Oszczędny czy skąpy: gdzie leży granica?

Autor: admin · 8 odpowiedzi

Niedawno otrzymałem od jednego z Czytelników bardzo interesującego maila o poniższej treści:

Długo czytam Twoje blogi o oszczędzaniu i brakuje mi jednego: definicji oszczędzania i sknerstwa. Gdzie kończy się oszczędzanie, a zaczyna się sknerstwo? Gdzie w tym wszystkim jest skromność?

Każdy z nas ma ukształtowany jakiś wizerunek skąpca. Dla niektórych będzie to Scrooge z opowieści wigilijnej, innym jako pierwszy w głowie zaświta znany z dowcipów McGregor, jeszcze inni pomyślą o molierowskim Harpagonie. Te stereotypy negatywnie odbijają się na postrzeganiu osób oszczędnych, przez co niejednokrotnie są brane za skąpców, a przecież między jednymi, a drugimi, jest zasadnicza różnica!

Jak zatem wygląda skąpiec w dwudziestym pierwszym wieku?

Moim zdaniem, jest to osoba, która:

  • oszczędza na wszystkim, na czym tylko może,
  • często chciałaby mieć wszystko za darmo; myśli na zasadzie „mi się należy”,
  • dba przede wszystkim o koszt i ilość, a nie o wartość i jakość,
  • nieraz niską cenę towaru przedkłada nad jego wpływ na zdrowie czy bezpieczeństwo,
  • jej skąpstwo negatywnie odbija się na ludziach znajdujących się w jej najbliższym otoczeniu,
  • myśli krótkoterminowo i głównie na zasadzie „co z tego będzie miał?”.

Podejrzewam, że każdy z nas zna takiego człowieka, który „dusi grosza” na każdym kroku: objedzie całe miasto, żeby zaoszczędzić drobne na zakupach; żal mu pieniędzy, żeby raz na jakiś czas wyjść do baru ze znajomymi; rezygnuje z napoju, zamawiając posiłek w restauracji; nigdzie nie jeździ, tylko siedzi w domu; cały czas narzeka na ceny towarów itp. itd.

To jest właśnie skąpiec.

Natomiast bycie oszczędnym oznacza dla mnie świadome podejmowanie wyborów finansowych. Osoba oszczędna nie stanowi przeciwieństwa skąpca, a jej podejście bierze się w prostej linii z przemyślanych decyzji co do tego jak i na co wydaje pieniądze.

Chodzi tutaj w dużej mierze o stawianie w pierwszej kolejności na niezbędność danego zakupu/wydatku i na to, jaka stoi za nim jakość oraz jaką niesie on wartość. Na przykład: osoba oszczędna zapłaci więcej za buty dobrej jakości, bo wie, że w dłuższym czasie lepiej na tym wyjdzie, niż gdyby miała kupić dwie tańsze pary bubli.

Poza tym, choć osoba oszczędna bardzo często szuka możliwości do oszczędzania, to na tym, co dla niej jest ważne, nigdy przesadnie nie oszczędza. Naturalnie nie idzie za tym rozrzutność czy poddawanie się zakupom impulsowym, ale pewne wartościowanie: oszczędzam na tym, do czego nie przywiązuję aż takiej wagi, a wydaję więcej na to, co lubię i co sprawia mi przyjemność.

Również, osoba oszczędna nie gromadzi bezmyślnie każdego grosza, tylko odkłada pieniądze na konkretne, często długoterminowe cele. W sytuacji, gdy systematycznie wypełnia plan oszczędzania, nie widzi nic złego w tym, żeby pozostałą nadwyżkę wydać na szeroko pojęte przyjemności.

Osoby oszczędne nie są nudziarzami i choć czasem z powodów związanych ze świadomym dysponowaniem pieniędzmi odmówią spotkania, wspólnego wypadu czy uczestnictwa w imprezie, to nie jest to nagminne, ponieważ tacy ludzie potrafią się bawić oraz cieszyć życiem.

Co do skromności, to uważam, że jest to cecha, którą – z racji tego, że nie zawsze zależy od majątku czy dochodów – może prezentować zarówno osoba skąpa jak i oszczędna. Może niesłusznie, ale ponieważ skąpstwo postrzegam negatywnie, skromność osoby oszczędnej będzie dla mnie więcej znaczyć, niż skromność kogoś, kto jest dusigroszem.

Skomentuj

{ 7 odpowiedzi… przeczytaj lub dodaj własny }

Leszek Maruszczyk Luty 9, 2010 o 10:15

Paweł, czy mi się zdaje, czy tutaj kiedyś było forum dyskusyjne? Nie będzie go już?
Aha, widzę, że u Ciebie na dole jest subskrypcja komentarzy, jaki to plugin?

Odpowiedz

mirabelka Luty 9, 2010 o 12:14

Różnica między oszczędzaniem a skąpstwem jest nie do uchwycenia. Dla mnie własnie rezygnacja z napoju w restauracji jest oszczędzaniem – nie widzę żadnego powodu, żeby płacić za coś co jest kiepskiej jakości, a kosztuje wielokrotność tego co znacznie lepszy odpowiednik, który przyrządzę w domu. Zresztą ogólnie wolę w restauracji zamówić mniej i mniej wydać: dla mnie zamawianie przystawki, zupe i drugiego dania to pomyłka: strata czasu i brak myślenia o zdrowiu. A dla wielu osób to skąpstwo, bo skąpstwem nazywaja wszystko co nie jest folgowaniem każdej zachciance.

Odpowiedz

Paweł Kata Luty 9, 2010 o 13:17

Leszek, było było, ale cieszyło się zbyt małą popularnością, jak na moje oczekiwania, dlatego z forum zrezygnowałem, a zamiast niego założyłem facebookową grupę Oszczędzania. Każdy, kto się zapisze, ma automatycznie dostęp do zakładki Dyskusja, która działa identycznie jak forum.

Ciebie i pozostałych aktywnych uczestników dyskusji przepraszam i zapraszam na FB.

A co do wtyczki, to nazywa się – hehehe – Subscribe To Comments ;-)

Odpowiedz

Arek Luty 9, 2010 o 13:39

Równowaga w życiu także tym finansowym to podstawa. I chociaż rozrzutność wydaje się być dzisiaj powszechną plagą, to odchył w drugą stronę czyli skąpstwo wcale nie jest lepsze.

Odpowiedz

Paweł Kata Luty 9, 2010 o 14:39

Mirabelka, wszystko zależy od tego jak się oszczędza. Dla mnie wyjście do restauracji to rozrywka, a na rozrywki mam osobne pieniądze – te, które zostają po zapłaceniu sobie najpierw i zapewnieniu podstawowych spraw (dach nad głową, jedzenie itp.). Nie widzę zatem powodu, żeby sobie odmawiać napoju, mimo tego, że mogę kupić oranżadę w Biedronce za 70 groszy czy sok pomarańczowy za 2.30 pln/litr.

Żeby było jasne: nie uważam też, że rezygnacja z napoju w restauracji to skąpstwo w sensie dosłownym – po prostu, gdy już spełniłem swoje obowiązki finansowe wobec siebie i innych, korzystam z życia jak tylko mogę. Wolałbym iść do restauracji co drugi raz i się nie ograniczać finansowo, niż iść za każdym razem i zamawiać jedzenie bez napoju.

Jak się bawić, to się bawić na całego.

Odpowiedz

Lockers Luty 9, 2010 o 15:40

Zasadnicza różnica jest taka, że skąpstwo to wada, a oszczędność to zaleta :)

Odpowiedz

Andrzej Luty 10, 2010 o 14:51

@Paweł napisał tak: "Natomiast bycie oszczędnym oznacza dla mnie świadome podejmowanie wyborów finansowych."

Definicja trafna, jak najbardziej, choć słowo "finansowych" w moim odczuciu zbyt ją spłyca (ogranicza). Jeżeli sięgniemy "głębiej" to okazuje się że świadome oszczędzanie przynosi korzyści nie tylko
nam. Dla przykładu, podliczamy rachunki za wodę, prąd, ogrzewanie, po czym stwierdzamy że można tu sporo zaoszczędzić. Wymieniamy okna na nowe, docieplamy ściany, wstawiamy podzielniki ciepła, wymieniamy żarówki itp. Po roku widzimy znaczną różnice (na plus) w rachunkach, po paru latach zwracają nam się koszty związane z wszystkimi wydatkami na ocieplenie mieszkania (domu) Zaczynamy "świadomie" szukać " kolejnych możliwości oszczędzania, środków, surowców, czasu itp. Zapewne wielu z nas może podać sporo podobnych przykładów, może warto się podzielić własnym doświadczeniami na ten temat? Tu ma myśl przychodzi mi znane powiedzenie które dość trafnie oddaje sens mojego wywodu "Działaj lokalnie myśl globalnie" Dla mnie oszczędzanie nie ma nic wspólnego z byciem skąpym, tak samo jak i słowo świadomość, które wyklucza tego tupu analogie. Moim zdanie oszczędność jest nieodłączna częścią świadomego życie.

@Lockers,
Bardzo trafne spostrzeżenie :-)

Pozdrawiam!
Andrzej

Odpowiedz

Previous post:

Next post: