Moje wielkie, polskie, oszczędne wesele… w praktyce!

Kilka osób prosiło o artykuł, w którym przedstawiłbym – jako oszczędny minimalista – swoje wesele. Dziś z przyjemnością realizuję tę prośbę, mając przy tym nadzieję, że wiele osób, które dopiero planują stanąć na ślubnym kobiercu, skorzysta ze sprawdzonych w praktyce porad.

Zacznę od minimalistycznej strony wesela, której w zasadzie… nie było. Powód? Oświadczałem się w połowie czerwca 2009 i w tamtym okresie nie byłem jeszcze zadeklarowanym minimalistą (filozofię tę adaptuję dopiero od początku 2010), stąd gdy czyniliśmy pierwsze ustalenia, nie zależało mi tak bardzo na tym, by lobbować wesele w stylu „mini”. Choć byłem zwolennikiem kameralnej imprezy, to moje poglądy stanowiły zaledwie 1/6 poglądów ludzi, którzy brali udział w organizacji tej imprezy (żona plus rodzice z obu stron), więc na tym polu postanowiłem po prostu zrezygnować z minimalizmu. Z oszczędnego podejścia jednak nie zrezygnowałem, dzięki czemu mogę podzielić się z Wami trikami, które wraz z Kasią zastosowaliśmy na naszym weselu.

Oto one (bez zwracania uwagę na kolejność):

  1. Sala po znajomości. Wynajem sali czy domu weselnego to duża część budżetu (o horrendalnie długich kolejkach nie wspominam). Jeżeli masz taką możliwość, skorzystaj ze znajomości. W naszym przypadku tak się składało, że teść jest strażakiem, więc wesele mogliśmy za bezcen wyprawić w remizie strażackiej. Owszem, wymagało to dodatkowego wkładu pracy, polegającego na solidnym wysprzątaniu sali przed i po imprezie oraz zainwestowaniu w odpowiednie dekoracje, ale oszczędności w porównaniu do okolicznych domów weselnych były bardzo widoczne.
  2. Tani alkohol. Ponieważ mieliśmy dojście do względnie taniego spirytusu (oczywiście z legalnego źródła) oraz butelek, zdecydowaliśmy się wódkę weselną przygotować samemu. Było z tym dużo pracy (ok. 3 dni), ale zaoszczędziliśmy ok. 30-35% kosztu zakupu wódki w hurtowni i o wiele więcej, w stosunku do cen sklepowych.
  3. Zaproszenia za grosze. Najtańsze, względnie estetyczne i jakościowo dobre zaproszenie weselne kosztuje ok. 4 PLN za sztukę. Nasze kosztowały tylko 40 groszy. Jak to zrobiliśmy? Otóż Kasia znalazła w sieci fajny pomysł na zaproszenie w postaci… kartki z gazety. Wykonanie projektu zajęło mi jedno popołudnie, w papierniczym kupiliśmy papier o kolorze i fakturze a’la troszkę grubsza kartka z Gazety Prawnej (10 gr sztuka), obustronny wydruk zaproszenia kosztował 30 gr. Efekt? Wszyscy goście byli pozytywnie zaskoczeni kreatywnością tego pomysłu!
  4. Potwierdzenie przybycia. Wiele osób o tym zapomina, ale warto na zaproszeniach poprosić gości o potwierdzenie przybycia na wesele do konkretnej daty. Dzięki temu o wiele łatwiej można poszukać dodatkowych oszczędności w takich obszarach, jak: menu weselne, dekoracje, noclegi i inne.
  5. Podział kosztów dekoracji kościoła. Gdy tylko dowiedzieliśmy się od księdza, że w naszym dniu odbywają się jeszcze dwa wesela, postanowiliśmy skontaktować się z pozostałymi parami i dogadać się w sprawie dekoracji kościoła. Kompromis został łatwo uzyskany i zamiast płacić pełnej stawki, dorzuciliśmy się do puli z naszą 1/3 kosztów.
  6. Negocjacje z hotelem. Normalnie doba w okolicznym hotelu, w pokoju dwuosobowym, kosztuje 100 pln. Początkowo (jeszcze na wakacjach 2009) udało się nam tę cenę stargować do 70-ciu złotych, ale gdy wróciliśmy do sprawy po nowym roku, okazało się, że hotelarz nie jest już tak skory do negocjacji. Niestety, nie zawarliśmy z nim wtedy żadnej umowy (choćby wstępnej) i negocjować trzeba było od nowa. Stanęło na tym, że pokoje kosztowały nas po 80 pln i małżeński dostaliśmy gratis. Umowa została od razu spisana i potem problemów już nie było. Nauczka: jak coś ustalasz, zawsze formalizuj to na papierze.
  7. Uwiecznianie imprezy. Do sprawy można podchodzić z dwóch stron: fotografia i wideofilmowanie. Obie opcje z przyczyn budżetowych nie wchodziły w grę, więc początkowo zdecydowaliśmy się jedynie na fotografa. Wybraliśmy go na podstawie jego portfolio, ceny oraz elastyczności. Suma summarum za profesjonalny reportaż (przygotowania, błogosławieństwo, msza, wesele, sesja plenerowa) zapłacimy 1600 pln. Zrezygnowaliśmy przy tym z albumów, prezentacji multimedialnych i innych tego typu dodatków, ponieważ gdy zajdzie potrzeba jestem w stanie w wolnej chwili przygotować je samemu. W międzyczasie okazało się, że mój Przyjaciel sprawił sobie kamerę HD i był chętny do pomocy w filmowaniu podczas tego dnia, więc materiał wideo z imprezy również będziemy mieli (P.S. Wiem, że to czytacie, dlatego jeszcze raz serdeczne dzięki Aniu i Krzyśku!).
  8. Elastyczny catering. Wesele to impreza, w której trzeba dać szanownym gościom porządnie zjeść, dlatego na jedzeniu nie oszczędzaliśmy. Wybraliśmy jednak firmę cateringową, która była bardzo elastyczna w ustalaniu szczegółów menu, a do tego pozwalała podać finalną liczbę gości zaledwie 5 dni przed imprezą. Poza tym, w ramach firmy działała komórka dekoracyjna, dzięki czemu odeszło nam załatwianie formalności z osobną firmą dekoratorską, a koszt dekoracji sali był zauważalnie niższy w porównaniu do zatrudnienia takowej. Suma summarum, choć oszczędności nie były aż tak duże, elastyczność we współpracy definitywnie zaoszczędziła nam wiele czasu i nerwów.
  9. Soki w Biedronce tańsze niż w hurtowni. Zdziwiłem się na całego, ale gdy teściu pojechał do Namysłowa po napoje, okazało się, że ceny w hurtowni są wyższe, niż w detalu! Również na tym polu oszczędności nie były aż tak duże, niemniej jednak warto najpierw zorientować się w cennikach, zanim zrobi się zakupy na większą kwotę.
  10. Towar nie zużyty do oddania. To taki trik, który zastosowaliśmy w lokalnej hurtowni, gdy zaopatrywaliśmy się w wodę i piwko na poprawiny. Zamiast płacić od razu, nabraliśmy towaru, a to, co zostało z wesela mogliśmy oddać przed finalnym rozliczeniem. Jest to doskonała sprawa w przypadku tego typu imprez, ponieważ nigdy tak do końca nie wiadomo ile czego zejdzie, ale zabraknąć nie może.
  11. Suknia na miarę. Suknie ślubne są drogie. Tym bardziej denerwuje mnie wydawanie na nie pieniędzy, że służą tylko podczas jednej imprezy w życiu i że z racji tego, że są ślubne, marże na nich są niebotycznie wysokie. Naszą pierwszą próbą walki z tym „procederem” było… zamówienie nie jednej, ale dwóch sukien ślubnych z Chin. Niestety, był to zupełnie nie trafiony pomysł, o czym możecie poczytać tutaj i tutaj. Na szczęście znaleźliśmy w Opolu wspaniały salon sukien ślubnych, w którym ceny były przystępne (za suknię mniej, niż 900 złotych!), obsługa i doradztwo niesamowicie profesjonalne, a do tego poprawki były w cenie. Gdyby nie „akcja Chiny”, zaoszczędzilibyśmy w porównaniu do oferty tradycyjnych salonów ok. 30-50%, a tak wyszliśmy praktycznie na zero (co nie znaczy, że Wy nie możecie zaoszczędzić).
  12. Garnitur a’la Świebodzki. Swój garnitur weselny kupiłem na wrocławskim targu niedzielnym. Kosztował połowę tego, co musiałbym zapłacić np. w Pawo po obniżce. Buty miałem z Deichmanna, a koszule i krawat weselny kupiłem w małym sklepiku z ciuchami weselnym w Opolu. Ogólnie ubrałem się za niewielkie pieniądze, a efekt był bardziej, niż zadowalający. Ciężko dokładnie określić ile zaoszczędziłem, ale w porównaniu do tradycyjnych sklepów myślę, że minimum 30-35%.
  13. Hurtowy makijaż. Ponieważ żonę, świadkową i koleżankę malowała jedną po drugiej ta sama znajoma wizażystka z miejscowości obok, wszystko odbyło się praktycznie po kosztach. Nie wiem ile normalnie kosztuje makijaż weselny w salonie piękności (pewnie kokosy, bo przecież jest weselny), ale skoro Kasia tak podeszła do sprawy, to na pewno było zauważalnie taniej.
  14. Oprawa muzyczna wesela. Oboje z Kasią nie przepadamy za orkiestrą na weselu, dlatego naturalnym wyborem było dla nas zatrudnienie sprawdzonego DJ’a. Pan Janusz, pełniąc dodatkowo funkcję wodzireja/moderatora, rozkręcił nam fantastyczną imprezę i wziął za to tylko… 1600 złotych. Dla porównania, „dobra” orkiestra (a złej przecież nikt by nie chciał na weselu), kosztowała minimum 3000 złotych. Oszczędności w tym wypadku widać gołym okiem.
  15. YouTube w poprawiny. Jako że w poprawiny zazwyczaj niewiele osób tańczy (przynajmniej w naszych okolicach), zdecydowaliśmy nie inwestować ponownie w DJ’a. Zamiast tego przygotowałem na YouToube playlistę zarówno tanecznych jak i spokojnych kawałków, którą puściłem z laptopa przez swój domowy „sound system”. Nie wiem, ile orkiestra bierze za poprawiny, ale Pan Janusz chciał 50% weselnej stawki, więc moje rozwiązanie było naturalnym wyjściem z sytuacji.
  16. Niedroga integracja. Nie chcieliśmy wymuszać na siłę integracji gości na weselu, więc potrzebowaliśmy jakiejś wizualnie interesującej, ale też niedrogiej formy rozrywki, wymagającej kooperacji. Wybór padł na latające lampiony. Kupiliśmy ich ok. 20 sztuk, więc jeden przypadał na 5 osób. Efekt był bardzo fajny i widowiskowy: goście zebrali się w grupki, wspólnie rozmawiali i „odpalali” lampiony. Koszt nominalny: 75 złotych. W stosunku do całości wesela: ułamek procentu.
  17. Darmowy consulting. Wiele pomysłów, z których skorzystaliśmy podczas organizacji „wielkiego dnia”, Kasia zaczerpnęła lub wymyśliła w oparciu o dyskusje prowadzone na przeróżnych forach weselnych. Dziewczyny w tamtych miejscach są bardzo skore do dzielenia się swoimi doświadczeniami oraz trikami, dlatego warto zaczepić się w takich społecznościach i podpytać co nieco. Jest to wiedza dostępna za darmo, podczas gdy doradcy weselnemu (jeżeli ktoś planuje skorzystać) trzeba by za to płacić.
  18. Obrączki ze średniej półki. Obrączki nie dość, że są sprawą mocno indywidualną, to jeszcze rozstrzał cenowy jest ogromny (od <1000 złotych za komplet do >2500 za sztukę). Kupując je, zdecydowaliśmy się na takie ze średniej półki, przy czym kupiliśmy je w sklepie jubilerskim, w którym grawer był uwzględniony w koszcie zakupu. Gdzieniegdzie trzeba jeszcze za grawerkę płacić osobno, więc jeżeli zależy Wam na tym dodatku, upewnijcie się, że nikt Was za to nie podliczy.
  19. Podróż przedślubna. Niestety, z wielu różnych głupawych powodów na podróż poślubną nie mamy co liczyć (przynajmniej jeszcze nie teraz), dlatego postanowiliśmy sobie zorganizować podróż przedślubną. Jako że lubimy festiwale, pojechaliśmy na Heineken Opener Festival i cztery dni bawiliśmy się do upadłego. Nie odmawialiśmy sobie niczego, a koszt całkowity (za nas oboje) i tak był niższy od typowego, tygodniowego wyjazdu w sezonie do Egiptu dla jednej osoby.

Podsumowując, dużą pomoc w organizowaniu tego typu imprezy stanowią znajomości. Im więcej osób z pokrewnych branż znasz, tym taniej i sprawniej można zorganizować fajne wesele. Niektórzy mogą to odebrać jak próbę żerowania na znajomych, ale tak naprawdę ludzie prawdziwie nam bliscy, ciesząc się naszym szczęściem, sami wychodzą z ciekawymi propozycjami. Warto również pamiętać o starej maksymie, mówiącej, że „rzeczywistość jest negocjowalna”. W niektórych miejscach zostawia się naprawdę niemałe pieniądze i już z tej racji można rozmawiać o rabatach. Zaskakujące jest również to, jak bardzo kreatywność może zastąpić wypchany portfel.

Kończąc ten wpis, pragnę przedstawić Ci jedną, najważniejszą myśl, która zapamiętana, ustrzeże Cię przed nadmierną rozrzutnością i pozwoli odnaleźć balans między szeroko pojętą jakością, a kosztem imprezy:

Pamiętaj, że ślub to tylko jeden dzień z reszty wspólnego życia. O wiele lepiej zorganizować tanie, ale kreatywne, wesele i bez stresów wchodzić w nowe, życiowe role, niż pakować się w długi i od samego początku wspólnej drogi czuć brzemię finansowej niewoli wobec banku.

P.S. Jeżeli planujesz wesele w niedługim czasie, serdecznie zapraszam do lektury bloga mojej żony, która porusza na nim właśnie tą tematykę.

77 myśli nt. „Moje wielkie, polskie, oszczędne wesele… w praktyce!

  1. Pawle – często Twoje metody na oszczędzanie mnie rażą. Wymagają nieproporcjonalnie dużo czasu w stosunku do oszczędności pieniędzy (w moim odczuciu).

    W tym przypadku jednak przeszedłeś samego siebie (z pomocą Kasi oczywiście) i uważam, że jest to najlepszy artykuł na Twoim blogu, jaki do tej pory opublikowałeś. Poziom "zdzierstwa" na weselach jest horrendalny, a Twoje porady są bardzo trafne, kreatywne i bez poświęcania jakości wesela. Mam nadzieję, że będziesz kontynuował rozwój Oszczędzania.net właśnie w tym kierunku.

    • Dzięki za miłe słowo :-)

      Co do moich metod, to doskonale Cię rozumiem. Szkopuł w tym, że aby móc sobie pozwolić na zhandlowanie pieniędzy za czas, trzeba najpierw te pieniądze mieć. Ty je masz, więc częściej wolisz dopłacić za coś, czym zajmie się ktoś inny, podczas gdy Ty będziesz się skupiał na zarabianiu.

      • Wiesz, tu nie chodzi tylko o proste równinie 1h=10zł. Często ktoś z zewnątrz jest w stanie zrobić coś lepiej, szybciej i w efekcie dużo taniej niż gdybym robił to sam. Ta osoba musiała oczywiście mocno inwestować w edukację w swojej działalności, aby osiągnąć taki poziom.

        Mimo tego uważam, że praktycznie każdy z nas (z odpowiednim wsparciem) ma tyle umiejętności organizacyjnych, żeby zrobić wesele od A do Z i wcale się przy tym za bardzo nie namęczyć.

  2. Hm, nasze wesele było też mądrze zrobione ale też daliśmy zarobić.

    Generalnie wykorzystaliśmy fakt, że w miejscowości, z której pochodzi małżonka i gdzie mieszka większość rodziny, wesela (i ślub) są sporo tańsze. Po prostu usługi w większych miastach są droższe.

    Do tego trafiliśmy na dom weselny, który wystrojem i lokalizacją przewyższał większość nam znanych, w tym także sporo droższe.

    Można więc powiedzieć, że był to "geoarbitraż" ale taki o zasięgu około 70km.

    Na pewno bardzo pomocny był fakt, że wesele było 19 kwietnia – na początku sezonu i było łatwiej się targować, niż gdyby wesele było w lato.

    W czasie przed ślubem, jeśli się cały czas sporo pracuje na etacie, trudno o czas na skrupulatne oszczędzanie na każdej rzeczy. Najbardziej liczy się by zwrócić uwagę na te "duze" kwoty i je negocjować: stawka za noclegi dla rodziny, usługę cateringową z wynajmem sali, zespół muzyczny, garnitur i suknię ślubną, alkohol i napoje. Reszta ma mniejszą rolę.

    Pamietajmy, że jeśli coś zdarza się tylko raz w życiu, to eksperymentowanie jest ryzykowne bo się raczej wesela nie robi drugi raz. Tak więc czasem lepiej wydać 20-30% dodatkowo, jeśli mamy większą gwarancję że się gościom i nam będzie podobało.

  3. Bardzo dobry artykuł. Rzeczowe porady + oszczędzanie bez rezygnacji z sensu uroczystości.

    Mam tylko dwa zastrzeżenia:

    "Ponieważ mieliśmy dojście do względnie taniego spirytusu (oczywiście z legalnego źródła) oraz butelek, zdecydowaliśmy się wódkę weselną przygotować samemu." Jakoś taka domowa wódka nie budzi mojego entuzjazmu. Zresztą w ogóle nie podobają mi się wesela, gdzie króluje wódka, a brakuje innych alkoholi szczególnie dobrych win i drinków.

    "Garnitur a’la Świebodzki. Swój garnitur weselny kupiłem na wrocławskim targu niedzielnym. Kosztował połowę tego, co musiałbym zapłacić np. w Pawo po obniżce. Buty miałem z Deichmanna, a koszule i krawat weselny kupiłem w małym sklepiku z ciuchami weselnym w Opolu. Ogólnie ubrałem się za niewielkie pieniądze, a efekt był bardziej, niż zadowalający. " Nie wierzę. Nie wierzę, że w butach z Deichmanna i garniturze z bazarku wyglądałeś naprawdę dobrze. A Twoja taktyka dziwi tym bardziej, że w przeciwieństwie do Panny Młodej, Pan Młody (jeśli nie przytyje) może nosić swój ślubny strój na różne okazje przez wiele lat.

    Generalnie – Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia !

    • Domowa wódka również nie budziła mojego entuzjazmu, ale jak zrobiłem rachunek zysków i strat, wyszło że jest to niesamowicie opłacalne. Poza tym samoróbka ładnie "wchodzi" i jest o wiele mniej "kłopotliwa" na drugi dzień.

      Co do ubioru… widzisz… ja do takich spraw nie przywiązuję AŻ TAKIEJ wagi, a moja żona, która towarzyszyła mi podczas zakupów, była usatysfakcjonowana, więc już zupełnie nie miałem oporów przed takimi zakupami.

      Co do wykorzystywania stroju ślubnego przez następne lata, to oczywiście jest to ważna sprawa. Szkopuł w tym, że rok wcześniej zainwestowałem w garnitur z górnej półki i drugiego takiego już nie potrzebowałem, stąd nie musiałem się już za drugim takim rozglądać i dopłacać.

      Poza tym nie lubię garniturów ;-)

  4. Dzięki za artykuł o który prosiłem.

    Generalnie wybraliście fajne metody. Ale brakuje mi tylko informacji o tym jak duże było wesele – czy na 60 czy na 360 osób bo to generalnie jest różnica :)

    Odnośnie "domowej wódki" to przyjęło się to na maksa (przynajmniej w mojej okolicy) i większość kupuje spirytus i robi z tego alkohol na imprezę. Bardzo często wychodzi lepszy niż ten sklepowy (jeżeli masz dojście do dobrego spirytusu).

    Co do garnituru to zgadzam się z Magdalaena – taki garnitur raczej często się wykorzystuje, można kupić raz porządny i mieć na długi czas.

    Bardzo fajny wpis.

    Pozdrawiam !

  5. Wymieklam w polowie czytania, tyle pozycji na ktore trzeba bylo poswiecic czas i pieniadze ;-)

    Po zastanowieniu sie stwierdzam, ze gdy podpisywalam papiery w USC bylam mega minimalista. Koszty jak tez forma uroczystosci byly bardzo skromne. Mysle, ze z oplatami w urzedzie i obraczka dla pana mlodego wyszlo jakies 150zl. Ja "skorzystalam" z pierscionka po babci, ktory odziedziczylam kilka lat wczesniej. Ubrania z szafy, do urzedu zawiozlam sie posiadanym samochodym.

    Wesela nie bylo. Skromnosc tego dnia nie wplynela negatywnie na moje dalsze zycie w zaden sposob i teraz zrobilabym tak samo. Minimalistycznosc byla spowodowana naszym podejsciem do sprawy, nie oszczednosciami.

  6. Też pisałam o tanim weselu, a przede mną lada dzień test praktyczny:)

    Fakt, że znajomości to podstawa, ale dużo niestety zależy od miejsca,gdzie urządzacie wesele. Tutaj mieszkańcy mniejszych miast są uprzywilejowani.Przykład? DJ (zajmujący się oprawą muzyczną i prowadzeniem imprezy) za 1200. Torty weselne, usługi fryzjerek i wizażystek – to wszystko jest dużo tańsze. Ogólnie najbardziej poszkodowani są mieszkańcy stolicy, bo tutaj ślubne szaleństwo sięga zenitu.

    Z tego co napisałeś to najbardziej polecam szycie sukienki na miarę. Raz, że jest naprawdę perfekcyjnie dopasowana, a dwa,że kosztuje wielokrotnie mniej. Choć ten 1000 zł o którym piszesz to i tak spora kwota. Ja tyle płacę w sumie za długą suknię i krótką na przebranie. Dodam, że dobrym pomysłem może być też szycie garnituru na miarę. Jak ktoś wspomniał w komentarzu, facetowi ten strój się może przydać jeszcze wiele razy, a dobry krawiec potrafi niedrogo uszyć porządny garniak.

    • Trzymam kciuki za test! Mniej jest z tym wszystkim stresu, niż się wydaje :D

      Co do wesela w stolicy, to faktycznie – tam można "popłynąć" finansowo. Inna sprawa, że generalnie zarabia się tam więcej, dlatego różnica nie koniecznie musi być dramatycznie duża. Może ktoś doświadczony rzuci trochę światła jak jest w tamtych stronach?

  7. Dzięki Pawle za bardzo praktyczny wpis, który być może otworzy niektórym osobom głowy. Wesele to przeważnie jeden weekend w życiu i naprawdę nie warto przepłacać, tym bardziej jeśli wiemy, że wydatek raczej nam się "nie zwróci". Własne zaproszenia, sala po znajomości, soki z marketów, podział kosztów dekoracji kościoła – super pomysły :)

    Jednak nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że sam stosuje niektóre z Twoich przykładów na własnej skórze. Alkohol samoróbka? U mnie by nie przeszło. Nie chodzi o to by kupować Finlandię (nie reklamuję :)), ale można wybrać coś ze średnio – taniej półki (np. Czystą Żołądkową, Krupnik), która nie będzie od razu wskazywała, że oszczędzamy na gościach i weselu.

    Garnitur z targu i reszta dodatków kupiona po kosztach? Jak już ktoś wspominał wcześniej, w takim komplecie możesz chodzić również na inne okazje, więc tak drastyczne bidowanie (bo to według mnie nie oszczędzanie) nie jest uzasadnione. Tym bardziej, że różnica na pewno była dostrzegalna gołym okiem :-) Nie wiem też jak się odnieść do DJ. Mimo, że sam nie przepadam za muzyką weselną, to przeważnie bierze się zespół ze względu na ludzi starszych. Młodzi sami się dostosują… Wydaje mi się, że tutaj również nie decydowałbym się na statycznego DJ ;-)

    Jeszcze raz dzięki za wpis i powodzenia.

    Pozdr.

    • Dzięki za ciepły odbiór mojej produkcji, Cheed :-)

      Z samoróbką naprawdę nie jest źle. Fakt, roboty jest przy tym co nie miara, ale – biorąc pod uwagę, że potrzebowałem zapewnić 250 butelek wódki – oszczędności były naprawdę warte podjętych działań.

      O gajerze pisałem wyżej, za to oprawa muzyczna jest bardzo indywidualną sprawą. Nasz DJ puszczał muzykę, którą znali zarówno rodzice, dziadkowie jak i przyjaciele. Wszyscy bawili się przednio.

      • Ja nie mówię, że samoróbka w sensie smakowym może być zła. Czasem okazuje się nawet lepsza. Ale samo postawienie takiej butelki na stole powoduje jakieś skojarzenia itp. Zresztą ciężko mi sobie wyobrazić wujków, którzy nie widzieli się XX lat i piją teraz ze sobą "kolorową wódkę". Oczywiście nie u każdego muszą być takie obyczaje, dlatego też napisałem, że wódka samoróbka DLA MNIE raczej nie byłaby dobrym wyjściem.

        Jeśli chodzi o garnitur, to ktoś poniżej pisał, że na pierwszy rzut oka nie widać różnicy. Według mnie jest to bzdura i raczej świadczy o braku obycia w temacie. Poczynając od wykorzystanych guzików, przez często nierówny krój i dopasowanie do ciała a kończąc na użytych materiałach, które czy to w dotyku czy to w komforcie noszenia (pocenie się, mechacenie) da o sobie znać. Polonez od Audi też na pierwszy rzut oka niewiele się różni. Ma 4 kółka, może mieć ten sam kolor, jest sedanem i ma klamki… Nie chodzi mi o branie czegoś z najwyższe półki, ale wydaje mi się, ze tutaj akurat oszczędności (warte pewnie kilkaset złotych) są niestosowne. Mimo wszystko najważniejsze jest zadowolenie Twoje oraz Twojej wybranki :)

        Jeszcze raz pozdrawiam i powodzenia!

  8. Widzę, że niektórych tu "poraził" alkohol własnej roboty.

    Cóż, nie da się ukryć, ze w najprostszym wydaniu jest on gorszy od wódek fabrycznych, ale… Jeśli tylko zechce się zainwestować trochę własnej energii w wyszukanie dobrych (i niekoniecznie skomplikowanych) receptur to z doświadczenia wiem, że przy dobrej "samoróbce", każda, nawet markowa wódka, to zwyczajna tandetna berbelucha…

    Ubiór Pana Młodego…

    A czym poza ceną i metką różni się pierwszego dnia garnitur z targu od garnituru Hugo Boss? Na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka niczym… Dopiero gdyby się z bardzo bliska przyjrzeć szwom, ale kto to robi na ślubie :)

    Z butami jest dokładnie tak samo; założone pierwszy raz są tak samo nowe i niezniszczone niezależnie od miejsca zakupu…

  9. @Cheed wiem, że ludzie starsi miewają już problem ze słuchem, ale nie taki, żeby spokojnie słuchać zawodzenia zespołu:) A naprawdę trudno jest znaleźć ludzi, którzy równie dobrze zagrają i zaśpiewają zróżnicowany repertuar. Ja uważam, że własnie przy mieszanym wiekowo towarzystwie didżej jest lepszy. Bo dla młodych będzie lady Gaga (jak ktoś chce), a dla babci nawet Ordonka się znajdzie, Kalina Jędrusik czy Fogg.

    • Hehe, u nas nie było Lady Gagi :-)

      Całą playlistę weselną, z której DJ powybierał piosenki i zmontował w bloki taneczne, można obejrzeć tutaj, tutaj i tutaj.

  10. Ok, przeczytałem i pojawiają się pytania.

    Ile to jest to magiczne 30% o jakich stale piszesz?

    Ile czasu na to wszystko poświęciłeś? I postaraj się to przeliczyć na roboczogodziny iluś [Ty, teściu, Kasia i cała reszta] tam osób, które brały przy tym udział. Bo czas to też koszt, ale o tym bardzo łatwo się zapomina. Sprzątanie sali przed weselem to też czas i pieniądz.

    I jeszcze jedno… piszesz z pozycji osoby, która musiałaby wziąć kredyt na wesele, a czy nie pomyślałeś, że sporo osób na takie wesele spokojnie zarabia i odkłada wcześniej, nie buja się 4 dni po koncertach – wmawiając sobie, że to podróż przedślubna itd. itd..

    Zamienniki są dobre, ale czy zawsze warto?

    Życzę Wam, byś w wieku 36 lat, gdy zostaniesz rentierem, pozwolił sobie na imprezę jakiej byś sobie życzył ;)

    • Primero, ten wpis to nie kosztorys wesela, tylko sugestie odnośnie obszarów, w których można zaoszczędzić, dlatego nie będę podawał konkretnych liczb.

      Roboczogodzin też nie liczyłem. Kasia pracuje na etacie, ja jestem freelancerem, zarabiającym pół-pasywnie. Miałem tyle czasu, ile było potrzeba, na to by zająć się organizacją wielu spraw.

      Nie piszę też z pozycji osoby, która miałaby wziąć kredyt. Piszę z pozycji osoby, która chciałaby zaoszczędzić. Jest różnica. Poza tym, za swoje wesele też płaciłem gotówką.

      Co do podróży przedślubnej i bujania się po festiwalach… moje warunki mi na to pozwalają. Na dwutygodniową podróż poślubną – niestety w tej chwili nie. Dlaczegóż zatem nie zrobić sobie przyjemności przed weselem na to konto?

      Zamienniki to kwestia subiektywna. Ty, jak widzę, na niektóre kompromisy po prostu byś nie poszedł – i spoko. Ja mam do takich spraw luźniejsze podejście.

      Dzięki za finalne życzenia, ale mi – jako minimaliście – na moim weselu niczego nie brakowało. Mojej żonie również. Gościom – z tego co wiem – także. Zatem replay'u na wczesnej emeryturze nie przewiduję ;-)

  11. Czytając wypowiedzi po tą notką można odnieść wrażenie, że dla części osób skorzystanie z gotowego lub droższego rozwiązania daje większą satysfakcję niż wykonanie czegoś samemu lub wybór rozwiązania tańszego…

    Doprawdy nie wiem jak obiektywnie miałbym ocenić co Pawłowi i jego żonie powinno dać większą satysfakcję…

    Czy podróż poślubna na, dajmy na to Martynikę, na pewno byłaby dla nich "lepsza" niż podróż przedślubna na festiwal do Gdyni?

    A wódka? Czy gotowa z hurtowni byłaby "lepsza" od wódki robionej samodzielnie?

    A czy w "garniturze z targu i butach od Daichmanna" powinien czuć się "gorzej" niż w rzeczach, które ktoś tam (lub kilkadziesiąt milionów "ktosiów") uznają, za bardziej markowe?

    O tym z czego czerpiemy większą satysfakcje i co daje nam dodatkowe niewymierne "wartości dodane" decyduje każdy z nas indywidualnie…

    Niektórym większą satysfakcję daje chleb z pasztetem zjedzony w namiocie tuż przed koncertem ulubionego wykonawcy niż wyjazd do USA by obejrzeć Wielki Kanion (to tylko przykłady).

    • Kurczę, Romek, nie chciałbyś jakiegoś wpisu gościnnego napisać na Oszczędzanie? Mamy tak podobne myślenie w tych kwestiach, że normalnie niesamowite!

      P.S. Doskonały przykład z tym pasztetem przed koncertami ;-)

  12. Bylam pare tygodni temu na slubie brata ciotecznego, ktory bardzo dobrze zarabia, wiec moglby pozwolic sobie na duza/droga impreze. Tymczasem slub byl w USC, do slubu zawiozl go kolega swoim zwyklym samochodem, ubrania chyba byly kupione specjalnie na te okazje, ale w przypadku panny mlodej byla to po prostu elegancka sukienka, nie slubna. Garnitur przyda sie bratu do pracy na jakies wazne okazje. Po slubie byl obiad w restauracji dla najblizszych. Brat sam przygotowal oprawe muzyczna ze swojego notebooka, korzystajac z wlasnego sprzetu audio. Bylo bardzo przyjemnie i bez zbednych fanfar.

    Goscie tez nie musieli czuc sie nadwyrezeni finansowo, bo byla lista prezentow do wyboru, drobne niedrogie rzeczy.

  13. Roman "Czytając wypowiedzi po tą notką można odnieść wrażenie, że dla części osób skorzystanie z gotowego lub droższego rozwiązania daje większą satysfakcję niż wykonanie czegoś samemu lub wybór rozwiązania tańszego…"

    IMHO chodzi o jakość. Tj. przyjemniej / lepiej i niestety drożej byłoby podać sok świeżo wyciskany z owoców niż sok z kartonu.

    "A wódka? Czy gotowa z hurtowni byłaby „lepsza” od wódki robionej samodzielnie?" No właśnie nie piłam nigdy takiej wódki i bałabym się, że będzie gorsza. Nie mówiąc o tym, że w ogóle nie podoba mi się takie ograniczone menu alkoholowe.

    " A czy w „garniturze z targu i butach od Daichmanna” powinien czuć się „gorzej” niż w rzeczach, które ktoś tam (lub kilkadziesiąt milionów „ktosiów”) uznają, za bardziej markowe?" Ale mnie nie chodziło o kwestię marki tylko o jakość. Buty od Deichmanna, które znam są wykonane ze słabych materiałów, marnie uszyte i szybko się rozpadają. Droższy garnitur byłby uszyty z lepszej tkaniny, dokładniej wykończony, lepiej skrojony. Zwłaszcza, że nie mówimy tu o światowych projektantach tylko o różnicy między niską , a średnią półką. Jak widać Pawłowi na tym nie zależało, ale wiele osób ceni sobie jakość przedmiotów, których używa.

    • Sok z kartonu, a sok wyciskany to nie są produkty porównywalne. Porównywać można sok z kartonu firmy "A" i sok z kartonu firmy "Z"

      A jak sądzę, dla zdecydowanej większości osób (pomimo tego co głośno deklarują), gdy sok przelany jest do dzbanka, nie ma w smaku żadnej różnicy.

      Z piwem, wódką, winem jest podobnie…

      Wiem, bo robiłem kiedyś "test" na znajomych naklejając "markowe" etykietki na piwach i winach "z marketu"…

      Jak był to "Lech" to zawsze było, że: "Lech jest najlepszy" :), a jak zmieniałem na "tyskie" to słyszałem, że "Tyskie też jest super"…

      A jedno i drugie to było jakieś bezmarkowe piwo za 1,70 zł

      A o jakość wcale nie chodzi…

      W przypadku zastosowań jedno lub kilku razowych jakość nie odgrywa ani pierwszorzędnej, ani nawet drugorzędnej roli.

      Chodzi o akceptowaną przez nas ( tylko nas) relację jakość/cena…

      Sama do tego doszłaś w swojej wypowiedzi :)

      • "Sok z kartonu, a sok wyciskany to nie są produkty porównywalne." IMHO garnitur z bazarku i garnitur dobrej firmy też nie.

        Piwa nie piję, z winem sytuacja nie jest oczywista, bo jest sporo smacznych win za 10 – 15 zł. Ale np. odróżnię jak najbardziej np. Sagę od Liptona. Nie mówiąc o sypanej na wagę.

        • No widzisz, a ja pijam sagę i nie robi mi to żadnej różnicy. Ale kawy z Biedronki nie tknę:) Po prostu wszystko zależy od upodobań.

  14. Ruski spirytus na wesele no swietnie ….. oszczedziles z 500zł dobrze ze goscie przezyli. Legalne zrodło ? Targ w Namysłowie ?

    Garnitur Wistuli/Wolczanki 600zł wystarczyło sie rozejrzeć wcześniej. Napoje tez trzeba było przyrzadzic samemu z koncentratu, woda z kranu i sok Aronia za 2,50zł (wystarczy na 10 litrów).

    Rozwiązanie typu sala od wujka strazaka, makijaz od siostrzenicy cioci Hani, kwiatki od wójta z ogrodu, jedzenie ze swiniaka dziadka Zbysia, kelnerzy kolezanki z ogolniaka, to jest jakiś okrutny żart.

    • A wiesz, że spirytus jest w legalnym obrocie, to nie są konopie indyjskie i nie trzeba szukać u pokątnych handlarzy. Legalny spirytus od legalnej wódki różni się mocą, nie jest trucizną.

      Garnitur każdy kupuje taki, jaki mu pasuje. Jak ktoś rzeczywiście ma perspektywę, że kolejny raz założy go za 4 lata, jak się kuzyn będzie żenił to niekoniecznie opłaca się wydawać nawet na Vistulę. Kwestia potrzeb i trybu życia.

      Nie wiem co jest złego w skorzystaniu z tego, że jest dostępna tania sala, szczególnie że niejedna remiza jest normalnie na warunkach komercyjnych wynajmowana na wesela. Więc to oznacza, że Paweł miał taniej to, za co inni płacą drożej. Makijaż? Tak naprawdę kobieta, która na co dzień się maluje bez problemu sama sobie zrobi makijaż na ślub i nie potrzebuje nie tylko siostrzenicy cioci Hani ale nawet wizażystki. W końcu na inne imprezy jakoś umie się umalować, wiec dlaczego nie na ślub. Co ciekawe kiedyś nikt o wizażystkach nie słyszał i jakoś panny młode wyglądały, nie odstraszały gości. To po prostu moda i nic więcej. Jedzenie ze świniaka to akurat rewelacyjny pomysł, bo kto ma dostęp do domowych, małych wędzarni i masarni ten ma rewelacyjne produkty, sto razy lepsze od tego co jest w sklepach. Kelnerzy? Na weselu trzeba mieć po prostu siłę biegać z talerzami, zabierać brudne naczynia, być uprzejmym i uśmiechniętym. Żadna filozofia i uważam, że koleżanki i koledzy mogą się świetnie sprawdzić. Nie masz żadnej gwarancji, że właściciel sali akurat przed twoim weselem nie przyjmie kilku nowych osób do obsługi, właśnie po ogólniaku.

      • Raz w życiu na ślub koleżanki malowała mnie wizażystka profesjonalnymi kosmetykami. Wyglądałam jak gwiazda filmowa – idealna cera, piękny wykrój ust itp. Makijaż był bardzo trwały – jak wróciłam do domu nad ranem, wyglądał w zasadzie równie dobrze jak przed wyjściem. Drogo, ale warto.

    • Wolałabym na własnym weselu mieć coś sprawdzonego, za czym sama się rozejrzę i sprawdzę, a nie powierzać firmie cateringowej za niebotyczne moje pieniądze organizację takiej imprezy.

      Wyobraź sobie, że soki rozcieńczane wodą źródlaną są podawane w cenie kartonowych, Aronią też.. Kwiatków spożywczych na większych imprezach jest mnóstwo. Rzetelnych organizatorów wesela lub innej większej imprezy, zwłaszcza gdzie jest dużo alkoholu, ze świecą szukać.

      Nie sztuką jest wydać mnóstwo pieniędzy, sztuką wydać je na coś, co się sprawdzi i spodoba, szkoda, że uważasz to za żart…

  15. Weźcie poprawkę na jedno…

    To co Paweł pisze nie jest imperatywem tylko propozycją, którą stosuje on do siebie, swojej rodziny, kręgu społecznego w którym się obraca…

    Jeśli po części w skutek tych właśnie działań Państwo Młodzi o zaproszeni goście uważają imprezę za udaną to znaczy, że takie oszczędności "się obroniły"…

    I że nie było żadnej "extremy w oszczędzaniu" :)

    Dziś właśnie obchodzimy z moją Hanuszką 16 rocznicę ślubu i zebrało mi się na wspomnienia… Przy moim weselu to, które zoraganizował Paweł z żoną można by uznać za luksusowe :)))

  16. Warto to kwestia względna. Ja sama wybieram wizażystkę (po znajomości i bardzo tanio) tylko dlatego, że na co dzień w ogóle się nie maluję i brak mi nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim kosmetyków. A kupienie podkładu, pudru, cieni, szminki, korektora, tuszu i innych takich bzdetów na jeden makijaż kosztuje więcej niż wizażystka. Natomiast jak dziewczyna maluje się sprawnie i ma kosmetyki to może sobie skalkulować, czy jej się opłaca. W końcu makijaż ślubny w dużym mieście kosztuje tyle ile jedzenie na tydzień dla dwóch osób.

    Byłam na kilku weselach, na każde czesałam się i malowałam sama. I mój makijaż:podkład+błyszczyk+tusz sprawdzał się dobrze.akurat taki zestaw miałam i mogłam się sama umalować.

    • Wiem, że warto to sprawa względna. Chodziło mi o to, że faktycznie istnieje duża różnica między zwykłym codziennym makijażem, jaki kobieta robi sobie sama, a profesjonalnym makijażem od wizażystki. Sama się przekonasz.

  17. Wiem, bo miałam próbny makijaż. Wyglądałam bardzo ładnie, ale widziałam też takie wyczyny wychodzące spod ręki wizażystek, że strach się bać:)

    • Strach, strach (koleżanka zaliczyła rażący błękit od "profesjonalistki" na makijażu próbnym, wyglądała jak jakieś monstrum).

  18. wszystko pięknie, ładnie ale tak się teraz zastanawiam ile kobiet które znam, zdecydowało by się na takie oszczędności w najważniejszym dniu ich życia.

    Facet jakoś inaczej na to patrzy, ale kobiety…. dla nich wszystko musi być wyjątkowe. Suknia, makijaż, bukiet, samochód którym będzie jechała. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mam raczej zamiaru odbierać mojej wybrance życia czegokolwiek w tym dniu dla zaoszczędzenia kilku tyś zł. Tak samo gościom: wielu z nich wkładając do koperty 1000 – 2000 zł nie będzie raczej zadowolona z "własnej roboty wódki" czy parkietu z desek.

    W miłości nie ma miejsca na oszczędności. Za moją dziewczynę oddał bym wszystko co mam.

    • Kwestia wspólnych ustaleń li tylko…

      Kwestia określenia tego co nam w tym dniu wystarcza i co nas ucieszy…

      I zrobienia właśnie tego.

    • "wszystko pięknie, ładnie ale tak się teraz zastanawiam ile kobiet które znam, zdecydowało by się na takie oszczędności w najważniejszym dniu ich życia." — ile z tych, które Ty znasz? Nie mam pojęcia. Niemniej jednak w ogóle kobiet znalazłoby się ich zadziwiająco wiele. Zresztą, gdybyś dokładnie wczytał się we wpis, wiedziałbyś, że to moja żona stała za większością opisanych pomysłów. W komentarzach również są podane przykłady oszczędności lub nawet wesel w skali mikro. Nie ma co wkładać wszystkich kobiet do jednej szuflady.

      "Tak samo gościom: wielu z nich wkładając do koperty 1000 – 2000 zł nie będzie raczej zadowolona z „własnej roboty wódki” czy parkietu z desek." — zależy jakich masz gości. Tak się składa, że jestem jednym z ostatnich, z rodu Katów, który brał ślub, dzięki czemu mogłem się napatrzyć na wszystkie wesela przed moim. Dzięki temu wiem, że moje nie odbiegało od standardów obowiązujących na poprzednich weselach.

      "W miłości nie ma miejsca na oszczędności. Za moją dziewczynę oddał bym wszystko co mam." — też tak kiedyś myślałem (w poprzednim związku). Niestety, w moim wypadku nic dobrego z tego nie wyszło. Życzę Ci, by w Twoim było lepiej.

    • Bardzo możliwe, że nie znasz takich kobiet, bo jeśli obracasz się w kręgach, gdzie gość do koperty wkłada 2000 to jest to dość specyficzne środowisku, do którego pewnie wielu z tu komentujących nie należy. Inna sprawa, że obserwując dyskusję na forach dla kobiet dotyczące np. ceny pierścionka zaręczynowego doszłam do wniosku, że dla wielu z nich to jest raczej Najważniejsza Transakcja w Życiu.Może ty też znasz takie kobiety.

      Natomiast np. dla mnie wcale wszystko nie musi być wyjątkowe. Może dlatego, że nie rozumiem dlaczego ślub miałby być najważniejszym dniem w życiu. W ogóle takie oceny to się chyba na łożu śmierci robi:)Po prostu ludziom się wszystko pokręciło, traktują ślub jak ostateczny cel, a to jest dopiero punkt wyjścia. Dla mnie ważne jest z kim biorę ślub, jakie znaczenie ma samochód jakim pojedziemy, bukiet (obie te rzeczy pierwszy raz zobaczę w dniu ślubu i nie wiem jak wyglądają) czy odcień lukru na torcie. Wiadomo, że zależy mi na dobrym wyglądzie, bo każdą ważną okazję podkreśla się uroczystym strojem. Nie przyszłoby mi za to do głowy wydawanie kilku tysięcy na sukienkę, bo jest "wyjątkowa". Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze trochę kobiet ma takie podejście jak ja i mają jakieś pojęcie o co właściwie w ślubie chodzi.

  19. Drogi Pawle – wyobraź sobie taką sytuację:

    Masz 35 lat, jedziesz wysłużonym już samochodem (uważasz że nie warto pakować pieniędzy w lepsze samochody, skoro ten jeszcze jeździ) na zakupy do większego miasta (w pobliskiej miejscowości wszystko jest droższe). Jesteś szczęśliwym człowiekiem bo na koncie masz odłożone już 41tyś – które nie wiesz jeszcze na co wydasz. Myślisz już o wyspach kanaryjskich na emeryturze za tą kasę za 30 lat.

    Nagle zza zakrętu wyłania się z dużą prędkością samochód ciężarowy i w ostatniej chwili zjeżdża na Twój pas.

    ….. W ciągu 0,45 sekundy przed oczami przewija Ci się całe Twoje życie. Film, którego Ty jesteś reżyserem – i głównym bohaterem. Jak myślisz? O czym jest ten film? Czy nie jest to przypadkiem film dokumentalny o tym jak oszczędzać? Na co nie wydawać i jak przetrwać miesiąc za 500zł a resztę odłożyć?

    Na to pytanie tylko Ty znasz odpowiedź – bo to Twoje życie.

    Wiem, że krytykując oszczędzanie na stronie poświęconej właśnie gromadzeniu pieniędzy zostanę od razu wyśmiany, ale czy ktoś z Was zastanawiał się nie tylko nad stanem zgromadzonych pieniędzy, ale też nad stanem zgromadzonego doświadczenia w swoim życiu?

    Kiedyś nie wydawałem pieniędzy bo zbierałem na komputer. Po długim okresie kupiłem ten komputer, ale po jakimś czasie nie cieszyłem się z niego tak bardzo jak na początku. Co z tego, że mogłem oglądać wspaniałe widoki na pulpicie, skoro nie doświadczyłem tego na własnej skórze?

    Uważam, że oszczędzanie powinno być wprowadzone w nasze życie, ale nie kosztem naszego życia.

    Z moją dziewczyną często chodzę do kina, chociaż w pół godziny mógłbym ściągnąć nielegalną wersję z internetu i zaoszczędzić tym samym 30zł na biletach.

    Ale co z tego? Przeżycia, których doświadczyłem na DUŻYM ekranie są więcej warte niż 30zł!

    I nikt mi tego nie odbierze.

    Stan Waszych środków na koncie nie jest pewnikiem. Nigdy nie wiesz co przyniesie jutro i na co będziesz musiał nagle wyłożyć wszystkie pieniądze. Wiedzą o tym doskonale osoby które doświadczyły powodzi.

    Za to śmierć jest najpewniejszą rzeczą na świecie.

    Pamiętajcie o tym..

    • Dzięki za długą i interesującą wypowiedź, Komentatorze.

      „Masz 35 lat, jedziesz wysłużonym już samochodem (uważasz że nie warto pakować pieniędzy w lepsze samochody, skoro ten jeszcze jeździ) na zakupy do większego miasta (w pobliskiej miejscowości wszystko jest droższe). Jesteś szczęśliwym człowiekiem bo na koncie masz odłożone już 41tyś – które nie wiesz jeszcze na co wydasz. Myślisz już o wyspach kanaryjskich na emeryturze za tą kasę za 30 lat.” — zakładając, że odnosisz się w tym akapicie do mnie osobiście, poczyniłeś bardzo dużo nietrafionych założeń. W zasadzie wszystko. Na Oszczędzaniu nie zachęcam do jeżdżenia „byle czym”, same pieniądze nie czynią mnie szczęśliwym, a do emerytury zostało mi maksymalnie ok. 9 lat ;-)

      „Nagle zza zakrętu wyłania się z dużą prędkością samochód ciężarowy i w ostatniej chwili zjeżdża na Twój pas. W ciągu 0,45 sekundy przed oczami przewija Ci się całe Twoje życie. Film, którego Ty jesteś reżyserem – i głównym bohaterem. Jak myślisz? O czym jest ten film? Czy nie jest to przypadkiem film dokumentalny o tym jak oszczędzać? Na co nie wydawać i jak przetrwać miesiąc za 500zł a resztę odłożyć?” — strasznie nihilistyczna wizja. Poza tym, co chciałbyś mi nią uzmysłowić? Że mam chwytać dzień po to, żeby w nagłym wypadku, w ciągu tych 0.45 sekundy mieć co wspominać? A na starość to co zrobię? Bo ja akurat zakładam dożycie przynajmniej do ustawowego wieku emerytalnego. Zresztą, powiem Ci tak: w sytuacji, którą przedstawiasz, nawet bym nie myślał o takich pierdołach, bo starałbym się ratować życie moje i (nie daj Boże) małżonki oraz dzieci.

      „Na to pytanie tylko Ty znasz odpowiedź – bo to Twoje życie.” — to obrócę kota ogonem: Ty o moim życiu wiesz niewiele lub nawet nic, więc dlaczego publicznie zwracasz na takie sprawy moją uwagę?

      „Wiem, że krytykując oszczędzanie na stronie poświęconej właśnie gromadzeniu pieniędzy zostanę od razu wyśmiany, ale czy ktoś z Was zastanawiał się nie tylko nad stanem zgromadzonych pieniędzy, ale też nad stanem zgromadzonego doświadczenia w swoim życiu?” — może na innych stronach tak, ale tutaj – nie. Twoje podejście do pieniędzy to wyłącznie Twoja sprawa – mi i innym nic do tego. Jeżeli jednak „rzucasz rękawicę” w „jaskini lwa”, to powinieneś mieć o wiele mocniejsze argumenty, niż nihilistyczne wizje i slogan „carpe diem”, który na 99,9% Polakom będzie się odbijał na starość czkawką.

      „Kiedyś nie wydawałem pieniędzy bo zbierałem na komputer. Po długim okresie kupiłem ten komputer, ale po jakimś czasie nie cieszyłem się z niego tak bardzo jak na początku. Co z tego, że mogłem oglądać wspaniałe widoki na pulpicie, skoro nie doświadczyłem tego na własnej skórze?” — wniosek z tego prosty: niepotrzebnie odkładałeś na cel, który już wcześniej miał dla Ciebie dużo niższy priorytet. Mimo tego dobrze się stało, bo zdałeś sobie sprawę z tego, że są w Twoim życiu ważniejsze rzeczy, a na nie warto oszczędzać.

      „Uważam, że oszczędzanie powinno być wprowadzone w nasze życie, ale nie kosztem naszego życia.” — oczywiście! Sam uważam podobnie, co przedstawiłem w jednym z kwietniowych wpisów.

      „Z moją dziewczyną często chodzę do kina, chociaż w pół godziny mógłbym ściągnąć nielegalną wersję z internetu i zaoszczędzić tym samym 30zł na biletach. Ale co z tego? Przeżycia, których doświadczyłem na DUŻYM ekranie są więcej warte niż 30zł!
I nikt mi tego nie odbierze.” — oczywiście! Zgadzam się z Tobą w pełni! Oglądanie Avatara czy Incepcji na ekranie 15″ to porażka!

      „Stan Waszych środków na koncie nie jest pewnikiem. Nigdy nie wiesz co przyniesie jutro i na co będziesz musiał nagle wyłożyć wszystkie pieniądze. Wiedzą o tym doskonale osoby które doświadczyły powodzi.” — może nie wchodźmy w temat ludzi doświadczonych powodzią, bo oni – jakkolwiek bardzo im współczuję – akurat w dużej mierze ponoszą skutki nie tylko wielkiej wody, ale także zaniechania pewnych istotnych działań, które nie dość, że bazują na zdrowym rozsądku, to jeszcze były ich obowiązkiem. Za to trudno nie zgodzić się z Tobą w pozostałych kwestiach, z tym, że od nieprzewidzianych sytuacji jest tzw. fundusz awaryjny, który – zakładając odpowiednią wielkość – pozwala spokojnie poradzić sobie w większości nagłych i niespodziewanych sytuacji.

      „Za to śmierć jest najpewniejszą rzeczą na świecie. Pamiętajcie o tym…” — śmierć i oczywiście podatki ;-) Niemniej jednak co z tego? Mam od razu zakładać, że zginę w wypadku lub w inny sposób umrę przedwcześnie? Zwariowałbym od takiego myślenia!

      Ogólnie dziwię się Tobie: sugerujesz chwytać dzień oraz prowadzić bogate życie i jednocześnie jesteś adwokatem „memento mori”. Jeżeli źle Cię rozumiem i odbieram, wyjaśnij proszę dokładniej, co masz na myśli.

    • Ale, bezsensem jest życie "pełnią życia" za 4000 zł jeśli masz świadomość tego, że wystarczy Ci żyć "pełnią życia" za 2000 zł (kwoty to przykłady).

      Przecież Ty i tylko Ty określasz, czy życie, które wiedziesz jest życiem "luksusowym i komfortowym" czy nie…

      Nie ma nic złego w tym, że chcemy otaczać się tym, co sami uważamy za "komfort i luksus". Jednakże głupotą jest (w moich przynajmniej oczach) dążyć do tego, by otaczać się tym co inni uważają za "komfort i luksus" choć nam samym do niczego to niepotrzebne…

      Mam samochód o którym marzyłem (ostatni rocznik Citroena XM), mam równie przez lata wymarzony sprzęt Hi-Fi (wierzę RADMOR z lat 80-tych), mam dom z dużą działką i firmę, która przynosi mi większy dochód niż potrzebuję…

      I parę innych rzeczy, również tych niematerialnych, o których kiedyś marzyłem też mam…

      Inn mają "lepsze" samochody, "wspanialsze" domy, "większe" firmy, "ciekawsze" doświadczenia zyciowe…

      I co to dla mnie znaczy?

      Nic…

      Ja nie mam potrzeby żadnej z tych rzeczy zmieniać, bo mam to o czym kiedyś marzyłem…

      Pawłowi życzę, by jak najszybciej mógł powiedzieć: "Jestem człowiekiem spełnionym. Mam, również w sensie niematerialnym, wszystko o czym marzyłem; nie potrzebuję niczego innego"

  20. Fajny wpis! Ja bym dodał jeszcze to co My zrobiliśmy na swoim ślubie. Otóż obrączki można taniej zrobić przynosząc swoje złoto – zapewne znajdzie się w domu trochę starych pierścionków czy zniszczonych łańcuszków. U nas się znalazło dlatego dość spore obrączki mogliśmy zrobić w niższej cenie.

    Dodam że warto wszędzie się targować (jak już ktoś nie ma tego we krwi) – czasami się opłaca. Można też zaoferować swoje usługi w zamian – zależy kto co potrafi.

    Trzeba pamiętać o tym że wszystko też zależy od wielkości wesela – im jest większe tym możemy mocniej negocjować.

    My planowaliśmy wesele 2 lata wcześniej – to dobry pomysł bo umowy były podpisane z cenami o wiele tańszymi (tylko hotel z jedzeniem dodał +-10% w zapisie)

    Pozdrawiam Serdecznie i jeszcze raz gratuluje !

    Marcin Godlewski
    http://klub-cashflow.eu/

  21. nie jestem za tym aby "chwytać dzień" bo gdybym należał do tej grupy to nie poszedł bym na studia magisterskie aby w życiu mieć lżej tylko czekał bym aż jakaś asteroida walnie w naszą planetę.

    Uważam tylko, że z fajnego bloga o oszczędzaniu robisz blog o minimalistycznym życiu – zresztą chyba prowadzisz takiego bloga.

    Dlaczego według Ciebie oszczędzanie musi się kojarzyć z rezygnowaniem z czegoś?

    Nie wszyscy są tak nadgorliwi jak Ty i nie każdy musi czytać tego bloga – wiem.

    • Ależ, jak odnoszę wrażenie, u Pawła oszczędzanie to nie jest bezmyślne "rezygnowanie z czegoś", tylko rezygnowanie z czegoś, co uważa za zbędne i co nie ma znaczącego wpływu na jakość jego życia…

      A po prawdzie, gdy człowiek ma zaspokojone potrzeby fizjologiczne to ma prawo, jeśli taka jego wola, uznać swoje życie za komfortowe i nikt, obiektywnie patrząc, nie jest w stanie tego uznania podważyć :)

    • "Dlaczego według Ciebie oszczędzanie musi się kojarzyć z rezygnowaniem z czegoś?" — to chyba naturalne, nie uważasz? Zachowujesz pewien zasób teraz, by móc z niego skorzystać później. Co w tym dziwnego?

      "Nie wszyscy są tak nadgorliwi jak Ty i nie każdy musi czytać tego bloga – wiem." — oczywiście :-)

      • Jest nawet takie powiedzenie:

        "Trzeba umieć zrezygnować z kawioru w lepszych czasach, by móc się cieszyć kaszą w czasach gorszych"

  22. @ komentatorze

    Chyba niektórzy z nas się mijają z patrzeniem na kilka spraw, z ich własną definicją. Pewnie niektóre porady i sprawy tu poruszane nie każdemu pasują i odpowiadają. Nikt tu nie namawia do dziadowania, które tobie niestety kojarzy się z szeroko tutaj omawianym oszczędzaniem i niemarnotrawieniem pieniędzy. Osobiście kojarzy się raczej ze zdrowym rozsądkiem ;)

    I jak autor zauważył, potrzeba większej amunicji by do twojego podejścia przekonać obecnych tu czytelników niż popisywanie się bezrefleksyjnym carpe diem i straszenie nieuchronną śmiercią. Trochę się to zresztą ze sobą kłóci, no chyba, że w myśl zasady "baw się bo wszyscy kiedyś umrzemy…?"

  23. nie powiem, bo sam kiedyś odkładałem "drobniaki" do skarbonki i po kilku miesiącach uzbierała się kwota za którą można było kupić TV 32 cale.Jednak zamiast tego wybrałem wycieczkę po mazurskich jeziorach z moją dziewczyną i uwierzcie mi – jest co wspominać.

    Może ten przykład pokaże Wam co mam na myśli. Nie krytykowałem nigdy oszczędzania i byłem przeciwko konsumpcyjnemu stylowi życia, jednak sądzę, że nie można czekać za długo z tym oszczędzaniem (do usranej śmierci) gdyż możemy nie zdążyć nacieszyć się tymi pieniędzmi za życia a do grobu raczej nikt nam ich nie włoży.

    Każdy ma swoją filozofię i żyje według niej. Szanuję to.

  24. hmm a mnie trochę zasmucił ten artykuł :) lubię Twoje oszczędności ale podobnie jak Michał Ksiądzyna uważam, że czasem są hmm porażające

    i mimo, że z pewnością wykonałeś kupę dobrej roboty i oszczędziłeś dużo pieniędzy to gdzieś chyba zabrakło tej odrobiny szaleństwa i szczęścia, które mnie się kojarzy np. z nie skąpieniem na obrączki, tylko wybraniem takich, które wam się spodobały, bo przecież są na całe życie, nie patrząc na cenę i wykrzyknięcie: tak, jesteś tego warta żono! taka odrobina zapomnienia w tym całym oszczędzaniu a nie oszczędzanie na żonie (to takie nieromantyczne)

    oczywiście nie narzucam Ci niczego, każdy żyje jak chce, ale wydaje mi się, że czasem nie masz dystansu do tego i się zagalopowałeś w oszczędzaniu :)

    • "hmm a mnie trochę zasmucił ten artykuł :) lubię Twoje oszczędności ale podobnie jak Michał Ksiądzyna uważam, że czasem są hmm porażające" — zgadzam się, że niektóre rady faktycznie mogą być tak odebrane. Szkopuł jednak w tym, że przygotowując te wpisy bardzo często podaję propozycje zasłyszane u znajomych lub zdobyte w innych miejscach. Nie są to jakieś ortodoksyjne, ascetyczne wymysły, tylko triki stosowane przez studentów, rodziny, ludzi spłacających kredyty itp. Oszczędzanie naprawdę jest "fun", gdy działamy w zgodzie z samym sobą i chodzimy na przemyślane kompromisy.

      "i mimo, że z pewnością wykonałeś kupę dobrej roboty i oszczędziłeś dużo pieniędzy to gdzieś chyba zabrakło tej odrobiny szaleństwa i szczęścia, które mnie się kojarzy np. z nie skąpieniem na obrączki, tylko wybraniem takich, które wam się spodobały, bo przecież są na całe życie, nie patrząc na cenę i wykrzyknięcie: tak, jesteś tego warta żono! taka odrobina zapomnienia w tym całym oszczędzaniu a nie oszczędzanie na żonie (to takie nieromantyczne)" — co do szaleństwa, to oboje z Kasią jesteśmy realistami, twardo stąpającymi po ziemi. Dla nas wesele nigdy nie było sytuacja, w której oszczędzałbym na żonie czy ona na mnie — tym bardziej, że to właśnie Kasia miała masę pomysłów na weselne oszczędności. Romantyzm również postrzegamy nieco inaczej i moja żona nie oczekuje, żebym wykazywał się na tym obszarze, działaniami typu: "a co mi tam, wydam cztery tysiące na obrączki zamiast dwóch, bo cię kocham". Dla mnie romantyzm to przede wszystkim kreatywność i zrozumienie potrzeb ukochanej osoby, a nie kupa forsy, którą się na ukochaną osobę po prostu wydaje.

      "oczywiście nie narzucam Ci niczego, każdy żyje jak chce, ale wydaje mi się, że czasem nie masz dystansu do tego i się zagalopowałeś w oszczędzaniu :)" — być może faktycznie tak jest… a być może budując swój wizerunek mojej osoby w oparciu o zaledwie jedno medium, nie możesz tak do końca poznać mnie i zrozumieć moich motywów czy decyzji, które podejmuję w codziennym życiu.

    • Pytanie tylko, czy szaleństwo w stylu kupimy obrączki za 5 tysięcy rzeczywiście jest związane z tym, że takie się narzeczonym podobają. Mam wrażenie, że raczej chodzi o to, żeby fotka obrączek zrobiła furorę na facebooku i NK:) Gdyby liczyły się romantyczne gesty i własny gust to fora internetowe nie byłyby pewne pytań: dziewczyny, jak sądzicie, które obrączki wybrać (litości, obce baby w forum miałyby mi podpowiadać???)albo: ile powinien KOSZTOWAĆ pierścionek zaręczynowy.

      A jeśli chodzi o romantyczne gesty, to te najważniejsze i wymagają wysiłku a nie kasy.

    • i mimo, że z pewnością wykonałeś kupę dobrej roboty i oszczędziłeś dużo pieniędzy to gdzieś chyba zabrakło tej odrobiny szaleństwa i szczęścia, które mnie się kojarzy np. z nie skąpieniem na obrączki, tylko wybraniem takich, które wam się spodobały, bo przecież są na całe życie, nie patrząc na cenę

      Bzdura, obrączki nie są na całe życie. Połowa małżeństw zawartych dziś się rozpadnie.

      taka odrobina zapomnienia w tym całym oszczędzaniu a nie oszczędzanie na żonie (to takie nieromantyczne)

      Za to z pewnością romantyczne będzie, gdy trzeba będzie sprzedać te obrączki i spłacić ratę kredytu na dom, gdy nadejdzie jakaś awaryjna sytuacja, na którą się nie przygotujesz, prawda?

  25. komentator – i to jest właśnie postawa, którą cenię :) ja też osobie, krórą kocham, oddałabym wszystkie pieniądze świata :)

    Roman napisał:

    ''A czym poza ceną i metką różni się pierwszego dnia garnitur z targu od garnituru Hugo Boss? Na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka niczym… Dopiero gdyby się z bardzo bliska przyjrzeć szwom, ale kto to robi na ślubie :)''

    - to chyba jakiś ponury żart?

    • To, że Ty rozróżnisz garnitur Hugo Boss od Galanta świadczy wyłącznie o Twojej znajomości mody. Pamiętaj jednak, że niewiele osób się na tym zna i dla nich różnica jest żadna. To tak jak z tą anegdotą o kupowaniu samochodu przez mężczyznę i kobietę: mężczyzna chce Forda Focusa hatchback z silnikiem 1.8 i nitro, a kobieta to fajne czerwone.

      Zrozum mnie dobrze: nie zachęcam tutaj do kupowania źle skrojonych, zmechaconych czy postrzępionych garniturów dla oszczędności. Wręcz przeciwnie! Mówię: znajdź dobry i *niedrogi* (slowo klucz) garnitur, w którym będziesz wyglądał i czuł się dobrze. Ja taki znalazłem na Świebodzkim i zdał egzamin.

    • Bynajmniej…

      Zważywszy na to kto szyje garnitury Hugo Boss śmiem twierdzić, że różnica polega głównie na metce i cenie, w bardzo niewielkim stopniu na jakości materiału i jakości wykonania.

      Poza tym chyba lepiej mieć na sobie garnitur z targu, który się podoba niż z salonu choć się nie podoba…

      Mając pieniądze na jedno lub drugie (i nie tyczy się to tylko ubioru), mogę swobodnie zdecydować czy chcę zapłacić "x " razy więcej za "metkę" czy nie…

      No chyba, że ktoś lubuje się w kolekcjonowaniu "metek" wówczas staje się niewolnikiem tej czy innej marki :)

  26. Wiesz Paweł, z tym wizerunkiem padasz ofiarą formy, w jakiej się z nami komunikujesz. Trochę tak jak Rentier.

    Bo z jednej strony piszesz o oszczędzaniu, ale nie ograniczasz się do artykułów ekonomicznych tylko piszesz sporo o stylu życia. I jeśli nie czytamy o innych Twoich przeżyciach poza oszczędzaniem, to powstaje wrażenie, że tylko to się dla Ciebie liczy.

    Np. to jest artykuł "oszczędzanie na weselu", a wiele osób podświadomie odbiera go jako "wrażenia z wesela" i dochodzi do wniosku, że ważna jest dla Ciebie tylko kasa, skoro nic nie napisałeś o muzyce, gościach itp.

    • Pewnie masz rację, Magdalaeno. Od dawna nie potrafiłem zrozumieć, jak to jest, że wiele osób odbiera moje wpisy osobiście – jak bym im coś narzucał. Inni z kolei mają mnie za dziada tylko dlatego, że podałem taki czy inny sposób na oszczędzanie. Również mało kto potrafi przefiltrować informacje przez swój osobisty filtr stylu życia, a resztę olać. Prowadzi to do naprawdę kuriozalnych sytuacji, zbędnej krytyki i trollowania.

      Jak sobie z tym poradzić? Beats me.

      • Myślę, że po prostu musisz być świadomy tego co piszesz. Na ile się odsłaniasz. Zastanowić się w jaki wzór układają się informacje, które nam ujawniasz.

        Czy jesteś gotów pisać bardziej osobiście, o wrażeniach z wakacji i przemyśleniach ideowych ? czy może wolisz wycofać się na bardziej neutralne pozycje ? Appfunds pisze tylko o forsie i nikt nie zarzuca mu, że nie jest romantycznym kochankiem ;-)

  27. Gratulacje z okazji ślubu :)

    Jestem przekonany, że jednak kto jak kto ale Polacy mają dar do oszczędzania i kombinowania na każdym kroku, więc Twój artykuł ani trochę mnie nie zdziwił. Jeśli kiedyś zmienię zdanie na temat instytucji małżeństwa to z pewnością będę podobnie kombinował, albo i bardziej.

    Jestem niezwykle ciekaw jak do minimalizmu po ślubie podchodzi Twoja żona. Nie znam kobiety, która byłaby w stanie żyć bez setek kosmetyków rozmaitych, pełnej szafy i całej masy innych drobiazgów o których istnieniu normalny mężczyzna nie zdaje sobie sprawy.

  28. @Jacek Mail

    Nie znasz mnie ;P

    To, co piszemy jest w pewnym sensie zawsze jedynym filtrem, przez który czytelnicy potrafią sobie wykreować obraz piszącego.

    To chyba taka wspólna cecha ludzi, że musimy mieć innych zaszufladkowanych w jakichś ramach, przegródkach i pudełeczkach, by nasz świat był poukładany i wszystko miało sens.

    APP na swoim blogu to dobry przykład, chociaż już na notowany.pl wystarczy popatrzeć na komentarze by zmienić zdanie. Obojętnie co byśmy nie zrobili, inni zieją i rzucają w nas hm, różnymi określeniami. Zawsze odbierają to osobiście i dokładają cegiełkę do takiego pudełeczka. Strach myśleć, że niektórzy mogliby rzeczywiście myśleć to co wypisują w komentarzach i na forach…

  29. Także uważam, że buty Deichmanna to lekko nietrafiona oszczędność. Nie wchodząc w rozważania na temat szacunku dla powagi uroczystości, z doświadczenia wiem, że w tego typu sklepach bardzo trudno znaleźć coś co przetrwa dłużej w przyzwoitym stanie i jako tako wygląda. Zdecydowanie lepiej wydać dwa razy więcej i cieszyć się ładnym butem trzy razy dłużej. Zresztą to szerszy problem i obejmuje też ubrania, AGD itp. W kalkulacjach oszczędnościowych czasem warto uwzględnić czynnik jakości i nie zawsze trzeba się bać produktów markowych, nie wspominając o robionych na zamówienie (ponoć dobre buty szyte na miarę mogą służyć kilkadziesiąt lat).

  30. Witam Pawle !

    Mi się wydaje że ludzie to nie potrafią wyciągnąć z czytanego textu coś dla siebie , tylko zawsze albo widza przesyt albo niedosyt :) , ciekawy artykuł rzucający światło na rzeczy nad którymi warto się zastanowić i w relacji własnych przekonań i opinii dostosować lub nie do naszej własnej sytuacji :)

    • Dzięki za zrozumienie. Wesele jest sprawą bardzo indywidualną, ale również ograniczoną ramami lokalnych tradycji i zwyczajów. Idealna odpowiedź na pytanie "jak oszczędzać na weselu?" nie istnieje, ponieważ każdy ma jego inną wizję, inne wymagania i porusza się w innych ramach. Właśnie dlatego można poszukiwać trików na oszczędności, ale nie można zakładać, że z każdego będzie można skorzystać. Po co krytykować te niewykorzystane? Pojęcia nie mam.

  31. Witaj,

    Jak przeczytałem: Namysłów, Opole to od razu zrobiło mi się miło że ktoś z moich stron prowadzi genialnego bloga. A skąd dokładnie jesteś?

    Ile kosztowało Cię w sumie weselicho?

    Z poważaniem,

    Wojtek

    • Hej Wojtku. Dzięki za komplement :-) W zasadzie tyle razy się przeprowadzałem w ciągu ostatnich pięciu lat, że można powiedzieć, że jestem zewsząd i znikąd. Aktualnie rezyduję w Opolu, ale jak długo jeszcze – trudno powiedzieć.

      Co do kosztów wesela, to o nich publicznie nie chcę rozmawiać :-)

  32. Pingback: Moje podejście do oszczędzania (w pigułce) — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...

  33. Hmm… Fajny artykuł. Pomysł z lampionami świetny. Można się było spełnić przy tworzeniu zaproszeń. Goście z pewnością byli mile zaskoczeni. Każdemu radzę zrezygnować z kamerzysty, te filmy są nudniejsze niż śmierć w wenecji, a i tak co trzeci gość weselny nakręci coś w czasie wesela , co więcej po obejrzeniu dvd troszkę się odbiera wspomnieniom uroku…Niestety, zraziły mnie dwa aspekty:wódka domowej roboty jako jedyny trunek (może ktoś ma bardziej subtelne podniebienie ) i wynajem remizy strażackiej „po znajomości” . Czy to prywatna remiza teścia? Nie uważam tej pozycji za oszczędność tylko uprawianie prywaty. Remiza należy zapewne do Ochotniczej Straży Pożarnej, oni za dochód z wynajmu sali kupują sobie sprzęt, bo są mizernie wyposażeni w porównaniu do straży państwowej. Owszem oszczędnością jest wybór remizy w porównaniu z domem weselnym, ale w wyżej zaprezentowanym wydaniu to dziwne podejście. Kreatywność i pomysłowość trzeba odróżnić od kombinowania rodem z PRLu, a myślałam, że młodzi ludzie mają już to za sobą…
    Dzisiaj widziałam świetną scenę: zabytkowe auto pod kościołem – wsiada młoda para, panna młoda wygląda jak aktorka w spektaklu kostiumowym z epoki baroku, a auto się zbuntowało i nie chciało odpalić. Kilku weselników popchnęło staruszka ;-) Już widzę ten dramat wypisany na twarzy panny młodej;-) Choć ja bym tą przygodę miło wspominała, zabytkowe auta mają duszę i potrafią być złośliwe. … A ja chcę tylko przysiąc przed Bogiem Temu Jedynemu miłość wierność i uczciwość małżeńską przy zachowaniu podniosłości tej chwili. I rezygnacja z wesela pozwala mi delektować się tym wydarzeniem.
    Nie trzeba by było rozrabiać spirytusu gdyby przetrwał zwyczaj wiejskich wesel: zbierała się cała wieś w stodole czy innej remizie, każdy, kto odczuwał potrzebę świętowania z nowożeńcami przynosił ze sobą poczęstunek… bawiili się choćby i tydzień i nikt z długami nie startował w dorosłość.

  34. @Ktosiek – z tą remizą to nie mus być coś nagannego. Wiele instytucji publicznych ma inne ceny „dla swoich” i „dla obcych”. Tak bywa z zakładowymi ośrodkami wczasowymi , więc może i remiza ?

  35. @Magdalaena: nie tylko instytucje publiczne tak mają, przecież pracownik McDonalda kupuje w nim taniej, niż zwykły klient. Podobnie jak pracownik sklepu z odzieżą czy z oponami może je kupić taniej, niż ktoś z ulicy.

  36. Pingback: Wesele stało się praktyką!

  37. NIE POWINNO OSZCZEDZAĆ SIE NA PIEKNYM SLUBIE I WESELU. NIE POWINNO GOŚCI KARMIC SIE TANDETĄ. POZA TYM JA SIE REZERUJE MNIMUM ROK PRZED LEPIEJ SIE TO OPŁACA
    ZGADZAM SIE ABY NIE WCHODZIĆ W JAKIEŚ DUŻE KREDYTY,ALE TROCHE OSZCZĘDNOŚĆI WŁASNYCH, TEOCHĘ POMOS RODZICÓW I ŚLUB PIEKNY. NASZE WESEL KOSZTOWAŁO OKOŁO 2500, ZWRÓCIŁA NA SIE POŁOWA,NIE ŻĄŁUJEMY ANI GROSZA.POLECEM TRADYCJE-ORKIESTRA,TRADYCYJNE POTRAWY,OCZEPINY,PRZYSPIEWKI. GOŚCIE ZACHWYCENI NIE POMIJAJĄC MŁODZIEŻY. POLECAMY RÓWNIEŻ FOTOGRAFA I KAMERZYSTĘ .DOBRZE ZROBIONY FILM -SUPAER PAMIATKA. ZAWSZE MOŻNA OBEJRZEĆ KIEDY NADEJDZIE KRYZYS -OZYWIŚCIE OBY NIE. POZDRAWIAMY. SZCZĘŚLIWI NOWOŻEŃCY