Jak wydawać mniej (i oszczędzić więcej) pieniedzy?

Autor: admin · 12 odpowiedzi

Wydawanie pieniędzy, na których zdobycie poświęciliśmy dużo czasu i potu, jest jedną z przyjemniejszych czynności, jakie towarzyszą życiu każdego człowieka. Wydawanie pieniedzy na rzeczy, które sprawiają nam przyjemność jest jeszcze lepsze! Niektórzy uzależniają się od robienia zakupów, inni wydają więcej pieniędzy, niż posiadają, przez co wpadają w długi.

Po co o tym wszystkim piszę? Bo dziś chcę przedstawić kilka porad, które sprawią, że będziesz wydawać mniej pieniędzy i – mam nadzieję – dzięki temu zwiększysz swój PO[1] o kilka procent.

Oto one:

  1. Nadaj wydatkom priorytety. Są wydatki błahe, ważne i najważniejsze. Myślę, że każda myśląca logicznie osoba sto razy zastanowi się nad tym czy faktycznie musi kupić sobie nowy telewizor (błahy), jeżeli jeszcze nie zapłaciła czynszu (najważniejszy).
  2. Odłóż zbędne (czytaj: najprzyjemniejsze) wydatki na później. Niestety, konsumpcyjny tryb zycia współczesnych społeczeństw znacznie utrudnia odkładanie przyjemności na później, ale każdy, kto się z tym pogodzi, za jakiś czas dostanie nagrodę w postaci braku problemów finansowych i możliwości spełniania swoich zachcianek ad hoc.
  3. Kontroluj wydawanie impulsywne. Gdy tylko pojawi się impuls, zwalcz go i odłóż zakup na przynajmniej 24 godziny. Przekonasz się, że w większości przypadków zanim minie doba (ba! pewnie zaraz po wyjściu ze sklepu!) dojdziesz do wniosku, że i tak nie potrzebowałeś tej rzeczy.
  4. Poszukuj zamienników. Masę rzeczy, za które trzeba sporo zapłacić, można zastąpić tańszymi zamiennikami o zbliżonej lub nawet identycznej jakości. Najlepszym przykładem są produkty żywnościowe z marką hipermarketu (TiP, DiT, Tesco): może mają brzydsze opakowania, ale kosztują mniej, niż produkty renomowanych firm, a często są przez nie robione!
  5. Dziel się wydatkami z innymi. Często zdarza się, że zarówno Ty, jak i Twoi znajomi, macie podobne wydatki. Doskonałym przykładem są koszty dojazdu do pracy lub na uczelnię. Można wtedy zrobić zrzutkę na paliwo i załatwić sprawę za ułamek normalnej ceny. Podobnie jest z zakupem większej ilości jakiejś rzeczy: pamiętam jak moja mama, babcia i ciocia zrzucały się na „zgrzewkę” cukru, która kosztowała dużo taniej, niż zakup „na paczki”.

To wszystko. Proste, prawda? Od siebie dodam, że systematyczne stosowanie zaledwie jednej z wymienionych zasad może przynieść znaczne oszczędności, dlatego gorąco zachęcam Cię do wdrożenia ich w życie.

Na pewno szybko zaczniesz odnosić z tego znaczące korzyści.

[1] Poziom oszczędzania (PO) – procent wszystkich przychodów, które zostają zaoszczędzone. Większość specjalistów od finansów osobistych zaleca PO równe co najmniej 10%. Ja sugeruję 40%. Mój bieżący PO wynosi 25%.

Skomentuj

{ 9 odpowiedzi… przeczytaj lub dodaj własny }

Adam W. Czerwiec 12, 2009 o 21:19

Pkt 5 inspirujący.
Można też pod niego podciągnąć zasadę, że jeśli coś jest potrzebne jednorazowo i specyfika produktu na to pozwala, można pożyczyć to od rodziny lub znajomych. Przykładowo nie ma sensu kupować kamery na jedną uroczyśtość lub narzędzi na jeden remont skoro pożyczając będą w stanie nienaruszonym.

Odpowiedz

podpatrywacz Czerwiec 13, 2009 o 00:06

Wszystko fajnie tylko ile tracimy na takim zapatrzeniu w pieniądze i oszczędzaniu. To fakt, że w wieku 40 lat może będziesz miał na koncie i milion złotych, ale lata przeżyte w przedziale 20-40 są najpiękniejszymi latami w życiu, a Ty zakładasz sobie tak wiele restrykcji i ciągle wszystko przeliczasz, że życie jest chyba mocno spłaszczone.

Gdybyś wszystkie pieniądze co do złotówki wydawał, to pomyśl jak wyglądałoby Twoje życie w stosunku do tego, które teraz masz.

Zakładając nawet, że dożyjemy najbliższych 10-20 lat i nic strasznego się na świecie nie stanie, to i tak radość z dużych pieniędzy na emeryturze już nie jest tak wielka. Wzrok już nie ten, ani wigor…….

Odpowiedz

podpatrywacz Czerwiec 13, 2009 o 00:15

… i jak fajnie jest spontanicznie wyskoczyć na Pizze nie patrząc, że można kupić podobną w Tesco, podrzucić kumpla do pracy nie myśląc o jakiś tam zrzutkach, czy wyjść do kina, a nie pomyśleć wtedy, że można ściągnąć Divx niedługo. To takie małe rzeczy i faktycznie ze 100 zł miesięcznie by zaoszczędził na takich drobnostkach, po roku uzbiera się 1000 zł, ale znowu tak jak mówię tracimy na spontaniczności, która sprawia, że jest się bardziej szczęśliwym w życiu, a nie, że się ma kolejny 1000 zł w kieszeni…

Odpowiedz

podpatrywacz Czerwiec 13, 2009 o 00:30

No i ostatnia rzecz to fakt, że nie znamy przyszłości i nigdy nie możemy przewidzieć, czy dana rzecz wyjdzie na plus czy na minus patrząc długodystansowo. Innymi słowy lepiej żyć z dnia na dzień, żeby mieć te małe szczęścia, a nie stawiając sobie przyszłe cele, które nigdy nie wiadomo czy wyjdą nam na plus.

Przykład 1. Co tydzień odmawiam sobie imprezy i piwka, aby w ten sposób zaoszczędzić po roku na wycieczkę za 1000 zł, która w tym momencie wydaje nam się, że wyjdzie nam na plus. W praktyce jednak na wycieczce łamiemy sobie nogę i trafiamy na 3 miesiące w gips, co nie przydarzyłoby się gdybyśmy nie pojechali. Tracimy z tego powodu 5000 zł przeliczając.

Przykład 2. Oszczędzamy kupując w sklepie X wyjątkowo tani produkt mięsny. Po roku zapadamy na ciężką chorobę spowodowaną tym mięsem i jeśli nawet nie umieramy to tracimy Y kasy.

Przykład 3. Spadamy z drzewa i łamiemy obydwie ręce. Myślimy, że właśnie straciliśmy 10 000 zł na rehabilitację, jednak w szpitalu poznajemy wspaniałą kobietę, która później zostaję naszą żoną.

Ogólnie chciałem zauważyć, że powinniśmy dążyć do szczęścia, a nie do dużych pieniędzy, a jedno z drugim ma tyle wspólnego co nic.

Ludzi możemy sobie w uproszczeniu podzielić na 4 grupy:
a) biednych i szczęśliwych
b) biednych i nieszczęśliwych
c) średnio zarabiających i szczęśliwych
d) średnio zarabiających i nieszczęśliwych
e) bogatych i szczęśliwych
f) bogatych i nieszczęśliwych

Należy się skupić jak trafić do grupy a,c,e, a nie do grupy e,f

Gdyby pieniądze coś mówiły o szczęściu, to David Carradine nie powiesiłby się tydzień temu, a Britney Spears nie wypłakiwałaby się po nocach, a moja babcia nie promieniowałaby szczęściem.

Nauczyliśmy się, że pieniądze są fajne, ale to ogromna ułuda.

Odpowiedz

Adam W. Czerwiec 13, 2009 o 02:56

Podpatrywacz:
Idea oszczedzania to nie siedzenie nagim i głodnym po ciemku w wyziębionej piwnicy. Przejrzałbyś ten blog wiedziałbyś, że odkłada się też na fundusz rozrywkowy. Spontaniczność to absolutnie genialne uczucie, we wszystkich dziedzinach nie tylko pizzy, kina i piwka. To też są piękne chwile, sam w środę byłem na piwku i wydałem X złotych, no i kupiłem bilet do kina za Y zł ale na szczęście poskładałem sobie zniżki i zapłaciłem mniej :D
Mimo wszystko 3 twoje przykłady nie są zbyt dobre. To same przypadki. Wolałbyś przepić 1000zł i nie pojechać na wczasy tylko dlatego, że mógłbyś złamać tam nogę?
Ot co, dążyć żeby trafić do jednej z 4 (abcdef) wymienionych przez ciebie grup – do E. Można mieć i szczeście i pieniądze jednocześnie.

Odpowiedz

Garfield Czerwiec 13, 2009 o 09:59

Kolega Podrywacz mnie rozbroił (chyba faktycznie nie czytał całego bloga, a jeśli czytał to chyba bez zrozumienia). Pieniądze dają szczęście tylko trzeba umieć z nich korzystać (ja wolę za odłożony 1000 zł pojechać na przysłowiową wycieczkę niż opić się piwska z kolegami), ale jak kto lubi, to jego sprawa…

Odpowiedz

Marcin Czerwiec 14, 2009 o 16:39

Ja tu widzę wpojone myślenie, że bogactwo jest złe. Co jest złego w posiadaniu dużej ilości pieniędzy? Jeżeli masz ich więcej możesz większą liczbę ludzi obdarować szczęściem (myślę o typowo materialnej pomocy). Nikt tutaj nie dąży do nieszczęśliwego bogactwa.

Przykłady kilku gwiazd to żaden argument – jeżeli na kogoś nagle spadło wielkie bogactwo to nie potrafi go docenić i dlatego zaczyna mieć kłopoty.

Spójrz na wszystkich wielkich biznesmenów i inwestorów – oni nie mają takich problemów. Jak myślisz, co by było, gdyby Bill Gates pomyślał sobie, że i tak nie da rady rozkręcić żadnej firmy, a ceni sobie szczęście i woli pracować za grosze na etacie? Jeżeli już nie interesuje Cię kwestia wielkiego rozwoju, to również bez tego pragnienia nie powstałaby m.in. fundacja Billa.

A jeżeli chodzi o to oszczędzanie to jest takie pojęcie jak "opóźniona gratyfikacja". Z tego co piszesz wynika, że wolałbyś dostać 1000 zł dzisiaj niż na przykład 100 000 zł za kilka lat.

Garfield dobrze to skomentował – uważam, że większość czytelników tego bloga woli za odłożone pieniądze zrobić coś ciekawszego niż napić się piwa.

Odpowiedz

Paweł Kata Czerwiec 14, 2009 o 18:15

Podpatrywacz ma swoje spojrzenie na sprawę i to jest jego prawo. Szacun totalny.

Jeżeli o mnie chodzi, to mam 26 lat. Najwspanialsze lata życia (dla mnie studia, które z premedytacją ciągnąłem 6 lat, a w życiu studenckim uczestniczyłem rok dłużej, jeszcze jako maturzysta) są już za mną. Właśnie dlatego wolę teraz podróżować, pracować, tworzyć źródła pasywnego przychodu, oszczędzać (ale nie odmawiając sobie piwka w gronie znajomych) i od 36-tego szóstego roku życia nie martwić się już o kasę, zamiast pracować do sześćdziesiątki i "rozwalać" każdą złotówę, łudząc się, że wyżyję godnie z państwowej emerytury. Na niespodziewane zdarzenia mam zbudowany fundusz awaryjny. Na droższe zachcianki mam fundusz rozrywkowy. Na fundusz inwestycyjny odkładam, ale co z tego, skoro nie wiem, w co zainwestować. Generalnie jest oki i o to chodzi – aby w życiu każdego człowieka było "oki". Podpatrywaczu, czy Twoje życie jest "oki"? A czy będzie "oki" za 10, 20 lat? Pomyśl nad tym…

Odpowiedz

Zdzichu Październik 21, 2009 o 01:28

Podpatrywacz, bardzo spodobal mi się Twój wpis. W przyjazny sposób opisaleś, że masz inne podejście i zaprezentowaleś swoje racje.

Sam uważam, że najlatwiej i najlepiej jak oszczędzają osoby, które lubią oszczędzać. Jak lubisz to robić, wtedy patrzysz na te dodatkowe zlotówki jak na swój sukces a to czyni Cię szczęśliwym.

Jeśli nie lubisz oszczędzać, wtedy trzeba lubić i chcieć dużo zarabiać, plus pogodzić się z sytuacją, że pomimo tego prawdopodobnie nigdy nie będziesz bogaty bo też dużo wydajesz…

Odpowiedz

Previous post:

Next post: