Kontynuując cykl omawiania „funduszy”, na które można podzielić swoje oszczędności, dochodzimy do dwóch ostatnich, ale nie mniej ważnych – funduszu rozrywkowego i funduszu planowego. W dzisiejszym wpisie zajmę się tym pierwszym.
Bez owijania w bawełnę napiszę, że każdy z nas potrzebuje rożnego rodzaju rozrywek czy rzeczy materialnych, które pozytywnie wpływają na ego, poprawiają humor, są spełnieniem marzeń czy po prostu chce się je mieć lub ich doświadczyć. Nie mówię teraz o dobrym winie, czy sukience – mam za to na myśli rzeczy nieco droższe, np. konsola do gier, nowa komórka, plazma, boxset filmów o Bondzie na dvd, wyjazd na weekend w jakieś fajne miejsce itp. Gdy standardowy Kowalski upatrzy sobie jakąś taką rzecz, typowym działaniem jest pójście do sklepu i kupienie – bez względu czy za gotówkę, czy (nie polecam) na kredyt. Osobiście nie mam nic przeciwko, ale zachęcam do odkładania zakupów na pewien czas, aby uniknąć kupowania pod wpływem impulsu.
Naturalnie takich rzeczy nie kupuje się codziennie, raczej raz na kilka miesięcy. I właśnie tu z pomocą przychodzi fundusz rozrywkowy, czyli świadomie odkładane pieniądze na przyszłe zachcianki. Muszę zaznaczyć, że dla osoby łatwo poddającej się impulsom w zakupach, ten fundusz do niczego się nie przyda, ponieważ co chwilę będzie na nim magiczne zero złotych. Za to dla osób, które sprawiają sobie droższe rzeczy raz na jakiś czas (czyli między innymi mnie), jest to doskonały sposób na – z jednej strony – łatwiejsze sfinansowanie zakupu, a z drugiej – na znacznie mniejsze obciążenie bieżącego budżetu.
Skąd pomysł na ten fundusz? Kilka razy zdarzyło mi się, że znalazłem się w sytuacji, w której kupno rzeczy praktycznie wyczyściło moje konto prawie do cna i ciesząc się nowym nabytkiem (najczęściej nową komórką), praktycznie „leciałem na oparach” (wiem wiem, bezmyślne, ale co poradzić – taki kiedyś byłem). Raz sprawa poszła dość daleko, bo jeden z moich pracodawców spóźnił się z wypłatą i zostałem praktycznie bez pieniędzy. Od tamtej pory postanowiłem, że będę odkładał na zachcianki, bo nawet jeżeli nie opłacę ich z tego funduszu w całości, to w podobnej sytuacji zostanie mi na chociaż na jedzenie ;-)
Reasumując, jesteśmy ludźmi i lubimy rzeczy materialne. Mając tego świadomość, uważam, że lepiej zawczasu przygotować się na wydatki, które i tak poniesiemy – będzie wtedy po prostu łatwiej. Pozostaje pytanie: ile odkładać? Ja na ten cel przeznaczam 1/5 oszczędności i póki co jest to część prawie idealnie dopasowana do moich potrzeb. Bez najmniejszego problemu jednak mógłbym zmniejszyć tę wartość lub nawet na pewien czas sprowadzić do zera, jeżeli zaszła by taka potrzeba. Uważam też, że wszystko zależy od tego co kogo interesuje. Sugerowałbym jednak, aby nie przekraczać poziomu 20% oszczędności, bo – jak by nie było – o wiele ważniejsze jest zbudowanie finansowej ochrony i pomnażanie oszczędności, niż rozrywka.
Przynajmniej dla kogoś, kto poważnie myśli o niezależności finansowej…
Chyba muszę wydzielić z oszczędności jakiś budżet na zachcianki. Bo z jednej strony lubię sobie robić frajdę zakupami a z drugiej — jak zrobię dwie osobne kupki pieniędzy, nie wydam na zachcianki pieniędzy, które mają służyć do czegoś innego.
Dobrze, że trafiłem na tego bloga trochę szkoda, że tak późno. Po przeczytaniu Twoich wpisów w końcu jakoś uporządkowałem swoje nadwyżki finansowe :)
Również stosuję podział oszczędności na różne "fundusze". Mój fundusz rozrywkowy jest chyba bardziej skrupulatny, bo dzisiaj kupując kawę za kilka złotych wziąłem na to pieniądze z funduszu rozrywkowego.
dobry post. Nie tak dawno poruszałem tematykę "Funduszu rozrywkowego" na moim blogu.
Jednak ja nie stosuję się aż tak rygorystycznie jak mój poprzednik (Adaw W.) i nie wydzielam sobie kilku złotych na małe zakupy. Chociaż jest to postawa godna pochwały. Ja jednak wiem, że nie dałbym rady już po kilku dniach.
@ Krzystof Lis – wszyscy jesteśmy ludźmi i lubimy sprawiać sobie prezenty, chodząc na zakupy. Jednak polecam utworzyć taki fundusz, aby nie "przechulać" pieniędzy, które mamy zamiar odłożyć na ważniejsze cele, takie jak np. niezależność finansowa, czy studia za granicą.
@ adalis – ten blog to obowiązek przy tworzeniu budżetu domowego. I lepiej późno niż wcale :)
Pozdrawiam, a co do samego tematu to zgadzam się z bloggerem, iż 20% – 25% to skrajny poziom zaangażowania naszych oszczędności (przynajmniej w moim wypadku). Jeżeli jednak ktoś liczy tak bardzo skrupulatnie to ten procent mozna nieznacznie zwiększyć, wg mnie.
a jak sie autor bloga ustosunkuje do takich mozliwosci jak:
30 x rata 0 proc. ???
de facto w zwiazku z postepujaca inflacja placimy wtedy jakby mniej za dany przedmiot. Z ekonomicznego punktu widzenia taki zakup bylby oplacalny. Czyz nie?
Adamie, nie ma co być aż tak skrupulatnym. Nie powiem, jest to godne uznania podejście, ale na dłuższą metę ja bym zwariował, gdybym miał się aż tak rozdrabniać przy każdej kawie, batoniku czy burgerze. Uważam, że skuteczne oszczędzanie jest odwrotnie proporcjonalne do ilości upierdliwości, którymi musimy się uporać, a które są z tym oszczędzaniem związane. Im mniej drugiego, tym łatwiej idzie pierwsze.
he?, nie ma czegoś takiego, jak raty zero procent. To chwyt marketingowy i nic więcej. Predzej czy później pojawią się jakieś koszty: albo wliczone w cenę produktu (czyli łakusisz się na droższy telewizor lub możesz go gdzieś indziej kupić taniej), albo w formie np. dodatkowego ubezpieczenia rat.
Słusznie zaobserwowałeś sytuację: kupujesz w Media Markt super plazmę za powiedzmy 8 kafli. Masz 30 rat 0%, czyli technicznie spłacasz TV przez 2.5 roku, po 267 pln/miesiąc. W ciągu tego czasu inflacja zeżre pewną część wartości tych ośmiu kafli i gdy już spłacisz widziadło dokładnie o tę wartość Media będzie w plecy, a Ty do przodu.
I teraz haczyk: czy myślisz, że Media czy ktokolwiek inny mogą sobie pozwolić na taki ruch?
Ja w to szczerze wątpię.
@gma: Sieci handlowe mają wkalkulowaną zmianę wartości pieniądza w cenie sprzedawanego sprzętu. Najczęściej towary oferowane w sprzedaży ratalnej bez kosztów są po prostu droższe.
Taki fundusz rozrywkowy to bardzo fajna sprawa.Z jednej strony ochroni oszczędzającego przed nadmiernym chorobliwym skąpstwem, a z drugiej będzie blokował niepohamowane pokusy wydawania pieniędzy na ciekawe gadżety, które znacznie poprawiają samopoczucie i samoocenę.
Pingback: Fundusze Oszczędnościowe – Podsumowanie — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...