Jak szybko spłacić długi? #1

Autor: admin · 27 odpowiedzi

Wielu ludzi, zanim poważnie zabierze się za oszczędzanie i budowanie swojej niezależności finansowej, ma przed sobą jedną, ale za to znaczącą przeszkodę: długi.

W kilku kolejnych wpisach rzetelnie przedstawię najlepszą znaną mi metodę wychodzenia z długów, którą jest kredytowa kula śniegowa (ang. debt snowball). Popularyzatorem tej metody jest nie byle kto, bo sam Dave Ramsey, a jej skuteczność została sprawdzona i potwierdzona przez ogromne rzesze ludzi.

Ważna informacja na początek: kredytowa kula śniegowa nie nadaje się do spłaty zadłużenia, którego nie można nadpłacać (np. kredyt hipoteczny), za to idealnie sprawdza się w przypadku długów wygenerowane przy użyciu kart kredytowych oraz kredytów odnawialnych. Okazuje się, że można nadpłacać kredyt hipoteczny, choć nieraz wiąże się to z karami i zależy w głównej mierze od ustaleń postanowionych w umowie z bankiem kredytującym pożyczkę. Szczegóły w komentarzach.

Zanim zaczniesz toczyć kredytową kulę śniegową

Nim zabierzesz się za przyspieszoną redukcję zadłużenia, powinieneś:

  1. Zaprzestać zaciągania jakichkolwiek zobowiązań. Gdy wchodzisz w tryb spłaty długów, nie może Ci się nagle „odwidzieć” tylko dlatego, że upatrzyłeś sobie jakąś nową zabaweczkę. Nie namawiam do zniszczenia kart kredytowych, ale definitywnie warto będzie wyjąć je z portfela i schować tam, gdzie nie sięga wzrok.
  2. Wydawać mniej, niż zarabiasz. Kredyty biorą się z tego, że wydajemy pieniądze, których jeszcze nie zarobiliśmy. By wyjść z długów, musisz doprowadzić do sytuacji, w której na koniec miesiąca zostanie Ci coś w portfelu i na kontach. Bez tzw. dodatniego przepływu finansowego ani rusz.
  3. Zbudować fundusz awaryjny. Niespodziewane wydatki to znaczące utrudnienie w przypadku spłaty długów, które nie tylko demotywuje, ale również zachęca do zaciągnięcia kolejnych zobowiązań powodowanych nagłą potrzebą. Jeżeli przygotujesz się na taką ewentualność, nic nie stanie Ci na przeszkodzie w jak najszybszym pozbyciu się zadłużenia. Odłóż co najmniej równowartość miesięcznych wydatków.

Kredytowa kula śniegowa krok po kroku

Oto algorytm przygotowania własnego debt snowball’a:

  1. Spisz na kartce lub w arkuszu kalkulacyjnym wszystkie swoje zobowiązania.
  2. Ustal priorytety, którymi będziesz kierował się spłacając długi (o tym w kolejnym wpisie).
  3. Zarezerwuj w swoim budżecie stosowną kwotę na spłatę długów (jest to co najmniej suma minimalnych wymaganych spłat).
  4. Przelej wymagane minima na konta poszczególnych wierzycieli.
  5. Jakiekolwiek pozostałe wolne środki „pompuj” w spłatę długu z pierwszej pozycji na Twojej liście.

Gdy spłacisz priorytetowe zobowiązanie, wszystkie środki, które dotychczas na nie przeznaczałeś będziesz „pompował” w kolejny dług na liście, tym razem już o wiele bardziej nadpłacając minimalną ratę. Dzięki temu, utrzymując standard życia na stałym poziomie, każdego kolejnego zadłużenia pozbędziesz się proporcjonalnie szybciej.

To wszystko. Metoda jest bardzo prosta zarówno w teorii, jak i w praktyce. Boli co najwyżej konieczność odmawiania sobie przyjemności do momentu oddania wszystkich zaciągniętych zobowiązań, ale cel jest szczytny a nagroda przewyższa wysiłek poniesiony na jej uzyskanie.

W kolejnych wpisach opiszę strategie nadawania długom priorytetów oraz pokażę sposoby na jeszcze szybsze pozbycie się zadłużenia.

Skomentuj

{ 23 odpowiedzi… przeczytaj lub dodaj własny }

Arek Kwiecień 29, 2010 o 11:41

Metoda kuli śniegowej jest oparta nie na matematyce tylko na psychologi, co jest pewnie jej główną zaletą. Można nadpłacać raty tak żeby było to najbardziej efektywne z punktu widzenia finansowego, ale brak widocznych rezultatów może szybko zdemobilizować.

Odpowiedz

grapkulec Kwiecień 29, 2010 o 11:53

nie żebym się czepiał, ale tak prawdę mówiąc nie ma czegoś takiego jak szybka spłata długów. bo jeśli to jest 1000 PLN a wydajemy w miesiącu 500 PLN na pierdoły to faktycznie możemy to szybko spłacić odmawiając sobie właśnie tych niepotrzebnych wydatków. właściwie przy takim układzie to nie ma co mówić o problemie z długami i przygotowywać nie wiadomo jakiej strategii. 2-3 miesiące i po bólu.

ale jeśli długi wielokrotnie przekraczają nasze zarobki (albo co gorsza zarobki całej rodziny) to „szybko” będzie oznaczało „zaledwie” kilka lat mniej niż bez nadpłacania. z perspektywy żyłowania swoich finansów i odmawiania sobie praktycznie każdego wydatku, który nie jest potrzebny do przeżycia te kilka lat spłacania i nadpłacania wydaje się katorgą i to na pewno nie szybko upływającą.

co nie zmienia faktu, że jak najbardziej jestem za pozbywaniem się długów i snowballa stosuję na swoich kredytach. trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że w przypadku dużych długów nadpłacanie po 20 PLN niewiele da więc trzeba rzucać na kredyt niemal wszystko co nam zostaje po zapłaceniu rachunków i zapewnieniu środków na życie. a to wymaga naprawdę cholernego zacięcia i cierpliwości i ciągłego powtarzania sobie, że odmawianie sobie różnych rzeczy teraz pozwoli na jeszcze lepsze rzeczy w przyszłości.

Odpowiedz

Paweł Kata Kwiecień 29, 2010 o 12:18

Arek, jest kilka podejść do debt snowball’a. Wspomniane przez Ciebie to jedno z trzech, które znam. Więcej nie piszę, bo wpis na ten temat już za kilka dni ;-)

Grapkulec, nie czepiasz się i masz naturalnie rację. Słowa „szybko” użyłem w tym wypadku trochę na zasadzie skrótu myślowego. Faktem jednak jest to, że stosując się do planu spłaty długów i, jak piszesz, „rzucaniu na kredyt niemal wszystkiego”, zobowiązania spłaci się szybciej.

Odpowiedz

Kuba Kwiecień 29, 2010 o 15:41

Największy problem to nastawienie ludzi, a szczególnie to że większość uważa że mimo iż są zadłużeni po uszy i nie stać ich na zakup jakiegoś przedmiotu to "on się im należy" za ciężką pracę. Snowball to fajna metoda ;)

Odpowiedz

Richmond Kwiecień 29, 2010 o 15:44

Nie rozumiem dlaczego upierasz sie ciagle przy tym, ze kredytu hipotecznego nie mozna nadplacac. Nie pamietam w ktorym artykule byla juz o tym mowa i byl nawet na ten temat komentarz.

Odpowiedz

Paweł Kata Kwiecień 29, 2010 o 15:54

Richmond, z tego, co wiem, nadpłacanie kredytu hipotecznego w Polsce kończy się tym, że przelewasz dodatkowe pieniądze do banku, a on mimo tego, że ma bilans powiedzmy +3000 pln, i tak zaksięguje w danym miesiącu 1800 złotych standardowej raty. Pozostałe 1200 pln tylko leży i ani nie obniża odsetek, ani nie jest liczone do spłaty kredytu. Nie wiem, jak jest w UK (AFAIK Ty tam właśnie siedzisz, a gdy ja tam siedziałem, nie brałem hipotecznego), ale w USA trzeba solidnie kombinować z nadpłacaniem kredytów hipotecznych, by w ogóle miało to sens (trzeba angażować specjalną firmę i jeszcze jej za to płacić – tak o tym pisał Dave Bach). Suma summarum, nadpłacać kredyty hipoteczne teoretycznie można, ale nie ma z tego praktycznych korzyści w postaci faktycznie szybszej spłaty czy obniżenia kosztu kredytu.

Odpowiedz

Leszek Maruszczyk Kwiecień 29, 2010 o 16:54

Pawle nie do końca tak jest, to co opisujesz to trick banków z tzw. rachunkiem technicznym, czyli Ty wpłacasz na rachunek techniczny, a bank pobiera sobie z niego pieniądze w wysokości równej racie kredytu, wszystko co ponad bieżącą ratę kredytu będzie pobrane w kolejnym miesiącu. Wedle mojej wiedzy taki mechanizm stosuje Eurobank i Kredyt Bank, być może jeszcze jakieś inne, ale na pewno nie wszystkie banki (pisałem o tym u siebie na blogu kiedyś). Poza tym odwiedzając siedzibę banku (lub dzwoniąc na infolinię) możesz wydać dyspozycję, by nadpłacone pieniądze zostały pobrane natychmiastowo, co oczywiście zmniejszy płacone odsetki w kolejnym miesiącu. Jedyna przeszkoda to zapis w umowie, który ustanawia "kary" za nadpłacanie (np. mBank ma takie bodajże przez 2 lata, potem można dopłacać do woli).
Nie zgodzę się też, że nadpłacanie hipoteki nic nie daje, kredyt na 30 lat na 7% w wysokości 300 000 PLN nadpłacany ledwie o 200 PLN do każdej raty spłacisz o 7 lat szybciej, a siedem lat to już chyba jest trochę czasu, nie?

Odpowiedz

Looka Kwiecień 29, 2010 o 17:33

Z praktyki (Bank Pekao S.A.) wiem, że kredyt hipoteczny można nadpłacać i to czasem bez prowizji. Nie mogą to być jednak kwoty 20 zł ale minimum 1,5 raty i nie więcej niż 15% kredytu rocznie (powyżej tych 15% jest 2% prowizja). Jakby nie liczyć to się opłaca. Niewielki kredyt hipoteczny (120 tys.) wziąłem na zakup domu. Teraz skladam po 3-5 tysięcy i nadpłacam. Muszę poinformować bank i wybrać opcję – zmniejszenie raty lub skrócenie okresu (jak chcemy szybciej spłacić to druga wersja). Nadpłacenie w 1-szym roku 6 tyś. (1/20) skróciło okres kredytowania o 6 lat. Potem, kiedy spłaca się więcej kapitału, a mniej odsetek, to nie wygląda tak wspaniale.

Odpowiedz

Richmond Kwiecień 29, 2010 o 17:48

Leszek juz wyjasnil. Wiekszosc bankow ma okres karencji 2-3 lata, kiedy nalicza kary za wczesniejsza splate, ale to tez moze byc powyzej konkretnej kwoty, na przyklad powyzej 15%. A po 2-3 latach mozna juz nadplacac bez ograniczen. Wszystko zalezy od umowy kredytowej.

Nadplata moze spowodowac przeliczenie raty i ich zmniejszenie lub mozna napisac wniosek o skrocenie okresu kredytowania i placic takie samy raty jak wczesniej. Druga opcja jest bardziej oplacalna, bo wtedy w czasie trwania kredytu zaplaci sie mniej odsetek.

Nawet kalkulator typu snowball pokaze korzysci z nadplaty kredytu czy obnizenie jego kosztow w calym okresie kredytowania. Mechanizm jest taki sam jak dla kazdego innego zadluzenia, tyle, ze kredyt hipoteczny jest nizej oprocentowany.

To, ze mieszkam w UK, nie znaczy, ze zapomnialam jak funkcjonuje rynek finansowy w Polsce, czytam codziennie Rzepe.

W przeszlosci nadplacalam i splacilam calkowicie kredyt hipoteczny w ekspresowym tempie i korzysci sa dla mnie oczywiste. Zwlaszcza, ze oprocentowanie bylo wtedy znacznie wyzsze niz obecnie.
Kwestia tego kiedy nadplacac kredyt to juz inna kwestia. Jesli ktos moze zarobic wiecej na lokatach czy inwestycjach niz wynosi oprocentowanie kredytu to nie oplaca sie to. W pozostalych przypadkach lepiej eliminowac dlug o wyzszym oprocentowaniu niz oszczednosci/inwestycje.

Odpowiedz

Paweł Kata Kwiecień 29, 2010 o 18:04

Leszek, Richmond, Looka, to doskonałe wieści. Przyznaję, nie brałem jeszcze hipotecznego, więc nie miałem do końca pojęcia jak to jest, ale zdaje się banki zrobiły się o wiele bardziej przyjazne dla kredytobiorców pod tym względem. Dzięki za informacje z "pierwszej ręki".

Leszek: Nie zgodzę się też, że nadpłacanie hipoteki nic nie daje, kredyt na 30 lat na 7% w wysokości 300 000 PLN nadpłacany ledwie o 200 PLN do każdej raty spłacisz o 7 lat szybciej, a siedem lat to już chyba jest trochę czasu, nie?

Oczywiście masz absolutną rację.

Looka, dzięki serdeczne za info.

Richmond: To, ze mieszkam w UK, nie znaczy, ze zapomnialam jak funkcjonuje rynek finansowy w Polsce, czytam codziennie Rzepe.

Richmond, nic takiego świadomie nie insynuowałem. Ot nie sądziłem, że skoro siedzisz w UK, to śledzisz sytuację z kredytami hipotecznymi w Polsce. Mam nadzieję, że Cię nie uraziłem, a jeżeli tak, to przepraszam.

Wyedytowałem wpis, by nikogo niepotrzebnie nie wprowadzać w błąd.

Odpowiedz

Richmond Kwiecień 29, 2010 o 18:35

Musze trzymac reke na pulsie, bo mam nieruchomosci i inwestycje w Polsce.

Odpowiedz

Krzysztof Lis Kwiecień 29, 2010 o 22:56

Też żyłem w przekonaniu, że kredyt hipoteczny trzeba spłacać zgodnie z terminarzem. Szczęśliwie wytłumaczył mi to doradca kredytowy na spotkaniu w lutym, co było jedyną korzyścią, jaką odniosłem z tego spotkania. ;)

Odpowiedz

Marcin Horała Kwiecień 30, 2010 o 08:58

Ja mam kredyt hhipoteczny w Nordei i po prostu mam jeden z sześciu (!) rachunków które mi założyli przy okazji brania kredytu na który mogę wpłacać dowolnie często dowolne sumy i raz na miesiąc cała kasa z tego rachunku jest księgowana jako wcześniejsza spłata. Co więcej automatycznie obniżane są należne odsetki a co za tym idzie miesięczna rata, przy małych sumach o parę groszy ale zawsze. Mając więc ratę np. 600 można sobie założyć – co miesiąc płacę 1000, resztę na wcześniejszą spłatę – i tak z miesiąca na miesiąc powolutku nakręca się kula śniegowa wcześniejszej spłaty bo raty maleją więc coraz więcej idzie na wcześniejszą spłatę. Tyle że obecnie tego nie robie bo kredyt mam w CHF oprocentowany niżej niż konta lokacyjne w PLN. Ale jak te proporcje się zmienią, względnie frank potanieje znacząco poniżej kursu po którym brałem kredyt (2,8 PLN) to zebraną kwotę przeleję na wcześniejszą spłatę i dalej będę spłacał co miesiąc.

BTW moim zdaniem bardzo warto nadpłacać kredyt hipoteczny zwłaszcza przy ratach równych – wówczas z początku większość miesięcznej raty to odsetki. A więc płacąc powiedzmy 1,5 raty miesięcznie spłacam kapitał ponad dwa razy szybciej. No chyba że ktoś jest zaawansowanym inwestorem/przedsiębiorcą wówczas hipoteki nadpłacać nie warto bo to najtańszy dostępny na rynku zewnętrzny kapitał.

Odpowiedz

Zdzichu Maj 1, 2010 o 00:24

Jak sądzę mało kto jest w stanie długoterminowo pobić na inwestycjach oprocentowanie kredytu hipotecznego. Dlatego lepiej nadpłacać. Wyjaśnię to na przykładzie.

Jeśli mamy kredyt w PLN oprocentowany na 6%, to aby nie było warto nadpłacać kredytu, trzeba zainwestować z yieldem ok. 7,4%. Wtedy po opodatkowaniu stawką 19% pozostanie nam 6% zysku.

Za podejmowane ryzyko należy się premia. Tak więc sądzę, że warto inwestować a nie nadpłacać dopiero, kiedy oczekiwana stopa zwrotu z inwestycji to ok. 10% brutto i więcej.

Odpowiedz

Magdalaena Maj 7, 2010 o 02:44

IMHO nie ma sensu rezygnowanie z karty kredytowej. To przecież porządny darmowy kredyt. Wystarczy spłacić samą kartę (także refinansując ją tańszym kredytem) a potem wykorzystywać do zakupów.

Odpowiedz

Paweł Kata Maj 7, 2010 o 12:40

Magdalaena, masz oczywiście rację, ale:

1) to jest artykuł o tym, jak wychodzić z długów, a nie o źródłach darmowego kredytu ;-)

2) chodzi mi bardziej o psychologię: jak ktoś zaczyna wychodzić z długów, to nie można – moim zdaniem – posiłkować się w trakcie tego procesu żadnym kredytem, nawet tym darmowym przez kilkadziesiąt dni. Poza tym, w skupionym wysiłku siła.

Odpowiedz

Magdalaena Maj 7, 2010 o 12:55

No więc ja nie zgadzam się z punktem drugim, bo wynika z takiego totalnie irracjonalnego lęku przed kartą kredytową. I może się stosować nie tyle do osób, które są chwilowo w dołku, ale do tych, które mają poważne problemy psychiczne i nie są w stanie zapanować nad wydatkami (a wtedy to chyba lepiej kartę w ogóle pociąć i poszukać specjalistycznej pomocy).

Ja z własnego doświadczenia napiszę, że (oprócz wzrostu dochodów) karta kredytowa była bardzo pomocna w cięższych czasach, bo dawała taką poduszkę finansową, była namiastką funduszu rezerwowego i pozwalała na uniknięcie sporej części kosztów.

Odpowiedz

Leszek Maruszczyk Maj 7, 2010 o 13:12

No ja jeszcze się też dorzucę do dyskusji między Pawłem, a Magdalaeną:
1. Rzeczywiście, nie ma co aż tak demonizować karty, ktoś, kto już panuje nad wydatkami jak najbardziej może z niej korzystać. Idealnie, gdyby można było robić z rachunku karty bezpłatne przelewy z zachowaniem okresu bezodsetkowego na rachunek będący linią kredytową. Z drugiej strony lepiej zwykły kredyt (konsumpcyjny) wymienić na linię i wszelkie możliwe wpływy kierować własnie tam, co wydatnie zmniejszy kwotę odsetek – przy zadłużeniu na 10k spokojnie można kwotę odsetek obniżyć sobie o jakieś 50 – 100 PLN przelewając średnią wypłatę, co w efekcie finalnym może dużo zmienić (także wpływy – przelewy z karty kredytowej, gdyby były darmowe i nie powodowały naliczania odsetek, co na razie nie jest możliwe w PL).
2. Jednak dla osób, które dopiero co zauważyły, że mają długów po uszy (np. z powodu kupowania impulsowego), operowanie kartą kredytową zdecydowanie jest niebezpieczne i wcale nie trzeba mieć jakichś problemów psychicznych na miarę schizofrenii czy depresji, ot zwyczajna psychologiczna pułapka, w którą starają się nas wpędzić wszyscy sprzedawcy Świata.
Czyli: Oboje macie rację, jednak patrzycie przez inny pryzmat.

Odpowiedz

Paweł Kata Maj 9, 2010 o 11:02

Leszek, chodziło mi dokładnie o taką pułapkę psychologiczną, o której piszesz.

Odpowiedz

Nowaczini Maj 19, 2010 o 08:55

A co sadzicie o "kredytach na preferencyjnych warunkach"? Mam konkretnie na mysli oferte InwestBanku, ktory oferuje dla bankowcow kredyt oprocenotwany na 7,99 (niminalne), przy czym kredytobiorca zwolniony jest ze wszystkich oplac zwiazanymi z rozpatrzeniem i udzielenem kredytu.

Z tego co sie dowiadywalem to pezy kredycie na 36 miesiecy i kwocie 10 000, oddaje sie do banku ok 318 x 36 – tj. niecale 11 500 zl. Latwo zauwazyc ze bez wczesniejszej splaty "doplacamy" do kredytu ok 500 rocznie. To jest ledwie wiecej od inflacji :).

Ja bym takiego kredytu nie splacal wczesniej (chyba, ze nie mialbym pomyslu co zrobic z wolnymi srodkami, co jest raczej nierealne).

Pozdrawiam Serdecznie

Odpowiedz

Leszek Maruszczyk Maj 19, 2010 o 09:37

Wiesz, niby jest te 7,99%, ale jakoś mi się nie chce wierzyć, że bank daje taki kredyt, chyba, że jest on zabezpieczony jakimś przedmiotem (dom, samochód itp).
I jeśli nie jest, to raczej poszukałbym mocno jakichś gwiazdek, bo na 99% jakieś są.
Druga sprawa, że pytanie, jak bardzo chcesz wyjść z długów. Jeśli poprzez raty kredytów nie musisz się ograniczać (np. przy zakupach), ani też nie ciążą Ci one w żaden inny sposób, to może po prostu sobie spłacaj kredyty wg. harmonogramu?

Odpowiedz

Nowaczini Maj 19, 2010 o 10:02

Hej,

Tzw *** nie ma, doradcy staraja sie stosowac cross-selling (zazwyczaj staraja sie dodac do kredytu konto), ale to tylko od nas zalezy czy na to przystaniemy. Zabezpieczen oczywiscie tez nie wymagaja – jest to najzwyklejszy kredyt konsumpcyjny nie wymagajacy zabezpieczenia.

Nie tyle mi chodzilo o to czy ciaza czy tez nie – kazda rata w pewien sposob ciazy, ale strata w skali roku 5% (500 zl z 10 tys) nie jest tak duza, a nawet mozna spokojnie szukac sposobu zeby ta strate zamienic w zysk.

Odpowiedz

Sławek Śniegocki Maj 22, 2010 o 00:40

Praktycznie we wszystkich poradnikach wychodzenia z zadłużenia, autorzy są zgodni: najbardziej szkodliwym i niszczycielskim zadłużeniem jest dług na karcie kredytowej i powinien on też być spłacony w pierwszej kolejności.
Dlaczego? Ponieważ na dłuższą metę karta kredytowa jest dla większości ludzi zbyt trudna do zarządzania. Każda osoba która prowadzi budżet osobisty wie o czym mówię. Karta kredytowa nie jest absolutnie darmowym kredytem a lęk przed kartą nie jest ani irracjonalny ani nie świadczy o braku zdrowia psychicznego. Natomiast co do kredytu hipotecznego jest on prawie zawsze wybierany do szybszej spłaty jako ostatni. Przeważnie ma najniższe oprocentowanie i największą ilość rat do spłaty. Stosunkowo łatwo więc można znaleźć inwestycję, która daje wyższą stopę zwrotu niż oprocentowanie kredytu hipotecznego.

Odpowiedz

Previous post:

Next post: