Faktu a co innego to podróżowanie. Co innego to schlać się wódką a co innego odłożyć te pieniądze na przyszłe spełnienie jakiegoś marzenia.
A jeszcze co do artykułów sponsorowanych – przy tym zawsze jest kłótnia. Ja to uważam bardziej za zło niż dobro (bo czytelnicy oczekują od autora bloga opinii w żaden sposób nienaruszonej przez sponsoring) i nie dam się przekonać. Ty to uważasz za fair i ja Ciebie też nie przekonam, dlatego ten temat można skończyć hehe.
@Marcin – wydawanie "głupio" pieniędzy to chyba jednak inny temat. Stąd, myślę, nieporozumienie.
Jeśli chodzi o sponsorowane wpisy – warto dyskutować, bez fanatycznych prób przekonania kogoś do swojego punktu widzenia. W temacie jeszcze zapytam – jaki wpływ ma kampania, dajmy na to, firmy sprzedającej zegarki (oznaczona w końcu jako wpis sponsorowany) na artykuły o tym, dla przykładu, jakie studia warto podjąć?
"jaki wpływ ma kampania, dajmy na to, firmy sprzedającej zegarki (oznaczona w końcu jako wpis sponsorowany) na artykuły o tym, dla przykładu, jakie studia warto podjąć?" – ma taki wpływ, że kompletnie nie interesuje czytelników i zniechęca ich do dalszego czytania bloga. Jeżeli czekam na nowy wpis na blogu to raczej nie czekam na artykuł sponsorowany. Uważam, że na blogu powinny być same najlepsze treści, a wypełniacze w rodzaju artykułów sponsorowanych lepiej sobie darować (dla dobra swojego i czytelników). Oczywiście, że mogę sobie to ominąć i w ogóle na to nie patrzeć, ale jak to się często pisze "niesmak pozostaje", tym bardziej, że zazwyczaj za takie wpisy autor dostaje kilkanaście zł (na tyle ceni swoich czytelników?).
@Marcin – bądźmy poważni. Za kilkanaście złotych to można sobie kawałek linka kupić, a nie wpis.
Mam świadomość tego, że ma to negatywny wpływ na czytelników. W krótkim okresie. W długim jednak nie jest tak źle – dzięki temu, że zarabiam na blogu bardziej się przykładam. A to już daje większą wartość dla czytelników.
Dla mnie blog ze sponsorowanymi wpisami jest mniej wiarygodny – automatycznie. Ale zapewne macie rację, że czasami jest to mała strata w porównaniu do zysków.
Dziękuję wszystkim komentującym – widzę, że wywiązała się interesująca dyskusja, choć nieco offtopowa.
Odnośnie tematu wpisu – myślę, że trzeba skupić się na samym zagadnieniu, którym jest zdobywanie perków w zamian za jakieś działanie, co przecież niekoniecznie musi być związane z blogowaniem. Doskonałym przykładem są wycieczki szkolne, na których miejsca dla opiekunów opłacają uczniowie (a raczej ich rodzice). Michał po prostu zwrócił uwagę na to, że takich sytuacji w życiu generalnie nadarza się całkiem sporo, dzięki czemu osoba skoncentrowana na ich wychwytywaniu może faktycznie na tym skorzystać i zaoszczędzić (a raczej: nie wydać).
Co do sprzedawania się na etacie – zgadzam się w pełni. Nie postrzegam tego zjawiska jako negatywne – ot po prostu takie mamy realia – ale fakt jest niepodważalny: wypłata to nic innego, jak cena, za którą sprzedajemy swój czas, pracę i umiejętności.
"Doskonałym przykładem są wycieczki szkolne, na których miejsca dla opiekunów opłacają uczniowie (a raczej ich rodzice)" – nic bardziej mylnego. Moi rodzice są nauczycielami i wiem, że takie wycieczki to raczej utrapienie niż "bonus". Odpowiadasz za wszystkich i jak coś się stanie to Ty zostaniesz pociągnięty do odpowiedzialności. Stresujące i raczej mało relaksujące, zresztą chyba każdy orientuje się, co się zazwyczaj dzieje na wycieczkach.
@Paweł Kata
no z tymi wycieczkami szkolnymi to żeś nieźle pojechał. faktycznie, super bonus jechać gdzieś ze stadem cudzych bachorów i być odpowiedzialnym za wszystkie debilizmy jakie im przyjdą do głowy. perki w pracy to jest darmowa opieka dentystyczna albo karnet do kina na cały rok, a nie dodatkowa odpowiedzialność za którą nie dostajesz złamanego grosza więcej.
{ 2 trackbacki }