Oszczędzać czy więcej zarabiać? Twoja opinia…

Ostatnie dwa artykuły opublikowane przed czerwcowym podsumowaniem, konkretnie Jak wydawać mniej (i oszczędzić więcej) pieniędzy? oraz Jak zarabiać więcej pieniędzy?, miały na celu pokazanie dwóch dróg, którymi można podążać do bogactwa. Co ważne, obie drogi są logicznie uzasadnione, sprawdzone w praktyce przez setki jeśli nie tysiące osób, dostępne dla każdego bez wyjątku i nie wymagają żadnych specjalnych poświęceń.

Połączenie tych dwóch podejść naturalnie da najlepsze efekty, ale mnie interesuje to, którą drogę Ty byś wybrał i dlaczego, gdybyś mógł skorzystać tylko i wyłącznie z jednej…

Dążyłbyś do bardziej oszczędnego życia czy do zwiększenia zarobków?

Podyskutujmy…

16 myśli nt. „Oszczędzać czy więcej zarabiać? Twoja opinia…

  1. Jeżeli mógłbym odkładać pieniądze przy zwiększaniu zarobków, to decyzja wydaje się prosta – wolałbym zwiększenie zarobków. Jeżeli miałbym jednak zarabiać więcej i nie móc nic odkładać (czytaj: musiałbym wszystko wydawać) to wolałbym zarabiać mniej, ale móc odkładać.

    Myślę, że chyba każdy dąży jednak do zwiększenia zarobków, bo jak to się mówi "pieniądz robi pieniądz", a im mamy ich więcej tym łatwiej je pomnażać. Oszczędzanie jest trudniejsze i na efekty czeka się dłużej.

  2. Ja też wybrałbym większe zarobki. A to z tego powodu, że przy większych zarobkach zwiększa się nasza comiesięczna nadwyżka finansowa. W ten sposób bez zbędnych wyrzeczeń, które są związane zwykle z oszczędzaniem, możemy taką wolną gotówkę inwestować i mnożyć do woli :)

  3. Najlogiczniejsze jest właśnie zwiększanie zarobków przy jednoczesnym zwiększaniu ozczędności. Trudno tu właściwie dyskutować co z tych 2 dróg jest łatwiejsze. Rzeczywiście znacznie przyjemniej jest mieć po prostu większe zarobki i wydając tyle samo – większą nadwyżkę.
    Chociaż zwykły szary obywatel, gdy dostanie podwyżkę to praktycznie nie odczuje on różnicy, bo po prostu zmarnuje te kilkadziesiąt-kilkaset złotych..

  4. Bartek napisał coś o czymś zapomniałem, a co radził Kiyosaki – przy większych zarobkach zamiast oszczędzać można ciągle inwestować powiększając majątek. Dalej jednak nie mamy jakiegokolwiek zabezpieczenia finansowego, a to bardzo ryzykowna sytuacja.

  5. @Adam: nie trzeba być zwykłym szarym obywatelem (dotyczy to głównie młodych ludzi). Jeśli ktoś nie ma jeszcze zbyt dużych przychodów, warto zainwestować w naukę i podnoszenie swoich kwalifikacji. W ten sposób zwiększamy sobie szanse na wyższą podwyżkę.

    @Marcin: Jeśli wybieramy drogę podwyższania zarobków zamiast oszczędzania, to myślę że warto postąpić zgodnie z radami Kiyosaki'ego – najpierw zapewnić sobie bezpieczeństwo i komfort finansowy (tworząc fundusz awaryjny), dopiero później sięgać po wyższe stopy zwrotu i inwestować. Jedno drugiego nie wyklucza. Co więcej – te rzeczy się uzupełniają.

  6. Najlepiej nie wybierać między jednym a drugim, tylko korzystać z obu sposobów zwiększania ilości posiadanych pieniędzy. Oszczędzanie nauczy szacunku do pieniędzy, a to dobry punkt wyjścia do dalszego zarabiania dzięki zarabianiu.

  7. Bartek – fundusz awaryjny to podstawa. Jednak fundusz awaryjny również można zaliczyć do oszczędzania, a zastanawiamy się co wybrać: większe zarobki albo oszczędzanie.

    zyrt – oczywiście, że najlepsze jest połączenie, pytanie jednak zostało postawione inaczej: dążyłbyś do bardziej oszczędnego życia czy do zwiększenia zarobków? Wybierać można tylko między tymi dwoma.

  8. Dla osób oszczędnych jest maly potencjal zwiększenia oszczędzania. W grę wchodzi glównie zwiększenie zarobków. Jeśli ktoś powiedzmy zarabia 2000 i odklada 500, majac mozliwosc zacisnac pasa i odlozyc jeszcze 100 zl poprzez dodatkowe wyrzeczenia, to mysle lepiej poszukac dodatkowego zarobku, moze zwiazanego z czyms prorozwojowym.

    Jesli ktos natomiast zarabia wzglednie duzo tzn np 4000-6000 a odklada 500 zl to bym szukal najpierw pola dla oszczedzania.

  9. Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi – wakacje nie sprzyjają siedzeniu przy kompie ;-)

    @Marcin:
    > Myślę, że chyba każdy dąży jednak do zwiększenia zarobków, bo jak to się mówi “pieniądz robi pieniądz”, a im mamy ich więcej tym łatwiej je pomnażać. Oszczędzanie jest trudniejsze i na efekty czeka się dłużej.
    @Bartek:
    > Ja też wybrałbym większe zarobki. A to z tego powodu, że przy większych zarobkach zwiększa się nasza comiesięczna nadwyżka finansowa. W ten sposób bez zbędnych wyrzeczeń, które są związane zwykle z oszczędzaniem, możemy taką wolną gotówkę inwestować i mnożyć do woli :)

    Panowie, a jak zapatrujecie się na taką obserwację: znakomita większość ludzi, bez względu na wysokość zarobków, każdego miesiąca pozbywa się całej wypłaty, często nawet wydając więcej, niż posiadają. Jeżeli osoba z takimi przyzwyczajeniami dostanie podwyżkę, to jestem święcie przekonany, że i te pieniądze wyda co do grosza. Zgadam się tu w pełni z Adamem W., który napisał:

    @Adam W.:
    >Chociaż zwykły szary obywatel, gdy dostanie podwyżkę to praktycznie nie odczuje on różnicy, bo po prostu zmarnuje te kilkadziesiąt-kilkaset złotych…

    Właśnie dlatego sam opowiadam się w pierwszej kolejności za oszczędzaniem, dzięki któremu każdy z nas najpierw wyrobi w sobie odpowiednie nawyki, a dopiero potem za rozglądaniem się za dodatkowymi źródłami zarobkowania i skupieniem na generowaniu nadwyżki finansowej.

    @Adam W.:
    > Trudno tu właściwie dyskutować co z tych 2 dróg jest łatwiejsze. Rzeczywiście znacznie przyjemniej jest mieć po prostu większe zarobki i wydając tyle samo – większą nadwyżkę.

    Mam na to takie spojrzenie: jeżeli zarabiam 1000 złotych, to mogę albo zrezygnować z pewnych przyjemności (lub zastąpić je innymi, darmowymi lub chociaż tańszymi) i wydać 800 złotych, a co za tym idzie – zaoszczędzić 200 pln, albo mogę pracować więcej i, nie rezygnując z niczego, kosztem większego wysiłku i czasu, dorobić 200 złotych do zaoszczędzenia. Technicznie różnica jest żadna, bo każde podejście generuje mi 200 złotych na dowolny cel związany z oszczędzaniem (fundusz awaryjny lub inwestycje). Szkopuł IMHO leży w psychice danego osobnika, bo – zgodnie z powyższym przykładem – jeżeli zawczasu nie posiada on/ona właściwych nawyków z związanych z oszczędzaniem, to i te dodatkowe 200 złotych w ten czy inny sposób „rozwali”.

    Spójrzcie proszę także na to od tej strony: oszczędzanie nie wymaga aż tak dużego wysiłku, jak zwiększenie zarobków. Oszczędzając, osoba przyzwyczaja się do skromniejszego trybu życia i rezygnuje z rzeczy, bez których może się z powodzeniem obejść (każdy z nas może się bez pewnych spraw obejść bez większego wpływu na jakość i styl życia). Nie mam tu na myśli życia jak eremita, ale sprawy w stylu zaniechanie prenumeraty niektórych czasopism lub zmniejszenie ilości kanałów w kablówce, które oglądane są okazyjnie czy zmniejszenie pasma Internetu, jeżeli w pełni go nie wykorzystujemy itp. detale. Natomiast osoba starająca się dorobić, o ile nie dostanie podwyżki, w większości przypadków musi skupić się na dodatkowych, powtarzalnych działaniach, które zajmują jej cenny czas. Obie drogi dają dodatni przepływ finansowy, ale w przypadku jednej wystarczą często proste działania i niewielkie inwestycje czasu/pieniędzy, jak wymiana żarówek na oszczędne czy po prostu gaszenie niepotrzebnie zapalonego światła, natomiast w drugim przypadku generalnie trzeba więcej i dłużej pracować, przez co naturalnym jest wymaganie za to "czegoś więcej od życia".

    Właśnie dlatego – z tych dwóch powodów – opowiadam się bardziej za oszczędzaniem, niż zwiększaniem zarobków. Jest możliwe do natychmiastowej implementacji (bo w końcu każda pracująca osoba jakiś przepływ finansowy ma) oraz wymaga mniejszych nakładów czasu i/lub finansów.

    Co o tym myślicie?

  10. @gma: "znakomita większość ludzi, bez względu na wysokość zarobków, każdego miesiąca pozbywa się całej wypłaty, często nawet wydając więcej, niż posiadają. Jeżeli osoba z takimi przyzwyczajeniami dostanie podwyżkę, to jestem święcie przekonany, że i te pieniądze wyda co do grosza."

    Myślę, że to jest bardzo indywidualna kwestia.
    Pytanie w artykule dotyczyło mojego zdania, takiej więc udzieliłem odpowiedzi. Ja akurat nie mam takich problemów i potrafię się zorganizować tak, że z każdej wypłaty zostaje mi nadwyżka.

    Znajomi byli ostatnio na wycieczce w Sankt Petersburgu. Jak wiadomo Rosja to kraj kontrastów – obok bezdomnych, którzy żebrają na ulicy o jedzenie chodzą ludzie obwieszeni złotem albo wożą się tacy w limuzynach, które rzadko się spotyka nawet w Europie (w Toruniu jest jedna taka :)).
    Dlaczego tak się dzieje? Czy wynika to z jakiegoś niespotykanego bogactwa Rosjan? Nie. Ci ludzie są po prostu przyzwyczajeni do obnoszenia się bogactwem, często wydają większość swoich zarobków na dobra materialne. Dodatkową przyczyną takiego stanu rzeczy jest niepewność rosyjskich banków – ludzie po prostu boją się trzymać pieniądze w banku, bo państwo albo szalejąca inflacja znowu może ich wszystkie oszczędności zabrać.

    "sprawy w stylu zaniechanie prenumeraty niektórych czasopism lub zmniejszenie ilości kanałów w kablówce, które oglądane są okazyjnie czy zmniejszenie pasma Internetu"

    A co zrobić w przypadku, gdy nie prenumeruję żadnych czasopism, nie mam w domu telewizora, a łącze internetowe mam optymalnie dobrane (do tego pracuję z domu przez internet, tak więc wliczam to w koszty pracy)? Samochodu też nie mam, bo podróżowanie komunikacją miejską wymaga mniejszego nakładu czasu i pracy :) (sprawy związane z dbaniem o samochód, ewentualnymi naprawami).
    Być może po prostu z natury jestem oszczędny, ale w tym momencie czuję się komfortowo w takiej sytuacji :) Nie czuję potrzeby wydawania pieniędzy na rzeczy, które nie są mi potrzebne.

    Tak więc w moim osobistym przypadku oszczędzanie nie ma sensu, bo dzieje się to niejako automatycznie (nie muszę podejmować żadnych specjalnych kroków w tym kierunku). Pozostaje mi więc zwiększanie comiesięcznych przychodów.
    Robiąc to w sposób przemyślany (pracując więcej głową, a nie mięśniami – np. zatrudniając się gdzieś jeszcze jako kelner :)) sprawia mi to ogromną radość, ponieważ rozwijam się w swojej branży a nabyte umiejętności mogą zaprocentować w przyszłości.

  11. Bartku, to super, że zostaje Ci nadwyżka, którą jesteś w stanie odpowiednio zagospodarować. Naturalnie także zgadzam się z Tobą, że oszczędzanie jest bardzo indywidualną kwestią. Uwidacznia się to zwłaszcza w drugiej części Twojej wypowiedzi, gdzie rozsądne wydatkowanie pieniędzy łączysz ze stwierdzeniem, że w Twoim osobistym przypadku oszczędzanie nie ma sensu.

    W swojej poprzedniej wypowiedzi chciałem po prostu zauważyć i poddać pod dyskusję stwierdzenie, że jeżeli ktoś najpierw nie nauczył się oszczędzania, to dążenie do zwiększenia zarobków nie ma większego sensu, ponieważ wypracowana nadwyżka – często kosztem większych działań – i tak zostanie spożytkowana na, nazwijmy to, wydatki związane z prowadzonym stylem życia.

    Zgodzicie się z tym?

  12. Z tym chyba każdy się zgodzi. Jak ktoś nie potrafi gospodarować pieniędzmi zarabiając powiedzmy 2000 zł to tym bardziej nie będzie potrafił nimi gospodarować zarabiając 20000 zł.

  13. Zgadzam się. Trzeba najpierw zmienić przyzwyczajenia związane z wydawaniem pieniędzy, dopiero wtedy można myśleć o czerpaniu korzyści ze zwiększenia przychodów.

  14. Pingback: Podsumowanie miesiąca: Lipiec 2009 — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...

  15. Najlepsze jest połączenie obu opcji, w sposób wahadłowy. Zakładając że w tej chwili nie głodujesz pod mostem bo nie masz pracy, należy zacząć od oszczędzania.

    Zamiast drastycznego obcinania wszystkiego co się da, przeanalizuj swoje nawyki wg krzywej spełnienia (artykuł w j. angielskim) – czy jesteś sfrustrowany brakiem, zadowolony czy zaniepokojony nadmiarem? Świadomie wybierz pozycję 3 lub 4 na krzywej dla każdej dziedziny związanej z wydatkami. Oczywiście możesz też podjąć decyzję że rezygnujesz z danej aktywności i przestać na nią łożyć.

    Ustaw sobie poziom zadowolenia na krzywej na którym – w aktualnej sytuacji – decydujesz się przebywać. Kiedy stwierdzisz że w dziedzinie wydatków zatrzymałeś się na ścianie, zajmij się podniesieniem dochodów – kiedy podniesiesz je i znowu się zatrzymasz – wróć do wydatków i przeanalizuj je od nowa.

    W ten sposób optymalnie wykorzystasz swoje możliwości finansowe, jednocześnie nie cierpiąc ograniczeń bardziej niż sam zdecydujesz.

  16. Pingback: Oszczędzać czy zarabiać więcej – co wybrać? | Portfel Domowy