Jak wspominałem w planach na 2010, ten rok jest dla mnie okresem, w którym na poważnie rozpoczynam swoje dążenia do zostania minimalistą. Założenia tej filozofii przedstawiłem w tym wpisie, więc nie będę się powtarzał, ale pragnę przypomnieć, że minimalizm nie równa się życiu pustelnika.
Fundamentem minimalizmu jest uwolnienie się od rzeczy, które zaśmiecają życie. Zastanów się, ile niepotrzebnych przedmiotów wala się po Twoim mieszkaniu i jest poupychanych w szafki czy zbiera kurz w piwnicy czy garażu. Żyjąc w świecie nastawionym na konsumpcję, posiadamy ich tak wiele, że nieraz możemy się czuć przytłoczeni czy zagubieni w tym gąszczu. Poza tym, te rzeczy domagają się uwagi, a my możemy w danej chwili poświęcić ją na raz tylko jednej z nich. Jaki jest zatem sens gromadzenia kolejnych?
Minimalizm zakłada pozbycie się tych przedmiotów, którym nie chcemy lub nie jesteśmy w stanie poświęcać czasu i uwagi. Dzięki temu zyskujemy pewnego rodzaju poczucie spokoju i koncentracji.
Jeżeli to podejście do Ciebie przemawia, oto kilka praktycznych porad jak skutecznie pozbyć się niepotrzebnych rzeczy:
- Spiesz się powoli. Minimalistą nikt nie staje się ot tak. Zmiana wymaga czasu i utrwalenia. Podobnie jest w przypadku pozbywania się zbędnych przedmiotów: należy zacząć powoli, oczyszczając za jednym razem jeden pokój lub nawet tylko jedną szafę czy szufladę. Pamiętaj jednak o systematyczności – nie ma sensu oczyszczać domu w trybie jedna szuflada na miesiąc, bo na pewno będzie to syzyfowa praca.
- Opróżnij pojemnik i posortuj rzeczy. Pod pojęciem „pojemnik” rozumiem szafę, szufladę, półkę regału itp. Następnie porcję rzeczy posortuj, dzieląc je na następujące kategorie: zostaje, oddać, sprzedać, podarować, wyrzucić. To co zostaje, wraca z powrotem do pojemnika. Jeżeli natrafisz na nie swoją własność, umieść ją w pojemniku z rzeczami do oddania (np. kartonowe pudło). Rzeczy nadające się do sprzedania również zgromadź w jednym pojemniku. To, co nie nadaje się na sprzedaż, ale może się jeszcze komuś przydać, umieść w kartonie na datki. Pozostałe rzeczy możesz wyrzucić.
- Liczą się szybkie decyzje i bezwzględność. Nie ma się co rozwodzić nad poszczególnymi rzeczami i odpływać w sferę wspomnień z nią związanych. Prawda jest taka, że z większości z nich i tak nie skorzystasz, więc nie ma po co ich trzymać. Dobrze mieć pod ręką kosz na śmieci, żeby uniknąć zbyt długiego zastanawiania się.
- Jeżeli nie jesteś pewien, grupuj rzeczy w dodatkową kategorię. Przygotuj dodatkowy karton czy worek na rzeczy, co do których nie masz pewności. Po upływie miesiąca lub pół roku przejrzyj go i zastanów się, czy faktycznie skorzystałeś z zawartych w nim przedmiotów. Jeżeli nie – nie ma sensu ich trzymać.
- Uniknij powrotu do sytuacji wyjściowej. Aby takie oczyszczanie miało sens, należy również zrobić coś, co zapobiegnie odbudowaniu sytuacji sprzed oczyszczania. Dlatego sugeruję pewien sposób: dodanie jednej rzeczy do puli posiadanych wymaga uprzedniego pozbycia się jednej, najmniej potrzebnej. Np. kupuję nowy komputer, stary sprzedaję. W ten sposób uda się zachować równowagę w ilości posiadanych przedmiotów. Hardcore’owi fani minimalizmu mogą przez pewien czas pozbywać się dwóch rzeczy z puli na każdą nowododaną.
- Ze sprzedanych rzeczy utwórz fundusz na nowe zakupy. To jest temat na osobny wpis, ale generalnie chodzi o to, że są takie rzeczy, z których nie korzystamy, ale trzymamy je tylko dlatego, że kiedyś tam za nie zapłaciliśmy. Takie rzeczy często tylko leżą, zbierają kurz, tracą gwarancję, a także wartość. Lepiej je tymczasowo sprzedać, a pieniądze z tego tytułu trzymać na okoliczność, gdy któraś z nich będzie nagle potrzebna i nie będzie można w żaden sposób z niej skorzystać jednorazowo, np. pożyczając od znajomych.
Postępując według tych sześciu porad, szybko pozbędziesz się niepotrzebnych przedmiotów ze swojego otoczenia. Myślę, że adaptując tą filozofię, także trudniej przyjdzie Ci kupowanie zbędnych rzeczy lub robienie tzw. zakupów na poprawę humoru. Dzięki temu podejściu w dłuższym czasie oszczędzisz nie tylko czas i pieniądze, ale także zyskasz na powierzchni użytkowej, a wiadomo, że im jej więcej, tym lepiej się żyje.
Powiem Ci, że ja od jakiegoś czasu staram się tak robić, teraz w moim pokoju łatwiej porządek utrzymać. Zyskuję na czasie bo nie muszę przekopywać się przez stos gratów aby coś znaleźć, a najważniejsze wiem co mam i gdzie tego szukać. Zainspirowałem się programem "Perfekcyjna Pani Domu", który zobaczyłem 3 lata temu przypadkowo na TVN Style jak moja mama go oglądała.
Witam !
Powodzenie w przechodzeniu na minimalizm życiowy :-)
Też staram się ograniczać ilość nowych rzeczy a stare w miarę
możliwości sprzedaj lub oddaje. Pierwszą krok jaki zrobiłem
na drodze do minimalizmy to sprzedaż książek już
przeczytanych. Nie spodziewałem się tego ale po miesiącu
sprzedaży uzbierała się z tego praktycznie druga wypłata :-)
Czasem miałem opory, sentymenty :-) by coś sprzedać
ale poradziłem sobie. Jest takie duńskie przysłowie:
"Ostatnia koszula nie ma kieszeni" zbieram więc pozytywne
wrażenia :-)
Pozdrawiam !
Andrzej
A u mnie nadal w kącie stoi stary komputer, pamiętający jeszcze 2000 rok. Jakoś nie mogę się go pozbyć – po pierwsze z sentymentu, po drugie jest buforem bezpieczeństwa gdyby ten się popsuł. Niestety ta sama sytuacja dotyczy starego i ogromnego monitora CRT i pewnie jeszcze kilku rzeczy. Za cenne żeby wyrzucić, za mało warte żeby sprzedać :)
Pozdr.
"Liczą się szybkie decyzje i bezwzględność" – popieram, to najważniejsza zasada przy jakimkolwiek porządkowaniu. Jak już się czegoś pozbędziemy to nie zostanie nic innego jak się z tym pogodzić hehe.
Myślę, że dobrze zacząć od ubrań, bo chyba każdy ma jakieś stare ubrania zalegające w szafie, czy to za małe, czy niepasujące z innego powodu. Komuś innemu mogą się przydać o wiele bardziej.
Sam od dawna nie kupuję sobie zbyt często i zbyt dużo ubrań, bo mi nie są potrzebne. Wystarczy kilka koszulek i jedne dobre spodnie. I tak jak Paweł pisze nie chodzi tu o życie pustelnika tylko o to, że po prostu więcej nie jest mi do niczego potrzebne. A tylko miałbym więcej problemów, bo trzeba to gdzieś trzymać, prać, prasować i tak dalej.
Cheed, jeżeli nie nauczysz się pozbywać sentymentów co do niektórych przedmiotów, to raczej opornie będzie Ci szło pozbywanie się rzeczy. Też miałem ten problem, ale udało mi się go ogarnąć w ten sposób: miałem kilka sentymentalnych rzeczy (listy, stare fotki itp.), z których w ogóle nie korzystałem. Ciężko mi było się ich pozbyć, właśnie ze względu na sentymenty. Więc… zmieliłem je w niszczarce do dokumentów. Cały żal trwał może z pół godziny. Gdy to zrozumiałem – selekcja i pozbywanie się rzeczy przychodzi mi z łatwością.
Marcin, ubrania to dobry pomysł – często zajmują dużo miejsca i faktycznie wymagają zarówno uwagi, jak i wydatków.
O, temacik akurat dla mnie. Właśnie zbieram graty z szaf, szafek, piwnicy i garażu, robię selekcję i co mogę wrzucam na Allegro – nawet od 1,- zł, bez ceny minimalnej – i bez żalu przede wszystkim! To czego nie sprzedam, a co miałoby jakąś realną wartość (głównie odzież i jakieś sprzęty kuchenne), oddaję do GOPS-u. Reszta na śmietnik.
@Marcin – o, a własnie szukałem pomysłu na to, co by tu jeszcze wyrzucić. Dziękuję :)
Witam !
@Łukasz, jeżeli mogę coś zasugerować to może zamiast wyrzucać lepiej oddać lub sprzedać? Jeżeli coś jest zepsute to czasem warto to naprawić drobnym kosztem albo oddać dla kogoś kto z tego jeszcze w jakiś sposób skorzysta. Mam znajomego który jest elektronikiem pasjonatem, oddaje mu wszystko co na prąd :-)
Jak nie naprawi to coś tam zawsze wylutuje, jakieś oporniki itp.
Oddaje mu również części od kopa, co tylko mogę , znajomi też tak robią. Kumpel potrafi z tego co dostaje złożyć całe sprawne kompy,
które oddaje do rodzinnych domów dziecka. Nie tylko kompy ale mp3/cd player'y itp. Nie są to super wydajne maszyny ale dzieci się cieszą :-) i zawsze to coś na czym można poznać podstawy obsługi komputera, reszta urządzeń to taki mały bonus od kolegi :-) Zakładam oczywiście Łukasz że z tym wyrzucaniem to tylko przenośnia i pewnie chodziło Ci o pozbywanie tego co dla Ciebie akurat jest zbędne.
@Cheed, monitory CRT też można oddać :-) puki działają zawsze komuś mogą się przydać.
Pozdrawiam!
Andrzej
A co to sentymentalnych rzeczy to ja założyłem sobie takie pudełeczko (dokładnie jest to pudełko po butach) i tam upycham sentymentalne rzeczy (listy, zdjęcia, itp). Dzięki temu ograniczam przestrzeń którą one zajmują i mam możliwość przechowywania tego co najcenniejsze dla mnie.
Pingback: Podsumowanie – grudzień 2009 (16.12.2009r.-15.01.2010r.) | Portfel Domowy
Stare zdjęcia, listy przed zniszczeniem można zachować na nośniku elektronicznym.
…który to nośnik elektroniczny ulegnie zniszczeniu znacznie szybciej niż fizyczny. Zniszczeniu lub zdezaktualizowaniu, patrz przykłady kaset, dyskietek, płyt cd.
Swoją drogą Pawle, czy kupujecie co roku nowe ozdoby choinkowe? :) Może akurat nie jesteście reprezentatywni bo dużo podróżujecie i przeprowadzacie się, jednak znam ludzi, którzy są totalnie "stacjonarni", a mimo to po świętach wyrzucają wszystkie ozdoby i lampki a następnie kupują nowe niecały rok później. Domyślam się, że nie do końca o to ci chodziło w tym wpisie, ale jednak przestrzegałbym przed nadmiernie radosnym pozbywaniem się wszystkiego co akurat w ręce wpadnie, bo próbując uciec kapitalizmowi, można łatwo wpaść w jego szpony ponownie. No bo przecież te lampki na choinkę przez większość roku leżą niepotrzebne, może je wyrzucimy razem z tosterem którego używamy raz na 2 miesiące? :) Jasne, posiadanie zbyt wielkiej ilości rzeczy może przytłaczać, ale wyrzucanie czegoś tylko dlatego że chwilowo nie jest potrzebne jest działaniem wysoce nieefektywnym ekonomicznie i ekologicznie.
Nathanel, jeżeli obawiasz się uszkodzenia lub zdezaktualizowania nośnika, to nie ma sprawy. Ja tam się tym aż tak bardzo nie martwię, za to cieszy mnie (od)zyskanie wolnej przestrzeni. Poza tym zawsze zostaje Ci uploadowanie materiałów na e-dysk.
Natomiast jeżeli chodzi o radosne pozbywanie się tego, co wpadnie w ręce… rozumiem Twoje argumenty. Zauważ jednak, że nikogo nie namawiam do *bezmyślnego* wyrzucania rzeczy. W życiu nie wyrzuciłbym sprawnych lampek choinkowych, bo wiem, że za rok będą mi *potrzebne*, ale jeżeli z tostera korzystam zaledwie sześć razy do roku, to przy porządkach zastanowiłbym się, czy faktycznie jest mi on aż tak *potrzebny*. Tutaj już wszystko zależy od osobistych preferencji, więc niczego nie narzucam. A tak na marginesie, to bardzo lubię tosty ;-)
Pingback: Dlaczego powinieneś dążyć do niezależności finansowej, a nie do bogactwa | Rentier
A ja polecam się przeprowadzić. Motywacja do zostawienia bądź wyrzucenia wszystkiego co niepotrzebne – bezcenna :)
Ja chyba zawsze byłem minimalistą i nie przeszkadzało mi to w realizowaniu moich pasji. Aczkolwiek artykuł zainspirował mnie do sprzedania mojego pierwszego gramofonu. Od lat go nie używam, ale kurka sentyment mam taki, że nie wiem czy będę zdolny. Chyba kolejny raz będę musiał ze sobą powalczyć w tym temacie :-D
BTW- ludziom generalnie przydałaby się taka czystka w łbach. Może ktoś opracuje taką prosta metodę formatowania umysłu, ze wszelkiego badziewia nazbieranego z mediów, reklam i filozofii "mam więc żyję". Może świat by się zaczął znów kręcić we właściwym kierunku…