Oszczędzanie i ekologia, czyli 26 sposobów na eko-oszczędności

O planetę, na której żyjemy, trzeba dbać. Jeżeli zignorujemy sprawy związane z ochroną środowiska i nadal będziemy zanieczyszczać i „żyłować” Ziemię z jej zasobów naturalnych, przyszłym pokoleniom – naszym dzieciom – przyjdzie żyć w bardzo trudnych warunkach. Nie możemy do tego doprowadzić!

Działań o charakterze proekologicznym można wymyślić setki, jeśli nie tysiące, ale generalnie dzieli się je na dwie grupy: te prowadzone na dużą skalę oraz te prowadzone na małą skalę.

O tych drugich jest dzisiejszy wpis, a dokładniej: o tych, dzięki którym nie tylko planeta zyska, ale także nasze portfele.

Oszczędzanie energii elektrycznej

  1. Używaj energooszczędnych żarówek. Wprawdzie jest to porada „z brodą”, ale nie mogło jej zabraknąć w tym spisie. Takie żarówki są zazwyczaj droższe od typowych, niemniej jednak z czasem generują zauważalne oszczędności. Pamiętaj tylko, by nie instalować ich w pomieszczeniach, do których zaglądasz rzadko i na krótko, ponieważ najwięcej energii pobieranej jest na rozgrzanie żarników „wystartowanie” takiego źródła oświetlenia, a oszczędności zaczynają się dopiero po chwili.
  2. Gaś światło, gdy z niego nie korzystasz. No-brainer.
  3. Odłącz od sieci elektrycznej urządzenia, z których nie korzystasz. Każde urządzenie podłączone do gniazdka, nawet gdy nie jest włączone, pobiera niewielką ilość energii elektrycznej. Taka energia jest najzwyczajniej w świecie marnowana, a do tego powiększa rachunek za prąd. Jeżeli męczy Cię wtykanie i wyciąganie wtyczek, zainwestuj w listwę sieciową i podłącz do niej sporadycznie używane sprzęty.
  4. Wybieraj energooszczędne sprzęty RTV i AGD. Takie urządzenia oznaczone są literowo tzw. klasą energooszczędności. Najbardziej „zielonymi” klasami są: A, A+ oraz A++. Oszczędności, generowane podczas użytkowania takich sprzętów, są zauważalnie odzwierciedlane w rachunkach.
  5. Zamień komputer stacjonarny na laptopa. Laptop zużywa nawet do siedmiu razy mniej energii elektrycznej, niż komputer stacjonarny wraz z monitorem. Jeżeli możesz obejść się bez „pudła”, podczas kolejnej wymiany komputera zainwestuj w laptopa – zwłaszcza, że ostatnimi czasy znacznie potaniały. Jeżeli mało korzystasz z komputera może nie zauważysz dużych oszczędności, ale i tak planeta będzie Ci za to wdzięczna.

Oszczędzanie wody

  1. Prysznic zamiast wanny. Kolejna znana porada, z której jednak niewiele osób mających wybór (czyli dysponująca obiema możliwościami) chce skorzystać. Objętością jednej wanny, zakładając, że prysznic nie jest relaksem, tylko ma służyć oczyszczeniu ciała, mogą umyć się nawet 3 osoby! Oszczędności na rachunku za wodę pokażą się szybciej, niż myślisz.
  2. Napraw wszystkie „przecieki”. Skoro już jesteśmy przy wodzie, to warto przypomnieć o tym, że należy dbać o to, by krany i toalety nie „kapały”, ponieważ w takiej sytuacji pieniądze dosłownie „wyciekają” z portfela. Kropla tu, stróżka tam i rachunek za wodę idzie nagle w górę! Tym bardziej powinno się tym zająć, bo jakkolwiek dostęp do wody mamy łatwy, to w wielu obszarach globu stanowi ona towar deficytowy, a i zasoby wody pitnej stanowią zaledwie 2% wody na planecie, dlatego nie powinno się jej marnować.
  3. Oszczędnie myj naczynia. Zaskakująca ilość ludzi marnuje ogromne ilości wody, myjąc naczynia pod bieżącą wodą. To ogromne wydatki i marnotrawstwo! Zamiast tego napuść ciepłej wody do jednej komory zlewu, dodaj płynu i umyj naczynia, a następnie potem pod bieżącą zimną wodą szybko je opłucz z mydlin. Oszczędność wody gwarantowana!
  4. Zakręcaj kran, gdy myjesz zęby lub golisz się. Bardzo dużo wody marnuje się w ten sposób, a tak naprawdę by zrealizować te czynności potrzeba jej bardzo niewiele!
  5. Zainwestuj w toaletę z funkcją „małego” i „dużego” spłukiwania. W końcu nie zawsze potrzebujesz całego zbiornika wody, by dokładnie spłukać po sobie muszlę ;-)
  6. Zamontuj tzw. perlatory w prysznicu i kranach w łazience oraz kuchni. Niektóre źródła podają, że dzięki temu urządzeniu oszczędność wody podczas brania prysznica może dochodzić nawet do 60%. Na aż taki entuzjastyczny wynik bym nie liczył, niemniej jednak w ogólnym rozrachunku oszczędności definitywnie będą zauważalne.

Oszczędzanie ciepła

  1. Zainwestuj w programowalny termostat. Dzięki temu będziesz mógł nagrzewać dom czy mieszkanie wtedy, gdy faktycznie będziesz w stanie skorzystać z tego ciepła. Skończy się marnowanie pieniędzy na ogrzewanie domu gdy nie ma w nim nikogo lub gdy wszyscy śpią przykryci kołdrami.
  2. Obniż standardową temperaturę o 1-3 stopnie. Twoje ciało ledwie to odczuje i szybko przyzwyczai się do nowych warunków, za to szybko zauważysz oszczędności na ogrzewaniu.
  3. Nie nagrzewaj pomieszczeń, z których nie korzystasz. Jeżeli w Twoim domu są pokoje, do których zagląda się rzadko i na krótko, nie ma co wydawać pieniędzy na ich ogrzewanie. Czasem warto również uszczelnić odrzwia, by ciepło z ogrzewanych części domu nie „wyciekało” do tych, na których ogrzaniu nam nie zależy.
  4. Uszczelnij okna i odpowietrz kaloryfery. Przez nieszczelne okna często uciekają duże ilości ciepła, a zapowietrzony kaloryfer ma mniejszą wydajność. Warto zadbać o usunięcie usterek w tych obszarach.
  5. Nie zasłaniaj źródeł ciepła. Jeżeli, dajmy na to, zasłonisz kaloryfer fotelem, nie będziesz nagrzewał mieszkania, tylko fotel, a nie o to przecież chodzi.
  6. Ubieraj się cieplej i/lub przykrywaj kocem. Najprostszy sposób na zmniejszenie kosztów ogrzewania, to zachować jak najwięcej ciepła generowanego przez nasze ciała.

Oszczędzanie na transporcie

  1. Kup ekologiczne auto. Podczas wymiany pojazdu zainwestuj w taki, który spala mało benzyny i emituje możliwie jak najmniej spalin do otoczenia. Ponieważ benzyna jest jak na polskie warunki bardzo droga, szybko zauważysz oszczędności, a do tego odciążysz nieco środowisko.
  2. Stosuj się do zasad ekojazdy. Obszerniej pisałem o tym w jednym z wczęsniejszych wpisów.
  3. Zaimplementuj w każdym tygodniu dzień lub dwa bez samochodu. Oczywiście, jeżeli masz taką możliwość. Skorzystaj wtedy z komunikacji miejskiej, roweru lub przejdź się do miejsca docelowego pieszo.
  4. Dziel koszty dojazdu do pracy ze znajomymi. Fachowo nazywa się to carpooling i polega na tym, że jedna osoba zabiera znajomych, których mija po drodze do pracy, w zamian za ich uczestnictwo w podziale kosztów paliwa. Można to zaimplementować na wiele sposobów, ale jak by tematu nie ugryźć, oszczędności zawsze się pojawią. W końcu, zamiast dwóch czy więcej aut jadących w to samo miejsce, pojedzie tylko jedno.

Inne eko-oszczędności

  1. Nie marnuj jedzenia. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że marnując jedzenie, marnują jednocześnie znaczące nakłady energii, jakie zostały poświęcone na jego wytworzenie i przetworzenie. Z resztek można przygotować całkiem smaczne potrawy – tutaj znajdziesz kilka pomysłów na to, jak się za to zabrać.
  2. Wykorzystuj przedmioty zdatne do wielokrotnego użytku. Reklamówki ze sklepów mogą zastąpić worki na śmieci, kartonowe pudła można wykorzystać do segregowania i przechowywania przedmiotów, w słoikach można przygotować własne konfitury lub zamienić je na skarbonkę – możliwości są ogromne!
  3. Zużywaj do końca to, co można. Porada podobna do poprzedniej: stare koszulki mogą pełnić rolę ścierek, zadrukowane z jednej strony kartki mogą nadal służyć jako notatnik, buty nie nadające się do wyjścia na miasto można używać jako robocze itp. itd.
  4. Maksymalnie zmniejszaj objętość odpadów. Spłaszczaj kartony po mleku, zgniataj plastikowe butelki, zbędne papiery zwijaj gęsto w rulon itp. itd. Dzięki tym prostym zabiegom zmniejszysz objętość śmieci, a przez to zmniejszysz koszty ich wywozu. Dodatkowo, możesz segregować śmieci i umieszczać je w specjalnie oznaczonych pojemnikach (najczęściej żółte, zielone i niebieskie) – wtedy za wywóz sortowanych śmieci nie będziesz musiał płacić! Jeżeli masz działkę lub ogródek, z odpadów organicznych możesz przygotować kompost, który użyźni glebę.
  5. Zminimalizuj użytkowanie papieru. Jednorazowe papierowe ręczniki zastąp szmatką. Mniej ważne wydruki przygotowuj mniejszą czcionką. Wykorzystuj obie strony kartki na notatki. Korzystaj z papieru z recyklingu. Zrezygnuj z tradycyjnych fotografii na rzecz wersji cyfrowych itp. itd.

Jak widzisz, można pogodzić oszczędzanie z dbałością o dobro planety, którą zamieszkujemy. Powyższe 26 sposobów, choć nie wyczerpują tematu, wdrożone na masową skalę definitywnie pozwolą dłużej cieszyć się dobrymi warunkami na Ziemi. Tylko od nas zależy, czy zechcemy zastosować choć kilka z tych praktycznych porad. Osobiście nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy tego zrobić – wszak eko-oszczędności są idealnym przykładem sytuacji win-win.

Może masz inne pomysły na oszczędzanie przy jednoczesnym dbaniu o środowisko? Jeżeli tak, podziel się nimi w komentarzach.

25 myśli nt. „Oszczędzanie i ekologia, czyli 26 sposobów na eko-oszczędności

  1. Uważam, że oszczędzanie (ponadprzeciętne) energii elektrycznej i innych mediów z finansowego punktu widzenia przeciętnego gospodarstwa domowego nie ma większego sensu. Dlaczego? To proste – dostawcy po prostu muszą wyjść na swoje. Im mniej np. prądu zużyjemy, a nam podobnych będzie kilka(naście) tysięcy, tym szybciej elektrownia podniesie ceny tak, aby nie stracić. Swego czasu wymieniłem w mieszkaniu wszystkie żarówki na energooszczędne, żadne urządzenie bez potrzeby nie pozostaje u mnie "standby", a mimo to co pół roku otrzymuję coraz to wyższe rachunki. Podobnie z wodą. Co z tego, że oszczędzę kilka m3, skoro co pewien czas podnoszona jest opłata za samą wodę oraz za jej podgrzanie? Błędne koło, co nie znaczy, że zupełnie odpuszczam, dzięki temu płacę dużo, a nie baaardzo dużo za media ;).

  2. "Zakręcaj kran, gdy myjesz zęby lub golisz się" – zawsze się zastanawiam jaka jest przyczyna, że niektórzy tego nie robią. Przecież przez ten czas marnuje się mnóstwo wody i to każdego dnia.

    I wkradł się mały błąd: "stare koszulki mogą pełnić rolę ścierek, zadrukowane z jednej strony mogą służyć jako notatnik". Zabrakło "kartki". Chyba, że proponujesz używać stare koszulki jako notatniki hehehe.

  3. Wniósł Pan coś do dyskusji. I za to dziękuję. Ale jest niejedno ale..

    Nie ma czegoś takiego jak "energooszczędna żarówka". Albo jest żarówka (z żarnikiem, stąd nazwa). Albo jest energooszczędne (w stosunku do żarówki) źródło światła w postaci świetlówek kompaktowych. Świetlówki kompaktowe nie mają żarników i dlatego ich nie "rozgrzewają". Na temat pracy świetlówki można poczytać na Wikipedii.

    Rada typu "obniż standardową temperaturę o 1-3 stopnie" w kraju w którym 20% ludzi z koniecznej oszczędności nie dogrzewa mieszkań (patrz: raport GUS o "standardzie życie") to już kiepski, ponury żart.

    Zamiast "ekojazdy" polecam automatyczną skrzynię i rozbudowany tempomat. Niestety potrzebna jest też długa, prosta droga, o którą w Polsce trudno.

  4. AbramK, ciekawy punkt widzenia.

    Marcin, dzięki za zwrócenie uwagi, już poprawiłem.

    Ajwa, również dzięki za zwrócenie uwagi. Poprawki naniesione.

    "Rada typu „obniż standardową temperaturę o 1-3 stopnie” w kraju w którym 20% ludzi z koniecznej oszczędności nie dogrzewa mieszkań (patrz: raport GUS o „standardzie życie”) to już kiepski, ponury żart." — z nikogo nie żartuję. Jeżeli ktoś może obniżyć temperaturę, to skorzysta z tej rady. Jeżeli nie, to nie.

  5. …dzięki. To niestety ponura rzeczywistość. Kiedyś sam w to nie wierzyłem, dopóki nie zacząłem analizować swoich rachunków. Co do obniżania temperatury w zimie (widzę, że wywiązała się dyskusja), to ma to swoje plusy, ale i minusy. Plusem jest oszczędność (choć jak pisałem wcześniej, może okazać się pozorna), ale minusem może być pogorszenie stanu lokalu w którym mieszkamy, szczególnie w starym budownictwie. Słyszałem o przypadkach wychładzania całych domów (nagle wszyscy mieszkańcy przykręcają grzanie), czego skutkiem było zawilgotnienie murów i grzyb. Każdy chce przyoszczędzić, to jasne, ale nie zawsze przyniesie to pożądany skutek.

  6. @ajwa

    Samochody z automatyczną skrzynią biegów z reguły spalają więcej niż te ze skrzynią manualną, natomiast tempomat to fajny gadżet w czasie jazdy autostradą, a nie drogami (nawet) krajowymi z co chwila pojawiającymi się ograniczeniami prędkości.

    Osobiście stosuję kilka zasad "ekojazdy", m.in. hamowanie silnikiem, stanowcze, choć nie gwałtowne rozpędzanie, jazda na możliwie najwyższym biegu z możliwie najniższą prędkością dla danego przełożenia (przydaje się tu obrotomierz i wprawne ucho ;) ). I działa. Moje autko z silnikiem wysokoprężnym (1.5 dCi, 86 KM) tankuję zwykle tylko raz w miesiącu. Średnie spalanie (cykl mieszany) – ok. 5,3l/100km.

  7. 1)Mój dziadek był energetykiem, więc wszystkie te zasady były stosowane już od dawna, ale problem trafnie dostrzegł @AbramK@ u mnie (PGE-Łódź) nie ma naliczania za to co zużyłem tylko są jakieś niejasne przedpłaty, szacunki, etc. wyliczane niby na podstawie półrocznego zużycia energii, dla mnie jest to złodziejstwo i zdzierstwo, o wiele lepiej byłoby płacić na koniec każdego miesiąca za tyle co zużyłem a nie tak.

    2) Odnośnie ekojazdy zrobiłem test: jeden zbiornik wyjeździłem ekojazdą wyszło mi spalanie 9,5l/100km, drugi zbiornik wyjeździłem stylem jazdy (jak to określa mój ojciec) "kawalerskim", czyli but w podłodze, sprinty od świateł do świateł, etc. i wyszło 12 l/100km.

  8. Żarówki energooszczędne, czyli już wspomniane świetlówki, nie są takie cacy jakby się wydawało. Producenci podają dane, że są w stanie świecić nawet do około 10k h, co jest dużą przesadą i zazwyczaj padają po 5k. Po drugie, aby żarówka swoje trzymała i dobrze świeciła musi być dobra, a te dobre są drogie. Zwykła żarówka to koszt około 2-3 złotych, energooszczędna, to wydatek kilkudziesięciu złotych np. 50. Myślicie, że jesteście w stanie oszczędzić na jednej żarówce 48 złotych? Jakby tak było, to byłbym w stanie w ciągu roku oszczędzić od 500 zł w górę! Kolejna sprawa, że świetlówki mają opary rtęci, które dla środowiska dobre nie są. Dziwie się polityce UE (węszę tu jakiś szwindel): karzą wymieniać rtęciowe termometry ze względu na ochronę środowiska, a nakazują! (zwykłe żarówki są wycofywane z produkcji i sprzedaży) kupowanie rtęciowych źródeł światła… nieźle ktoś kasę na tym trzepie.

  9. Oczywiście nie w ciągu roku. Chodziło mi generalnie o cykl świecenia żarówek. Jakiś skrót myślowy mi się wtrącił w tekst i zaokrągliłem wszystko do jednego roku ;)

  10. W kwestii żarówek, proponuję obejrzeć wypowiedź pana Cejrowskiego i wszystko będzie wiadomo :)
    http://www.dailymotion.pl/video/xdbhvp_wojciech-c…
    Z laptopem to niby OK, ale to też zależy od kieszeni danej osoby oraz przeznaczenia komputera. Jeśli ktoś ma ograniczone zasoby gotówkowe, a potrzebuje w miarę mocnego sprzętu, przecież nie zadowoli się jakimś taniutkim laptopikiem.

    W kwestii transportu: chcecie naprawdę oszczędzić? Przestańcie jeździć samochodami. Jeśli mieszkacie w dużym mieście, nie ma nic lepszego niż komunikacja publiczna. Dojedziecie szybciej, taniej i w ciekawszych warunkach (szczególnie latem ;) ). Ludzie zawsze powtarzają, że powinno być mniej samochodów, ale sami nie zrezygnują ze swojego. O nie! Niech ktoś inny zrezygnuje. A prawda jest taka, że wiele osób i tak jeździ do pracy tą samą trasą co tramwaj lub autobus.

    Obniżanie temperatury mieszkania może pomóc zaoszczędzić parę groszy, ale może też przyczynić się do rozchorowania mieszkańców. Na leki wydamy więcej niż zaoszczędzimy na ogrzewaniu. Dobrze by zatem było stosować tę poradę z głową.

  11. Odniosę się jeszcze do tego o czym wspomniał Garfield – systemu przedpłatowego (zaliczkowego). Moim skromnym zdaniem to jedno z największych oszustw. Płacimy nie za to co faktycznie zużywamy (prąd, gaz), ale za "prognozy zużycia". Teoretycznie jeśli suma zaliczek wpłaconych przez nas bedzie większa od zużycia faktycznego, to nadpłatę "otrzymamy z powrotem" w następnej fakturze. Tyle tylko, że jeśli zaliczka wyniesie np. 100 PLN miesięcznie (a nasze faktyczne zużycie to 50 PLN/miesiąc) , to i tak operator przez jakiś czas obraca naszymi pieniędzmi. Zwykle rachunki z gazowni lub elektrowni otrzymujemy co kwartał lub pół roku. To kwoty rzędu milionów złotych wziąwszy pod uwagę ilość odbiorców. Zysk operatora jest naprawdę duży. Poza tym cena np. prądu jest minimalną częścią rachunku. Płacimy przede wszystkim za przesył, a nawet za gotowość operatora do dostarczenia nam tego medium (przyłącze). Najlepszym rozwiązaniem byłby system pre-paid, popularny np. w Anglii – masz w domu "terminal", kupujesz kartę ze zdrapką i po prostu doładowujesz konto, a potem korzystasz z energii elektrycznej. W Polsce także są liczniki przedpłatowe, tyle tylko, że koncerny energetyczne nie są, ze zrozumiałych względów, zainteresowane ich masowym montażem. Licznik przedpłatowy kojarzony jest też niestety z osobami, które z różnych względów nie opłacają terminowo rachunków, a jego założenie sporo (odbiorcę) kosztuje.

  12. @Wojciech P. P. Zieliński@ wygodniej i bezpieczniej po mieście jest w swoim zamkniętym samochodem:

    1) nie przeziębisz się od innych

    2) nie wymarzniesz/przegrzejesz się na przystanku

    3) nie ukradną ci portfela/nie pobiją cię

    4) przyjeżdżasz do pracy/na uczelnię wypoczęty

    5) nie musisz wąchać tych co pokłócili się z mydłem i wodą

    Nawet szukanie miejsca parkingowego nie przeszkadza. Nie powinno być mniej samochodów bo byśmy cofali się w rozwoju, powinno być więcej dróg, parkingów, etc. Nie żyjemy w komunie, gdzie auto było towarem luksusowym, jest to narzędzie pracy.

    Nie wiem jak teraz ale w Krakowie komunikacja działa bardzo dobrze (przynajmniej 3 lata temu, okiem turysty). W Łodzi, w której często bywam jest tak zwana du*a. Także popieram cię po części, jeżeli założymy, że komunikacja działa idealnie.

    Jak raz przejechałem się samochodem, tak już nim jeżdżę, a z komunikacji korzystam bardzo rzadko (jak muszę).

  13. AbramK: „Plusem jest oszczędność (choć jak pisałem wcześniej, może okazać się pozorna), ale minusem może być pogorszenie stanu lokalu w którym mieszkamy, szczególnie w starym budownictwie.” — masz oczywiście rację. Trzeba pamiętać, że tak jak nie każda porada podpasuje każdemu Czytelnikowi, tak nie każdy sposób na oszczędność będzie uzasadniony w czyjejś indywidualnej sytuacji.

    „Każdy chce przyoszczędzić, to jasne, ale nie zawsze przyniesie to pożądany skutek.” — Oszczędzanie nie zwalnia z myślenia ;-)

    Garfield: „Odnośnie ekojazdy zrobiłem test (…)” — dzięki za podzielenie się wynikami :-)

    Kamil: „Dziwie się polityce UE (węszę tu jakiś szwindel): karzą wymieniać rtęciowe termometry ze względu na ochronę środowiska, a nakazują! (zwykłe żarówki są wycofywane z produkcji i sprzedaży) kupowanie rtęciowych źródeł światła… nieźle ktoś kasę na tym trzepie.” — Twoja wypowiedź daje do myślenia, choć powiem, że życie nauczyło mnie, że w przypadku każdej zmiany jest ktoś, kto traci i ktoś, kto zyskuje, więc nie jestem skłonny snuć – powiedzmy – teorii spiskowych.

    Wojciech Zieliński: „W kwestii żarówek, proponuję obejrzeć wypowiedź pana Cejrowskiego i wszystko będzie wiadomo :)” — widziałem ten filmik i po odcedzeniu otoczki Pan Cejrowski rzuca kilka ciekawych uwag, ale początek tego filmu, a konkretnie wypowiedź „a ja lubię 150, a w kuchni mam 200, kupię sobie, kto mi zabroni” trochę mi pachnie jakimś nonkonformizmem, przez co jego wypowiedź nie ma dla mnie siły przebicia.

    „Obniżanie temperatury mieszkania może pomóc zaoszczędzić parę groszy, ale może też przyczynić się do rozchorowania mieszkańców. Na leki wydamy więcej niż zaoszczędzimy na ogrzewaniu. Dobrze by zatem było stosować tę poradę z głową.” — jak pisałem wcześniej: oszczędzanie nie zwalnia z myślenia. A odnośnie obniżania temperatury… piszę z własnego doświadczenia: 1-3 stopnie mniej nie robią aż takiej różnicy.

    Andrre: „nie wiem czemu, ale dla mnie wyrażenie „ekologiczny” śmierdzi na kilometr pieniędzmi.” — wiele osób ma takie wrażenie. Głównie dlatego, że znaleźli się ludzie, którzy ten „trend” potrafią wykorzystać do zarobkowania. Nie uważam, żeby było w tym coś złego.

    „W sklepach musimy płacić dodatkowe grosze za foliowe torebki, które i tak się nie rozkładają – ale są zielone a to jest podobno kolor ekologiczny.” — o ile dobrze pamiętam, opłata za te torebki szła na ich utylizację. Równocześnie robione były – jak te z Biedronki – z trwalszych materiałów, by można je było wykorzystać kilka razy. Niestety TO się u ludzi nie przyjęło, bo w końcu mają… jednorazówki. Ja używam tych reklamówek ponownie w inny sposób lub zabieram je z powrotem na zakupy i nie muszę znowu płacić.

    „Chcą wycofać z obiegu w ciągu najbliższych lat wszystkie zwykłe żarówki (nie energooszczędne). A zapominają, że światło z tych energooszczędnych jest nie zdrowe dla naszych oczu a w środku tych rurek jest trująca rtęć, są zdecydowanie droższe i częściej się psują.” — co do rtęci 100% racji, ale co do zdrowotności tych czy tych żarówek… nie wiem, może jest to sprawa subiektywna, ale ja na żarówki CFL narzekałem tylko w dwóch sytuacjach: gdy mrugały i gdy za wolno się rozgrzewały. Poza tym, ani mnie od nich oczy nie bolą, ani nie odczuwam dyskomfortu.

    „W Polsce już dawno moglibyśmy zastąpić energię węglową na tańszą i zdrowszą energię wiatrową ale wielkie koncerny wydobywcze trzymają na wszystkim łapska i nie dopuszczają do takiej możliwości utrudniając np. postawienie elektrowni wiatrowej Kowalskiemu.” — na wiatrowe elektrownie w Polsce nie ma za bardzo co liczyć, ponieważ jest niewiele obszarów, gdzie faktycznie opłaca się je stawiać. Mają za to zły wpływ na klimat i faunę, przez niskie tony i drgania powietrza, które wytwarzają. Coś za coś. Ja bym chciał, aby w Polsce powstała jedna-dwie elektrownie atomowe — i byłby spokój.

    
”To samo z paliwami – bio paliwa są wciąż mało popularne.” — odnośnie biopaliw, też są wady i zalety. Cytat za Wikipedią: „Zauważono, że przy produkcji biopaliwa emitowanych jest 3x więcej gazów cieplarnianych niż przy wydobywaniu i spalaniu zwykłej benzyny. Wliczona w to jest ograniczona wymiana gazowa jaka ma miejsce na polu przeznaczonym do biouprawy. Pole wyjaławia się znacznie i wymaga kosztownej rekultywacji. Taka uprawa ogranicza bioróżnorodność, przyczynia się do rozwoju patogenów, szkodników i chorób oraz stwarza poważne zagrożenie w czasach coraz większego zapotrzebowania na żywność i prowadzą do podniesienia ich cen.”

    „Oszczędność – TAK. Ekologia – nie koniecznie.” — obawiam się, że jeżeli większość ludzi będzie miała takie podejście, to za dwa pokolenia będzie się na Ziemi żyło o wiele gorzej. Trzeba opracować jakiś kompromis, by żyło się OK i by nie niszczyć planety.

    Moja propozycja: Neominimalizm ;-)

  14. nie wiem czemu, ale dla mnie wyrażenie "ekologiczny" śmierdzi na kilometr pieniędzmi.

    Przykłady:

    -w sklepach musimy płacić dodatkowe grosze za foliowe torebki, które i tak się nie rozkładają – ale są zielone a to jest podobno kolor ekologiczny.

    -chcą wycofać z obiegu w ciągu najbliższych lat wszystkie zwykłe żarówki (nie energooszczędne). A zapominają, że światło z tych energooszczędnych jest nie zdrowe dla naszych oczu a w środku tych rurek jest trująca rtęć, są zdecydowanie droższe i częściej się psują.

    Ekologia stała się w ostatnich latach narzędziem do robienia kasy – dużej kasy.

    W Polsce już dawno moglibyśmy zastąpić energię węglową na tańszą i zdrowszą energię wiatrową ale wielkie koncerny wydobywcze trzymają na wszystkim łapska i nie dopuszczają do takiej możliwości utrudniając np. postawienie elektrowni wiatrowej Kowalskiemu.

    To samo z paliwami – bio paliwa są wciąż mało popularne.

    Oszczędność – TAK. Ekologia – nie koniecznie. Zdawaliście sobie kiedyś sprawę ile tysięcy ton pyłu i dwutlenku węgla emitowanych jest do atmosfery po wybuchu wulkanu? Oceany też mają w tym swój udział.

    Co z tego, że my będziemy eko, skoro takie BP w ciągu kilku tygodni doprowadza do skażenia środowiska wielkości sporego kraju!

    Problem nie tkwi w nas lecz na górze.

  15. @Garfield: O samochodach można w ten sposób dyskutować latami. Prawda jest taka, że obie strony mają rację. Jeden woli samochód i dla niego znajdzie więcej pozytywów, drugi woli komunikację publiczną i dla niej znajdzie więcej pozytywów (kiedyś sporządziłem sobie taka listę i samochody przegrały z kretesem). To, tak naprawdę, zależy od danej osoby. Osobiście, nie zgodziłbym się z żadnym z wymienionych przez ciebie punktów. Na wszystko jest sposób (najczęściej znacznie prostszy niż mogłoby się wydawać).

    My jednak nie dyskutujemy tutaj o wygodzie i indywidualnych upodobaniach, a oszczędzaniu pieniędzy i ekologii. Fakty są jednoznaczne: taniej i ekologiczniej jest podróżować komunikacją publiczną. Wystarczy policzyć miesięczne koszty utrzymania samochodu. Ile w niego ładujesz? Jeśli codziennie jeździsz do pracy, na zakupy w weekendy i na okazjonalne wycieczki czy imprezy, jak nic wydasz w miesiącu z 200 zł na paliwo. Do tego dochodzi ubezpieczenie, eksploatacja samochodu, okresowe przeglądy i inne wydatki (np. opłaty parkingowe czy mandacik od czasu do czasu ;) ). Na komunikację publiczną wydajesz 81 zł miesięcznie (bilet sieciowy w Poznaniu tyle właśnie kosztuje). Można łatwo policzyć, co wychodzi taniej.

    "Nie powinno być mniej samochodów bo byśmy cofali się w rozwoju, powinno być więcej dróg, parkingów, etc" – tak, to rzeczywiście bardzo pomogłoby środowisku naturalnemu. Zalejmy wszystko betonem, będzie pięknie, równiutko i cudownie. No, i łatwiej się będzie zamiatało… problemy pod dywan.

  16. Bardzo dużo można zaoszczędzić własnie na transporcie szczególnie, jak się mieszka w dużym mieście. Rower i komunikacja miejska są nie do pokonania. A z tym przeziębianiem się to bym nie przesadzała – zima stulecia nie zdarza się co rok:)

    Porady bardzo przydatne, kilka na pewno wykorzystam.

    A co do reklamówek w sklepach – nie rozumiem, dlaczego sklep miałby nam je dawać za darmo? Poza tym, czy naprawdę wierzycie, że cokolwiek w handlu jest darmowe? To wszystko jest ukryte w kosztach towaru.

  17. Co do teorii spiskowych, to wbrew pozorom nie są tylko teorie ;)

    Przykład z żarówką i termometrem został podany. Koledzy wspomnieli również o torebkach. Odkąd pojawił się termin -eko, płacimy za torebki. Wcześniej nie płaciliśmy i było dobrze.

    "Eko" jest dzisiaj wykorzystywane wszędzie do robienia pieniędzy. Jest ekożywność, ekolodówki, ekoubrania, ekosamochody, ekobuty. A prawda jest taka, że poza tym jedzeniem cała reszta nie ma w sobie nic z eko. Po prostu fabryka zajęła się utylizacją wytwarzanych przez siebie odpadów i nazywa się eko. Nowoczesne samochody sa tworzone z myślą o działaniu przez 10 lat. Po dekadzie mają sie psuć. To taka tajemnica poliszynela wśród ludzi zajmujących się motoryzacją. Poza tym producenci samochodów mają mało do gadania. Ich ograniczanie emisji zanieczyszczeń nie wynika z chęci bycia eko, a z obowiązku przestrzegania norm. Za parę lat wejdzie "Euro 6" i kto sie zmieści w normach napisze, że jest eko.

  18. "tak, to rzeczywiście bardzo pomogłoby środowisku naturalnemu. Zalejmy wszystko betonem, będzie pięknie, równiutko i cudownie. No, i łatwiej się będzie zamiatało… problemy pod dywan."

    Myślę, że to była odpowiedź na Twój zarzut o tym, że "Ludzie zawsze powtarzają, że powinno być mniej samochodów, ale sami nie zrezygnują ze swojego. O nie! Niech ktoś inny zrezygnuje."

    No więc ja nie uważam, że powinno być mniej samochodów. Pewnie powinny być bardziej eko, może mniejsze do miasta, ale uważam, że wygoda własnego transportu jest nie do przecenienia i nic dziwnego, że wiele osób nie chce się wyrzec tej wygody. Tak jak niewiele osób zrezygnowałoby z normalnej łazienki na rzecz sławojki na podwórzu, nawet gdyby drugie rozwiązanie miałoby być tańsze i bardziej eko.

    Owszem jeśli ktoś nie lubi prowadzić samochodu, nie wozi ze sobą ciężkiej teczki, ma niezbyt wrażliwe powonienie, a najlepiej jeszcze mieszka i pracuje przy linii metra, to pewnie wybierze zbiorkom. Ale sama oszczędność jest IMHO zbyt słabym argumentem na rzecz rezygnacji z samochodu.

  19. Moim drodzy, żeby było jasne: nie namawiam nikogo do rezygnacji z samochodu. Każdy odpowiada za siebie. Ja akurat zrezygnowałem z samochodu, ponieważ nie jest mi do niczego potrzebny. Nie łudzę się, że ludzie nagle zaczną ograniczać liczbę samochodów. To jest praktycznie niemożliwe – jesteśmy gatunkiem bardzo wygodnickim (i nie ma w tym nic złego). Proszę mi tylko nie wmawiać, że samochód jest tańszy i bardziej ekologiczny, bo to bzdura.

    Powtórzę jeszcze raz, dyskutujemy tutaj o oszczędzaniu i ekologii. W tych kwestiach transport publiczny zawsze przebije transport prywatny. To nie jest żadne odkrycie Ameryki.

    A w kwestii wygody: to również jest rzecz względna. Dla mnie wygodniejsza jest możliwość poczytania książki w autobusie niż siedzenie za "kółkiem". Po prostu, drogę do pracy mogę spędzić przyjemniej i pożyteczniej niż kierowca samochodu osobowego (chyba, że akurat lubi prowadzić – jak napisałem: rzecz względna).

  20. Po zliczeniu kosztów wychodzi mi posiadanie samochodu na równi z jazdą środkami komunikacji bo dziennie robię około 80 km, a tak jak @Magdalena@ zauważa taszczenie ciężkiego nesesera, często w garniturze nie jest fajne. Kiedy jeszcze jeździłem transportem publicznym miejski+podmiejski dziennie zabierało mi to 3 godziny (po 1,5 godz. w jedną stronę), jeżdżąc autem czas ten wynosi 35-40 minut w jedną stronę, więc oszczędność czasu jest duża, a przez ten czas mogę w domu o wiele efektywniej zająć się pracą czy nawet czytaniem w spokoju.

    @Wojciech P. P. Zieliński@ co do mandatów, to wystarczy, że mam w aucie CB-Radio ;)

    Ale ja jestem niepoprawny politycznie :D

  21. co do obniżenia temperatury, nie wiem jak jest u innych ale sporo moich znajomych przegrzewa mieszkania, i rada, że obniżenie temperatury grozi chorobą jest przesadzone.. człowiek się hartuje i rzadziej choruje mając niższą temperaturę w mieszkaniu… mówię to na swoim przykładzie, od kiedy mam większe mieszkanie i własne ogrzewanie, czyli obowiązkowe oszczędzanie, nie byłam u lekarza z powodu anginy czy grypy… trzeci rok z rzędu, nie jest to chyba przypadek…

  22. Wystarczy mieć chorobę lokomocyjną i problem się rozwiązuje:)

    Dla mnie jednym z większych argumentów przeciwko samochodom jest fakt, że u większości znajomych się na samochody po około roku wygodnictwa pojawia się kilka kilogramów na plusie. A potem panie (najczęściej) zaczynają kupować drogie karnety na fitness, spędzać czas na wymyślaniu metod schudnięcia. A wystarczy używać nóg na co dzień i problemu nie ma.

  23. Myślę, że jeśli ktoś ma chorobę lokomocyjną, to tylko własny samochód, bo kierowca nie doświadcza takiego bezwładnego bujania jak pasażer. Dlatego ja wolę prowadzić niż być wieziona nawet tym samym samochodem.

    W porównaniu do autobusu – w samochodzie można otworzyć okno, ustawić nawiew na twarz, dostosować temperaturę do własnych potrzeb. No i nie jest się narażonym na bliski kontakt z zapachami innych podróżnych.

  24. hmm a czy wiecie wlasnie ILE marnuje sie energii zostawiajac np ladowarke do komorki w kontakcie (nie ladujac) przez jeden dzien, albo do kaptopa na noc? chodzi mi o przeliczenie na PLN :) niestety, jest to jedno z moich niewielu grzechow przeciw oszczedzaniu i ekologii :)