Najważniejsze wydatki w życiu człowieka…

W związku z pewnym wydarzeniem pojawiła się przede mną wizja dość dużego wydatku. Wspomnianym wydarzeniem były zaręczyny, a wydatkiem jest… wesele :-) Jakkolwiek ceremonia zaślubin i towarzysząca jej zaraz potem balanga należą do logistycznych i pieniądzochłonnych horrorów, to przy okazji planowania zacząłem się zastanawiać nad tym jakie jeszcze duże wydatki czekają mnie w najbliższej przyszłości, a którym nie poświęcałem jak dotąd należnej uwagi. Okazało się, że choć lista nie jest długa, to potrzebna kwota – wręcz bajońska.

Właśnie dlatego w dzisiejszym wpisie, zamiast rzucać poradami i cyferkami, chciałbym przywołać do Waszej świadomości prawdopodobnie niezbędne wydatki, których będzie bardzo trudno uniknąć.

Oto Top 5 wyciągaczy znacznych kwot z konta:

  1. Ślub i wesele. Nie ma co, kiedyś trzeba w końcu stanąć na ślubnym kobiercu i skonwertować randkowanie i/lub narzeczeństwo na bardziej stabilny fundament, jakim jest małżeństwo. Być może uda się osiągnąć jakieś profity z tytułu wspólnego rozliczania się z Urzędem Skarbowym, to jak z większością spraw doczesnych, wiążą się z tym również koszty: „opłata” weselna, stroje, sala, jedzenie, zakwaterowanie gości, obrączki itp. Całość, w zależności od rozmachu i upodobań, sumuje się do całkiem pokaźnej kwoty, którą najlepiej byłoby ogarnąć bez zaciągania kredytu.
  2. Samochód + utrzymanie. Jakkolwiek jest to wydatek, bez którego można się obejść, to mimo wszystko brak auta coraz bardziej mi doskwiera. Wszędzie muszę jeździć autobusami lub pociągami, płacąc pełną stawkę z racji wieku. Dodatkowo tracę czas, który mógłbym o wiele lepiej spożytkować. Sprawa tak banalna, jak zrobienie zakupów na cały tydzień, urasta do pokaźnego problemu, bo ciężko jest się ze wszystkim na raz zabrać. Biorąc pod uwagę powyższe (i tak naprawdę jeszcze dużo więcej, ale nie chcę zamulać), samochód staje się luksusem dającym bardzo praktyczne korzyści i dlatego warto go mieć.
  3. Dach nad głową. Bez względu na to, czy preferujesz dom czy mieszkanie – jest to wydatek, który spędza sen z oczu wielu ludziom. Najczęściej wiąże się z około trzydziestoletnim spłacaniem wysokich rat, które sumują się do znacznie większej wartości, niż cena nabytej nieruchomości.
  4. Dzieci. Wiem, że brzmi to nieco bezdusznie, ale dzieci to paradoksalnie najgorsza inwestycja w życiu typowej rodziny – naturalnie z ekonomicznego punktu widzenia. Wydatki poniesione na odchowanie pociech idą w dziesiątki, a często nawet setki tysięcy złotych, dając nam bezcenne poczucie spełnienia i samorealizacji. Pewnie dlatego złośliwi mawiają, że „dzieci to prawdziwy skarb – zwłaszcza, gdy są głęboko zakopane” (wrażliwych przepraszam za makabryczny żart).
  5. Emerytura. Jeżeli tak jak ja pragniesz o wiele szybciej zakończyć przymusowy etap kariery zawodowej w taki sposób, żeby do końca życia już nie martwić się o utrzymanie siebie i swoich bliskich, to pewnie zdajesz sobie sprawę z tego, że ani Państwo ani drugi i trzeci filar nie zapewnią Ci dostatniego życia. Moim zdaniem szybszą emeryturę można sobie wywalczyć wyłącznie wtedy, gdy samodzielnie podejmie się agresywne działania, ukierunkowane na możliwie jak najszybsze ustawienie się pod względem finansowym. Niestety, zgodnie z zasadą mówiącą, że „pieniądz robi pieniądz”, trzeba ten pierwszy pieniądz jakoś zdobyć i mądrze wydać, by wypracować drugi pieniądz.

Jak sobie poradzić z tymi wydatkami? Sprawa niestety nie jest taka prosta. Dla mnie najważniejsza jest ich świadomość i dzięki temu możliwość przygotowania się na nie. Ale jak będą szły te przygotowania? Czy uda mi się zawczasu w pełni zgromadzić pieniądze czy będę musiał improwizować? Tego nie wiem i nawet jest mi z tym dobrze. W końcu jakim by było życie, gdybyśmy dokładnie wiedzieli, co czai się za zaułkiem…

16 myśli nt. „Najważniejsze wydatki w życiu człowieka…

  1. Gratulacje!

    Wydatki które przedstawiłeś rzeczywiście będą spore, ale głowa do góry bo szczęście nie ma ceny. No i pamiętaj "Co Cie nie zabije to Cię wzmocni":)

  2. Gratulacje! Myślę, że masz na tyle szeroką wiedzę, że poradzisz sobie z nową sytuacją.

    Plus za nowy wygląd, jakoś bardziej świeżo teraz tu jest. Skorzystałem sobie z reklamy u Ciebie na jeden dzień. Dzięki.

  3. Dziękuję, Panowie :-)

    Arku, wspomniane przez Ciebie porzekadło jest jedną z moich życiowych dewiz. W sumie to uważam, że nie te wydatki, których się spodziewamy będą problemem, ale te, które spadną znienacka. No ale na nie każdy może się przygotować budując solidny fundusz awaryjny ;-)

    Marcinie, cieszę się, że podoba Ci się nowy wygląd bloga. Przyznam szczerze, że to jeszcze nie do końca to, co chcę osiągnąć (kłuje mnie trochę brak tłumaczenia), ale dużymi krokami zbliżam się do poprawienia czytelności strony.

    I dzięki za wykup reklamy :-) AdTaily wrzuciłem testowo, ale muszę przyznać, że na chwilę obecną podoba mi się bardziej, niż to, co oferuje Blogvertising.

  4. Gratuluję odważnego kroku :)

    Ja na szczęście mam już dwa punkty za sobą (ślub i dach nad głową).
    Do punktu "dach nad głową" dodałbym jeszcze w niektórych przypadkach konieczność wyremontowania swojego nowego gniazdka. U mnie taka konieczność miała miejsce, co też było całkiem "finansochłonne".

    Co do samochodu, powoli się do tego przymierzam, bo na dłuższą metę takie rozwiązanie może się okazać bardziej oszczędne niż korzystanie z komunikacji miejskiej. Ale tą sprawę trzeba jeszcze przemyśleć i przekalkulować.

  5. Małżeństwo wcale nie musi być kosztowne. Ślub w USC to wydatek naprawdę groszowy. Wydatki biorą się stąd, że mnóstwo ludzi jest przywiązanych do bezsensownie głupich tradycji zapraszania na wesele całej lubianej i nielubianej rodziny, albo organizowania ślubu w kościele pomimo tego, że się nie jest ani wierzącym ani praktykującym.

    Dzieci rzeczywiście kosztują mnóstwo pieniędzy. Samo odchowanie to nie wszystko, wypadałoby przecież dzieciaka posłać na studia, a same studia to wydatek rzędu 100 000 PLN. Dlatego dobrze byłoby zacząć odkładać dziecku pieniądze zaraz po jego urodzeniu — 300 PLN miesięcznie wystarczy, by uskładać 100 000 PLN do dnia jego 18-tych urodzin przy ledwie 5% oprocentowania rocznie.

  6. Właśnie wróciłem z wakacji i widzę na stronie pozytywne zmiany. Gratuluję Ci decyzji, którą podjąłeś odnośnie małżeństwa.
    A teraz odnośnie dyskusji, popieram w tej kwestii zdanie użytkownika zryt, szczególnie z tym, że dzieci „nie sposób przeliczyć na pieniądze” niepoprawne jest wręcz przeliczanie ile „pójdzie na dzieci”, co innego racjonalne planowanie ich przyszłości i odkładanie pieniędzy na ten cel.
    ps. nie mam i nie planuję w najbliższej przyszłości posiadać dzieci ;P

  7. Dzieci to inwestycja długoterminowa, wiążą się z dużymi kosztami, ale nieporównywalnie więcej z tej inwestycji można uzyskać:
    - pomoc w pracach domowych (zamiast wynajęcia kucharki, sprzątaczki, osoby do mycia okien, mycia samochodu,
    - towarzystwo bliskiej osoby w domu
    - pomoc w utrzymaniu podczas starości

    Deklarowanego z ust trzyletniego dziecka, z wypiekami na ustach, wierszyka w przedszkolu z okazji dnia mamy czy taty, nie sposób przeliczyć na pieniądze.

    Wspomnień ze wspólnych wakacji z dziećmi, również.

  8. Krzyśku, co do wesela, to zgadzam się w pełni – rozbuchiwanie imprezy do zbyt dużych rozmiarów w myśl romantycznych idei jest po prostu zbędne. Natomiast jeżeli chodzi o dzieci i ich edukację, to akurat wliczałem to do całokształtu wydatków schowanym pod tym podpunktem. Pytanie tylko skąd wziąłeś liczbę 100000 jako przewidywane wydatki na studia? Z moich luźnych kalkulacji wynika, że można spokojnie się utrzymać na studiach (dzienne, państwowe) za 1500 złotych miesięcznie (a to i tak dwa razy więcej, niż sam miałem do dyspozycji w trakcie studiów – nie wspominając o tym, że z tej kwoty musiałem opłacić również stancję/akademik), to pięć lat edukacji, po dziewięć miesięcy każdy da w sumie 67500 złotych. Osobiście w moim przypadku doprowadzę do tego, żeby ta kwota była o wiele mniejsza, bo priorytetem będzie dla mnie wychowanie dzieci w taki sposób, że będą w stanie sobie same poradzić we współfinansowaniu swojej edukacji. Być może zabrzmi to niepolitycznie, ale dla mnie moja i Kasi emerytura zawsze będzie ważniejsza, niż studia dzieci.

    PS. Inflację celowo pominąłem, bo chcę uniknąć zabawy w Nostradamusa, ale podejrzewam że Ty ją uwzględniłeś.

    Zyrt, faktycznie – pewne sprawy w życiu są bezcenne, niemniej jednak trzeba często za nie słono zapłacić.

    Garfieldzie, pewne wydatki powinno się mieć na uwadze. Nie piszę tu o planowaniu spraw typu wydatki na posiłki dla piętnastolatka w przyszłości, ale zapas kasy na start edukacji czy wspomniane studia wypadało by mieć odłożony – wtedy życie będzie o wiele łatwiejsze – zarówno dla dzieciaka jak i dla rodzica. Coś a'la wyprawka na dobry start w dorosłość czy choćby kasa na śluby/wesela. Im wcześniej zacznie się o tym myśleć, tym mniej obciąży to budżet.

    PS. My planujemy dwójkę ;-)

  9. Pingback: Podsumowanie miesiąca: Lipiec 2009 — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...

  10. Patrzenie na dzieci jako inwestycję jest błędem (co oczywiście podkreślasz); w tym wypadku chodzi o coś znacznie ważniejszego niż pieniądze. Ja "inwestuję" w moje dziecko (2,5 roku) nie z myślą o swoim, ale jego przyszłym zysku i pomyślnym starcie w dorosłe życie. Co do innych spraw, np. ślubu i wesela, no cóż. Można "się wydać" za stosunkowo niewielką sumę, można na zasadzie "zastaw się, a postaw się" (kredyt na ślub jest moim skromnym zdaniem, szczególnie w przypadku rodzin niezamożnych, czystą głupotą).

  11. Dzieci to SENS ŻYCIA a sensu życia nie przeliczysz na kasę. Co z tego, że oszczędzisz milion, jak na starość stwierdzisz, że bez dzieci życie nie ma sensu. Dzieci to nie koszty. Dzieci to bezcenny zwrot w postaci ogromnej radości :)

  12. Pingback: Oszczędzanie pieniędzy: Jak planować przyszłe wydatki? — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...

  13. Jako doświadczony mąż (9 lat po ślubie) i ojciec dwójki powiem tak. Dzieci po prostu warto mieć. Jestem sknerą, ale na dzieciach nie potrafię oszczędzać (i pewnie dobrze, że tak jest) w przeciwieństwie do samochodu, mieszkania itp.

    Co do wesela. Popieram Krzysztofa i przyznam się, że z żoną w ogóle zrezygnowaliśmy z wesela.

    Za kasę przeznaczoną na wesele (10 tys. 9 lat temu), kupiłem działkę, potem zamieniłem ją na mieszkanie, które w styczniu przyszłego roku sprzedaje za 220 tys. (mam już umowę przedwstępną).

    Z perspektywy sądzę, że było warto nie robić wesela.

  14. Jest trochę tych kosztów dobrze jest sobie je uświadomić, żeby jak najszybciej zdobyć pieniądze na te wszystkie luksusy:) A jeśli chodzi o dzieci to najlepiej odkładać jakąś wyznaczoną sumę przykładowo w funduszu inwestycyjnym po 20 latach urośnie spora sumka:)