Jak oszczędzać pieniądze zgodnie z zasadą 60/40?

Większość z Was pewnie zna zasadę 20/80 (tzw. zasada Pareto), mówiącą że 20% wysiłku daje 80% efektu, a pozostałe 80% wysiłku przynosi zaledwie 20% efektu. Pojawiła się masa wariacji na temat tej zasady, dotyczących prawie wszystkiego – również oszczędzania. Dziś chciałbym omówić zasadę 60/40, o której przeczytałem już jakiś czas temu w sieci (niestety źródła nie pamiętam, buu).

Generalnie sprawa jest bardzo prosta, a osoby stosujące się zarówno do tej zasady i jak i do fundamentalnego najpierw płać sobie mogą w większości przypadków zapomnieć o takich sprawach, jak budżet, planowanie wydatków, zbieranie paragonów itp.

O co chodzi?

Sprawa jest banalnie prosta: 60% wszystkich przychodów idzie na życie, natomiast pozostałe 40% jest oszczędzane.

Z 60-ciu procent opłacamy podstawowe sprawy, takie jak: czynsz, media, raty, jedzenie, ubrania, paliwo, ubezpieczenie, internet, podatki itp.

Natomiast pozostałe 40% dzieli się na cztery równe porcje, z czego:

  • 10% idzie na przyszłą emeryturę, np. w postaci składki na indywidualne konto emerytalne (IKE, tzw. trzeci filar).
  • 10% to oszczędności długoterminowe, czyli pieniądze, które można bez obaw na dłuższy czas zamrozić w akcjach, lokatach czy funduszach.
  • 10% stanowią oszczędności na fundusz awaryjny – to pieniądze na niespodziewane wydatki, nie wchodzące w zakres wydatków z grupy 60%.
  • 10% to forsa na większe wydatki związane z Twoim hobby lub czymkolwiek się interesujesz.

Tyle teorii. Praktyka pokazuje jednak, że ciężko jest od razu wskoczyć na stosunek 60/40. Sam mam chwilowo z tym pewien problem, o czym informuję w każdym podsumowaniu, posługując się pseudo finansowym terminem, jaki ukułem na swoje potrzeby: poziom oszczędzania (PO). Mój bieżący PO wynosi 25% czyli właśnie taką porcję przychodów odkładam na różne cele. Docelowo, jak przedstawiłem w zasadzie 60/40, chcę dojść do 40%, a może nawet i przekroczyć tę granicę, ale przede mną jeszcze dość długa droga.

Nieco mniej wtajemniczonym przypomnę, że gdy powziąłem decyzję o oszczędzaniu, mój PO wynosił zaledwie 5%, ale, zgodnie z zasadą Briana Tracy, sukcesywnie podnosiłem ten wskaźnik o kilka procent w chwili, gdy uznałem, że przyzwyczaiłem się do życia bez środków, które zaoszczędziłem.

Postanowiłem również ulepszyć zasadę 60/40 o pewną priorytetyzację, wprowadzając inne wagi i nazwy dla poszczególnych elementów wchodzących w skład oszczędności. Konkretnie, oszczędności podzieliłem na trzy fundusze:

  • fundusz awaryjny (5% przychodów) – podobnie, jak w powyższym objaśnieniu, pieniądze na tym funduszu stanowią rezerwy na nieprzewidziane wydatki. W moim przypadku, gdy zaczynałem odkładać, położyłem największy nacisk na odłożenie trzech tysięcy złotych, które docelowo miały mi zapewnić trzy miesiące życia, gdyby po studiach sprawy nie układały się zbyt pomyślnie. Dopóki nie odłożyłem trzech tysięcy, nie odkładałem pieniędzy na żaden inny fundusz. Aktualnie, gdy zapewniłem sobie środki na kwartał roku bez pracy, podwyższyłem poprzeczkę w tym funduszu do sześciu tysięcy, nadając mu znacznie niższy priorytet. Dzięki temu będę go powoli budował, nie rezygnując z ważniejszych oszczędności na bardziej odległe i jasno określone cele.
  • fundusz inwestycyjny (15% przychodów) – jako szczery wyznawca filozofii pasywnego przychodu, nie odkładam pieniędzy na konto emerytalne – zamiast tego wolę sam podejmować decyzje inwestycyjne i stosując połączenie instrumentów uważanych za bezpieczne z tymi bardziej ryzykownymi, samemu powiększać swój kapitał. Dzięki temu zyskuję płynność i elastyczność w zarządzaniu swoimi środkami, jakiej nie daje IKE. Nie odkładałem na ten fundusz dopóki nie zbudowałem minimalnego funduszu awaryjnego, niemniej jednak teraz na inwestycje przeznaczam lwią część wszystkich oszczędności.
  • fundusz rozrywkowy (5% przychodów) – pieniądze na większe wydatki związane z moimi zainteresowaniami i hobby, których nie mogę sobie jednorazowo zapewnić ze środków na życie. Właśnie na tym funduszu odkładam na nowego laptopa, którego będę chciał mieć za około pół roku czy na iphone’a kolejnej generacji – gdy już się pojawi. Również będę mógł z tych pieniędzy sfinansować jakąś wycieczkę, romantyczny weekend w górach lub dołożyć do wyjazdu wakacyjnego. Dopóki nie zaoszczędziłem pięciu transzy inwestycyjnych, po 1000 złotych każda, nie odkładałem na ten fundusz.

Jak łatwo zauważyć, moje podejście niewiele różni się od pierwotnej wersji zasady 60/40. Stawiam głównie na zaoszczędzenie pewnego minimum na poszczególnych etapach, co daje mi poczucie stabilizacji. Fundusz awaryjny był najwazniejszy. Gdy już został zbudowany, odłożyłem pieniądze do zainwestowania. Aktualnie odkładam procent przychodów na każdy z funduszy, kładąc największy nacisk na inwestycje, z ktorych będę chciał się utrzymywać w przyszłości.

Stosowanie takiego podejścia ma również tą zaletę, że nie trzeba liczyć się z każdą złotóweczką – na samym poczatku odkładasz pieniądze na konkretne fundusze, a za resztę musisz wyżyć do nastepnej wypłaty. Proste w zastosowaniu i wykonaniu.

Jakie jest Twoje zdanie o takim podejściu do oszczędzania/budżetowania? Może masz swoje własne podejście, którego stosowanie jest równie lub nawet bardziej efektywne? Daj znać w komentarzach :-)

20 myśli nt. „Jak oszczędzać pieniądze zgodnie z zasadą 60/40?

  1. Sam pomysł 60/40 jest super, jednak każdy oczywiście musi przełożyc to na swój budżet.ja jako początkujący adept oszczędzania skupiam się na funduszu awaryjnym(niestety,aby spełnił swoją funkcję musi być w wysokości 18 tys.), jest to dla mnie zadanie na najbliższe 1,5-2 lata.Jest to spowodowane kredytem hipotecznym, którego szczęśliwą posiadaczką jestem…życzcie mi powodzenia:)

  2. No to życzę powodzenia i dorzucam jedną radę: możesz przyspieszyć budowę funduszu awaryjnego jeżeli spieniężysz w tym celu wszystkie niepotrzebne rzeczy, jakie walają się po Twoich czterech kątach. Dodatkowo, im mniej materialnych rzeczy posiadasz i mniejsze do nich przywiązanie, tym bardziej wolą jesteś osobą (wolną w sensie wolności, a nie powolności ;-)

  3. na to już wpadłam-nie sama- w jakiejś edycji Twoich porad było info o sprzedaży dupereli na allegro czy ebayu.
    dużo z tym zamętu-wprawdzie w 2 m-ce zarobiłam ponad 500 zł,ale pakowanie wysyłanie-trzeba mieć na to czas.ale opłacało się:)kolejna tura przy wiosennych porządkach.
    a na powolność sobie pozwolić nie mogę:)

  4. to już realizuję- w dwa m-ce zarobiłam ponad 500 zł-ale trochę z tym zamętu,pakowanie,wysyłanie.ale w gruncie rzeczy,opłacało się:)
    a na powolność sobie pozwolić nie mogę:)

  5. Witam. Od kilku tygodni z zainteresowaniem sledze Twojego bloga i archiwalne wpisy, poniewaz rowniez uwazam, ze "mądra oszczednosc" (nie mylic ze skapstwem) to wartosciowa cecha:)

    Jednak ja nie stosuje podzialu proporcjonalnego.. 60/40.. 50/50 itp.. gdyz w normalnym zyciu ciezko az tak wszytko przewidziec i plan czesto szybko pryska. Zawsze sa nieprzewidziane wydatki:) A czy bede potem uzupelnial fundusz awaryny czy inny to nie ma dla mnie znaczenia;]

    Za to stosuje cos w rodzaju "pelnych, okraglych kwot".. Odkladam rowno np. 1000zl lub 500zl (jako nienaruszalne) a gospodarujac reszta kolejne okragle 100 sa tak jakby "progami".. ponizej ktorych staram sie nie schodzic i jak najdluzej bronic sie przed rozmienieniem kolejnej 100-ki:) Tym sposobem oprocz zakladanych oszcednosci zawsze cos zostanie z bierzacych wydatkow extra:)

    Niestety teraz moje zdolnosci spadly i powstaly zawirowania na skutek kredytu ktory zaczalem splacac i "kryzysu finansowego". Do tego czeka mnie remont wiec oszcednosci spadna sporo – ale mam swiadomosc ze nie napycham komus kieszeni za wynajem:) A po kazdej burzy jest slonce:)

    Metode – zbedne rzeczy na allegro stosuje co jakis czas=B.przydatna.
    Metode sloikowa stosuje od niedawna i juz jestem zadowolony:)
    Kilka lat temu zlikwidowalem wszelkie platne konta bankowe – zamieniajac na bezplatne, lacznie na bezplatne, bez-oplatowe karty:)
    eMaklera tez zlikwidowalem na czas kryzysu = brak oplat.
    Rozwazam sprzedaz auta.. :(
    Za to moja ukochana dostala lepszoplatna prace wiec tez to jakis plus:)

    Pozdrawiam i do nastepnego wpisu;]

    PS-zastanawiam sie czy jestes studentem czy juz nie?
    i czy mieszkasz i pracujesz w PL czy za granica? bo gdzies te info przeoczylem..

  6. To się tak tylko fajnie mówi. Otworzyłem w mBanku 4 eMax Plusy i od kilku miesięcy próbuję rozdzielać pieniądze w następujący sposób: na inwestycje, na imprezy, na przypadki awaryjne. Co jak co, ale cały czas zużywam pieniądze w następujący sposób: na inwestowanie i na imprezy. Mając ograniczony budżet bardzo ciężko jest zarządzać finansami w ten sposób. Miałoby to sens, gdyby na odpowiednich rachunkach znalazły się od razu większe kwoty, np 5k, wtedy można byłoby powiększać ich wartość, nie martwiąc się że może ich nie być w nagłej potrzebie. Z doświadczenia wiem, że budżetowanie i tak bierze w łeb, gdy nagle potrzeba pieniędzy na większe przedsięwzięcie – wtedy i tak zbiera się wszystko ze wszystkich kont.

  7. No wlasnie – dlatego proponowalbym zaczac od 2 kont -> inwestycje i imprezy… a dpiero gdy na pierwszym z nich uzbiera sie wieksza kwota zdywersyfikowac. Ale pod wzgledem rodzajow inwestycji a nie samego nazewnictwa. 4 emaxy to tak jakby wciaz jeden emax:)

  8. Asiu27, zabawy z tym jest masa – pewnie, ale (1) dobrze się tym zająć, bo są z tego doraźne korzyści w postaci kaski i wolnego miejsca, (2) jest to też pewnego rodzaju nauczka – następnym razem warto się dwa razy zastanowić przed zakupem rzeczy, które mają potencjał do szybkiego pójścia w odstawkę.

    He?, masz rację, że w życiu jest różnie, ale nie mozna przecież aż tak bardzo poddawać się zdarzeniom, na które nie mamy wpływu! Po to właśnie tworzy się w pierwszej kolejności fundusz awaryjny, żeby złagodzić ewentualne negatywne oddziaływania.

    Zasada 60/40, jak wspomniałem, to technicznie całkiem logiczny podział, ale do jego osiągnięcia trzeba trochę czasu i samodyscypliny. Sam jestem dopiero na 25/75, więc wiem, że rzucanie się z motyką na słońce niewiele da, ale powoli, powoli coraz bardziej się zbliżam do tego podziału.

    Cieszę sie, że widzisz w swoim „zaokrąglaniu” skuteczną metodę oszczędzania, która przynosi Ci efekty. Jak dla mnie jest ona – a przynajmniej tak ją odbieram – nieco za mało usystematyzowana.

    Może mi się łatwo mówi, bo jeszcze nie założyłem rodziny i nie borykam się z wieloma nieprzewidzianymi wydatkami, ale jestem w pełni przekonany, że bez większych problemów przeniosę tą filozofię na życie rodzinne.

    Trochę też Cię nie rozumiem. Zwracasz uwagę na kryzys, a nie dość, że zaciągasz kredyt, to jeszcze planujesz remont, za który chcesz zapłacić z oszczędności. Skoro widzisz, że czasy nie sprzyjają, to po co dokładasz sobie obciążeń i zużywasz to, co zaoszczędziłeś? Naturalnie nie orientuję się w Twojej sytuacji, ale na Twoim miejscu w niepewnych czasach, podejmowałbym się wyłącznie absolutnie koniecznych zobowiązań (a co za tym idzie wydatków).

    Co do mojej sytuacji życiowej, to od września szczycę się tytułem magazyniera ;-) Od czasu obrony jeżdżę po Europie (w sumie to jak na razie dominuje Holandia, ale już niedługo) i wykonuje różne prace, raczej niezwiązane z moim wykształceniem. Poczytaj wpisy od listopada, to dokładniej zrozumiesz co mną aktualnie kieruje. Oprócz tego mam kilka stron w sieci, które generują mi dochód, więc i bez etatu – przynajmniej w Polsce – by się obeszło.

    Tobiaszu, żaden człowiek z dnia na dzień nie zmieni ot tak swoich przyzwyczajeń, dlatego proponuję Ci zabrać się za oszczędzanie łopatologicznie, od fundamentów. Zamiast odkładać na trzy fundusze jednocześnie skup się po kolei na jednym, aż osiągniesz pewien poziom, a dopiero potem rozdzielaj oszczędności. Algorytm, który dla mnie jest świetny i udało mi się go wykonać, brzmi następująco:

    1. Najpierw odłóż 500-1000 złotych. Będzie to Twoja poduszka finansowa – środki dostępne ad hoc na pilne, niespodziewane wydatki (uwaga! nie na wycieczki i imprezy!), np. naprawa pralki, samochodu, wózek dla dziecka, jakieś naprawy w domu itp.

    2. Gdy będziesz miał poduszkę, zacznij odkładać na fundusz awaryjny. Jego pierwszorzędnym zadaniem jest zapewnić Ci pieniądze na czasy, gdy znajdziesz się w naprawdę dużych tarapatach, np. na wypadek utraty pracy. Generalnie są to środki, dzięki którym stać Cię będzie na opłacenie wszystkich rachunków i utrzymanie standardu życia przez minimum 3 miesiące (najlepiej 6-12 miesięcy).

    3. Od tego momentu możesz spokojnie odkładać pieniądze na inwestycje, ponieważ zbudowałeś zabezpieczenie i gdyby coś w Twoim życiu szło nie tak, nie będziesz musiał podbierać pieniędzy przeznaczonych do pomnażania. Załóż sobie pewien poziom – osobiście proponuję minimum 5000 złotych – i dopiero po jego osiągnięciu rozdzielaj oszczędzane środki między inwestycje i imprezy.

    Nie jest to prosta droga. Krótka też nie jest, choć to zależy od Twoich zarobków. Jeżeli jednak poważnie myślisz o wolności finansowej, to definitywnie warto się tym zająć. I to jak najszybciej.

    Niestety przytoczone przez Ciebie doświadczenia z budżetowaniem sugerują, że wolisz w trudnych sytuacjach życiowych pójść na łatwiznę. Ja, będąc w podobnej sytuacji, zawsze najpierw zastanawiam się nad tym Jak wywiązać się ze zobowiązania BEZ wykorzystywania moich oszczędności? Nie powiem, czasem się da, czasem nie. Niemniej jednak przekonasz się, że gdy tylko zaczniesz zadawać sobie to pytanie, uda Ci się zaoszczędzić o wiele więcej pieniędzy.

  9. Pingback: Podsumowanie miesiąca: marzec 2009 at Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko…

  10. Odkad pracuje (w sumie bedzie 3 lata) staram sie oszedzac na przyszlosc by kiedys byc w pelni niezalezny finansowo, moze prowadzic wlasny biznes i tylko nadzorowac go z domu. Zastanawiam sie jak tu kwalifikowac raty kredytu hipotecznego.

    Z jednej strony jest to wydatek konieczny, z drugiej mieszkanie po splaceniu mozna sprzedac prawdopodobnie drozej przynajmniej o wskaznik inflacji. Zakladajac ze mieszkanie na emeryturze bedzie juz splacone, oznacza to ze nie bede musial juz placic komukolwiek za wynajem. Pod tym wzgledem mozna zakwalifikowac te wydatki jako oszczedzanie na emeryture :)

    Z drugiej strony m.in. Kyiosaki pisze, ze nasze mieszkanie to nasze pasywo wiec wydatki na mieszkanie nie sa forma inwestowania.

  11. Dodam jeszcze, ze wolne srodki dysponuje na takie kategorie:
    1) inwestycje na GPW 40%
    2) inwestycje w mieszkanie 20%
    3) fundusz rezerwy nadzwyczajnej 20%
    4) rozrywka i sprzet rozrywkowy 20%

  12. Ja postanowiłam oszcządzać, jak stwierdziłam, ze za dużo kwot przechodzi mi przez palce. Zaczęlam od załozenia dodatkowego konta mbank emax, (bez karty) gdzie przelewałam końcówki z konta bieżącego, czasami kwotę za "piwo", czasami 20zl. Czasami 2,50, czasami 50zl. I uzbierało się całkiem sympatycznie w ciągu roku, na tyle, ze mogłam swobodnie przeznaczyć na przyjemność, jaka jest u mnie żeglarstwo. A w międzyczasie załozylam kilka emax+ i konto oszczednosciowe w moim banku.
    Ponieważ zarabiam niewiele, stosuje zasadę najpierw płać sobie: zaraz po wypłacie odkladam miedzy 300-500 zl i wrzucam je na oszczędnosciowe w różnej wartości. Każde ma swoj cel- na przyjemnosci i dla mnie (stad opłacam np. książki czy kurs językowy), na starość (minim 100zl), na remont, na wszelki wypadek. Jak jest potrzeba to siegam po zgromadzona gotówke, ale zawsze cos jest. Jak sie zbiera wiekszza kowta ok, 1000 to wtedy wrzucam na lokate. Obecnie, zastanawiam się, nad spróbowaniem swoich sil poprzez SFI mbanku, mając na myśli fundusze pieniężne, na początek, mniejszy zarobek, ale tez mniejsze ryzyko straty.

  13. A ze mną jest inaczej :) Prawda jest taka, że zarabiam niewiele i od niezbyt dawna, ale mam mądrą rodzinę. Na 18. urodziny wiele lat temu dostałam sporo pieniędzy, dodatkowo mogłam zlikwidować książeczki oszczędnościowe długoterminowe. Wszystkie te pieniądze zainwestowałam w fundusze akcyjne – kilka razy korzystam ze zgromadzonych środków, a obecnie stanowią one mój fundusz awaryjny (w tej chwili na 3 miesiące, ale ciągle powoli rośnie). Raz nawet byłam zmuszona skorzystać z tych pieniędzy i naprawdę mnie to uratowało. Niestety wydatki mam nieregularne, więc płacenie najpierw sobie skończyć by się mogło głodowaniem pod koniec miesiąca. Jednak w każdym miesiącu odkładam nadwyżki – czasem 200 zł, a czasem nawet 500 czy więcej. Określony cel odkładania pieniędzy powoduje że nie mam problemów z motywacją – zamiast bucików na 200 zł przeliczam tą kasę na pół obiektywu, czy bilet na wakacje. Działa bez pudła :)

  14. O właśnie co jak nie zostaje kasa po opłaceniu rachunków zostaje tylko 300- 400 na jedzenie i życie? Jak coś odłożyć jak co miesiąc nie starcza?

  15. Jak co miesiąc nie starcza można podjąć dodatkową pracę na jakiś czas, ja czasem kupuję różne rzeczy i sprzedaje drożej przez internet.

  16. Ja stosuję podobną zasadę. Podział to 20/80. 20 % na życie, a 80 inwestycyjno-oszczędnościowe. Przyznam szczerze, że jest to bardzo efektywny system, ale wymaga systematyczności oraz rygoru. Szczególnie patrząc z perspektywy ostatnich podwyżek w sektorze spożywczym.

  17. Obawiam się, że jeśli ktoś zaciągnął kredyt w wysokości +/- 50% swoich miesięcznych zarobków podjął decyzję, że go na to stać, więc nie powinien narzekać.

  18. Jebać oszczędności. Ja to pierdole, mój PO to -20% i chuj. Generalnie 120/-20 czyli rozpierdalam 120% swoich przychodów, dzięki 20% które pożyczam. Szczerze? Jebie mnie Wasza opinia, pierdolcie się.