Dave Ramsey to facet, którego nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać na blogu finansowym. Napiszę tylko, że jest autorem ponad dziesięciu książek o finansach osobistych, prowadzi kursy, program radiowy i doradza. Zasłynął jako propagator kredytowej kuli śniegowej, o której niedawno wspominałem na blogu.
Dlaczego o nim piszę? Otóż Dave opracował interesujący program dla osób zainteresowanych finansowym stanięciem na nogi, który moim zdaniem po drobnych przeróbkach, jest bardzo przydatnym planem, możliwym do zastosowania także w polskich realiach.
Program nazywa się „Siedem małych kroczków”, skierowany jest raczej do rodzin, które wpadły w sidła typowego, konsumpcyjnego życia (kredyty konsumpcyjne, hipoteczny, średnie zarobki, jedno-dwójka dzieci, które trzeba utrzymać i wyedukować) i przyświeca mu sprytne hasło:
„Wychodzenie z długów nie dzieje się przez noc, ale wymaga czasu.
Oto siedem małych kroków, dzięki którym nabierzesz rozpędu.”
Wspomniane „kroczki” prezentują się następująco:
- Na początku odłóż 1000$ w ramach rozpoczęcia budowy funduszu awaryjnego.
- Korzystając z kredytowej kuli śniegowej spłać wszystkie długi oprócz hipoteki.
- Skończ budowę funduszu awaryjnego, odkładając równowartość od 3 do 6 miesięcy wydatków.
- Inwestuj 15% przychodów w programy Roth IRA i poprzez konta emerytalne.
- Zarób pieniądze na edukację Twoich dzieci.
- Jak najszybciej spłać kredyt hipoteczny.
- Buduj bogactwo i dziel się nim z innymi!
Jak widać, nie jest to skomplikowany program, ale właśnie w jego prostocie tkwi siła. Poniżej prezentuję moją adaptację programu Dave’a do polskich realiów:
- Odłóż równowartość miesięcznych wydatków. Wprawdzie Dave sugeruje odłożyć tysiąc dolarów, ale moim zdaniem ma na myśli po prostu rozpoczęcie programu od zaoszczędzenia równowartości miesięcznych wydatków (przy prowadzeniu umiarkowanego stylu życia). Jeżeli nie wiesz, jak sprawdzić ile wydajesz na miesiąc, by zidentyfikować swoją wartość do zaoszczędzenia, zajrzyj do tego wpisu.
- Spłać pomniejsze długi. Gdy mamy minimum zabezpieczenia, trzeba zakasać rękawy i jak najszybciej oddać wszystkie pomniejsze długi, które mamy. Na tym etapie jest to najlepsza inwestycja, a kredytowa kula śniegowa jest tutaj najlepszym narzędziem.
- Dokończ budowę funduszu awaryjnego. Nie mając długów, szybko odłożymy odpowiedni fundusz awaryjny, zwłaszcza, że będziemy mieli dostęp do środków, które do tej pory szły na spłacanie rat. Ekwiwalent trzy do sześciomiesięcznych wydatków to odpowiedni fundusz awaryjny. Osobiście skłaniałbym się do posiadania rezerw finansowych na pół roku.
- Inwestuj 15% przychodów za pośrednictwem IKE. Nie mamy w Polsce takich mechanizmów do oszczędzania na emeryturę, jakie funkcjonują w USA, dlatego zostajemy z IKE. Dobre i to. Co do stosunku odkładanych środków do przychodów, to minimum stanowi podręcznikowe 10%, ale dopóki ciągle będziemy mieć na głowie hipotekę i edukację dzieci, IMHO więcej, niż 20%, nie ma co na tym etapie inwestować.
- Pomóż dziecku finansować jego edukację, ale nie bierz wszystkich kosztów na swoje barki. Technicznie w Polsce jesteśmy w lepszej sytuacji, niż Amerykanie, bo edukacja na wyższych szczeblach jest nadal bezpłatna. Jak długo utrzyma się ten stan? Nie mam pojęcia. Warto jednak odłożyć trochę pieniędzy na pomoc pociechom, ale w żadnym wypadku nie zachęcam do finansowania dziecku studiów w całości – takie podejście może mu w dłuższej perspektywie więcej zaszkodzić, niż pomóc.
- Jak najszybciej spłać kredyt hipoteczny. Pieniądze na czarną godzinę mamy, dzieci częściowo zabezpieczone, inwestycje w toku… myślę, że jest to najlepszy moment, by pozbyć się ostatniego ciężaru, jakim jest kredyt hipoteczny. Niektórzy tutaj zaproponują spłacanie go swoim tempem i jednoczesne inwestowanie ewentualnych nadpłat w coś bardziej dochodowego, ale ja proponuję podejście hybrydowe: połowa nadwyżek na inwestycje, połowa na nadpłacanie hipoteki. Dzięki temu będziemy motywowani niejako z dwóch stron, ponieważ jednocześnie zmniejszamy zadłużenie i budujemy bogactwo.
- Buduj bogactwo i dziel się nim z innymi! Gdy nie ma kredytów, nie pozostaje nic innego, jak tylko powiększać i rozsądnie inwestować swój majątek, spełniać własne marzenia oraz dzielić się nim z innymi. Uważam, że nie ma co budować bogactwa dla samego posiadania pieniędzy – trzeba sprawić, by przynosiły one dobro również innym ludziom.
Czego moim zdaniem brakuje w programie Dave’a? Ubezpieczenia. Uważam, że każdy człowiek, który na poważnie kroczy drogą do finansowej wolności, powinien się ubezpieczyć na wypadek, gdyby losowe zdarzenie miało go z tej drogi usunąć na dłuższy czas lub nawet permanentnie. Różne rzeczy dzieją się w życiach ludzi (vide ostatnia powódź) i utrata dorobku całego życia oraz konieczność zaczynania od zera w wieku czterdziestu – pięćdziesięciu lat może wielu wpędzić w depresję. Ubezpieczenie, za frakcję generowanych przychodów, pozwoli uchronić się przez takimi wypadkami i umożliwi pewniejsze kroczenie przez życie.
Tak w skrócie przedstawia się moje spojrzenie na „małe kroczki” Dave’a przez pryzmat polskich realiów. Może masz inne pomysły lub hierarchię kroków? Podyskutujmy.
Mój syn urodził się nieco ponad rok temu, ale już odkładam mu na edukację. Ale niekoniecznie na edukację.
Moja koncepcja jest taka, że odkładanie 300 PLN miesięcznie na coś, co daje 5% netto powyżej inflacji odsetek, pozwoli mi uskładać 100 000 PLN. Czyli mniej więcej tyle, co dziś kosztują studia w obcym mieście. Ale tak się zastanawiam, czy nie zgodziłbym się na wydanie tych pieniędzy na inny cel — choćby założenie firmy, jeśli miałby taki kaprys…
Ubezpieczenie to w sumie forma zakładu albo losowania.
Jeśli wygrana (odszkodowanie), którą możesz dostać z określonym prawdopodobieństwem (ryzyko wypadku) przekroczy kwotę, którą wydałeś na losy (składki) to wygrałeś.
Jeśli nie — przegrałeś.
Czyli w sumie — hazard.
Dlatego się nie ubezpieczam, poza obowiązkowym OC.
Pingback: Oszczędzanie pieniędzy: Karnawał Blogów Finansowych #3 — Oszczędzanie pieniędzy i nie tylko...
@Polnik
Idąc tym tropem myślenia można wszystko nazwać hazardem. Zakładając firmę też ponosimy ryzyko, że można zbankrutować i przegrać, a można uzyskać rentowność i wygrać. Idąc dalej to jedzenie w restauracji też jest pewnego rodzaju hazardem. Przecież kucharz może nas otruć. Poza tym ubezpieczenie daje również poczucie bezpieczeństwa.
Pingback: Karnawał Blogów Finansowych #3 | Fikonomia.pl
Pingback: Proaktywny » Archiwum bloga » Przegląd blogosfery #4
Pingback: Początki oszczędzania: Paweł Sygnowski | Porady finansowe
Zajmuje się ubezpieczeniami i produktami oszczędnościowymi i jeśli chodzi o budowani kapitału na przyszłość tą są takie programy zarówno pozwalające uzbierać kapitał na edukacje naszych dzieci oraz na przyszła emeryturę a dodatkowo zabezpieczają nas przed losowymi wypadkami i zapewniają również że w razie naszej śmierci opłacanie składki przejmuje firma ubezpieczeniowa i kapitał który planujemy uzbierać na przyszłość dzieci będzie wypłacony w dniu ukończenia pełnoletności naszej pociechy zapewniając jej opłacenie studiów bądź wkład na mieszkanie lub firmę ;)
Małe kroczki a pod koniec życia duży sukces zamiast użalać się nad sobą każdy musi wziąć się sam do roboty. Ja sam nie mogłem odkładać 15% miesięcznie zainteresowałem się dorabianiem w internecie dzięki temu mam teraz 2 dochody i kwota odkładana rośnie stale. Dzięki procentowi składanemu będe bogaty nie ma czasu się użalać…
http://milioner132.blogspot.com/2011/02/oszczedza…