Jak oszczędzić na kupnie samochodu?

W dzisiejszych czasach bardzo trudno obyć się bez samochodu. Jeżeli nie mieszka się w mieście z rozbudowaną siecią komunikacji, przemieszczanie jest bardzo utrudnione. Nie wspominam już o dalszych wyjazdach, które bez auta nie dość, że trzeba planować z wyprzedzeniem, to jeszcze musmy tolerować spóźnienia i przesiadki (norma w przypadku PKP).

Trudno zatem dziwić się temu, że jednym z pierwszych większych wydatków, jakie ponosi osoba dorosła, jest zakup samochodu. Niestety, wiele osób kupno auta traktuje jako niezbędny wydatek, zapominając przy tym jednak, że niezbędny wcale nie oznacza, że musi to być jednocześnie duży.

Właśnie dlatego w dzisiejszym wpisie przedstawiam kilka porad o tym, jak oszczędzić na kupnie samochodu:

  1. Jeżeli już posiadasz samochód, rozważ wykorzystanie go jeszcze przez pewien czas. Często zdarza się, że zmiana auta bywa po prostu zachcianką lub wydatkiem, stanowiącym następstwo poprawy sytuacji finansowej. Zastanów się nad tym, czy faktycznie potrzebujesz nowego pojazdu. Najlepiej w tym wypadku poradzić się zaprzyjaźnionego mechanika, by to on ocenił, czy i jak długo można jeszcze wykorzystywać samochód, zanim faktycznie warto będzie go zamienić na inny.
  2. Wybierając auto, staraj się poszukiwać „najmniejszego” (rozmiarowo i pod względem pojemności silnika, mocy itp.) modelu, który spełni Twoje oczekiwania. Powodów jest kilka: mniejsze auta są tańsze, a ze względu na ich obniżoną wagę, można nimi zazwyczaj przejechać dalej na pełnym baku. Kolejną zaletą będą niższe koszty ubezpieczenia, które w ciągu całej eksploatacji auta mogą dać znaczące oszczędności.
  3. Zwróć uwagę na spalanie benzyny w mieście i poza terenami miejskimi. Nie ma co oszczędzać kilkuset złotych na samochodzie, który mimo wszystko „pali jak smok”. Lepiej je dołożyć i zaopatrzyć się w bardziej ekonomiczne auto, które pozwoli zaoszczędzić na kosztach paliwa w dłuższym czasie. Warto również rozważyć zakup diesela lub auta z wbudowaną instalacją gazową.
  4. Wybierz auto cieszące się opinią trwałego i taniego w eksploatacji. Samochód to nie wydatek, który ponosi się co dwa, trzy czy pięć lat. O ile auto nie przyczynia się w znacznym stopniu do generowania pieniędzy (czyli nie wykorzystujemy go intensywnie, np. w prowadzeniu interesów itp.), powinno się je kupować w założeniu, że będzie nam służyło minimum przez dekadę. Nie ma też co kupować egzotycznego samochodu, dla którego w przypadku awarii trzeba będzie przepłacać za części zamienne, a konserwacja będzie wymagała specjalistycznych usług.
  5. Nie kupuj całkowicie nowego auta od dealera. To jest w zasadzie najważniejsza porada, dzięki której zaoszczędzisz prawdziwie solidne pieniądze. Jest często postrzegana jako kontrowersyjna, ale logika za nią stojąca jest niepodważalna: kupując nowiutkie auto od dealera, w chwili wyjazdu z jego parkingu, auto automatycznie traci 20-30% na wartości, w zależności od marki i modelu. Pufff! i nowiutkie auto za 50 tysięcy złotych jest nagle warte… około 35 tysięcy. Zamiast przepłacać u dealera, rozejrzyj się na giełdach i aukcjach (najlepiej przy udziale doświadczonego mechanika, na którego opinii będziesz mógł polegać) za 2-3 letnim pojazdem z drugiej ręki. Nie dość, że zapłacisz mniej, to z oszczędności pokryjesz typowe wydatki pojawiające się po zmianie samochodu. Pamiętaj też o tym, by nie godzić się na pierwszą cenę sprzedającego – zawsze można coś „stargować”, a to również oszczędność.

Stosując się o tych porad, na pewno wydasz znacznie mniej na zakup nowego samochodu. Jeżeli znasz zaprzyjaźnionego mechanika, to zawsze staraj się skorzystać z jego profesjonalnych porad i, w miarę możliwości, zabieraj go ze sobą na każde oglądanie kupowanego auta – jego wiedza pomoże Ci się ustrzec od nietrafionej inwestycji.

Teraz pytania do Was: jakimi autami jeździcie? Czy sprawiają Wam kłopoty czy nie? Jakie, Waszym zdaniem, auto najlepiej nadaje się dla osoby oszczędnej? Czy faktycznie można oszczędzić montując instalację gazową?

Podyskutujmy…

33 myśli nt. „Jak oszczędzić na kupnie samochodu?

  1. Nie ma samochodów 2 – 3 letnich w dobrym stanie (patrz punkt 1). Jeśli są to są sprzedawane w pierwszej kolejności rodzinie i znajomym. Ja kupuje zawsze nowe, z reguły na wyprzedaży rocznika. Dostaję pakiet ubezpieczeń, komplet opon i nie muszę płacić podatku od kupna. Później nie mam najmniejszego problemu sprzedać takie auto. Radość z jazdy nowym samochodem jest bezcenna ;)

  2. Zgadzam się z przedmówcą – jeśli auto po wyjechaniu z salonu traci 20-30% wartości, to po co kupować je w salonie? Teoretycznie mając dostęp do nowych, dużo tańszych pojazdów wybór jest jasny, ale pokaż mi palcem, gdzie mogę kupić takie auto dopiero co wyjechane” z salonu ;]

  3. A gwarancja? Jak kupuję nowy samochód, mam pewność, że przez kilka lat nie muszę dopłacać. A z używaną niespodzianką różnie bywa. U mnie w rodzinie jest za to ciekawy przypadek kupna bardzo dobrego samochodu poniżej ceny rynkowej – zwyczajnie ktoś był zadłużony i potrzebował pieniędzy „na już”. Jeździ jak żyleta już kilka lat i ani razu nie był w naprawie :)

  4. Warto również kupować samochody których dotychczasowym użytkownikiem była osoba starsza. Wiadomo – mały przebieg, cena już nie tak wysoka bo przecież latka lecą a samochód taki zazwyczaj jest bardzo dobrze utrzymany.

  5. @Menedżer: gwarancja to korzyść, ale też koszty. Na przykład trzeba wydać dodatkowe pieniądze na przeglądy w autoryzowanym salonie i fabryczne (droższe) materiały eksploatacyjne. Zresztą teraz masa drogich podzespołów okazuje się nie podlegać gwarancji, gdyż (wg producenta) ulegają naturalnemu zużyciu w toku eksploatacji. Słyszałem np. o filtrze cząstek stałych bodaj w Volvo.

    Ja w życiu nie kupię nowego samochodu, chyba że elektryczny. ;) Teraz jeżdżę 31-letnim kamperem (to na wakacje) i 10-letnim lanosem odkupionym od mojego dziadka (na co dzień), nieźle utrzymanym i z małym przebiegiem (teraz ok. 42 000 km).

  6. Witam,
    nie zgodzę się, że nie ma 2-3 letnich samochodów w dobrym stanie. W domu posiadamy dwa takie samochody, oba sprowadzone z Niemiec przez DOŚWIADCZONEGO mechanika.
    Pierwszy to VW Golf 5 w wersji GOAL, zaoszczędziliśmy na nim jakieś 15 tyś zł.

    Drugi to samochód niemieckiej marki, kupiony rok po wyprodukowaniu, z przebiegiem 25 tys km. W czasie zakupu jego wartość wynosiła ok 170-180 tyś zł, my zapłaciliśmy za niego 115 tyś zł: koszt samochodu, holu, „obsługi” samochodu (płyny, oleje itp), więc proszę mi nie mówić, że nie opłaca się kupować używanych samochodów. Oba samochody są już z nami od kilku lat, nie ma żadnych problemów, ukrytych wad itd.

    Ciekawostka: mój szef miał zamiar złożyć zamówienie na samochód pewnej niemieckiej marki. W salonie zaproponowano mu ciekawą promocję: ten sam model ale z poprzedniego roku ( w praktyce miał wtedy 6 miesięcy ) kosztował 320 tyś zł, właściciel zszedł z ceny do 280 tyś zł z uwagi na rok produkcji. Po zapewnieniach mojego szefa, że przelew za auto zostanie przesłany jeszcze dziś, cena zeszła do 240 tyś zł (!!!).
    Wiadomo, że największe oszczędności widać przy najdroższych modelach…

    Co do aut: jeżdżę ww. VW Golf, samochód dość oszczędny jeśli chodzi o zużycie paliwa (jednostka 1.9 TDi, maksymalnie 6l/100km), niestety pozostałe koszty eksploatacji są dość duże, np. VW zaleca olej Castrol SLX, kosztujący 90-100 zł za litr! Na szczęście można użyć innych olejów o nieco gorszej jakości (specyfikacja 505.01), niestety ciężko je już dostać. Części zamienne, takie jak klocki hamulcowe, przeguby itd także są drogie. Co ciekawe, Skoda, oferuje bardzo podobną jakość, często używa TYCH SAMYCH części co VW, a jednak jej auta są w eksploatacji dużo dużo tańsze…
    Pozdrawiam,
    Piotrek

  7. IMHO kupn używanego samochodu nie jest takie proste. Jeśli ktoś nie ma znajomego zaufanego mechanika, nie może poświęcić wielu tygodni na przyglądanie giełd i komisów, a jeszcze chce auto 2 – 3 letnie w dobrym stanie … Nie ma lekko.

  8. Mnie najbardziej rozwala, jak ktoś wie o czym piszę na swoim blogu, a potem zadaje pytanie: skoro piszesz o pieniądzach, to czemu jeździsz tym starym autem? Niestety ciężko jest wytłumaczyć ludziom, że drogi samochód nie sprawi, że moje życie będzie fajniejsze, a z dużym prawdopodobieństwem pogorszy się (nie lubię z dnia na dzień pozbywać się dużych kwot). Jak dla mnie nie ma żadnego powodu, żeby wywalać kilkadziesiąt tysi na auto, które w istocie jest tylko przeszkloną puszką do w miarę wygodnego przemieszczania się, a jako, że całą szkołę średnią dziennie dymałem do niej PKP doświadczając wszystkich wad tej formy transportu (przez awarię pociągu o mało nie spóźniłem się na maturę :P), to moja madzia 323 ’91 z instalacją gazową w zupełności mi wystarcza, na remonty wydaję dość mało, a na paliwo sporo, ale i tak dużo mniej niż gdybym jeździł na benzynie (po prostu dużo jeżdżę).

  9. Aha, jeszcze z oszczędzaniem na samochodzie, warto wszelkie naprawy przeprowadzać w małych warsztatach (przynajmniej jeśli chodzi o cenę). W ubiegłym roku miałem sytuację, że poszła mi chłodnica, w dużym warsztacie gość przekonywał mnie, że nie ma sensu naprawiać chłodnicy, jedynie pozostaje wymiana. Nie znam się, a że zależało mi na szybki załatwieniu sprawy, to całość kosztowała mnie ponad 600 pln (to był jedyny tak drogi remont samochodu) – prawdopodobnie się wyleszczyłem, ale nie znam się i byłem postawiony pod murem. Kilka miesięcy temu z ciekawości podjechałem do małego warsztatu w małej mieścinie z tą uszkodzoną chłodnicą (dostałem ją z powrotem) – kosztowało mnie to 70 PLN…

  10. I jeszcze jedna sprzeczność:
    powinno się je kupować w założeniu, że będzie nam służyło minimum przez dekadę.
    Zamiast przepłacać u dealera, (…) rozejrzyj się za 2-3 letnim pojazdem z drugiej ręki.

    Czyli, że finalnie proponujesz jeżdżenie 12 – 13 letnim samochodem z drugiej ręki ? W obecnych warunkach bez poduszki, klimatyzacji i innych udogodnień ? który dość często się psuje (tj. częściej niż nowe auto) ?
    I proponujesz to rozwiązanie nie tylko studentom na dorobku czy wielodzietnym rodzinom robotniczym, ale także dobrze zarabiającym (ale oszczędzającym) biznesmenom czy specjalistom ?

    Jak dla mnie to jednak absurd. Owszem jest sens oszczędzać czyli maksymalizować zysk , szukać niższych cen i tu dobrym przykładem jest IMHO kupno auta ze „starego” rocznika na początku roku.

  11. Zgadzam się z Markiem. Nie ma samochodów 2 – 3 letnich w dobrym stanie! Ja szukałem takiego przez 6 miesięcy i zawsze coś było nie tak (jeździłem z mechanikiem… :/ ) W końcu kupiłem nówkę z salonu, była wyprzedaż rocznika więc dostałem sporą zniżkę i dostałem super pełen pakiet ubezpieczenia za 1000zł… Każdemu doradzę zakup nowego samochodu jeśli tylko go na niego stać… Jeżeli chodzi o oszczędzanie na samochodzie to na jakimś blogu czytałem, że warto się umawiać w kilka/kilkanaście osób i pójść razem do salonu, przy takim wielkim zamówieniu dostaniecie od sprzedawcy duuży rabat… :)

  12. Marek, oczywiście że są takie auta. Trzeba się jednak za nimi solidnie rozejrzeć i poszukać „zmotywowanego sprzedawcy” (o czym zresztą pisał Menedżer) lub pomocy osoby, zajmującej się sprowadzaniem aut z za granicy (o czym pisał Piotrek).

    Kapsel w stwierdzeniu „wyjechane z salonu traci 20-30%” chodzi o to, że gdybyś (słowo-klucz) takie auto chciał sprzedać stosunkowo szybko po zakupie (z różnych powodów), to nie dostaniesz za nie więcej, niż 70-80% wartości (o ile oczywiście kupiec będzie się znał na targowaniu).

    Menedżer, gwarancja niby ważna rzecz, ale jest ona często niczym innym, jak tylko dodatkiem, który ma za zadanie ostatecznie przekonać klienta, by wyłożył dodatkowe pieniądze na zakup nowego auta w salonie (bardzo silny „convincer” do wydania znacznie większych pieniędzy). Tutaj poglądowo zgadzam się z Krzyśkiem Lisem. Poza tym, na rynku jest tyle „używanych niespodzianek” na chodzie i w dobrym stanie, że naprawdę nie ma co przepłacać ;-)

    Robert, super rada. Faktycznie, nie raz zdarzają się takie auta i warto przyjrzeć się im lepiej, bo często stanowią ciekawą ofertę.

    Magdalaena, dokładnie – proces nie należy do najprostszych. Uważam jednak, że opłacałoby się nawet „wynająć” mechanika (gdy nie mamy znajomego), zabrać go do sprzedawców lub na giełdę samochodową i zapłacić mu za profesjonalną ekspertyzę.

    Leszek, nie do końca zrozumiałem, co miałeś na myśli w pierwszym zdaniu, w pierwszym komentarzu ;-) Z resztą Twojej wypowiedzi nie sposób się nie zgodzić (tym bardziej, że w szkole średniej też dymałem codziennie, ale PKS-em). Ciekawa rada z tymi warsztatami.

  13. Magdalaeno, czytaj proszę uważnie. Sugeruję kupno 2-3 letniego auta i eksploatowanie go przez co najmniej dziesięć.

    Reszta Twojej wypowiedzi to niestety… no sam nie wiem… brzmisz „czepialsko”. Powiem zatem tak: jak Ci zależy na „udogodnieniach”, to raczej powinnaś wybrać inne podejście do zakupu swojego auta. Moje podejście jest w synergii z opiniami Leszka i Krzyśka.

    P.S. A klima widocznie zwiększa spalanie benzyny ;-)

    Mikołaju, to, że Ty takiego nie znalazłeś, nie znaczy, że takich aut nie ma ;-) Nie jest o nie łatwo – z tym się zgodzę – ale nawet Menedżer wspomina o takiej okazji, więc nie był bym taki pewny, że jest to „niewykonalne”. Zresztą, cztero- czy pięcioletnie też nie będzie złym wyborem, jeżeli chcesz zaoszczędzić na kupnie auta (zwłaszcza gdy się spieszysz z zakupem).

    Na bezrybiu i rak ryba ;-)

  14. No rzewczywiście napisałem dość niezrozumiale. Chodziło mi o to, że ludziom wydaje się, że jak zarabiam dużo (i jeszcze dodatkowo na blogu podaję rady, jak zwiększać dochody), to obowiązkowo muszę się zakredycić po uszy, żeby jeździć drogim wozem, bo przecież mam na to zdolność kredytową… Zwykłemu człowiekowi trudno połapać, że stary wóz też dobrze jeździ, a przecież po to go mam, a nie po to, żeby np. wszystkim pokazać swoją wyższość i to ile to ja zarabiam.
    Chciałem się jeszcze odnieść do uwagi, że stary samochód to mniejsze bezpieczeństwo – być może, ale nie koniecznie (chociażby w przypadku mini – samochodzików, których teraz pełno jest to sprawa dyskusyjna), a już na pewno w głównej mierze o bezpieczeństwie jazdy decyduje kierowca tym jak prowadzi samochód. Jak wjadę pod ciężarówę zasuwającą 100 km/h , to wątpię, żeby poduszka powietrzna coś mi pomogła.

  15. Diesle i LPG wcale nie są takie dobre, drogie są koszty utrzymania ich w dobrym stanie (chodzi mi o osprzęt: turbo a nieraz biturbo, wtryskiwacze od układów commonrail a w instalacjach gazowych cały układ na czele z reduktorem). Moim skromnym zdaniem najlepsze jest auto ze zwykłym silnikiem benzynowym (bez turbo). Może i spalanie będzie nieco wyższe niż w Dieslu ale za to nie ma co się popsuć, nie jest tak wrażliwy na jakość paliwa i kultura pracy jest o niebo lepsza.
    Jeśli kogoś stać to polecam kupowanie nowych aut z salonu (tak jak mój ojciec, zawsze ma salonówkę i nigdy nie narzekał) z silnikiem benzynowym.
    Nie uważam też, że najmniejsze silnik są dobrym wyborem bo mają do wykonania większą pracę niż silnik większej pojemności i czasem potrafią spalić od niego więcej paliwa.
    Ja posiadam Mareę Weekend 1.6 z sekwencyjnym LPG (ale to takie auto, żebym nauczył się na nim jeździć) następne będzie już czyste auto benzynowe z silnikiem co najmniej 1.8 litra.

    ps. mało kto sprzedaje dobre 2-3 letnie auto, auto sprzedaje się jak ma jakiś mankament (przynajmniej w takim wieku).

  16. Paweł Kata
    Magdalaeno, czytaj proszę uważnie. Sugeruję kupno 2-3 letniego auta i eksploatowanie go przez co najmniej dziesięć.
    Czyli rzeczywiście ostatecznie proponujesz jazdę 12 – 13 letnim samochodem i sprzedanie go dopiero po osiągnięciu tego wieku. Nie widzę żadnej sprzeczności.

    Zgadzam się z tymi komentatorami, którzy traktują samochód jago wygodny środek do poruszania się a nie narzędzie do demonstrowania swojego bogactwa. Ale nie można też popadać w inną skrajność, którą ostatnio inny z naszych blogerów nazwał dziadowaniem czy skąpstwem. No więc dla mnie jeżdżenie kilkunastoletnim gratem bez klimy przez kogoś, kto ma pieniądze na koncie na nowe auto z salonu, to właśnie jest takie dziadowanie.

  17. @Magdalaena: jazda kilkunastoletnim gratem bez klimy to rzeczywiście dziadowanie. Co innego jazda kilkunastoletnim, sprawnym technicznie samochodem. Nie wiem jednak, czemu twierdzisz, że dziesięcio- czy dwunastoletnie samochody nie mają klimatyzacji, poduszek powietrznych, czy innych udogodnień. Popatrz sobie np. na Passaty B5.

  18. o bezpieczeństwie jazdy decyduje kierowca a podczas wypadków często jest dwóch kierowców i podczas zderzenia nowego auta ze starym to raczej to drugie jest na straconej pozycji. Stąd jazda kilkunastoletnim autem może się nie opłacić…

  19. @Krzysztof LisDoświadczenie mojej rodziny na temat stanu technicznego kilkunastoletnich aut jest jednoznacznie negatywne. Nawet zadbany i używany do celów prywatnych samochód jest już wtedy mocno zniszczony zarówno wizualnie (korozja, wytarta tapicerka itp) jak i technicznie (konieczność wymiany sporych i drogich podzespołów).

  20. Kilkunastoletni Passat B5 może i ma klimę i poduszki, ale z tego co pamiętam wersja przed-liftingowa miała tylko 2 gwiazdki, nowa dacia logan w 2004 roku uzyskała 3 gwiazdki w EURO-NCAP. Poza tym nie wiem czy wicie, że poduszki powietrzne działają prawidłowo tylko 10 lat, potem nie ma pewności, że otworzą się w czasie wypadku (nawet odpowiednio serwisowane).

  21. Ale stworzyła się dyskusja… Ja powiem, że większość z porad sam stosuję.
    Od 3 lat jeżdżę autkiem, które było kupione jako używane (ponad 5 lat). Problemów poza standardowymi nie ma, a różnica w cenie jest niesamowita.
    Spokojnie jesteśmy w stanie znaleźć samochód 2-3 letni w dobrym stanie, a nawet starsze.
    W Polsce denerwuje mnie zapatrzenie na numerki typu przebieg, który i tak nic nie mówi jak autko przez te 100-150 tys. km było używane i po jakich drogach…

  22. Ja mam inna metode. Przed wyborem samochodu sprawdzam:
    -najlepsze utrzymanie wartosci po kilku latach
    -bezawaryjnosc
    -opinie uzytkownikow o trwalosci
    Jak juz mam liste takich aut to jade je sobie obejrzec i przetestowac. Czasami moga spelniac wszystkie kryteria, ale nijak nie podobaja mi sie i nie kupie takiego samochodu. Czasami na zdjeciach wszystko jest ok, ale na zywo cos mi nie pasuje w aucie. Nigdy nie spiesze sie z zakupami.

    Kupuje auta od dealerow, max roczne, czasami ex-demo (nie polskie ex-demo, na to bym sie nie skusila). W ten sposob dostaje auto z pelnym wyposazeniem, za ktore musialabym zaplacic ekstra, po nizszej cenie i nie musze czekac, az wyprodukuja egzemplarz dla mnie. Najmniejszy przebieg jaki mi sie trafil to 50km na liczniku, auto stojace wczesniej w salonie. Dealer nie musi byc w miejscu zamieszkania jesli cena jest znaczaco nizsza w innym rejonie, to moge tam pojechac by kupic konkretny egzemplarz.

    Z ostatnim samochodem niezle mi poszlo, bo cena nowego duzo wzrosla w ostatnich miesiacach i czeka sie pare miesiecy na nowy, wiec niezle trzyma wartosc.

    Gwarancja producenta to dla mnie po prostu swiety spokoj. Przeglady nie sa drogie, a w nowych autach mozna je robic nawet co 30K km. Zreszta mozna tez wykupic przedluzenie gwarancji, jak ktos chce potrzymac auto dluzej. Nie odwazylabym sie trzymac niektorych aut bez gwarancji, nie chcialabym placic za naprawe niektorych elementow elektronicznych.

    Motoryzacja to moje hobby i niestety samochody szybko mi sie nudza i najdluzej mialam jeden samochod niecale 3 lata, zwykle sprzedaje po 2-3 latach i nic im nie brakuje.Wiem, to nie jest dobre podejscie z punktu widzenia finansowego, ale trzeba miec jakies przyjemnosci w zyciu.

  23. Pingback: Oszczędzanie pieniędzy: jak oszczędzić paliwo? Ekojazda! — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...

  24. Mnie samochód służy jako środek przemieszczania się, najczęściej z domu do pracy i z powrotem plus krótkie lokalne jazdy plus raz dwa razy do roku wypad gdzieś w Polskę. Mam dwa auta produkcji krajowej, obydwa rocznik 2001, oba na LPG, jeden mały pali 6/100 drugi duży 10/100. Oba wyszukiwałem długi czas w relacji cena/wiek/przebieg/wyposażenie. Oba kupiłem z Allegro. Oba są full wypasione – klima, poduszki, ABS. Wydałem na nie po 6 tys od sztuki w 2008 roku. Jestem z obu zadowolony, staramy się z żoną jeździć razem małym gdy tylko się da, rzadko jedziemy osobno każdy swoim (ja dużym). Pojazdy tanio kupione, koszt gazu niski, wygoda bez zarzutu. Zero korozji, zero uszkodzeń. Koszty napraw i materiałów rzędu 1000 rocznie (klocki, oleje, filtry, w dużym wywaliło uszczelkę pod głowicą, w małym wymieniłem parownik LPG). Miałem przez 10 lat poprzednie tanie (20 tys) auto na raty od salonu i do końca był jak z fabryki (wymiana baku, uszczelki głowicy i sprzęgła). Wisi mi imponowanie sąsiadom furą za kilkadziesiąt tysięcy choć nowiutkie fury mi się bardzo podobają. Jak wygram melona w totka kupię nówkę. Na razie wolę odkładać szmal na starość i żyć na poziomie bez wyrzeczeń.

  25. Najlepiej auta po prostu nie kupować:) W dużym mieście, jeśli nie mieszka się poza jego granicami, samochód jest zupełnie niepotrzebny. Nie jestem w stanie pojąc ludzi, który w Wawie tkwią w korkach, ale upierają się przy jeżdżeniu samochodem. Dla mnie to rozwiązanie negatywne pod każdym względem:
    – koszty (zakup samochodu+benzyna+ubezpieczenie+naprawy+parking)
    – czas – w godzinach szczytu zwykle komunikacją miejską jedzie się tyle samo lub nieco krócej, są bus pasy, są tramwaje. W Wawie do tego metro, krótki bo krótkie, ale jedzie się bardzo szybko i podmiejskie koleje.
    – zmęczenie. Podczas jazdy, nawet w korku trzeba być skoncentrowanym. W autobusie siadam, wsadzam nos w książkę i nic mnie nie obchodzi. ile ja książek i gazet przeczytałam dzięki korkom:)
    - zdrowie. Dziwnym trafem wszyscy znajomi w rok po zakupie auta mają zwykle kilka kilogramów więcej;) Mało kto umie używać samochodu wtedy, gdy jest niezbędny. Z czasem ludzie robią się leniwi i przejście jednego kilometra do sklepu jest dla nich ogromnym wyzwaniem. Zwykle postanawiają wiec zapisać się na fitness, żeby schudnąć – no i jadą na te zajęcia autem. Błędne koło i totalna głupota jak dla mnie.

  26. Pingback: Oszczędzanie pieniędzy: 26 sposobów na eko-oszczędności — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...

  27. Moim zdaniem warto zainwestować w nowy samochód. Oczywiście początkowy koszt jest duży, jednak przez pierwsze lata eksploatacji nie poniesiemy poważnych kosztów zw. z ewentualnymi naprawami. Gwarancja ASO jest śmieszna i myślę, że po upływie 2 lat można sobie podarować przeglądy w autoryzowanej stacji obsług.

    Kupno samochodu używanej jest zdecydowanie trudniejsze bowiem ciężko jest znaleźć kilkuletni zadbany samochód. Gdy już taki znajdziemy to pamiętajmy, że po przebiegu 100 tys. jesteśmy narażeni na naprawy zawieszenia, amortyzatorów, wymiany klocków tarcz, pasków itp…to ogromne koszta.

    Zatem wg. mniej lepiej jest kupić nowy samochód…użytkować go spokoje przez okres 5-6 lat a następnie odsprzedawać. W tym okresie nie wydamy zbyt dużo na naprawy, więc możemy zaoszczędzić nieco pieniędzy. Dzięki temu mamy kwotę, która pozwoli nam na zakup nowych 4 kółek.

  28. @PiotrMa: klocki to i w nowym wymieniasz ;)

    Co do paska rozrządu, to były przypadki że po 60 tys. pękały, więc nie ma reguły.

    To samo z zawieszeniem, jeśli jeździmy po Polsce nieostrożnie to i w nowym do naprawy, z naszej winy, i na pewno nie jest tańsze niż w starszym samochodzie, gdzie części tańsze.

    Pamiętajmy, że samochody są teraz tak tanie, ponieważ dla koncernów w cały zysk sprzedaży auta wliczają przeglądy/naprawy w ASO.

  29. Pingback: Moje wielkie, polskie, oszczędne wesele… w praktyce! | Porady finansowe

  30. Pingback: 7 obszarów z których często „wyciekają” pieniądze | Porady finansowe

  31. Pingback: 7 obszarów z których często “wyciekają” pieniądze | Porady finansowe

  32. Czytając te wypowiedzi nasuwa mi się jeden wniosek – wszystko zależy od nas samych!
    Czym dla nas jest samochód,jak go traktujemy w naszym życiu.Drugi aspekt ile mamy pieniędzy? I chyba tyle. Na koniec moja opinia : jak kupować to najlepiej w Niemczech samochody do lat 5ciu.Ich stan jest b.dobry,targować się tez można,pojeździć 6lat i znowu tak dalej…

  33. Dodałbym jeszcze, ze jesli kupujesz samochod na kredyt zadaj podania wszystkich kosztow kredytu, przede wszystkim oprocentowania RRSO.