Już od dawna obiecuję, że opiszę swoje inwestycje i plany związane z własną firmą. Obiecuję, obiecuję i trochę nie dotrzymuję słowa. Postanowiłem zatem w końcu się za to zabrać i podzielić się z Wami (a także poddać pod dyskusję – może spece od parkietu mi coś doradzą) moimi planami. Zatem po kolei…
Inwestycje
W czerwcu (dokładnie to ostatniego dnia czerwca) wykupiłem tzw. indywidualne ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że w zorganizowany i systematyczny sposób inwestuję w fundusze z pominięciem podatku belki, stosując tzw. formułę „dollar cost averaging” (więcej o niej już niedługo). Czas inwestycji to hybryda 2+1 lat. Oznacza to, że przez dwa lata zobowiązałem się do odkładania 250-ciu złotych, a zgromadzone środki – jeżeli zajdzie taka potrzeba – mogę wypłacić rok później (przez ten rok naturalnie zarabiają).
Na starcie w moim portfelu umieściłem następujące walory:
- UFK CZ/A Zrównoważony (25%),
- UFK ARTS Total Return Dynamic (30%),
- UFK Compensa/HSBC BRIC Market Equity (25%),
- UFK Legg Mason Akcji (20%).
Polisa, jak na hybrydę ubezpieczeniowo-inwestycyjną, jest dość elastyczna i pozwala mi na zmianę składu portfela maksymalnie cztery razy na każdy rok inwestycji. Dodatkowo, jako bonus, mam dostęp do wiedzy certyfikowanego specjalisty, który osobiście inwestuje w identyczny sposób.
Polisę wykupiłem u niezależnego doradcy finansowego, reprezentującego niemiecką firmę OVB, działającą na rynkach światowych od lat siedemdziesiątych, a w Polsce – od dziewięćdziesiątych. Minimalny zwrot z inwestycji, na jaki mogę szacunkowo liczyć, opierając się na danych historycznych, to 8% rocznie. Wierzę jednak, że powoli następuje ponowny restart gospodarki (Obama zdaje się to potwierdzać swoimi niedawnymi wypowiedziami) i przez trzy lata sytuacja na rynkach znacznie się poprawi, dzięki czemu zarobię nieco więcej. Dla informacji podam, że póki co celuję w zysk na poziomie 12-15% rocznie, ale nie popłaczę się, jak zarobię więcej ;-)
Wydatki na tą inwestycję finansuję z bieżących środków, zostawiając sobie rezerwę z funduszu inwestycyjnego na sytuacje, w której nie mógłbym opłacić składki na bieżąco.
Działalność gospodarcza
Póki co sprawa jest dopiero w powijakach, bo kombinuję jak by tu stać się na pewien czas faktycznie bezrobotnym, żeby móc legalnie zarejestrować się w Urzędzie Pracy i ubiegać o bezzwrotną dotację dla otwierających działalność gospodarczą.
Bez wchodzenia w detale (póki co nie chcę się aż tak do końca dzielić moim pomysłem), chcę się na starcie zająć dwiema dziedzinami: developingiem software’u oraz handlem.
Dlaczego akurat tak? Niektórzy będą wiedzieli, że w swoich działaniach przede wszystkim hołduję jednej zasadzie:
„Zrób raz, korzystaj cały czas.”
Pisanie programów komputerowych należy właśnie do działań, które nie dość, że mają niskie koszty operacyjne, to można je wykonać raz i potem korzystać z nich przez dłuższy czas. Jak by tego było mało, programy komputerowe nie psują się, nie wołają jeść, nie trzeba ich magazynować i ponosić z tego tytułu kosztów, a wszystkie komponenty, potrzebne do tego, aby w legalny sposób się tym zająć – są za darmo dostępne w sieci. Dodatkowo, odpowiednio zaprojektowana strona internetowa doskonale zautomatyzuje proces sprzedaży tego oprogramowania, wyłączając mnie – w myśl nauk Tima Ferrisa – z najbardziej wymagających działań (oprócz, naturalnie, napisania programu).
Gdy rozbujam się w tej materii, przejdę do drugiego etapu, ale o tym napiszę kiedy indziej – póki co, że tak powiem, nie chcę zapeszać ;-)
Co o tym myślicie?
Po przeczytaniu książki Ferrissa sam zacząłem szukać pomysłu, który będzie generował pieniądze bez mojego udziału. Myślę, że program komputerowy rzeczywiście pasuje do automatyzacji, jednak pojawia się wyzwanie – będziesz musiał w jakiś sposób tak zabezpieczyć program, żeby nie można go było ściągnąć za darmo z pewnego polskiego trzyliterowego forum. No i sprawa warta rozważenia – czy to ma być program po angielsku czy po polsku? Jeżeli chcesz zarobić dobre pieniądze, to będziesz musiał znaleźć profesjonalnego tłumacza, ale z tym o wiele łatwiej sobie poradzić. Do kogo będziesz chciał kierować ten program? Przedsiębiorstwo, indywidualny odbiorca?
Marcinie, każdy program da się złamać, każdy da się spiratować. Można te procedery jedynie spróbować utrudnić, ale często jest to po prostu z góry przegrana walka, wsysająca czas i pieniądze. Mi się nie chce w to bawić.
Na szczęście… wcale nie trzeba jej podejmować. Przykładem niech będzie mój program, który dotychczas przyniósł mi najwięcej pieniędzy, a… rozdawałem go za darmo. Napiszę więcej! Sam go wrzucałem na warezy, bo zależało mi na tym, żeby jak najwięcej osób go zainstalowało i używało. Efekty przerosły moje oczekiwania.
Poza tym, Marcinie, istnieją takie rynki, na których piractwo jest minimalne, a za niewielką opłatą dostaje się dostęp do dziesiątek milionów potencjalnych klientów.
Innymi słowy są opcje i tym się nie martwię :-)
Co do tłumaczenia na obce języki, to oczywiście – będę chciał w to wejść. Problemu z tym też nie będzie żadnego, bo znam angielski na tyle, że obejdzie się bez profesjonalnego tłumacza.
Marcinie, naprawdę mam to wszystko przemyślane i możesz mi wierzyć, że największą trudnością, z jaką będę musiał sobie poradzić, to… zabranie się do napisania tych programów. Z całą resztą od ręki jakoś sobie poradzę.
PS. Celowo nie podałem nazwy swojego programu. Zainteresowani bez problemu go wygooglują ;-)
Aha, w takim razie czekam na efekt. Skoro masz już w tym takie doświadczenie to bez problemu sobie poradzisz.
Pawle tylko po co jakieś ubezpieczenia kapitałowe, ograniczenia co do konwersji i płacenie prowizji pośrednikom? Nie lepiej było skorzystać z supermarketu funduszy inwestycyjnych w mBanku? Większość z wybranych przez Ciebie funduszy mogłeś znaleźć w mBanku (ewentualnie ich odpowiedniki). Chyba, że potrzebowałeś "fachowej porady" akwizytorów z OVB…
Pozdr.
Cheed, nie ukrywam, że nie była to do końca przemyślana inwestycja, niemniej jednak i tak jestem z niej zadowolony. Oto dlaczego:
1. Nie zapłacę belki, o którą pomniejszyłby się mój zysk w przypadku SFI.
2. Mogę 4 razy w roku bezpłatnie zmienić skład portfela i znowu – przy każdej ze zmian nie zapłacę belki.
3. Jestem ubezpieczony na ileśtam (nie pamiętam w tej chwili) pieniędzy, więc w razie coś mi się stanie w okresie trwania polisy, będę coś z tego miał.
4. W końcu zacząłem *jakiekolwiek* inwestowanie ;-)
5. Pomagając komuś zrobiłem dobry uczynek ;-)
Jeżeli chodzi o SFI, który naturalnie mam, to waham się między wejściem w fundusze a wejściem w giełdę. Czytam aktualnie Inteligentnego Inwestora, a przeczytałem też ostatnio Małą Książeczkę, Która Podbija Rynek. Obie interesujące. Obie zachęcają do wkładania pieniędzy w te instrumenty. Mam zapas kaski na inwestowanie, a i w drodze jest trochę środków, zatem tak naprawdę to kwestia czasu zanim na poważnie się tym zajmę.
Co myślisz o doborze funduszy do portfela, Cheed?
W SFI masz również dostęp do funduszy parasolowych w których przy konwersji nie zapłacisz Belki – z drugiej strony dla mało doświadczonego inwestora 4 zmiany w przeciągu roku powinny wystarczyć. No ale sam rozumiesz, jesteś teraz uwiązany, dobrze że nie w Aegon :)
Z Twojego rozumowania podoba mi się szczególnie 4 punkt – w końcu inwestujesz :) Ja również zaczynałem od funduszy ale szybko mnie znudziły. Co do giełdy to pamiętaj – frycowe zapłacić musi każdy :) Od Ciebie zależy ile tego będzie – u mnie na blogu pojawiał się jakiś czas temu artykuł o tym jak zacząć inwestować na giełdzie, być może w czymś Ci pomoże :)
Co do doboru funduszy to niewiele mi one mówią. Legg Mason to klasa sama w sobie, swego czasu pomnożył mi nieźle pieniądze. BRIC to obok Frontier Markets obszar który czeka w najbliższych latach gwałtowny rozwój, ale pamiętaj że giełda chińska wzrosła w przeciągu 9 miesięcy o 100% i czeka ją korekta. Nie znam również składu portfela tego funduszu a przypomnijmy, że były już takie na polskim rynku, które umoczyły pieniądze na rosyjskich obligacjach. Dwa następne to totalna niewiadoma…
Obecny kryzys pokazał nam jedno – zarządzający funduszami(zdecydowana większość), chociażby nie wiem jak wyszkoleni i wyedukowani nie są w stanie pobić indeksów. Dlatego też nie lubię powierzać swoich pieniędzy innym aby uczyli się na nich sztuki inwestowania – wolę zrobić to samodzielnie. Zerknij na mity o inwestowaniu.
Pozdr.
Cheed, mam Ciebie w RSS'ie, więc wspomniane notki przerobiłem. Co do parasola masz oczywiście rację, ale jak sam wspomniałeś – nie ma co powierzać komuś swoich pieniędzy i frycowe trzeba zapłacić. Mam nadzieję, że chociaż tego frycowego uniknę – dokształcam się teraz u mentora Warrena Buffetta i, jak wspominałem, poznałem magiczną formułę Joela Greenblatta. Co z tego wyniknie? Nie wiem, ale na pewno opiszę to na blogu ;-)
Na OVB nie będę tu narzekał bo nie znam ani firmy, ani produktu. Przedmówcy już w zasadzie opisali sprawę. Chociaż niektórzy za największą wadę tego typu produktów uważają uwiązanie do comiesięcznych wpłat, ale mimo wszystko jest to pewna mobilizacja. Zobaczymy co z tego wyjdzie i jak szybko będziesz zmieniał fundusze.
Inwestowanie w wartość to ciekawy i logiczny pomysł. Nurtuje mnie na przykład jak magiczna formuła sprawdza się w Polsce.
" chociażby nie wiem jak wyszkoleni i wyedukowani nie są w stanie pobić indeksów" . W tym roku arka akcji w maju pobiła WIG20 .
Zarządzający może pobić indeks ale musi być bardzo dobry i mieć dobrze skonstruowany statut funduszu tak aby nie wiązał mu rąk.
Najwygodniej kiedy kieruje się funduszem o zmiennej strukturze np Allianz Aktywna Alokacja lub funduszem który może inwestować również w instrumenty pochodne kontrakty/opcje.
Adamie, właśnie o tę mobilizację – a konkretniej: systematyczność – chodzi.
Piotrze, dzięki za sugestię – raczej nie wpadłbym na to, żeby zapoznać się ze statutem funduszu przed zainwestowaniem w niego.
Pingback: Oszczędzanie pieniędzy: Podsumowanie Sierpnia 2009 — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...
Hej. A co z inwestowanie 15-20 lat odkładając po 100 czy 200 zł?
Takie programy inwestycyjne też ma OVB – warto? Jakieś ryzyko jest?