Ostatnio jakoś tak wydatkowo i kontrolnie zrobiło się na blogu. Korzystając z tego, że temat jest na fali chciałem przedstawić jeszcze jeden sposób kontroli wydatków. Poznałem go w czasach, gdy przesiadywałem w UK. Jego autorem jest spec od finansów, Robert Allen, znany w Polsce między innymi z książki zatytułowanej „Jak pomnożyć źródła swoich dochodów”.
Bob proponuje nieco szersze spojrzenie na to, dokąd idą nasze pieniądze. Kręgosłup systemu jest ten sam, co i u mnie: zapisywać wydatki na papierze/w arkuszu. Główna różnica polega za to na tym, jak Bob klasyfikuje poszczególne rozchody.
Generalnie, sugeruje podział wydawanych pieniędzy na 10 kategorii:
- Życie – do tej kategorii zaliczają się szeroko pojęte wydatki na życie. Ujmuje się tutaj zarówno żywność, odzież, meble, ale także wydatki na kosmetyki czy medykamenty.
- Rachunki – tutaj wlicza się wszystkie ponoszone koszty stałe. Opłaty za prąd, gaz, wodę, ogrzewanie, abonamenty komórkowe, za telewizję cyfrową itp.
- Rozrywka – jedzenie na mieście, imprezy, wyjazdy, wycieczki, wyjścia do kina – te i im podobne wydatki ujmuje się w tej kategorii.
- Transport – zawrzesz tutaj koszty benzyny, konserwacji auta, ale także dojazdów komunikacją miejską, pekaesem, koleją oraz przeloty.
- Wydatki związane z działalnością gospodarczą – wlicza się tutaj szeroko pojęte wydatki związane z prowadzeniem biznesu, a także szkolenia w tym zakresie.
- Darowizny – wszystkie datki, dotacje, ofiary, bezzwrotna pomoc rodzinie itp. sprawy wlicza się do tej kategorii.
- Oszczędności – Bob traktuje oszczędności jak wydatek. Ma to pewien sens, jeżeli wziąć pod uwagę jego podejście do tematu, dlatego wszystkie oszczędności (z płacenia sobie najpierw, ale nie tylko) wpadają do tej kategorii.
- Podatki – bez komentarza ;-)
- Ubezpieczenia – wszelakie koszty ponoszone po to, żeby zabezpieczyć się przed utratą zdrowia oraz utratą lub uszkodzeniem mienia (chodzi o polisy, a nie systemy alarmowe).
- Inne – umieszcza się tu wszystko, co nie podpada pod pozostałe kategorie, a także – o dziwo – Bob sugeruje wliczać tu spłatę długów.
W porównaniu do mojego, system Roberta nieco inaczej traktuje niektóre wydatki. Ja, przykładowo, zupełnie nie uwzględniam podatków. Powód po temu jest banalny: są to pieniądze, których praktycznie nie widzę na oczy, ponieważ albo są mi one potrącane przy obliczaniu wynagrodzenia, albo i tak sam muszę odprowadzić do US stosowną kwotę. Po co sobie nimi zaprzątać głowę przy analizie wydatków? Podobnie jest z oszczędnościami, które Bob traktuje jak wydatek, a ja natomiast – ponieważ oszczędzając, zapobiegam wydaniu tych pieniędzy – nie widzę powodu, by je tak traktować. Mocno dyskusyjne jest też wliczanie do całości wydatków związanych z prowadzeniem działalności. Budżet domowy to jedno, a budżet firmy to drugie, dlatego moim zdaniem jedynie freelancerzy, pracujący na umowę o dzieło, mogą sobie na to pozwolić.
Ciekawi mnie Wasze zdanie: który sposób gromadzenia informacji o wydatkach bardziej Wam podpasował? Mój czy Roberta? Może widzicie jakieś sposoby na zbudowanie lepszego systemu, uwzględniającego elementy obu ostatnio przedstawionych, a być może także Wasze sprawdzone rozwiązania?
Podyskutujmy…
Zobacz też:- Jak kontrolować wydatki? Wersja 1.0.
- Gotówka rządzi. Zgodzisz się?
- Jak oszczędzić na weselu? 13 praktycznych porad.
|
|
Podobał Ci się wpis? To już teraz zasubskrybuj kanał RSS! |


{ 10 odpowiedzi… przeczytaj lub dodaj własny }
Nie wiem dlaczego lekceważysz pozycję 8 czyli podatki. To tylko w teorii wydaje się trudne, ale można je optymalizować i osiągnąć z tego całkiem niezłe kwoty. Przykładowo studenci(i nie tylko ale najczęściej oni) mogą pracować i dorabiać i jeśli nie przekroczą kwoty wolnej od podatku(3091 zł) to pobrane zaliczki na podatek zostaną im zwrócone jako nadpłata. Oszczędzający mogą skorzystać z kont oferujących ominięcie podatku Belki. Inwestorzy mogą kupować akcje NFI i dzięki temu uniknąć płacenia podatku do pewnej kwoty. Pracujący na etacie mogą postarać się o znalezienie kolejnego(nawet cząstkowego, niepełnego) dzięki czemu będą mogli dokonać większych odliczeń(np koszty dojazdu do miejsca pracy) od podstawy opodatkowania. Tak można wymieniać i wymieniać… ;-) Wiem, że trudne i wymaga zgłębienia nudnej wiedzy, ale nikt nie powiedział, że oszczędzanie ma być proste łatwe i przyjemne, prawda?
Pozdr.
Allen, uwidocznił pozycję podatki gdyż styka się z nimi codziennie podczas zakupów.
W Europie podatki są "schowane" w cenie produktu. Jesli coś na nadrukowaną cenę X – taką cenę zapłacisz. W USA, skąd Robert pochodzi, podatki doliczane są dopiero przy kasie. W rozrachunku Robert do swojego koszyka wkłada produkt za cenę produktu a kupuje produkt za cenę produktu+podatki. Widzi je jako osobną pozycję na rachunku, widzi ile musi dopłacić zanim wyjdzie ze sklepu. Dlatego poświęcił im osobną kategorię.
Dlatego mówimy, że bilet na samolot kosztował nas złotówkę+podatki. Bo głupio się przyznać, że w rzeczywistości kosztował 79pln :)
IMHO podatki nie mają sensu ani jako wydatek ani jako dochód (tj. wiosenny zwrot z PIT), bo z założenia przejmuję pensję netto jako dochód , a cenę z VAT jako wydatek. Trochę inaczej to wygląda w przypadku belki, ale też byłabym za tym, żeby jako dochód traktować czyste odsetki po opodatkowaniu.
Cheed, myślę, że analiza wydatków a optymalizacja podatkowa to dwa różne pojęcia. Wiadomo, że na podatkach również można oszczędzić, niemniej jednak – stawiając na prostotę i realizm – wolę w mojej analizie wydatków po prostu skupić się na tym, co mogę wydać, a nie na tym, co mógłbym wydać, gdybym płacił inne podatki.
Bart, dosłownie przed chwilą rzuciłem okiem na trzy ostatnie paragony i na każdym jest informacja o zapłaconym podatku. Na niektórych nawet rozbita na poszczególne "procenty".
Magdalena, najbliżej mi do Twojego podejścia.
Sorry za offtopa, ale wczoraj pierwszy raz zdarzyło się, żeby twój blog był przeciążony, czyżby tylu odwiedzających na raz?? ;) Gratuluję popularności.
Wracając do wątku, moim skromnym zdaniem najbardziej pasuje mi mój sposób kontroli :D
Paweł, tak, masz to rozbite procentowo. Rachunek ze sklepu amerykańskiego wygląda następująco (kwoty przykładowe):
produkty: 20$
podatek: 5$
do zapłaty: 25$
A rachunek na który patrzyłeś wyglada tak:
produkty: 25pln
w tym podatek: 5pln
do zapłaty: 25pln
Widzisz różnicę?
Mogę się wypowiedzieć na temat zapisywania wydatków. Zaczęłam w 1996 roku. Najpierw zapis był codzienny z precyzyjnym rozbiciem co na co. Odbyła się wtedy praca nad- co i jak wydaję. Gdy okazało się, że wydatki na żywność są miesięcznie podobne, kwoty na "chemię" nie porażają, przestałam je rozpisywać. Po kilku latach powstał schemat wydatków. Teraz wiem, że osiągam założone cele (odkładanie ustalonej kwoty) zapisuję wypływy z konta( bo info bywa potrzebne, gdy brak dostępu do "e-banku" ;) , ale nie bawię się w szczegółowy rozpis. Notuję tylko wydatki-powyżej 100 zł na jedną rzecz). Z moich doświadczeń wynika jedno-nie ważne jaka formę notatek wybieramy, ważne, by zacząć notować. To pozwala zobaczyć jak wydajemy. Formę dostosujemy do siebie z czasem.
Paweł zauważ, że Robert Allen cały rozdział poświęcił na optymalizację podatkową i zabezpieczanie majątku. W USA mają chyba większe pole popisu – pracownicze plany emerytalne (gdzie nie ma podatków), spółka w Nevadzie (bez podatków), brak podatku w przypadku sprzedania jednej nieruchomości i kupna następnej i tak dalej. Dlatego uwzględnia podatki – bo je również można zminimalizować (nie te z żywności, tylko te np. od zysków z inwestycji)
Zdecydowanie bardziej podoba mi się Twoja klasyfikacja rozchodów. Bardziej zyciowa. Dla mnie wliczanie do rozchodów podatku, wydatków na działalność gosp. czy oszczędności są nieco niedorzeczne.
"W USA mają chyba większe pole popisu – (…) brak podatku w przypadku sprzedania jednej nieruchomości i kupna następnej"
W Polsce podobny przepis również funkcjonuje!
{ 1 trackback }