Kontynuując październikową falę artykułów o kontroli i analizie wydatków, chciałem podzielić się z Wami pewnym pomysłem. Jest cudowny w swojej prostocie i definitywnie pozwoli wyrobić korzystne nawyki, związane z wydawaniem pieniędzy.

Bez zbędnego owijania w bawełnę już wyjaśniam: nowym świętem oszczędzających jest…

Dzień bez wydawania pieniędzy.

Mówiąc wprost: proponuję, żeby przez jeden dzień w miesiącu świadomie zrezygnować z wydawania pieniędzy.

Banalne, prawda? Cóż… życie pokazuje, że jednak nie dla każdego.

Znam osoby, które codziennie stołują się na mieście. Znam osoby, które codziennie kupują gazetę. Znam osoby, które codziennie kupują świeże bułki na śniadanie. Są też tacy, którzy codziennie kupują paczkę papierosów. Ogromne rzesze ludzi kupują każdego dnia różne przekąski czy kawę z automatu. Są też tacy, o zgrozo, którzy codziennie po pracy chodzą do baru „na jednego”.

W dniu bez wydawania pieniędzy chodzi o to, żeby wykombinować jakiś sposób na to, żeby sobie z tymi przyzwyczajeniami do codziennego wydawania poradzić. Dla jasności, nie mam na myśli tego, że palacz kupi sobie we wtorek dwie paczki papierosów, w środę nie musi kupować i ma ładny dzień bez wydawania pieniędzy. O nie!

Bardziej chodzi mi o to, żeby wspomniany palacz wykombinował skąd by tu wziąć papierosy po znacznie niższej cenie za paczkę i kupować je jak najrzadziej. Żeby fan codziennej gazety jednego dnia poczytał strony internetowe z newsami. Żeby ktoś inny ugotował sobie obiad, zamiast jeść na mieście.

Chodzi o ten jeden dzień, kiedy trzeba będzie wymyślić jak dotychczasowe przyzwyczajenie, wiążące się z wydawaniem pieniędzy, zastąpić czymś znacznie tańszym lub nawet bezpłatnym.

Już jeden taki dzień w miesiącu da do myślenia i będzie stanowił doskonały fundament dobrego nawyku. I o to właśnie chodzi w dniu bez wydatków. Z czasem dzień w miesiącu można zamienić na dzień w tygodniu, potem na dwa dni w tygodniu, na trzy, a potem nawet na tydzień w miesiącu. Oszczędności z tego tytułu nie będzie ogromnych, ale dla samego siebie warto się tym zająć.

Ja już wyrobiłem u siebie nawyk, że jeden dzień w tygodniu nie wydaję pieniędzy, a od kilku tygodni staram się, żeby były to dwa dni. Nie powiem, jest to związane z wyrzeczeniami, ale muszę szczerze napisać, że dzięki temu ćwiczeniu jest mi o wiele łatwiej zrezygnować z zakupów impulsowych i wpadłem na kilka pomysłów, dzięki którym oszczędzam czas i pieniądze.

Gorąco zachęcam Cię: ustanów jeden dzień w miesiącu, kiedy zrezygnujesz z wydawania pieniędzy, a swoje przyzwyczajenia w tym dniu zastąpisz czymś znacznie tańszym lub nawet bezpłatnym. Jestem przekonany, że systematycznie praktykując dzień bez wydatków szybko zobaczysz korzyści.

Zobacz też:
  Podobał Ci się wpis? To już teraz zasubskrybuj kanał RSS!

{ 13 odpowiedzi… przeczytaj lub dodaj własny }

Garfield Październik 17, 2009 o 6:38 pm

Paweł, powiem ci, że jest to świetny sposób na planowanie dnia i przy okazji ćwiczenie samodyscypliny czy jak kto woli silnej woli.
Faktycznie jeśli by się udało raz czy dwa razy w tygodniu to mogą być oszczędności jeżeli odpowiednio np. zaplanować zakupy, ale wszystko jest powiązane z Twoim poprzednimi wpisami.

Odpowiedz

appfunds Październik 17, 2009 o 6:52 pm

No ciekawe jak zostanie przyjęty ten art.

Zobacz komenty pod tym: http://appfunds.blogspot.com/2009/07/dzien-bez-wy...

Pozdr :)

Odpowiedz

Paweł Kata Październik 17, 2009 o 7:17 pm

AppFunds, wydaje mi się, że inni ludzie czytają nasze blogi, nastawieni w tej chwili na inne cele, więc ciężko powiedzieć jak moi Czytelnicy zareagują na ten art, ale nie powiem – wzbudziłeś ciekawość.

Odpowiedz

Łukasz Październik 17, 2009 o 9:23 pm

Można isć na łatwizne i ustanowić sobie taki dzień w niedzielę, zostać w domu i oglądać telewizję. Ciekawe ile osób tak zrobi :)

Z drugiej stroy wydaje się, że pomysł jest dobry, jednak lepsze jest to, co z niego wynika – kotrola finansów. Dla zwkłego człowieka jeden dzień postu finansowego będzie oznaczał, żen a drugi dzień wyda dwa razy więcej, żeby sobie ten post wynagrodzić. A chyba nie o to chodzi.

Odpowiedz

Ania Październik 17, 2009 o 10:06 pm

Paweł, ja czytam oba blogi, chociaż jestem na samym początku mojej drogi świadomego zarządzania finansami.
Moim zdaniem, pomysł z dniem bez wydatków jest bardzo dobry. Mnie zdarza się czasem kilka takich dni w tygodniu, ale zazwyczaj przypadkiem. Jednak uważam, że świadoma rezygnacja, zwłaszcza na początku, jest użyteczna. Można odkryć ile pieniędzy idzie na bzdury i ile pieniędzy wydajemy z przyzwyczajenia, a nie potrzeby. W moim przypadku była to np kawa w drodze do pracy.

Odpowiedz

Paweł Kata Październik 17, 2009 o 10:42 pm

Łukaszu, jeżeli ktoś, kto chce skorzystać z tej porady, zrobi, jak napisałeś, to raczej kiepsko widzę jego finanse osobiste. Inna sprawa to to, że u AppFundsa w komentarzach niektórzy właśnie w niedzielę chcą wydawać pieniądze na relaks ;-)

Odnośnie drugiej części Twojego komentarza, chciałem przypomnieć, że napisałem, że celem dnia bez wydawania pieniędzy jest inne podejście do zwyczajów finansowych oraz poszukanie rozwiązań alternatywnych – nie chodzi o to, żeby dzień wcześniej kupić na zapas lub dzień po cokolwiek sobie odbijać. Kształtujesz dobry nawyk, a nie powiększasz oszczędności (choć jak znam życie nikt nie będzie narzekał, jeżeli jakieś poczyni).

Aniu, cieszę się, że zauważyłaś nieświadome dni, kiedy nie wydaje się pieniędzy. Mi także takie się zdarzają, niemniej jednak do swojego nawyku ich nie wliczam. W rezygnacji z wydawania liczy się przede wszystkim premedytacja.

Odpowiedz

Magdalaena Październik 17, 2009 o 11:27 pm

Mnie ten pomysł nie przekonuje, a już (jak napisałam u Appfundsa) idiotyczne byłoby niewydawanie w niedzielę, bo niedziela i pójście do kościoła generuje u mnie stały wydatek w postaci datku na tacę. W dodatku większość moich niedzielnych wydatków to właśnie taca i np. czynsz albo abonament za komórkę, bo wieczorem mam czas i robię przelewy.

Ale tak na poważnie, to mam wrażenie, że każdy powinien dostosować sposób oszczędzania do własnych problemów. I faktycznie, jeśli ktoś ma problem z takimi impulsowymi, drobnymi wydatkami, to taki dzień niewydawania może uświadomić mu gdzie forsa się rozchodzi.

Ale czemu nikt nie podaje sprytnych sposobów na zdrowe, niskokaloryczne i tanie (już nie mówię o bezglutenowym) jedzenie ? Jak widzę, jak mało ludzie wydają na żywność, to aż mnie skręca jak patrzę na mój budżet :-(

Odpowiedz

SarahConor Październik 18, 2009 o 8:33 pm

Fajny pomysł do diaska! Ja codziennie wydaję na jakiś napój … lub snickersa :D Marne nałogi, tym bardziej, że pracuje w miejscu gdzie mam stały dostęp do takich rzeczy… tak sobie słodzę czas spędzany w moim nudnym sklepiku ;p Fakt , potrzebna jakaś alternatywa! Ale można oszczędzać na nie tylko na "kupowaniu", co do nawyków jednocześnie rachunków, to można sobie od czasu do czasu zrobić miły wieczorek przy świecach (oszczędzamy światło) zamiast codziennych kąpieli po brodę(jak ja to kocham^^), to szybki prysznic,prawdę mówiąc, może tez dużo nie zaoszczedzimy, ale tu chodzi przecież o te nasze "nawyki" takie w sumie niby banalne rzeczy, a jednak często lekceważone, dużo można wymieniać, może ktoś ma inne pomysły??

Magdaleno, ludzie wolą wydawać pieniądze na szybkie jedzenie, nie odzywając się zdrowo, gdyż nie maja czasu przygotować takiego posiłku, a można tanio jeść i oczywiście zdrowo!Bp najzdrowsze jest co co zrobimy sami z produktów naturalnych które posiadamy w lodowce, zamrożone owoce , warzywa itp… nie marnować resztek !!! Zamiast soku (w którym aż strach pomyśleć ile cukru) kompocik, zamiast kupować sos do spaghetti samemu zrobić z tego co mamy, przyprawy chodowa c… ;d Ale fakt faktem, zajmuje czas …no i nie każdy to lubi .

Odpowiedz

Magdalaena Październik 18, 2009 o 11:24 pm

@SarahConorm – no właśnie ja się staram jeść zdrowo i niskokalorycznie (w dodatku jestem na diecie bezglutenowej), gotuję przeważnie w domu, a wydaję strasznie dużo. Dobra wędlina, warzywa, owoce … swoje kosztują.
Szukałam jakichś rad na blogach oszczędnościowych, ale amerykańskie rady nie do końca przystają do naszego rynku żywności.

Odpowiedz

Marcin Październik 19, 2009 o 12:07 pm

Racja, niektórym taki dzień na pewno się przyda. Warto zauważyć, że można dzięki temu odnaleźć współczynnik Davida Bacha (http://oszczedzanie.net/skad-wziac-pieniadze-do-zaoszczedzenia/). Niektórzy codziennie muszą sobie kupić kawę z automatu, z automatu obok Snickersa i każdego dnia opuszcza portfel co najmniej 5 zł. W dniu bez wydawania można zaobserwować (oprócz zapisywania wydatków), jakie wydatki to już zakup odruchowy.

Odpowiedz

Agaru Październik 19, 2009 o 2:30 pm

Magdalaena – polecam zagladać na http://forum.gazeta.pl/forum/f,20012,Oszczedzamy_...
Jeden z trików, które wyszły, jak zaszłam w ciążę. Mimo, że było lato, nagle okazało się, że wydaje prawie 50% budżetu na żywność na owoce i warzywa. Naprawdę wychodziła spora kwota. Później złapałam sie na tym, że kupuję je po sklepach i na bazarze, gdzie ceny są zazwyczaj większe niż na "giełdzie". A obok giełdy przejeżdzałam niemal codziennie i nie korzystałam. Zmieniłam to…

Nadal wydawaję sporo na owoce i warzywa (40-50% budżetu na jedzenie), ale kwotowo o wiele mniej.

Z innych trików – warto zainteresować sie na bazarze "babciami", sąsiadami na wsi hodującymi zwierzątka, czy uprawiajacymi warzywa i owoce (jak mieszkasz w mieści popytaj znajomych ze wsi). Ja np: mam możliwość kupowania mięsa z indyka i królika od przysłowiowego "chłopa". Mleko czy inne przetwory są o niebo lepsze i zazwyczaj tańsze od sprawdzonej "babci" na bazarze niż ze sklepu. Oczywiście wszystko kwestia "obczajenia", popytania wśród znajomych itd.

Paweł Kata – sory za off topic ;)

Co do tematu – da się i nie da. Ja nie wydaję co drugi dzień, ale dzień wcześniej, czy chcę, czy nie, kupuję składniki na obiad 2-dniowy ;) Coś jednak jest w tym. Bo jak wejdzie sie do sklepu (nawet z kartką w ręku), zawsze cos się kupi spoza listy. Bo coś nowego, coś innego, może warto spróbować, a jeszcze to warto uzupełnić i… Coraz mniej mam takich zakupów, ale szczególnie w dużych centrach handlowych trudno się oprzeć pokusie kupienia jeszcze tego i tego, i tego…

Odpowiedz

grapkulec Październik 19, 2009 o 4:56 pm

@Magdalena – nie wiem ile to u ciebie jest dużo, ale ja na jedzenie przeznaczam 500 zl. to jest kasa na zakupy obiadowe, posilkowe, kanapki do pracy, platki sniadaniowe, mleko, warzywa, itp. moja dziewczyna rowniez tyle daje do budzetu jedzeniowego, wiec razem wydajemy 1000 zl. szczerze mówiąc jeśli mam nie zjeść obiadu, który będzie mi smakował i chrupać jakieś tektury sojowe albo tym podobne wynalazki bo sa taksze i teoretycznie zdrowsze to dziekuje za takie oszczedzanie.

Odpowiedz

Zdzichu Październik 19, 2009 o 10:44 pm

Myślę że ustanowienie nawet dnia w tygodniu bez wydawania to dobry pomysl. Dzięki temu zyskujemy czas (nie idziemy na zakupy) i ćwiczymy samodyscyplinę.

Dodatkowo zaoszczędzone pieniądze proponuję traktować jako jedynie skutek uboczny, choć bardzo ważny.

Jeśli wydajemy na tacę w kościele, można tego wydatku nie brać pod uwagę, pod warunkiem, że tego dnia wydamy tylko na to.

Odpowiedz

Skomentuj

Zasady komentowania w skrócie: nie obrażaj innych, nie prowokuj kłótni, pisz na temat, nie reklamuj niczego, nie używaj słów kluczowych w podpisie. Komentarze łamiące zasady będą moderowane. Szczegóły w Polityce Komentowania.

Previous post:

Next post: