20 błędów popełnianych przez początkujących inwestorów

Na wstępie muszę powiedzieć, że żaden ze mnie profesjonalny inwestor. Fakt, zarobiłem kiedyś na funduszach inwestycyjnych ~9% w ciągu roku, a teraz mam wykupioną polisę lokacyjną, ale więcej o inwestowaniu czytam, niż praktykuję. Przez ostatnie dwa lata budowałem własny fundusz inwestycyjny i zdobywałem wiedzę, a teraz liczę, że wraz z wejściem na polski rynek etf’ów (tzw. exchange-traded funds), uda mi się te zasoby wykorzystać w praktyce i moja sytuacja, jako inwestora, ulegnie zmianie.

Czytając różne książki udało mi się skompilować listę błędów, jakie popełniają inwestorzy, zwłaszcza na początku ich drogi do poważniejszych pieniędzy, i właśnie tą wiedzą – w myśl zasady: lepiej uczyć się na cudzych błędach, niż na własnych – pragnę się nią z Wami dzisiaj podzielić.

20 błędów popełnianych przez początkujących inwestorów:

  1. Brak celu inwestycyjnego. Jeżeli go nie określimy, może nas to doprowadzić do błędnych decyzji inwestycyjnych, a nawet zbędnego ryzykowania naszymi pieniędzmi. Zatem: określ cel, a dowiesz się, z jakich najlepiej skorzystać instrumentów.
  2. Brak fundamentalnej wiedzy. Nie ma co zaczynać inwestowania bez podstawowych informacji o inwestowaniu w ogóle oraz o wybranym instrumencie finansowym. Najpierw trzeba odrobić pracę domową, a dopiero potem działać.
  3. Inwestowanie w coś, czego się nie rozumie. Punkt stanowiący doprecyzowanie poprzedniego: wiem, jak inwestować na giełdzie, ale zupełnie nie znam się na niuansach branży developerskiej – to nie wkładam w tą gałąź gospodarki pieniędzy, zanim się w niej nie zorientuję.
  4. Słuchanie „ekspertów”. Ne ma co opierać się na wypowiedziach „znawców”, bo nie dość, że nad wyraz często się mylą w swoich prognozach, to nigdy nie wiadomo, czy nie mają interesu w tym, żeby namawiać ludzi do takich czy innych działań. Trzeba zrozumieć rynek i samemu podejmować decyzje.
  5. Bazowanie na wynikach z lat ubiegłych. To, że dany walor pozwalał w ubiegłych latach zarobić tyle a tyle nie oznacza nigdy, że w przyszłości będzie tak samo. Wielu ludzi daje się na to nabrać – zwłaszcza zachęcanych reklamami – a to błąd.
  6. Nie zwracanie uwagi na opłaty, prowizje oraz podatki. Inwestowanie w wielu przypadkach nie byłoby możliwe, gdyby nie pośrednicy, a Ci zawsze będą chcieli na nas zarobić – bez względu na to, czy my zarobimy lub stracimy. Nie daj się wciągnąć w sytuację, w której pozorny zysk zostanie zjedzony przez prowizje i podatek od inwestycji
  7. Stawianie wszystkiego na jedną kartę. Dywersyfikacja to najprostszy sposób na rozłożenie ryzyka inwestycyjnego i należy z niego korzystać zarówno, dobierając poszczególne walory (np. różne akcje i fundusze), jak i budując swój portfel (np. akcje, fundusze, lokaty, złoto).
  8. Sprzedawanie „wygranych” i trzymanie „przegranych”. Są takie walory, których przedwczesna sprzedaż może pozbawić znakomitych zysków. Są również i takie, których nie warto trzymać przez dłuższy czas. Nie łatwo je rozpoznać, ale wykonując ruchy w portfelu trzeba na to zwracać uwagę.
  9. Spekulowanie. Benjamin Graham – autor Inteligentnego Inwestora, ojciec tzw. inwestowania w wartość i mentor Warrena Buffetta – odradza jakąkolwiek spekulację. Czy muszę pisać więcej?
  10. Kupowanie „na górce”, sprzedawanie „w dołku”. Akcje kupuje się wtedy, kiedy są tanie, a sprzedaje, gdy drożeją. Nigdy na odwrót.
  11. Brak koncentracji. Rozmywanie uwagi jednoczesnym uczestnictwem w wielu rodzajach inwestycji może negatywnie odbić się na osiągniętym ogólnym wyniku, dlatego lepiej skupić się tylko na kilku rodzajach, ale za to śledzić je dokładniej.
  12. Brak systematyczności i kontroli. Praktycznie nie ma inwestycji w stylu „zrób raz i zostaw, a samo się rozmnoży”. Trzeba systematycznie, co jakiś czas, sprawdzać co się dzieje na rynku i odpowiednio reagować. Systematyczność jest również istotna w przypadku inwestowania metodą uśredniania ceny nabycia.
  13. Brak funduszu awaryjnego. Rozpoczęcie inwestowania bez uprzedniego zapewnienia sobie odpowiedniej wielkości środków, stanowiących zabezpieczenie na wypadek, gdyby coś się stało w naszym życiu (np. utrata pracy), prędzej czy później zmusi nas do skorzystania z zainwestowanych pieniędzy, a to zazwyczaj wiąże się ze stratą (strata oprocentowania z lokaty, kary umowne, zamykanie inwestycji ze stratą itp.). Zatem: najpierw spłać długi (hipotekę pomijam, ale byłoby dobrze jej nie mieć) i zapewnij sobie pieniądze na czarną godzinę, a dopiero potem weź się za inwestowanie.
  14. Późne rozpoczęcie inwestowania. Najlepszy czas na rozpoczęcie inwestowania był wczoraj, więc najlepiej jak najszybciej się za to zabrać.
  15. Inwestowanie zgodnie z tłumem. Zasada głosi, że jeżeli gros inwestorów wykonuje jakiś ruch, to jest już za późno, żeby na takiej inwestycji skorzystać. Aby dobrze lokować pieniądze trzeba rozumieć zagadnienia związane z psychologią rynków finansowych i wykorzystywać je dla własnej przewagi, a nie bezmyślnie powielać ruchy innych inwestorów.
  16. Inwestowanie wszystkich środków na raz. Błędem jest inwestowanie wszystkich pieniędzy od razu, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy po drodze nie przytrafi się nam jakaś okazja inwestycyjna. Brak wolnych środków finansowych nie pozwoli nam z niej skorzystać, dlatego zawsze warto mieć zapas gotówki na taką ewentualność.
  17. Czekanie na „idealny moment” na zakup lub sprzedaż walorów. Nie ma czegoś takiego! Tzn. może i jest, ale nie ma takiej metody, żeby go zawsze perfekcyjnie wychwycić. A skoro nie ma go jak wydedukować, to nie ma co się łudzić i łasić na potencjalne zyski między najniższym dołkiem a najwyższą górką.
  18. Inwestowanie za pożyczone pieniądze. Większość książek, jakie przeczytałem, sugeruje, aby przed zainwestowaniem nie swoich pieniędzy zastanowić się dwa razy, a potem jeszcze jeden raz. Utrata środków w tym wypadku jest często równoznaczna z wpakowaniem się w długi i wyłączeniem z poważnego inwestowania do czasu ich spłaty.
  19. Inwestowanie pieniędzmi, których nie możemy stracić. Wprawdzie jest to spin-off poprzedniej porady, ale – jak mawia Warren Buffett – zasada numer jeden brzmi: nie trać pieniędzy (ang. don’t loose money), a zasada numer dwa odsyła nas do pierwszej. Zrozumiałe, że nie dopuszczalne zatem jest tracenie pieniędzy, których nie można stracić.
  20. Traktowanie inwestowania jak zabawę. Tak to już jest, że ludzie chętniej zajmują się czymś, co sprawia im przyjemność, dlatego postaraj się aby inwestowanie właśnie takie było dla Ciebie, ale nigdy nie traktuj inwestowania jak zabawy, bo możesz na takiej rozrywce dużo stracić. Lepiej iść do kasyna czy wysłać totka.

Ufff… nazbierało się tych zasad, prawda? Jestem jednak przekonany, że temat nie został wyczerpany, dlatego jeżeli po lekturze tej obszernej listy masz jeszcze jakieś dodatkowe rady lub wnioski płynące z własnych doświadczeń, to gorąco zachęcam Cię do podzielenia się nimi w komentarzu.

Jak oszczędzić na weselu? 13 praktycznych porad.

Jednym z moich celów na ten rok jest ożenek. Niektórzy odradzali mi branie ślubu (tak, tak, to do Ciebie AbramK ;-), ale ja jestem już sprzedany. Właśnie dlatego zacząłem się zastanawiać nad tym, co zrobić, żeby się na tej imprezie finansowo nie wypompować. Naturalnie żadne branie kredytów na ten cel nie wchodzi w grę, bo nie wyobrażam sobie wchodzić na nową drogę życia z „krechą” w banku. Skoro nie chcę płacić, to muszę pomyśleć.

Pomyślałem, a efekty przedstawiam w punktach poniżej. Chciałbym tylko zaznaczyć, że kilka pomysłów nie nada się w moim wypadku, ale być może ktoś z Was z nich skorzysta.

13 porad jak zaoszczędzić na weselu:

  1. Działaj szybko. Gdy zapadnie decyzja o ślubie, najlepiej od razu zabrać się za fundamentalne przygotowania: załatwienie sali, cateringu, fotografa, zadbania o muzykę itp. Warto to zrobić od razu i sformalizować, podpisując stosowne umowy i uzgadniając cenę. Można w ten sposób zaoszczędzić niemałe pieniądze, bo zabranie się za to w późniejszym terminie często jest równoznaczne z wyższymi kosztami.
  2. Rozważ zorganizowanie wesela po sezonie (październik-kwiecień). Koszty są w tym okresie zazwyczaj niższe, łatwiej załatwić salę i obsługę na ten okres, a także mamy szersze pole do negocjacji cen – wszak wtedy nie ma w branży aż takiego ruchu. Podobnie jest z wyborem dnia tygodnia: za ślub w piątek płaci się mniej, niż za standardowy sobotni. Jeżeli masz taką możliwość i nie stanowi to dla Was i Waszych gości problemu, dlaczegóż by tego faktu nie wykorzystać?
  3. Zrezygnuj z poprawin. Jestem przyzwyczajony do tego, że w moich stronach wesela trwają dwa dni: dzień imprezowy i dzień poprawin. W innych miejscach trwają dłużej, jeszcze w innych krócej. Można łatwo zaoszczędzić znaczne kwoty, jeżeli tylko ograniczy się zabawę do jednego dnia.
  4. Nie przepłacaj za „ślub”. Słowa, takie jak „ślub” czy „wesele”, wypowiedziane na głos w obecności osoby, od której chcemy np. wynająć salę czy zorganizować jedzonko powodują często natychmiastowe przejście na znacznie droższy cennik weselny. Lepiej się z tym od razu nie odkrywać, odnosząc się do imprezy, jako „zjazd rodzinny”.
  5. Zorganizuj nocleg dla przyjezdnych gości możliwie jak najbliżej miejsca wesela. Nie ma co przepłacać za transport do tańszego, ale odległego miejsca. To rozwiązanie jest również często wygodniejsze dla gości. Z przyczyn obiektywnych ;-)
  6. Goście weselni. To jest bardzo osobista sprawa, niemniej jednak wesela na 150 i więcej osób dają mocno po kieszeni. Najśmieszniejsze w tym jest to, że wielu ludzi decyduje się na zaproszenie osób, z którymi praktycznie nie utrzymują kontaktu. Inni z kolei zapraszają pół firmy, bo jak tu nie zaprosić znajomych współpracowników. A ja pytam się: po co? Moim zdaniem na ceremonii i zabawie powinna być tylko najbliższa rodzina (do kuzynów włącznie) i przyjaciele, z którymi utrzymujemy stały kontakt.
  7. Suknia ślubna. Jeden z mega wydatków weselnych, który IMHO nie ma logicznych podstaw – jest tylko próbą wydobycia z nas jak największej kasy z okazji planowanej celebracji tego „jedynego dnia w życiu”. Nie wierzycie? Świetna suknia na bal sylwestrowy – 800 złotych. Podobna suknia weselna – ceny sklepowe startują od dwóch kafli. Różnica? W nazwie pierwszej jest „sylwestrowa”, a w drugiej „weselna” plus zazwyczaj biały kolor tej drugiej. Co zatem zrobić? Można rozejrzeć się za suknią na Allegro i kupić coś z drugiej ręki. Można kupić w salonie, ale poza sezonem – wtedy na pewno będzie taniej, choć nie zjawiskowo. Albo… można sprowadzić suknię z USA, gdzie kosztują 150-250 dolarów. My raczej wybierzemy to ostatnie wyjście.
  8. Dekorowanie kościoła. Jeżeli planujecie ceremonię w świątyni, warto wypytać duchownych o to, czy ktoś inny nie bierze ślubu w tym samym dniu – możne wtedy skontaktować się z tymi ludźmi i podzielić koszty dekoracji. Nie ma też co przeginać z upiększaniem – wszak w kościele spędza się raptem godzinkę.
  9. Zaproszenia, bileciki, zawieszki. W sieci jest tyle gotowych projektów i clipartów, z których można skorzystać, że nie ma powodu, aby przepłacać w drukarni za gotowe wzory. Jeżeli nie masz zacięcia do tego, na pewno znajdzie się jakiś student kierunku związanego ze sztuką czy grafiką, który za niewielkie pieniądze przygotuje całkiem fajne projekty zaproszeń, zawieszek i etykietek.
  10. Catering. Zapewnienie uczestnikom wesela posiłków, napojów i procentów pochłania zdecydowanie największą część budżetu, dlatego trzeba znaleźć firmę, która kompleksowo obsłuży wesele, nie przeginając jednocześnie z cenami. Tuningowanie współczynnika K/O (koszt na osobę) polega przede wszystkim na przejrzeniu oferty jedzeniowej i odrzuceniu przekombinowanych potraw. Warto również zrezygnować z jednego z ogólnych posiłków na rzecz tzw. zimnej płyty – w końcu na weselu nie tylko chodzi o jedzenie, ale także o taniec, interakcje społeczne i generalnie dobrą zabawę.
  11. Zawsze negocjuj. Zorganizowanie ceremonii i imprezy to kontakty z ogromną ilością ludzi, którzy będą nam w tym pomagać. Każde z nich będzie chciało z tej okazji jak najwięcej na nas zarobić, dlatego zawsze pytaj: czy nie dałoby się tego zorganizować taniej? A jeżeli nie da się zejść z ceny, to zawsze można odwrócić kota ogonem i spytać: co w takim razie możecie dodać gratisowo do swojej oferty? Warto również rozglądać się za firmami, które oferują oprócz cateringu dodatkowe usługi (np. dekoracja krzeseł i stołów, dekoracja sali itp.) – decydując się na wydanie u nich większych pieniędzy, zawsze można poprosić o rabat – nawet kilka procent pozwoli zaoszczędzić poważne pieniądze.
  12. Poproś przyjaciół i rodzinę o pomoc. Jeżeli nie możesz sobie z czymś poradzić lub nie chcesz za to płacić, warto podpytać u rodziny i bliskich, czy nie mogliby pomóc. Większość powinna pozytywnie odnieść się do Waszej prośby i zając się takimi sprawami, jak: pieczenie ciast, przygotowanie projektu zaproszeń lub transport gości weselnych.
  13. Co możesz, wykonaj samodzielnie… ale najpierw policz, czy to się opłaci. Czasem różnica między zrób-to-sam a zleć-komuś wynosi na tyle mało, że szkoda tracić czasu na jeżdżenie po sklepach, dzwonienie i samodzielne załatwianie sprawy.

Bonusowa porada na koniec: pamiętaj, że ślub to tylko jeden dzień z reszty wspólnego życia. Nie warto pakować się w długi i od samego startu na nowej drodze życia czuć brzemię finansowej niewoli wobec banku. O wiele lepiej zorganizować tanie, ale kreatywne, wesele i bez stresów wchodzić w nowe, życiowe role. Tego szczerze Wam i nam życzę.

P.S. Jeżeli interesujesz się tematyką ślubno-weselną lub aktualnie planujesz swoją ceremonię, koniecznie zajrzyj na bloga Wesele w praktyce, prowadzonego przez moją Kasię. Wprawdzie wystartował niedawno, niemniej jednak jest już na nim kilkanaście wartościowych wpisów.

Przegląd tygodnia #4

Ostatnio z przyczyn obiektywnych nie było przeglądu tygodnia. W tym tygodniu natomiast udało mi się trafić kilka ciekawych wpisów na różnych blogach, którymi chciałbym się z Wami podzielić. W dzisiejszym odcinku będzie o wymówkach, o tym, że oszczędzanie pieniędzy nie jest w modzie, a także o odgrywaniu się za wszelką cenę. A na deser, kilka finansowo-oszczędnościowo-życiowych fotek ze znanego w sieci serwisu Demotywatory.pl. Zapraszam do lektury :-)

Ciekawe tematy w bieżącym tygodniu:

  1. Jakie wymówki Cię powstrzymują? – „Czytasz blogi i książki o rozwoju osobistym, wolności finansowej, NLP. Być może chodzisz na szkolenia żeby się zmotywować, poznać nowych ludzi i nauczyć czegoś ciekawego. W jakim procencie korzystasz ze zdobytej wiedzy? Skoro przeczytałeś Kiyosakiego lub Ferrissa to dlaczego w Twoim życiu niewiele się zmieniło? Wiesz, że można inaczej? Ile jeszcze będziesz miał wymówek, żeby nie zacząć działać? O tym właśnie będzie ten wpis – o wymówkach.” (…)
  2. Oszczędzanie nie jest w modzie.„Dominacja nastawienia do łapania chwili, jako że życie płynie szybko, jest dobre samo w sobie ale niestety w kapitalizmie jest nadużywane, np. w celu reklamowania konsumpcji towarów danych firm. Większość tych reklam przyczyni się do zwiększenia sprzedaży. To wszystko nakręca spiralę reklam i konsumpcji. Im silniejsza nasza wola, tym reklamy bardziej natarczywe i psychodeliczne. Wszystko to można by jeszcze przeżyć, gdyby nie … dostęp do konsumpcji na kredyt.” (…)
  3. Muszę się odegrać„Jedną z pułapek, w którą wpadają zarówno nałogowi hazardziści, gracze, spekulanci czy inwestorzy jest syndrom o nazwie: „Muszę się odegrać”. Tak ludzie tracą fortuny. Zazwyczaj pierwsza strata może być dość spora, ale jednak stanowiąca mniejszy czy większy ułamek kapitału, który nadal pozostaje nam w rękach. Dopiero kolejne kroki oznaczają wyruszenie na ścieżkę prowadzącą do katastrofy. Zamiast teoretyzować, przejdę do konkretnej sytuacji.” (…)

Aktywne tematy w tym tygodniu na Forum Oszczędzania:

  1. Ofe
  2. Dylemat
  3. Witam

A teraz, na poprawę humoru, porcja demotywatorów:

źródło: demotywatory.pl

źródło: demotywatory.pl

źródło: demotywatory.pl

źródło: demotywatory.pl

źródło: demotywatory.pl

źródło: demotywatory.pl

Jak zawsze zapraszam do dyskusji :-)

P.S. Informacja dla osób które posiadają, lub ich znajomi posiadają telefon iPhone: na swoim drugim blogu zorganizowałem konkurs, w którym rozdaję kody na mój najnowszy program na iPhone’a – SmartSMS PL. Program ma za zadanie pomagać w oszczędzaniu pieniędzy na wysyłaniu smsów na telefonie Apple.

Jak pozbyć się niepotrzebnych rzeczy? Sześć praktycznych porad.

Jak wspominałem w planach na 2010, ten rok jest dla mnie okresem, w którym na poważnie rozpoczynam swoje dążenia do zostania minimalistą. Założenia tej filozofii przedstawiłem w tym wpisie, więc nie będę się powtarzał, ale pragnę przypomnieć, że minimalizm nie równa się życiu pustelnika.

Fundamentem minimalizmu jest uwolnienie się od rzeczy, które zaśmiecają życie. Zastanów się, ile niepotrzebnych przedmiotów wala się po Twoim mieszkaniu i jest poupychanych w szafki czy zbiera kurz w piwnicy czy garażu. Żyjąc w świecie nastawionym na konsumpcję, posiadamy ich tak wiele, że nieraz możemy się czuć przytłoczeni czy zagubieni w tym gąszczu. Poza tym, te rzeczy domagają się uwagi, a my możemy w danej chwili poświęcić ją na raz tylko jednej z nich. Jaki jest zatem sens gromadzenia kolejnych?

Minimalizm zakłada pozbycie się tych przedmiotów, którym nie chcemy lub nie jesteśmy w stanie poświęcać czasu i uwagi. Dzięki temu zyskujemy pewnego rodzaju poczucie spokoju i koncentracji.

Jeżeli to podejście do Ciebie przemawia, oto kilka praktycznych porad jak skutecznie pozbyć się niepotrzebnych rzeczy:

  1. Spiesz się powoli. Minimalistą nikt nie staje się ot tak. Zmiana wymaga czasu i utrwalenia. Podobnie jest w przypadku pozbywania się zbędnych przedmiotów: należy zacząć powoli, oczyszczając za jednym razem jeden pokój lub nawet tylko jedną szafę czy szufladę. Pamiętaj jednak o systematyczności – nie ma sensu oczyszczać domu w trybie jedna szuflada na miesiąc, bo na pewno będzie to syzyfowa praca.
  2. Opróżnij pojemnik i posortuj rzeczy. Pod pojęciem „pojemnik” rozumiem szafę, szufladę, półkę regału itp. Następnie porcję rzeczy posortuj, dzieląc je na następujące kategorie: zostaje, oddać, sprzedać, podarować, wyrzucić. To co zostaje, wraca z powrotem do pojemnika. Jeżeli natrafisz na nie swoją własność, umieść ją w pojemniku z rzeczami do oddania (np. kartonowe pudło). Rzeczy nadające się do sprzedania również zgromadź w jednym pojemniku. To, co nie nadaje się na sprzedaż, ale może się jeszcze komuś przydać, umieść w kartonie na datki. Pozostałe rzeczy możesz wyrzucić.
  3. Liczą się szybkie decyzje i bezwzględność. Nie ma się co rozwodzić nad poszczególnymi rzeczami i odpływać w sferę wspomnień z nią związanych. Prawda jest taka, że z większości z nich i tak nie skorzystasz, więc nie ma po co ich trzymać. Dobrze mieć pod ręką kosz na śmieci, żeby uniknąć zbyt długiego zastanawiania się.
  4. Jeżeli nie jesteś pewien, grupuj rzeczy w dodatkową kategorię. Przygotuj dodatkowy karton czy worek na rzeczy, co do których nie masz pewności. Po upływie miesiąca lub pół roku przejrzyj go i zastanów się, czy faktycznie skorzystałeś z zawartych w nim przedmiotów. Jeżeli nie – nie ma sensu ich trzymać.
  5. Uniknij powrotu do sytuacji wyjściowej. Aby takie oczyszczanie miało sens, należy również zrobić coś, co zapobiegnie odbudowaniu sytuacji sprzed oczyszczania. Dlatego sugeruję pewien sposób: dodanie jednej rzeczy do puli posiadanych wymaga uprzedniego pozbycia się jednej, najmniej potrzebnej. Np. kupuję nowy komputer, stary sprzedaję. W ten sposób uda się zachować równowagę w ilości posiadanych przedmiotów. Hardcore’owi fani minimalizmu mogą przez pewien czas pozbywać się dwóch rzeczy z puli na każdą nowododaną.
  6. Ze sprzedanych rzeczy utwórz fundusz na nowe zakupy. To jest temat na osobny wpis, ale generalnie chodzi o to, że są takie rzeczy, z których nie korzystamy, ale trzymamy je tylko dlatego, że kiedyś tam za nie zapłaciliśmy. Takie rzeczy często tylko leżą, zbierają kurz, tracą gwarancję, a także wartość. Lepiej je tymczasowo sprzedać, a pieniądze z tego tytułu trzymać na okoliczność, gdy któraś z nich będzie nagle potrzebna i nie będzie można w żaden sposób z niej skorzystać jednorazowo, np. pożyczając od znajomych.

Postępując według tych sześciu porad, szybko pozbędziesz się niepotrzebnych przedmiotów ze swojego otoczenia. Myślę, że adaptując tą filozofię, także trudniej przyjdzie Ci kupowanie zbędnych rzeczy lub robienie tzw. zakupów na poprawę humoru. Dzięki temu podejściu w dłuższym czasie oszczędzisz nie tylko czas i pieniądze, ale także zyskasz na powierzchni użytkowej, a wiadomo, że im jej więcej, tym lepiej się żyje.