Dzisiejszym wpisem inauguruję cykl praktycznych porad dla ludzi, którzy chcą oszczędzać zarówno na drobnych, codziennych czynnościach, jak i na okresowych, jednorazowych działaniach. Do takiego działania popchnęła mnie informacja, którą otrzymałem w jednym z newsletterów, który subskrybuję. Było w nim napisane o tym, jak jeden człowiek odchodząc na emeryturę został milionerem, odkładając zaledwie dolara dziennie. Myślę, że każdy z nas bez problemu odłoży złotówkę dziennie (lub 2.50, czyli 1$), zwłaszcza gdy będzie miał jak na tacy podane informacje odnośnie tego, jak ją w prosty sposób zdobyć lub przynajmniej nie stracić. Każdy pomysł będę starał się krótko rozwinąć, aby nie było niejasności (jak np. w tym poście), a Was serdecznie zapraszam do dyskusji i dzielenia się swoimi sposobami na to, aby na koniec miesiąca mieć tych kilka złotych więcej w portfelu.
W dzisiejszym odcinku…
- Zamień zwykłe żarówki na żarówki energooszczędne (tzw. CFL). Są one droższe, od standardowych żarówek, ale zużywają znacznie mniej energii, dając przy tym światło o porównywalnej jasności. Zakup takiej żarówki zwraca się przez kilka miesięcy, dlatego w pierwszej kolejności wymień żarówki, z których korzystasz najintensywniej, np. w pokoju dziennym.
- Zamiast na poczcie czy w banku, płać rachunki przez Internet. Oszczędzisz czas na stanie w kolejkach, a niejednokrotnie również na dojeździe. Przelewy robione przez Internet są tańsze (czasem nawet darmowe), można je zlecać na konkretny dzień. Jak dla mnie super wygodna sprawa.
- Wykorzystuj plastikowe pudełka na zdatne do późniejszego skonsumowania resztki z posiłków. Do porcjowania pierogów czy gołąbków świetnie nadają się np. opakowania po margarynie, litrowych lodach czy „wiaderka” po śledziach.
- Wyłączaj światło gdy z niego nie korzystasz lub nie potrzebujesz. To akurat jest tzw. no brainer. Po co płacić za coś, z czego się nie korzysta? Niestety wielu z nas wybiera płacenie.
- Przynajmniej raz w tygodniu zrezygnuj z wykorzystywania samochodu. To jest akurat dość nietypowe zagranie i prawdopodobnie nie każdy będzie sobie mógł na nie pozwolić, niemniej jednak pozwoli zaoszczędzić kilka-kilkanaście złotych. Poza tym, dzięki takiemu podejściu wolniej przebiega eksploatacja auta. Myślę, że mieszkańcy większych miast spokojnie mogą sobie pozwolić na skorzystanie z transportu miejskiego raz w tygodniu. Jeżeli natomiast nie posiadasz auta i wszędzie dojeżdżasz korzystając z usług MZK, raz w tygodniu przejdź się do pracy/szkoły lub podjedź rowerem.
- Jeżeli masz taką możliwość, zamiast kupować książki i magazyny, wypożyczaj je w bibliotece. Biblioteki, zwłaszcza znajdujące się przy uczelniach wyższych, mają często bogate księgozbiory. Większość z nich prenumeruje również poczytne miesięczniki informatyczne, biznesowe, kulturalne, popularno-naukowe itp. Warto wybrać się raz na jakiś czas do czytelni i trochę zaoszczędzić, niż wydawać pieniądze na makulaturę, którą przeczytamy w domu, a potem i tak ją wyrzucimy/zniszczymy/zgubimy itp.
- Wykorzystuj bony towarowe i kupony rabatowe podczas dokonywania zakupów. Kolejny no brainer, z którego niestety korzysta niewiele osób. Dostępność i możliwości bonów oczywiście są płynne, ale warto się za nimi rozglądać, ponieważ można nieraz trafić świetne okazje, np. 3% zniżki na komputer dla studenta w sklepach LPK (stara promocja, bon był w gazecie lokalnej).
Tyle w dzisiejszym odcinku. Następny już za tydzień, a tymczasem zachęcam Was do dzielenia się swoimi drobnymi sposobami na oszczędzanie małych kwot, z których w niedługim czasie można uzyskać pokaźne sumy.
Przesiadka z autobusu w rower niekoniecznie przyniesie oszczędności. Tylko wtedy, gdy kupujemy bilety na każdy przejazd zamiast miesięcznego…
Zgadza się, niemniej jednak i tak warto raz na jakiś czas zrezygnować z transportu publicznego i "katulnąć" się na miejsce przeznaczenia rowerem, choćby dla czystej zdrowotności. Wiadomo: końskie zdrowie to też więcej pieniędzy w portfelu :-)
albo i nie bo takie zachowanie to murowana choroba ( pot przeziębienie , lekarz apteka – 70 złotych z portfela minimum a kto wie czy nie dłuzsza infekcja w ostatecznosci korzonki)- zdrowia z tego nie będzie na pewno a wdychanie spalin samochodowych z roweru tez jest raczej średnio przyjemne nie mówiąc o tym że cie może ktoś ochlapac i takl brudny i spocony do pracy? fe! Nie mówiąc o stresie bo sie spieszysz… i zwiekszasz ryzyko kalectwa bo kogo jak kogo ale rowerzystów kierowcy nie kochaja a pójde dalej często nawet nie dostrzegają ( chyba że już w ostatnim momencie na masce swojego samochodu) – ryzykowne i g…zaoszczędzisz – NIE POLECAM – rower jest dobry na weekend i to z dala od miasta :)))
pozdrawiam
Witam serdecznie.
Chciałabym się tutaj wypowiedzieć na temat dojazdów. Od narodzin mojego synka (prawie rok temu) musiałam się przestawić z "wożenia tyłka" autobusem (niestety póki co nie stać mnie na zakup i utrzymanie auta ale i tak sądzę, że póki co nie jest nam on potrzebny). Prawie wszędzie chodzę pieszo, ostatnio na nogach zrobiłam około 15 kilometrów jednego dnia. Szkoda mi pieniędzy na komunikację miejską która i tak pozostawia wiele do życzenia, więc po co mam płacić za tramwaj, który lada chwila się rozleci. Poza tym spacer ma wiele zalet, człowiek się wyciszy, dotleni (ale to zależy gdzie chodzi) no i zawsze to trochę ruchu (odadają wizyty na siłowi, fitnesie itp.). Jestem już na takim etapie, że czasem w weekendy gdy mam zajęcia na uczelni wolę się przejść pieszo (ok 40 minut). Poranne żeśkie (nie wiem czy poprawnie napisałam) powietrze może zdziałać cuda, a zimą zamiast czekać aż w końcu autobus przyjedzie tez chodźmy pieszo (rzynajmniej się rozgrzejemy i nogi nam nie przemarzną).
Pozdrawiam serdecznie
Hej afoczka :-) Dzięki za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Ja również nie mam jeszcze auta i na razie nie planuję go kupować. Za to, podobnie jak Ty, uwielbiam wszędzie chodzić sobie piechotą, choć z mzk pewnie korzystam częściej niż Ty ;-)
Swoją drogą z Twoich wypowiedzi można wywnioskować, że życie po urodzeniu dziecka zmienia się. Człowiek myśli o maleństwie zamiast o własnych potrzebach i wychodzeniu do restauracji. Może masz jakieś porady związane z oszczędzaniem, z których mogłyby skorzystać inne młode mamy? Jeśli tak, to pisz śmiało :-)
radzilabym przed kupnem biletu miesięcznego czy nawet kwartalnego siąść i przeanalizowac czy to się żeczywiście oplaca. Ja studiując przez rok poza domem (teraz przenioslam się bliżej) dojeżdżając 5 dni w tygodniu do pracy i z powrotem, kiedy policzylam ceny pojedynczych biletów i ze dwoch dobowych jakie zużywalam na miesiąc doszlam do wniosku że bardziej mi się oplaca kupić w kiosku (na zapas, żeby mieć spokój ) najtańsza wersja miesięcznego czy kwartalnego.
to ja podziwiam afoczkę. z moim dzieciatkiem, co 13 kilo wazy, a chodzi tylko tam gdzie sam chce, nie dalabym sobie rady bez auta. nie dowiozłabym go do dziadkow (ha! tu oszczedzam na opiekunce, a rodzice sa wniebowzieci) i nie dojechala do pracy na czas.
co do punktu 6. – ok, czasopisma mozna sobie podarowac, to faktycznie makulatura, ale nikt mnie nie namowi, zebym przestala kupowac ksiazki od czasu do czasu… staram sie to robic jednak z glowa, sa liczne serie po 9,90, albo kupuje "hurtem" na merlinie. moj budzet na tym bardzo nie cierpi…zawsze tez mozna sie przerzucic na ksiazki uzywane, ktorych wiele na pchlich targach i antykwariatach, a i allegro od nich peka. ksiązki po prostu lubie miec i tyle.
Ad. 5. W moim przypadku nie ma szans. Do pracy dojeżdżam MPK ok. 15 km, na uczelnię pociągiem ok. 25 km. Przy takich odległościach piechotą czy na rowerze nie da rady. Studiuję, więc na miesięczny bilet MPK mam 50% zniżki, co wychodzi 50 zł/m-c. Z racji wieku (skończyłam 26 lat) zniżka na PKP mnie nie obowiązuje, więc na dojazdy na uczelnię (ok. 4 x/m-c) wydaję 56 zł.
Ad. 6. Z czasopism regularnie od 5 lat kupuję jeden tytuł prasy kobiecej ;) Czytam i nie wyrzucam, tylko składuję ;) Później czasem wracam do poszczególnych numerów poszukując informacji np. na temat podróży czy remontu mieszkania. Ze wszystkich numerów powyrywałam strony z przepisami kulinarnymi i wpięłam do segregatora. W ten sposób mam "książkę kucharską" z ciekawymi przepisami pod ręką w kuchni. Z bibliotek korzystam baaardzo rzadko, bo nie lubię. Wolę książki na własność, w których mogę kreślić i zapisywać notatki. Często kupuję książki na Allegro (mogą być używane) albo e-booki.