autor: artbyheather | źródło: flickr.com

Dlaczego budżet domowy nie działa i co z tym zrobić?

Autor: Paweł Kata - Opublikowano: 17 lutego, 2010 · 26 odpowiedzi

Wiadomo, czym jest budżet domowy: plan przychodów i wydatków osoby czy rodziny w danym okresie. Ile osób posiada budżet domowy? Niewiele. Znakomita większość społeczeństwa woli żyć z dnia na dzień, wydawać więcej, niż zarabia, i tym samym pakować się w długi.

Czy budżet domowy byłby dla takich osób rozwiązaniem? Byłby. A czy będzie? Szczerze wątpię.

Powód tego stanu rzeczy jest banalny: budżetowanie wymaga od nas systematycznego, dodatkowego działania. Nawet, jeżeli ktoś sporządzi budżet, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że przestanie go doglądać w ciągu najbliższych trzech miesięcy, ponieważ… musiałby go doglądać. Dodatkowa czynność. Kto ma na nią czas?

Właśnie dlatego budżetowanie nie działa, a raczej działa tylko w teorii. W praktycznej aplikacji przeszkadza po prostu ludzka natura.

Jak sobie z tym poradzić? Trzeba wszystko możliwie jak najbardziej uprościć i zautomatyzować. Jak mawiają amerykanie, musisz „usunąć siebie z równania”.

Oto 6 prostych kroków do stworzenia Domowego Systemu Finansowego:

  1. Określ swoją sytuację finansową. Osobno przychody: wypłata, projekty, kontrakty, dochód pasywny, umowy o dzieło/zlecenie itp. Osobno koszty stałe: czynsz, rachunki, raty kredytów, abonamenty, prenumeraty itp.
  2. Zdecyduj jaką część przychodów chcesz oszczędzić. Nie ważne, czy będzie to 20%, 10% czy tylko 1%. Jeżeli jeszcze nie oszczędzasz, każda ilość będzie dobra na początek. Nie wiesz po co oszczędzać? Przeczytaj ten wpis.
  3. Ustal zlecenie stałe na przelewanie oszczędności na rachunek oszczędnościowy. Najlepiej, żeby odbywało się to 3-4 dni po zwyczajowej dacie otrzymania wypłaty, aby uniknąć przerw weekendowych czy drobnych opóźnień. Jeżeli możesz, załóż przy okazji subkonta dla czterech funduszy oszczędnościowych i przekierowuj odpowiednią porcję oszczędności na każde z nich.
  4. Zapłać wszystkie rachunki. Idealnie było by znaleźć taki dzień w miesiącu, w którym można by jednocześnie zapłacić wszystkie rachunki, najlepiej korzystając ze stałych zleceń. Jeżeli jest to możliwe – super, jeżeli nie, wszystkie, które „odstają” terminami, będzie trzeba zrobić ręcznie.
  5. Określ kwotę, która pozostaje do Twojej dyspozycji. Wystarczy znajomość matmy z podstawówki: przychody – (koszty stałe + oszczędności).
  6. Kwotę z punktu 5 wypłać z bankomatu… i przeżyj za te pieniądze do następnej wypłaty, starając się w miarę możliwości prowadzić styl życia tak, jak dotychczas. Może kilku rzeczy trzeba będzie sobie odmówić, ale lepsze to, niż państwowa emerytura na starość. Oczywiście, w przyszłym miesiącu (lub po kolejnej wypłacie) ten punkt to jedyne, co musisz wykonać. Jeżeli nie czujesz się komfortowo z gotówką (a są powody by to właśnie z niej korzystać), będziesz musiał założyć osobne konto z kartą debetową, w której nie można wydać więcej, niż zgromadzone na nim środki i tam zlecić automatyczne przelewanie obliczonej kwoty.

Punkt dodatkowy: w przypadku dużych wydarzeń finansowych, takich jak podwyżka czy koniec spłaty zadłużenia, zmodyfikuj system tak, aby odzwierciedlał on zmianę sytuacji. Raz na kwartał kontroluj, czy wszystko jest OK.

I to wszystko. Bez comiesięcznego dłubania w papierkach, bez śledzenia wydatków, bez zbierania paragonów, bez wpisywania numerków w arkusze czy oprogramowanie finansowe, bez stresowania się, bez dodatkowych czynności.

Domowy System Finansowy to sztandarowy efekt praktycznego zastosowania jednej z najwspanialszych zasad, którą poznałem i którą kieruję się w moim życiu:

„Zrób raz, korzystaj cały czas”.

Prościej się już chyba nie da.

Zorganizowanie Domowego Systemu Finansowego nie powinno w sumie zająć więcej, niż 3 godziny, uwzględniając przewracanie papierków, założenie subkont do oszczędzania, telefonowanie do banku, zdefiniowanie przelewów i wypłatę pieniędzy. Również, pierwszy miesiąc od wdrożenia Domowego Systemu Finansowego może stanowić tzw. okres adaptacyjny, w którym trzeba będzie zwracać nieco baczniejszą uwagę na co wydaje się pieniądze, ale potem już powinno być OK.

Reasumując, jeżeli po przeczytaniu powyższego wpisu uznasz, że te 3 godziny to dla Ciebie za dużo czasu i pracy, to bądź tak miły, zamknij tę stronę i kuknij co leci w TV.

Całą resztę Czytelników zapraszam do dyskusji.

Zobacz też:
  Podobał Ci się wpis? To już teraz zasubskrybuj kanał RSS!

{ 25 odpowiedzi… przeczytaj lub dodaj własny }

grapkulec Luty 17, 2010 o 8:18 am

przyznam się bez bicia, że na początku zrobiłem sobie wypasiony arkusz w excelu, który miał mi pomóc w utrzymaniu budżetu. szybko jednak się tym znudziłem bo tak jak piszesz jego aktualizacja wymagała czasu który wolałem spędzić oglądając filmy. musiałem więc opracować sobie inny sposób panowania nad finansami.

założyłem maksymalną ilość subkont dostępną w mBanku (4 emaxy i 4 emaxy plus) i zdefiniowałem automatyczne przelewy pomiędzy nimi. do tego oczywiście przelewy dotyczące rat, opłaty za internet, czynsz, itp. generalnie teraz wygląda to tak, że 2 dnia każdego miesiąca moje podstawowe konto jest prawie puste. zostawiam sobie na nim tylko 100PLN na bieżące wydatki. jeśli coś z tej stówki wydam (fajki, cola, itp) to uzupełniam do 100 PLN przelewając kasę z subkonta. dzięki temu cały czas mam świadomość, że natychmiast mam dostępne tylko 100PLN więc nie grozi mi atak shopingowy. oczywiście w sytuacjach gdy wiem, że będę potrzebował więcej kasy to przelewam sobie odpowiednią sumę, ale tak na codzień to moje konto posiada salso 100PLN.

dla mnie taki system jest prostszy i łatwiejszy do utrzymywania niż żmudne notowanie wszystkich wydatków w tabelkach. i co najważniejsze działa bo odkąd go wprowadziłem nie zdarzyło się abym na koniec miesiąca spadł poniżej finansowego zera.

takie wpisy jak ten są dobre bo jeśli ktoś zaczyna planować to może spróbować takich właśnie gotowców. później się okaże czy nam to pasuje czy nie, najważniejsze to nie zarzucić kontroli swoich finansów jeśli nam coś nie gra tylko odpowiednio zmodyfikować system pod swoje potrzeby i warunki.

Odpowiedz

Kamil Luty 17, 2010 o 8:56 am

U mnie skutkuje inny system, już od pół roku prowadze właśnie taki fajny arkusz kalkulacyjny, gdzie wpisuje każdą wydaną złotówkę ;) system opisany w artykule dla mnie sie nie sprawdza, bo mam tylko jedna opłatę stałą za Internet, reszte i tak musze robić ręcznie, ale korzystam tez z zasady, najpierw płać sobie i zawsze prosto po wypłacie odpowiednia kwota wedruje na fundusz awaryjny i oszczednościowy ;) imho prowadzenie excela z wydatkami i przychodami nie jest takie trudne, szczerze, to wymaga 2-3 minut dziennie, w moim wypadku moze 5 minut bo dziele wszystkie zakupy na kategorie i nie wpisuje wartosci całych paragonow ;)

Odpowiedz

grapkulec Luty 17, 2010 o 9:07 am

@Kamil

czuwanie nad takim excelem to nie katorga, 5 czy 10 minut wieczorkiem to jest nic w porównaniu do tego co możemy zyskać. u mnie jednak problem polega na niestety masakrycznym lenistwie. dlatego wolę ograniczać sobie dostęp do kasy niż skrupulatnie notować wszelkie wydatki. poza tym po tygodniu emocjonującego notowania zestawu: cola, guma do żucia i fajki miałem dość budżetowania. stąd mój sposób na kontrolę finansową.

ale jak to mówią hamerykanie: „whatever floats your boat” więc każdy sposób jest dobry żeby okiełznać swój portfel.

Odpowiedz

Lukasz Luty 17, 2010 o 10:07 am

Ja tez posilkuje sie arkuszem w Excelu. Ale nie planuje wydatkow z gory tylko je raczej kontroluje na biezaco. Jak trzeba cos kupic to kupuje i sie nie zastanawiem za wiele bo z natury jestem oszczedny i minimalistyczny. Wiec skoro juz cis kupuje to naprawde tego porzebuje. Po kazdych zakupach 2 minutki poswiecam na wbicie rachunkow do „systemu” i koniec. Wszystkie sumy i wykresy generuja sie automatycznie i potem widze ile wydalem w miesiacu, roku, czy byl wzrost zarobkow, wydatkow, w jakiej kategorii itd. Robie to juz 3 lata i smialo moge powiedziec ze sie sprawdza, wiem co pochlania moje pieniadze i gdzie szukac oszczednosci.

A telewizora nie mam :(

Odpowiedz

Menedżer Luty 17, 2010 o 11:43 am

Robię trochę inaczej – zakładam sobie budżet na dany miesiąc na wydatki „na życie” i nie przekraczam go więcej niż o 10%.

Natomiast jeśli chodzi o wydatki sezonowe lub jednorazowe (gwiazdka, nowe ciuchy, jakiś kurs albo szkolenie itd.) to zbytnio się nie przejmuję budżetowaniem, tylko poprzedzam zakup refleksją czy i ile czegoś potrzebuję oraz jakiej jakości. Dalej to już tylko szybki shopping i po sprawie. Na moje szczęście zakupów nie lubię.

Odpowiedz

seb2k6 Luty 17, 2010 o 12:18 pm

Ja notuje w excelu godziny pracy (bo mam płacone za ilość godzin) więc przy okazji w każdym miesiącu robię tabelkę z dochodem i listą koniecznych wydatków. Dopisując pozycję do listy od razu widzę ile mi zostaje i w ten sposób planuje dany miesiąc. Robię tak od 2 lat i naprawdę to nic wielkiego, dosłownie wystarczy czasem minuta dziennie :) No ale ja lubię sobie takie tabelki robić więc dla mnie to sama przyjemność. Szkoda tylko, że oszczędzanie zacząłem dopiero od niedawna… wcześniej to było głównie planowanie budżetu na różne tańsze lub droższe zabawki elektroniczne i hobby :)

Odpowiedz

Kamil Luty 17, 2010 o 12:37 pm

@grapkulec

jakbys tak sobie przez tyen miesiac policzyl ile na te fajki i cole wydajesz to bys docenił ten arkusz ;)) to tak offtopicowo ;)

Odpowiedz

Magdalaena Luty 17, 2010 o 12:41 pm

Jak dla mnie ten system byłby masakrycznie nieefektywny.

Po pierwsze – po co płacić rachunki wcześniej niż przypada ich termin płatności ? nie lepiej, żeby pieniądze leżały i procentowały u nas ?
To samo z gotówką – jaki jest sens trzymać kasę w skarpecie zamiast płacić tam gdzie się da kartą kredytową i korzystać z odsetek przez grace period ?

Zresztą w ogóle nie podoba mi się ten brak elastyczności w miesięcznych wydatkach zakładający albo jakieś totalne uśrednienie potrzeb albo zaawansowany zakupoholizm, który nie pozwoli nie wydać na cokolwiek pieniędzy, które są dostępne.
To drugie IMHO jest bardzo poważnym problemem z zakresu psychiki i wymaga działań naprawczych przede wszystkim w tej dziedzinie.
A przeciętny człowiek nie ma chyba aż tak bardzo uśrednionych potrzeb, żeby określić dokładnie kwotę, którą potrzebuje na życie w konkretnym miesiącu.

Odpowiedz

seb2k6 Luty 17, 2010 o 12:48 pm

Na życie (opłaty, jedzenie, transport, drobne wydatki domowe itp) to chyba wiadomo ile się wydaje pieniędzy więc w czym problem określić to w budżecie ? :) Jak jest z tym problem to wystarczy sobie 1 lub 2 miesiące zapisywać wydatki i zobaczyć na co i ile wydajemy… Płacenie rachunków pół roku wcześniej jest bez sensu ale np tydzień wcześniej nie robi żadnej różnicy a przynajmniej zaoszczędza czasu jak jest zautomatyzowane.

Odpowiedz

grapkulec Luty 17, 2010 o 1:02 pm

@Kamil

ile wydaje na fajki to akurat wiem bo za każdym razem jak kupię paczkę to przelewam sobie tyle samo na osobny rachunek :)

@Magdalaena

ja rachunki płacę przelewami automatycznymi drugiego dnia każdego miesiąca. wolę mieć to z głowy jak najszybciej, nawet jeśli termin płatności wypada koło 20-tego. poza tym ile ci zaprocentuje 90 PLN abonamentu za internet przez te kilka dni? a tak to płatności są załatwione i cała reszta zostaje na tzw. „życie”.

Odpowiedz

Magdalaena Luty 17, 2010 o 1:22 pm

@grapkulec – a skąd wiesz, ile masz zapłacić ? u mnie rachunki przychodzą kilka dni przed terminem płatności.

@seb2k6 – od lat notuję wydatki i dlatego wiem, że właśnie te „na życie” najbardziej się różnią. IMHO nie ma sensu
- ani wypłacać więcej pieniędzy, jeśli w danym miesiącu nie miałabym ich wydać
- ani rezygnować z potrzebnych rzeczy, bo akurat przekroczyłam ten sztuczny limit i ryzykować, że za miesiąc danego towaru już nie będzie w sklepie.

Odpowiedz

seb2k6 Luty 17, 2010 o 1:30 pm

Zależy co się rozumie przez wydatki na życie. Ja akurat nie znam potrzebnej mi rzeczy, której nie kupiłbym w dowolnym miesiącu w roku :) Co do wypłacania pieniędzy (jakiejś tam wyliczonej sumy) i używania gotówki to ja też się z tym nie zgadzam bo karta jest po prostu o wiele wygodniejsza i zapewne bezpieczniejsza…

Odpowiedz

grapkulec Luty 17, 2010 o 1:36 pm

@Magdalaena

internet, komórka, raty – to są stałe kwoty. opłaty mieszkaniowe typu czynsz, woda, prąd też mam mniej więcej stałe ewentualnie lekko nadpłacam więc też nie ma problemu. zresztą jakby na rachunku było parę złotych więcej to jaki problem zrobić dodatkowy przelew?

skłaniam się do jak największej automatyzacji tego co obowiązkowe chociażby z tego powodu żeby o czymś nie zapomnieć. oczywiście to zależy jakie mamy te rachunki do płacenia, ale w moim przypadku akurat taki system zdaje egzamin.

Odpowiedz

seb2k6 Luty 17, 2010 o 1:39 pm

@Magdalaena zawsze możesz nam opisać swój sposób na budżet domowy – nikt nie napisał, że to co zostało tu przedstawione jest jedyną słuszną drogą dla wszystkich ;)

Odpowiedz

Paweł Kata Luty 18, 2010 o 8:51 am

Uważam, że podstawą budżetowania jest wytrwanie w systematyce. Jeżeli ktoś potrafi znaleźć motywację do tego, żeby wpisywać cyferki w arkusz to szczerze gratuluję – naprawdę niewiele osób ma taką wytrwałość. Sam robiłem coś takiego przez kilka miesięcy (badając wyłącznie moje wydatki) i wiem, że nie jest łatwo wytrwać. Gdy tylko rozpoznałem moje wzorce posługiwania się pieniędzmi, już nie musiałem ich śledzić, więc na razie nie śledzę…

Dla wszystkich pozostałych (czyli jakichś 98-miu procent), automatyzacja jest kluczem do ogarnięcia tej dziedziny. Dla mnie fakt, że stracę 2.50 w sumie na odsetkach miesięcznie nie robi większej różnicy. Wolę to, niż co miesiąc siedzieć po pół godziny nad kalkulacjami. Powód? Więcej zarabiam w pół godziny, niż tracę miesięcznie na odsetkach.

Magdalena i Kamil zdają się należeć do tych 2% systematycznych ludzi. Z chęcią poczytałbym o ich podejściu: dlaczego tak robią? jakie mają z tego wymierne korzyści? czy gdyby zautomatyzowali swoje finanse straciliby aż tak dużo w odniesieniu do bycia systematycznym i dokładnym? Dajcie znać :-)

P.S. Wywiązała się świetna dyskusja! Dziękuję Wam serdecznie za udział w niej :-)

Odpowiedz

grapkulec Luty 18, 2010 o 9:06 am

dla mnie osobiście największą zmorą nie są przypadkowe wydatki, ale cykliczne opłaty, których nie mogę zrealizować automatycznie, na przykład bilet miesięczny MPK. co parę dni się zastanawiam czy to już pora na odwiedziny w automacie czy jeszcze nie. efektem jest to że parę razy jechałem do pracy bez ważnego biletu bo akurat wtedy o tym zapomniałem. pewnym rozwiązaniem byłoby kupić raz a dobrze czyli na cały rok, ale to z kolei jest jednorazowe sypnięcie tysiącem PLN. niby się to kalkuluje bo oszczędzam wtedy rocznie około 100PLN, ale jednak na razie nie mogę sobie wygospodarować tego tysiaka na ten cel (kto czytał mojego bloga ten wie gdzie jest uwięziona moja kasa :). póki co tę sprawę rozwiązałem tak, że ustawiam sobie przypomnienie w komórce i mam nadzieję, że to pomoże zminimalizować ryzyko jazdy bez biletu.

Odpowiedz

Magdalaena Luty 18, 2010 o 12:54 pm

Dla mnie przede wszystkim codzienne notowanie wydatków nie jest jakimś szczególnym wysiłkiem czy problemem. Ot siadam i raz dwa wpisuję do arkusza wydatki, kartę kredytową, sprawdzam stan konta i wartość FI, kursy NBP walut.
Jedyne uproszczenie polega na notowaniu jedzenia zbiorczo (chociaż akurat teraz notuję sobie dokładnie przez dwa miesiące, bo chcę poznać strukturę wydatków). Dzięki temu wiem, ile będę potrzebować na przyszłość, ile wydam, na jakie wakacje mogę sobie pozwolić.
Może sekretem jest to, że zaczynałam notować wydatki w liceum jak miałam mały budżet i mało wydatków. Z coraz bardziej wyrafinowanych arkuszy korzystam od kilkunastu lat i miałam możliwość dopasować je do swoich potrzeb.

Odpowiedz

Richmond Luty 18, 2010 o 1:09 pm

Prowadze arkusz z budzetem od kilku lat. Sciagnelam gotowy wzor ze strony o oszczedzaniu, zmodyfikowalam i kopiuje teraz kolejne arkusze z nowymi miesiacami.

Arkusz jest dosc szczegolowy, ale nie bawie sie w rozdrabnianie. Na przyklad zakupy w markecie sa u mnie kategoria jedzenie i wpisuje po prostu cala kwote. 99% transakcji jest begotowkowych, wiec nie mam problemu z zapisywaniem wydatkow, po prostu robie eksport wyciagu z konta bankowego i wpisuje kolejne wydatki. Te co sa w gotowce wrzucam w kategorie: wyplaty z bankomatu -drobne i nie wnikam na co dokladnie poszly. Mam bardzo malo takich transakcji i nie mam problemu z ich kontrola.

Koszty utrzymania i jedzenia sa co miesiac praktycznie stale, wiec nie ma niespodzianek. Wydatki typu ubezpieczenie samochodu raz w roku planuje z gory i nie sa zaskoczeniem.

Mysle, ze poswiecam dwa razy po 20 minut miesiecznie na budzetowanie. Czasami wystarczy zrzucic wydatki z konta raz w miesiacu. Oszczednosci i inwestycje tez sa planowane w budzecie.

Dzieki temu wiem na czym stoje z gory, nie musze sie niczym martwic i wiem na co moge sobie pozwolic.

Do tego wszystkiego duze wydatki planuje tak, zeby odlozyc maksymalnie okres splaty, czyli zongluje kartami kredytowymi w zaleznosci od okresu rozliczeniowego. Wspomniane ubezp. samochodu zawsze odnawiam tego samego dnia, wiec wiem z gory na ktora karte kredytowa moge je wrzucic, zeby maksymalnie przesunac okres splaty.

Odpowiedz

Kamil Luty 18, 2010 o 1:31 pm

Hmm korzyści z wypisywania ile na co wydałem, to dla mnie maja raczej wymiar psychologiczny, jestem człowiekiem, do którego najlepiej przemawiają cyferki i lubuje się w różnego rodzaju statystykach ;) poza tym plan był taki aby wiedziec ile w miesiącu jestem w stanie zaoszczędzić i gdzie te pieniądze idą, dlatego obok wydatkow mam tez wypisane wszyskie depozyty ;) nie mam problemów z zakupem niepotrzebnych rzeczy, dlatego taki arkusz raczej funkcji kontrolnej dla mnie nie pełni, w zasadzie to nawet bylem zaskoczony jak mało na wyzywienie dwoch osob wydajemy, a nie oszczedzamy praktycznie na niczym ;)

te kilka minut dziennie to zaden problem, ale ja nawet sobie codziennie spisuje w oddzielnym arkuszu wartosci jednostek SFI wiec normalny raczej nie jestem ;) kazdy ma tam jakies swoje cele i powinien robic to co pomaga mu je osiągnąć :)

Odpowiedz

Richmond Luty 18, 2010 o 2:11 pm

Nie przejmuj sie, nie jestes sam. Ja spisuje codziennie na koniec dnia ceny swoich akcji, a dokladnie bid price. Historyczne dane podaja srednia cene, a nie ma nigdzie ceny sprzedazy. Ale to tez zajmuje moze z 2 minuty.

Odpowiedz

Kamil Luty 18, 2010 o 2:38 pm

Dobrze wiedzieć, że nie jestem sam ;) u mnie to ma tez o tyle spore znaczenie, ze moje co miesięczne zarobki potrafią się dosyć znacznie różnić, a do tego dochodza jeszcze rożne mniejsze kwoty z innych okazji ;-) zapisując wszystko, zawsze mam to pod kontrolą :)

poza tym taki arkusz tez się w przydaje do zarządznia płatnościami, do poszczegolnych dni miesiaca zapisuje komentarze o terminach platnosci otrzymanych faktur (internet itp.), tak żeby zawsze zapłacić gora 2-3 dni wczesniej niz termin platnosci :) nie przemawia do mnie ustawianie zleceń stałych, może to i automatyzuje, ale ja nie lubie jak moje pieniadze same sobie gdzieś wędrują, wole to nadzorować :P

ps. grapkulec, jak masz problem z biletem to kupuj zawsze na koniec miesiąca, nie wiem jak u Ciebie, w Gdansku bilet jest na miesiac, to wiadomo ze pod koniec miesiaca zawsze trzeba doładować ;-)

Odpowiedz

Magdalaena Luty 18, 2010 o 3:22 pm

Do innych nadgorliwych !
czy udało się Wam zrobić aktywny link do arkusza kalkulacyjnego z tabeli SFI ?
Mam taki arkusz z kursami walut NBP i w tabelce bilans od razu pokazuje mi się, ile jest wart danego dnia mój portfel walut – a ja tylko spisuję tę kwotę.
A przepisywanie danych z SFI robi się męczące odkąd mam ich coraz więcej.

Odpowiedz

seb2k6 Luty 18, 2010 o 4:11 pm

Ja też sobie zapisuje operacje na moich SFI w excelu więc to chyba nic nienormalnego :) Nie robię tego codziennie tylko jak ciekawi mnie aktualna wartość jednostek, przepisuje ze strony i wiem na czym stoje. Dla mnie jest to wygodniejsze niż logowanie się do mbanku i sprawdzanie. Poza tym mbank zawsze jest opóźniony z wycenami :)

A zapisywanie wydatków to dla mnie niepotrzebna rzecz. Jak ma zaplanowany budżet to wiem ile na co moge wydać i to robie, nie wiem do czego mogłoby mi się przydać archiwum zakupów :)

Odpowiedz

AbramK Luty 20, 2010 o 2:04 pm

Odnośnie pkt. 4 – ja postanowiłem płacić rachunki w ostatnim dniu wymagalności zapłaty. Nie obawiam się weekendów, czy świąt, bo w moim banku system sam robi przelew przed ustalonym, wymaganym terminem. Nigdy nie dostaję wcześniej żadnego wynagrodzenia czy nadgodzin, dlaczego więc sam mam komuś robić frajdę i płacić wcześniej? Nadmienię, że absolutnie nie dezorganizuje mi to domowego budżetu (który skrupulatnie prowadzę od trzech lat).

Odpowiedz

Kasia Maj 2, 2010 o 3:19 pm

Ja zaczelam wypisywac swoje wydatki 3 lata temu kiedy zostalam bezrobotna i utrzymywal nas tylko moj owczesny partner. Dzis pracuje i mieszkam sama, wiec mam totalna kontrole nad domowym budzetem (w koncu nie mozna kontrolowac kazdego wydatku partnera). Niedawno wrocilam do moich comiesiecznych ‘wyliczen’. Pierwszego miesiaca zatrzymalam wszystkie rachunki ze sklepow i przeanalizowalam je na koniec miesiaca. Podkreslilam na pomaranczowo te produkty, ktore kupilam w niekorzystnej cenie, takie, ktorych na koniec nie zjadlam (zmarnowalam) oraz te, ktore po prostu wydaja mi sie zbednym wydatkiem. Przy tym nie skapilam sobie na ulubione produkty (nie myslcie, ze az tak oszczedzam na jedzeniu). Podkreslonych produktow juz nie kupuje. Teraz zapisuje moje wydatki w kategorie: czynsz i oplaty, dojazdy do pracy, jedzenie, ciuchy, kosmetyki, domowe (prod. czystosciowe, dekoracyjne, nowy czajnik itp.), oplaty za komorke, jedzenie na miescie, imprezy i alkohol, inne. Wyplate mam co tydzien, tego samego dnia ”recznie” przelewam sobie czesc pieniedzy na konto oszczednosciowe (nie automatycznie, bo zdarza sie ze mam malo na koncie, np w tygodniu, w ktorym place za czynsz), jest to 3o% moich zarobkow…

Odpowiedz

Skomentuj

Zasady komentowania w skrócie: nie obrażaj innych, nie prowokuj kłótni, pisz na temat, nie reklamuj niczego, nie używaj słów kluczowych w podpisie. Komentarze łamiące zasady będą moderowane. Szczegóły w Polityce Komentowania.

{ 1 trackback }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: