Jak oszczędnie gotować? 12 praktycznych porad.

Autor: admin · 23 odpowiedzi

Dziś, w ramach odskoczni od analizy wydatków (pewnie Was ten temat zaczynał już nudzić, prawda?), wracamy do ulubionego i najstarszego cyklu, czyli praktycznych porad dla oszczędzających.

Dzisiejszy wpis będzie zbiorem porad związanych z jedzeniem i przygotowywaniem posiłków w domu.

  1. Znajdź blisko swojego miejsca zamieszkania tani sklep spożywczy. Ja zawsze rozglądam się za Lidlem lub Biedronką. W tych sklepach za produkty całkiem dobrej jakości płaci się o wiele mniejsze pieniądze niż w innych marketach, a do tego często mają promocję. Poza tym, Biedronka jest chyba dostępna w każdym polskim mieście, a przebywając za granicą zawsze udawało mi się trafić na Lidla.
  2. Planuj posiłki na cały tydzień. Dzięki temu wiesz, jakie produkty musisz zakupić, więc oszczędzisz czas na zakupach, ale także możesz w jedno popołudnie od razu przygotować jedzonko na cały tydzień, a wygenerowany wolny czas wykorzystać wedle upodobań.
  3. Jeżeli znajdziesz w swoim ulubionym sklepie promocję na makaron lub ryż – obkup się w te produkty. Stanowią fundament wielu tanich, banalnych w przygotowaniu oraz smacznych potraw,  a do tego można je dość długo przechowywać.
  4. Przeglądaj sklepowe ulotki. Wielu ludzi uważa ulotki za najgorsze zło… i mają rację. Nikt nie lubi, gdy mu je zostawiają na wycieraczce czy wytkają w skrzynkę na listy. Ulotki mają jednak tę doskonałą zaletę, że z wyprzedzeniem przedstawiają co będzie na promocji. Dzięki temu można świetnie zaplanować posiłki na najbliższy okres lub uzupełnić zapasy.
  5. Gotuj na zapas. Ugotowanie większej ilości potrawy zajmie minimalnie dłużej, niż zwykle, ale za to pozwoli oszczędzić o wiele więcej czasu na gotowaniu w ciągu kolejnych dni.
  6. Jedz więcej zup. Dużo piszę o zupach, ale są to naprawdę tanie, łatwe w przygotowaniu i pożywne dania. Oczywiście, nie samą zupą żyje człowiek, więc odradzam opieranie swojej diety wyłącznie na nich, niemniej jednak na szybko do wielu zup można wkroić paróweczki i będzie smaczna, mięsna wkładka.
  7. Jedz mniej mięsa. Mięso ma swoje zalety, ale także jedną wadę, którą jest jego cena. Można jeść go odrobinę mniej, nadrabiając zdrowymi sałatkami i surówkami warzywnymi.
  8. Nie marnuj jedzenia. Zostało trochę makaronu, ryżu lub ziemniaków z wczoraj? Ryż można dodać do mleka i zrobić zupę mleczną. Ziemniaczki można pokroić w plasterki, dodać cebulki, wbić dwa jajka i podsmażyć na patelni. Do makaronu można ugotować sosik, dodać trochę mielonego mięsa i już mamy coś a’la spaghetti. Opcji jest masa, więc pomyśl, jak możesz wykorzystać resztki. Czasem można użyć resztek z jednego dania do zrobienia zupełnie nowej potrawy! Ogranicza Cię tylko kreatywność… i znajomość książki kucharskiej ;-)
  9. Poszukaj przepisów na tanie potrawy. W sieci jest masa stron i blogów z różnorakimi przepisami na smaczne potrawy. Wystarczy tylko odpalić Google. Ja ze swojej strony gorąco polecam bloga Student Gotuje, gdzie jest masa fajnych przepisów, przetestowanych w praktyce i opisanych w humorystyczny sposób. Przyjemne z pożytecznym.
  10. Maksymalnie wykorzystuj zamrażarkę. 90% jedzenia, które przygotujesz na zapas, możesz bez obaw przechowywać w zamrażarce. Zdziwiłem się, ale nawet zupy można w ten sposób przechowywać! Również, jeżeli utrafisz promocję na mięsko lub mrożonki, warto się w nie obkupić i dopakować do tego cudu współczesnej techniki.
  11. Wypróbuj sklepowe marki produktów, które kupujesz. Często są one nie gorszej jakości od tych markowych, a są zauważalnie tańsze. Poza tym, na półkach hipermarketu często znajdziesz produkty tej samej firmy w różnych opakowaniach: oryginalnym i z marką sklepową. Zatem po co przepłacać?
  12. Jedz mniej na mieście. Jestem fanem jedzenia na mieście, zwłaszcza w Burger Kingu, ale niestety nie jest to ani dobre dla zdrowia, ani dla kieszeni. Dla porównania, za równowartość jednego wypasionego zestawu triple-whooper, można ugotować dwie różne zupy, które zapewnią obiady dla dwóch osób na minimum 5 dni.

I to by było na tyle. Wdrożenie zaledwie kilu rad definitywnie przyniesie Ci oszczędności finansowe, a jeżeli zdecydujesz się obczaić ulotki, zaplanować na ich bazie posiłki, zrobić raz solidne zakupy i postać 3-4 godziny przy garach, to możesz mieć spokój z jedzeniem do końca tygodnia! My z Kasią tak robimy i potwierdzamy: warto!

Czekam na Wasze komentarze, a w międzyczasie lecę na zupkę…

Skomentuj

{ 22 odpowiedzi… przeczytaj lub dodaj własny }

Andrzej Październik 20, 2009 o 20:44

Szczególnie rada nr 11 jest warta wdrożenia. "Zamienniki" często są ułożone w mniej dostępnych miejscach (dolne półki) i nie szukając ich zwykle ich nie zauważamy. Jakość naprawdę jest dobra, co potwierdzam:)

Odpowiedz

Zdzichu Październik 21, 2009 o 01:17

Popieram i stosuję prawie wszystkie z w/w porad. Najtrudniej jest mi gotować na zapas. Najlepiej natomiast wychodzi kupowanie na zapas w promocji. Jak jest dobra oferta kukurydzy w puszcze czy konserwy rybnej to potrafię zaopatrzyć się od razu w 30-50 sztuk i nie raz opróżniam sklepową pólkę :)

Odpowiedz

Magdalaena Październik 21, 2009 o 02:17

Część porad jest sensowna i je stosuję, chwilami wydawały mi się nawet strasznie oczywiste ;-) Popieram szukanie tańszych zamienników , popieram Biedronkę i niestety niejedzenie na mieście (kosztuje, ale jest bardzo fajne).

Dorzucając małą łyżkę dziegciu napiszę tylko, że widać, że jest to plan oszczędzania dla zdrowego zgrabnego mężczyzny ;-)
Ten makaron albo ryż jako podstawa posiłku zupełnie by się dla mnie nie nadawał, bo to zbyt wiele kalorii i węglowodanów. Tak samo tanie przepisy w sieci dotyczą zwykle dań opartych na węglowodanach.

Odpowiedz

Ekologik Październik 21, 2009 o 10:43

Rozsądnie gotując można też zaoszczędzić trochę energii, co jest istotne zwłaszcza wtedy, gdy gotujesz posiłki na elektrycznej kuchence ze zwykłymi płytami grzejnymi. Ja mam akurat taki niefart, że w moim mieszkaniu stoi taka kuchenka… Opracowałem więc taką koncepcję:
* odgrzewam jedzenie w mikrofalówce, bo czekanie na rozgrzanie kuchenki trwa dłużej, niż cykl w kuchence mikrofalowej,
* ziemniaki i inne warzywa gotuję zalewając ciepłą wodą z kranu, gdy mi się spieszy — wrzątkiem z czajnika — znów szybciej gotuje się wodę w czajniku, co powoduje mniejsze straty energii,
* kuchenkę wyłączam (lub zmniejszam moc) na kilka minut przed zakończeniem procesu gotowania, bo ona również wolno stygnie,
* czasem na gotujących się ziemniakach stawiam patelnię z kotletami do odgrzania.

A jeśli chodzi o same kulinaria, to znalazłem kiedyś super książkę w księgarni: "Kuchnia na ciężkie czasy". :)

Odpowiedz

Paweł Kata Październik 21, 2009 o 14:13

Magdaleno, podejrzewam, że oczywistość niektórych porad bierze się u Ciebie stąd, że już masz sprawę przemyślaną i samodzielnie myślisz kategoriami oszczędzania. Jednak nie dla wszystkich Czytelników sprawy są aż tak oczywiste, dlatego staram się przedstawić temat możliwie jak najdokładniej.

Zaskoczyło mnie za to Twoje stwierdzenie: jest to plan oszczędzania dla zdrowego zgrabnego mężczyzny. Muszę przyznać, że jest w nim trochę racji, choć z drugiej strony – planowanie posiłków i zakupów spoczywa w naszym domu na barkach Kasi i dla niej, jako kobiety, nie sprawia taka dieta problemów.

W sumie, jeżeli chodzi o jedzenie i ogólnie sposób odżywiania, to uważam, że liczy się nie tylko co się je, ale także w jakich ilościach, jak często, o jakich porach, o której godzinie jest ostatni posiłek, czy żyje się w stresie oraz prowadzony tryb życia. Nie będę offtopował, bo każdy z nas jest inny i inaczej przyswaja czy reaguje na składniki pokarmowe, ale nie przejmowałbym się aż tak bardzo kaloriami czy węglowodanami.

Ekologiku, masa fajnych pomysłów. Sam z niektórych korzystam, z drobnym dopasowaniem do kuchenki gazowej ;-)

Odpowiedz

agota Październik 22, 2009 o 01:19

A ja to mialam zawsze taki problem że jestem wielbicielem gotowania i smakowania, i uwielbiam dobre jedzenie… A to się z kosztami zawsze wiąże, niestety, bo co tu zrobić jak chce się soczewicy po hindusku czy pierożków chińskich?;) Ale znalazłam złoty środek- jeść mniej, a dobrej jakości. Co oznacza kupowanie po wyższych cenach (a i to nie zawsze!), ale mniej produktów. Najlepsza dieta, a do tego jaka smaczna:) A poza tym warto się też czasem zastanowić, czy faktycznie lepiej kupować chipsy, kolorowe napoje by Coca-Cola Company i nie tylko, sosy w proszku i inne takie, zamiast zdrowych produktów, które nie zaśmiecą nam żołądka i zaspokoją głód na dłużej. I nie podwyższą poziomu cholesterolu, i nie spowodują otyłości, i nie zagrożą rakami, chorobami wieńcowymi i zawałami czy co tam, z czym trzeba będzie latać do lekarza i wydawać fortunę. Trzeba myśleć przyszłościowo, a jakże:)

Odpowiedz

gniotek Październik 23, 2009 o 15:20

Paranoja, człowieku! Oszczędzanie na jedzeniu to najgorszy pomysł, na jaki można wpaść. Trzeba być już naprawdę niezłym desperatem, żeby oszczędzać na jedzeniu. Rozumiem, gdy masz mniej niż 800zł miesięcznie i ledwo starcza Ci na czynsz w jakiejś małej mieścinie – wtedy można stosować te takie Twoje rady i porady itd, ale do choroby jasnej – organizm człowieka to nie maszyna i od niezwykle wielu czynników zależy ochota na dane jedzenie i na dane produkty. Trzeba tu wejść trochę głębiej niż ceny poszczególnych produktów. Ja nie wiem, jak można ryzykować swoim zdrowiem w imię oszczędzenia PARU GROSZY!

Nie wyobrażam sobie, żebym ustalał sobie jadłospis na każdy dzień – to jak w więzieniu albo innym zakładzie zamkniętym, gdzie władze ma pieniądz. To paranoja, naprawdę.

Rozumiem, że fast foody be, restauracje, ale żeby jeszcze wchodzić z butami oszczędności do domowej kuchni? Zamrażanie jedzenia? Kupowanie więcej, bo jest promocja? Przecież to się mija zupełnie z celem oszczędzania. Mam wrażenie, że wpis zupełnie poszedł sobie w kosmos i nie jest o tym o czym powinien być.

"Poszukaj przepisów na tanie potrawy. "
z jednej strony piszesz o oszczędności czasu, potem, żeby szukać przepisów na tanie potrawy – co niestety kawał czasu zajmuje.
Oj kiepsko, kiepsko. Proponuję jeszcze ciut, ciut pomyśleć nad tym wpisem i faktycznie zastanowić się, czy jedzenie i kuchnia to działka, którą powinien zajmować się domowy finansista. A tym bardziej w takim stopniu…

Odpowiedz

lisa0280 Sierpień 12, 2010 o 13:26

a ja uważam, że można oszczędzać na jedzeniu i to nie wcale kosztem zdrowia. wręcz przeciwnie- planowanie posiłków zapobiega kupowaniu czegoś na ostatnią chwilę (często pizzy, batoników albo gotowych półproduktów).
ja często gotuję podwójne porcje, część zamrażam i jak przychodzimy z pracy- mamy gotowy zdrowy i pyszny obiad (przed wyjściem do pracy wyjmuję jedzenie z zamrażarki lub jak zapomnę to ją rozmrażam w mikrofali)

dlatego w zupełności popieram autora :)

Odpowiedz

lisa0280 Sierpień 12, 2010 o 13:30

i jeszcze jako dodatkową opcję oszczędzania polecam zakupy przez internet. ja korzystam ze strony ALMA 24. ustalam sobie limit do wydania, wrzycam interesujęce mnie produkty do koszyka. jak już przejdę przez wszytkie działy- przechodzę do listy zakupów i sprawdzam jaka wyszł

Odpowiedz

lisa0280 Sierpień 12, 2010 o 13:34

wyszła kwota za zakupy. jeśli przekroczyłam budżet- wyrzucam fajerwerki, bez któeych mogę się obyć. jeśli mam jeszcze zapas– dodaję smakołyki. przesyłake mam za darmo, ceny takie jak w osiedlowym sklepiku a dodatkowo zamiast śmigać do sklepu, marnować paliwo, czas na stanie w kolejkach oraz wydać więcej pieniędzy- idziemy z synem na dworek pograć w piłkę albo na rolki.
a w sobotnie poranki, kiedy czekamy na dostawę, mamy chwilę na ogarnięcie mieszkania:)
i jeszcze jeden ważny aspekt- nie muszę wszytkiego dźwigać na 3 piętro:)

pozdrawiam

Odpowiedz

Paweł Kata Październik 24, 2009 o 00:52

Gniotku, dzięki za krytyczny komentarz. Szkoda tylko, że nie uargumentowałeś swojego zdania…

Oszczędzanie na jedzeniu to najgorszy pomysł, na jaki można wpaść.

Dlaczego? Na wszystkim można oszczędzać, na jedzeniu również. Zdziwiłbyś się, ile pieniędzy przecieka ludziom przez palce, bo nie planują posiłków.

organizm człowieka to nie maszyna i od niezwykle wielu czynników zależy ochota na dane jedzenie i na dane produkty.

Właśnie dlatego jest dwanaście porad, z których możesz wybrać te, które pasują do Twojego stylu życia. Możesz także nie wybierać żadnej, jeżeli kłócą się z Twoimi przekonaniami.

Nie wyobrażam sobie, żebym ustalał sobie jadłospis na każdy dzień – to jak w więzieniu albo innym zakładzie zamkniętym, gdzie władze ma pieniądz. To paranoja, naprawdę.

To Ty tak to postrzegasz. Mi planowanie jedzenia na cały tydzień, zakupy raz w tygodniu i gotowanie na zapas w ogóle nie przeszkadza. I nie, nie jest to dla mnie paranoją.

Rozumiem, że fast foody be, restauracje, ale żeby jeszcze wchodzić z butami oszczędności do domowej kuchni? Zamrażanie jedzenia? Kupowanie więcej, bo jest promocja? Przecież to się mija zupełnie z celem oszczędzania.

Tak? To wyjaśnij w jaki sposób mija się to z celem oszczędzania?

“Poszukaj przepisów na tanie potrawy. ”
z jednej strony piszesz o oszczędności czasu, potem, żeby szukać przepisów na tanie potrawy – co niestety kawał czasu zajmuje.

Gniotku, chyba tylko Tobie zajmuje to dużo czasu. Reszta wpisze w Google "tanie gotowanie" czy coś w ten deseń i szybko znajdzie coś do upichcenia. Poza tym nie trzeba szukać przed każdym gotowaniem nowych potraw – można przygotowywać to, co się już potrafi.

Oj kiepsko, kiepsko. Proponuję jeszcze ciut, ciut pomyśleć nad tym wpisem i faktycznie zastanowić się, czy jedzenie i kuchnia to działka, którą powinien zajmować się domowy finansista. A tym bardziej w takim stopniu…

No cóż… może jednak Ty powinieneś się zastanowić nad zabieraniem głosu i udzielaniem rad w tych dziedzinach, skoro sam na swoim blogu przyznajesz się w niedawnym wpisie (cytuję): Brak rozumu oraz moja nieumiejętność myślenia podczas wydawania pieniędzy skutkowała zwyczajną ich stratą.

Odpowiedz

wiedzma Październik 25, 2009 o 16:19

Tak. Bardzo dobre podsumowanie kwestii oszczędzania. Co do zamienników: jak najbardziej polecam! Ja np. czasem lubię zjeść sobie PASTELLE z łososia z Lisnera, w biedronce jest dużo tańsza pod inna nazwą, a w Lidlu jako TOPPO :) smakuje tak samo :P

Odpowiedz

Kornelasty Maj 31, 2011 o 21:41

mam kumpla, który pracuje w fabryce produkującej pastellę – ta z biedronki to jest dokładnie to samo, z tej samej taśmy, tylko pakowana inaczej…

Odpowiedz

gniotek Październik 25, 2009 o 19:33

Uh, Pawle, dziękuję za odpowiedź, naprawdę szczerze ;)
Dobra, ja wyraziłem tylko swoje zdanie, chciałbym się jeszcze ustosunkować do:
"Kupowanie więcej, bo jest promocja? Przecież to się mija zupełnie z celem oszczędzania."
– to jest tak, że jak jest promocja, to ludzie kupują i często przekraczają swój domowy budżet, np. biorąc więcej na kartę kredytową (z myślą, że wychodzą na tym dobrze, bo kupują taniej i więcej) niestety jest nieco inaczej. Tutaj taka pani opisała jak to jest bez karty i tak niestety jest również u wielu moich znajomych – a na tej podstawię sądzę, że u innych też ;)

No i tyle na dzisiaj! Dzięki!

Odpowiedz

misiuziu Październik 28, 2009 o 17:58

Mi się udawało przeżyć za 450 zł miesięcznie (gdzie 200 zł szło na mieszkanie). Co do tego, że na jedzeniu nie powinno się oszczędzać to gówno prawda. Można oszczędzać, nie tracąc na pełnowartościowych posiłkach.

“Kupowanie więcej, bo jest promocja? Przecież to się mija zupełnie z celem oszczędzania.”
Jak do wszystkiego trzeba podchodzić ze zdrowym rozsądkiem. Kupujesz produkty, które mogą długo stać, masz je gdzie przechowywać i wiesz, że i tak byś je kupował. Po za tym – jeśli nie masz pieniędzy, żeby zapłacić za to większą ilość produktów, które chcesz kupić – po prostu Cię na nie nie stać. Zdrowy rozsądek przede wszystkim.

A planowanie posiłków jest w porządku i nie oznacza wcale więzienia. W końcu sam sobie ustalasz co będziesz jadł. Niby nic takiego a naprawdę pomaga zaoszczędzić. Po za tym gotowanie na cały tydzień może być zabawą. Polecam ten wpis.

Odpowiedz

mall Październik 29, 2009 o 15:27

Robienie zapasów np. mięsa do zamrożenia może mieć sens- taką wieprzowinę trzeba by kupić na "górce" :)

Same porady mnie osobiście wydają się być nieco zwodnicze i do pewnego stopnia podzielam sceptycyzm Gniotka.

Moje uwagi:
Ad.1: jak mamy się zdrowiej odżywiać to taniej kupimy warzywa na targu; jest większa szansa na lepszą niż w markecie ceną oraz zdecydowanie większa szansa na to, że będą to warzywa świeże. Rzecz jasna w takiej Warszawie niekoniecznie musi być na targ blisko- i to też należałoby uwzględnić. Targ ma też tą zaletę, że jest możliwość wyselekcjonowania 'dobrego' dostawcy wedle własnego mniemania. Wtedy nawet potargować się można.

Promocje, wyprzedaże, ulotki: tego właśnie bym unikał; takie czasy, że w promocjach lądują często rzeczy na granicy terminów przydatności bądź chybione zakupy marketu. Lepiej samemu decydować co chce się kupić niż zdawać się na sklep.

Planowanie jadłospisu: można zaplanować wszystkie posiłki jeśli ktoś to lubi. Ale można też to zrobić na zasadzie ogólnego planu. Przykładowo: kupię kurczaka, z piersi zrobię kotlety, z udek zrobię kotlety, z reszty zrobię rosołku, a na następny dzień na bazie rosołu zrobię pomidorową. To jest oszczędne, zróżnicowane i zapobiega marnowaniu jedzenia.

Kwestia markowych/niemarkowych produktów. Z jednej strony za markę się płaci. Niemarkowy wydaje się być lepszym, bo tańszym, rozwiązaniem. Ale trzeba mieć na uwadze, że wrażenie smakowe to niekoniecznie wszystko, po czym można poznać dobry produkt w dobrej cenie (w końcu producent robi wszystko, żeby jego kiełbasa bezmięsna smakowała jak mięsna, nieprawdaż?) Tanie kiełbasy puchną, tanie parówki pękają, z szynki leje się woda, a polędwica ma rozmiary schabu sprzed 5 lat :)

Makarony i ryż- same nie tuczą- robią to sosy. Można przygotować przepyszne dodatki do makaronów i ryżu z użyciem małej ilości tłuszczu przy zachowaniu fantastycznego smaku. Większym błędem jest zajadanie się ziemniakami przez wzgląd na oszczędność.

Samo oszczędzanie na żywności jest do pewnego stopnia ryzykowne. Jeżeli nie zachowa się dużej ostrożności zacznie się jeść żywność wysoko przetworzoną i niezdrową po prostu. Efekty tego są niewidoczne przez długi czas, a nieraz nie zdajemy sobie z nich sprawy (ot- nadmierna aktywność i agresywność dzieci odżywiających się śmieciowym jedzeniem).

Odpowiedz

SarahConor Październik 31, 2009 o 19:09

DZISIAJ ŚWIATOWY DZIEŃ OSZCZĘDZANIA!!! HIHIHIH

Odpowiedz

Kura Domowa Grudzień 10, 2009 o 01:19

Ja staram się oszczędzać na jedzeniu, ale staram się robić to rozsądnie. Nie kupuję prawie wcale wędlin, kupuję w np. makro większe porcje mięsa i porcjuję, zamrażam, a potem robię pieczenie do pieczywka np. Wypiekam sama chleb, po zliczeniu kosztów energii, wytwarzam kg bochenek z nasionkami, domowego chleba na zakwasie za kwotę około 1,5 zł (nie wliczam pracy własnej:)) Robię pasztety domowe, pasty różne do pieczywa. Kupuję warzywa raz w tygodniu na rynku gdzie są rolnicy – czyli producenci. Dużo produktów zamrażam, robię gotowane buraczki do zamrażarki, potem mam na szybko, jak gotuję fasolki po bretońsku to zawsze podwójnie i mrożę, bigos podobnie i kapustkę też. Nie kupuję produktów garmażeryjnych, sałatek, surówek, pierogów, kopytek itp. Jak robię pierogi to więcej i mrożę, jak pampuchy to podobnie. Na pięcioosobową rodzinę na samą żywność wydaję około 800 zł czasem mniej jak mam zapasy z poprzedniego miesiąca.

Odpowiedz

Lukasz Grudzień 23, 2009 o 00:18

Popieram @Kurę Domową. Nie ma nic lepszego niż jedzenie przygotowane przez siebie samego z najbardziej podstawowych składników. Wiadomo co w nim jest i że jest świeże.

Jedynym celem jedzenia jest dostarczanie organizmowi substancji potrzebnych do życia i rozwoju. A nie dostarczanie konserwantów, barwników, słodzików, zagęstników i całej "tablicy mendelejewa". Smak i zapach łatwo oszukać i wykorzystują to producenci. Nie zgadzam się z oszczędzaniem jakościowym. Kupuję najlepsze i najświeższe produkty jakie są, cena pełni rolę drugorzędną. Nie obchodzi mnie marka, zawsze czytam skład. Mrożenie, odgotowywanie, podgrzeanie w mikrofali ogólnie mówiąc zabija wartości odżywcze. Generalnie mógłbym pisać wiele na temat zdrowego odżywiania ale to nie czas i miejsce. Zasada jest taka "jestem tym czym jem". Jem dobrze – jestem zdrowy, sprawny, pracuję, zarabiam. Jem źle – choruję, nie pracuję, zarabiam mniej. Trzeba tu dostrzec drugie dno. Wartościowe jedzenie to inwestycja w nasze zdrowie i życie.

Oszczędzać na jedzeniu można tylko ilościowo. Kupować tyle ile się zje gdy jest świeże i nie marnowanie go. Sam zamrażam resztki albo gotuję je na dzień następny w innej postaci. Ale gotowanie na cały tydzień i zamrażanie nie jest dobre. Pozbawia produkty witamin i innych cennych składników.

I naprawdę proszę nie pisz o wkrawaniu parówek do zupy. Nazywanie ich "smaczną, mięsną wkładką" świadczy o Twoim braku wiedzy na ich temat. Parówki to są zmielone odpady, które nie posiadają żadnej wartości odżywczej i nie dają nic oprócz zapchania żołądka. W ogóle odradzam jedzenie parówek (zmielone ścięgna, skóry, tłuszcz, mechanicznie odseparowane mięso) i kupnych pasztetów (tam jest np. zmielona wieprzowa macica).

Podsumowując, uważam, że tanie jedzenie to mit oszczędzania. Ostatecznie obróci się przeciwko Tobie.

Odpowiedz

kryzysowy kucharz Luty 8, 2010 o 11:00

A ja napisałem Kryzysową Książkę Kucharską, w której zebrałem 150 tanich i prostych przepisów. W chwili obecnej umieszczam ją w sieci w formie bloga. Oto adres dla zainteresowanych:
http://kuchniakryzysowa.blogspot.com/

Odpowiedz

chojraczeyna Luty 26, 2010 o 01:58

Lukasz napisał: “jestem tym czym jem”. Jestem jamą ustną? lol Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. Co do oszczędzania na jedzeniu… Wywiązała się tu mała dyskusja na na temat mrożone j żywności. Jestem zdania, że w okresie jesienno- zimowym takie produkty (czyt. gotowe mrożone warzywa- jestem wege) są bardziej wartościowe niż świeże. Mrożone brokuły, fasolka itp. pochodzą ze zbiorów sezonowych, kiedy są najtańsze. Na pewno mają więcej witamin i związków min. niż te świeże, leżące na sklepowych pólkach w grudniu i styczniu. Na tej samej zasadzie w tych miesiącach kupujemy pomidory puszkowe w zastępstwie świeżych (do np. salsy, bo na kanapki te już się nie nadają;)). Ja robię większe zakupy raz na miesiąc. Kupuję wtedy potężne ilości wody min., napojów, serów, śmietan (śmietany mają dość krótki termin ważności, ale taka po terminie " najlepiej spożyć przed:", nieotwarta może dłuższą chwilę postać w lodówce), passat, warzyw w puszkach, mrożonych warzyw, warzyw które można dłużej przechowywać (marchew, kapusta, ziemniaki, cebula, czosnek, itp.), suchych strączkowych, kasz, ryżu i przypraw. Co tydzień, dwa dokupuję rzeczy, które mają mniejszą wytrzymałość na przechowywanie (inne warzywa, mleko, itp.). W ten sposób zawsze mam w domu "bazę". Uwielbiam gotować, próbować nowych przepisów i dzięki bazie zawsze mogę coś "stworzyć";)
Co do biedronek, lidlów i in.- naprawdę lubię sklepy tego typu. Mieszkam obecnie poza Polska i np. w lidlu są warzywa lokalnych producentów, więc myślę, że niewiele gorsze niż te kupowane na targu.
Co d promocji… Jestem wege i tu, gdzie mieszkam obecna jest marka Quorn- produkują naprawdę smaczne "substytuty mięsa". Korzystam z nich nie tylko ze względu na smak, ale i łatwość przygotowania posikłu. Ale wracając do promocji. Paczka kotletów a'la filet z kurczaka kosztuje ok. 2 funtów. Tyle samo "kawałki kurczaka", idealne do fajity, czy gyrosa. Zawsze kupuję ok. 10 paczek tego i tego i wystarcza mi to na miesiąc. Jednak dzięki promocjom nie musiałam ich kupować przez 2 miesiące, bo jednego pięknego dnia;) okazało się, że w sklepie gdzie robię zakupy przez net kotlety kosztują połowę ceny (1 funt), a w drugim, gdzie wpadam na sporadyczne zakupy osobiście w tym samym czasie o połowę obniżono cenę kawałków. W ten sposób za cenę 20 paczek, kupiłam ich40:) Trochę się rozpisałam, ale chciałam udowodnić, że warto być na bieżąco z promocjami:)
Podsumowując: na jedzeniu można, a nawet trzeba oszczędzać:
*śledząc promocje
*nie marnotrawiąc jedzenia
*korzystając z lokalnych i sezonowych produktów (tu kłania sie ekologia;)
*nie ulegając reklamie, nie płacąc za markę/metkę
Ostatni pkt. jest trochę kontrowersyjny, zważywszy że trzeba trochę czasu i pieniędzy poświęcić na odszukanie odpowiednika uznanej firmy, mając na względzie smak, jakość i ilość chemii w produkcie. Według mnie warto:)

Odpowiedz

M.D.M. Kwiecień 17, 2011 o 23:32

biedronka wcale tania nie jest.Jak wszędzie – coś taniej, coś drożej. A takie oszczędzanie jak wyżej, to ja mam przez całe życie.

Odpowiedz

Previous post:

Next post: