Praktyczne porady w oszczędzaniu pieniędzy #9

Od dłuższego czasu nie opublikowałem kolejnego odcinka z cyklu praktycznych porad w oszczędzaniu pieniędzy. Wiem, że wielu z Was wyczekuje na kolejną porcję porad dających niewielkie oszczędności, które z czasem sumują się do całkiem pokaźnych kwot, dlatego bez rozbuchanych wstępów, natychmiast przechodzę do rzeczy ;-)

Porady na dziś:

  1. Nie zostawiaj podłączonych do sieci urządzeń takich jak pralka, zmywarka do naczyń czy wirówka. Urządzenia te, pomimo tego, że nie pracują, pobierają z gniazdka prąd. Wprawdzie jest to zaledwie ułamek mocy, której wymagają do pracy, ale kilka takich urządzeń w domu może zauważalnie powiększyć rachunek za prąd.
  2. Utrzymuj porządek i znaj swój stan posiadania, żeby uniknąć kupowania tej samej rzeczy po raz drugi. Porządek porządkiem – wiadomo, ale jeżeli zdarza Ci się dokupować coś, co już posiadasz lub czego już masz dużo, to warto się nad tym dokładniej zastanowić. Ja, przykładowo, kilka razy kupiłem dwa razy ten sam magazyn. Normalnie nie zabrałem się za lekturę czasopisma od razu, zapomniałem, że wydałem na nie pieniądze i jak mnie ponownie naszła ochota – kupiłem ten sam numer jeszcze raz. Na szczęście w większości wypadków udało mi się wymienić gazetę na inną (sprzedawcy nie chcą tak łatwo oddać raz otrzymanych pieniędzy), ale jak by nie było – pieniądze wydałem dwa razy.
  3. Rozważ wynajęcie komuś pokoju i dzielenie się rachunkami za dom. Wiele razy, gdy poszukiwałem lokum na kolejny rok studiów, trafiałem na młode małżeństwo, które wynajmowało pokój po to, żeby łatwiej im było zdobyć pieniądze na spłatę kredytu hipotecznego, zaciągniętego na zakup mieszkania. Uważam, że o ile ma się po temu warunki, to warto rozważyć taką opcję. Przy rozsądnych współlokatorach można się fantastycznie dogadać i jeszcze mieć z tego pieniądze.
  4. Zrezygnuj z kart kredytowych i zawsze płać gotówką. Rzesze ludzi uważają karty kredytowe za błogosławieństwo. Wielu ludzi uważa, że to samo zło. Ja uważam, że jeżeli są odpowiednio wykorzystywane, to mogą być źródłem niewielkiego dochodu lub umożliwić zaciągnięcie kredytu 0% (opłaty roczne za kartę pomijam) na całkiem pokaźną kwotę. Niemniej jednak najlepiej jest płacić za wszystko gotówką, bo wtedy raz, że czujesz wydawane pieniądze, widzisz, jak od Ciebie uciekają, więc ostrożniej się ich pozbywasz, a dwa – często za płatność gotówką można liczyć na rabat, np. kupując komputery, meble czy sprzęt AGD. Wystarczy tylko zapytać ile dostanę rabatu, jeżeli od razu zapłacę gotówką za całość towaru/usługi? Sam dostałem kilka razy zniżkę, a – dla przykładu – przy zakupie laptopa za 3000 złotych, 2% zniżki robi świetną robotę.
  5. Uszczelnij okna. Jeżeli masz nieszczelne okna, trudniej ogrzać Twój dom. Relacja jest taka, że im trudniej ogrzać dom, tym większe rachunki otrzymasz za ogrzewanie, dlatego zawsze przed sezonem grzewczym sprawdź czy nie trzeba podreperować trochę okien.
  6. Odkładaj 10% każdych nadprogramowych środków na konto oszczędnościowe. W zasadzie jest to przypomnienie zasady, o której trąbię w wielu miejscach tego bloga. Odkładaj pieniądze – nie musi to być 10% – może być 5%, a może 50%. Wiele osób w czasach takich, jak te, często budzi się z przysłowiową ręką w nocniku, bo nie mają pieniędzy. Zapamiętaj tę regułę: jeżeli na złe czasy nie zaoszczędzisz pieniędzy wtedy, gdy jest dobrze, to gdy te złe czasy nastaną – na oszczędzanie będzie już za późno.
  7. Używaj Linuksa. Niektórzy wiedzą, że moją największą pasją są komputery i wszystko, co z nimi związane. Nie jestem typem szalonego informatyka i nie chcę zaczynać wojny Okna vs. Pingwin, ale mimo tego chcę Was zachęcić do spróbowania Linuksa. Poznałem ten system na studiach i spodobał mi się do tego stopnia, że napisałem pracę licencjacką na temat z nim związany (dla zainteresowanych: Wykorzystanie systemu CMS Mambo do stworzenia serwisu WWW w środowisku systemu operacyjnego Linux). Z punktu widzenia oszczędzania należy zwrócić uwagę na to, że Linux jest: darmowy, legalny, równie prosty w obsłudze co Windows, pozwala na uruchamianie aplikacji windowsowych, a do tego jest ogromna masa bezpłatnego oprogramowania do praktycznie wszystkiego. Jeżeli nie potrzebujesz grać w supernowoczesne gry komputerowe, to Linux jest dla Ciebie. Osobiście polecam Ci odmianę zwaną Ubuntu – możesz ją za friko pobrać z tej strony, a jeżeli wolisz otrzymać tłoczoną płytkę z systemem, to zarejestruj się na tej stronie, a za kilka tygodni listonosz przyniesie Ci ją w paczce. Oczywiście za nic nie zapłacisz :-)

Tyle porad na dziś. Mam nadzieję, że skorzystacie chociaż z jednej. Jeżeli macie jakieś własne porady czy przemyślenia, zostawcie je w komentarzach, to podyskutujemy :

Jak oszczędzać pieniądze zgodnie z zasadą 60/40?

Większość z Was pewnie zna zasadę 20/80 (tzw. zasada Pareto), mówiącą że 20% wysiłku daje 80% efektu, a pozostałe 80% wysiłku przynosi zaledwie 20% efektu. Pojawiła się masa wariacji na temat tej zasady, dotyczących prawie wszystkiego – również oszczędzania. Dziś chciałbym omówić zasadę 60/40, o której przeczytałem już jakiś czas temu w sieci (niestety źródła nie pamiętam, buu).

Generalnie sprawa jest bardzo prosta, a osoby stosujące się zarówno do tej zasady i jak i do fundamentalnego najpierw płać sobie mogą w większości przypadków zapomnieć o takich sprawach, jak budżet, planowanie wydatków, zbieranie paragonów itp.

O co chodzi?

Sprawa jest banalnie prosta: 60% wszystkich przychodów idzie na życie, natomiast pozostałe 40% jest oszczędzane.

Z 60-ciu procent opłacamy podstawowe sprawy, takie jak: czynsz, media, raty, jedzenie, ubrania, paliwo, ubezpieczenie, internet, podatki itp.

Natomiast pozostałe 40% dzieli się na cztery równe porcje, z czego:

  • 10% idzie na przyszłą emeryturę, np. w postaci składki na indywidualne konto emerytalne (IKE, tzw. trzeci filar).
  • 10% to oszczędności długoterminowe, czyli pieniądze, które można bez obaw na dłuższy czas zamrozić w akcjach, lokatach czy funduszach.
  • 10% stanowią oszczędności na fundusz awaryjny – to pieniądze na niespodziewane wydatki, nie wchodzące w zakres wydatków z grupy 60%.
  • 10% to forsa na większe wydatki związane z Twoim hobby lub czymkolwiek się interesujesz.

Tyle teorii. Praktyka pokazuje jednak, że ciężko jest od razu wskoczyć na stosunek 60/40. Sam mam chwilowo z tym pewien problem, o czym informuję w każdym podsumowaniu, posługując się pseudo finansowym terminem, jaki ukułem na swoje potrzeby: poziom oszczędzania (PO). Mój bieżący PO wynosi 25% czyli właśnie taką porcję przychodów odkładam na różne cele. Docelowo, jak przedstawiłem w zasadzie 60/40, chcę dojść do 40%, a może nawet i przekroczyć tę granicę, ale przede mną jeszcze dość długa droga.

Nieco mniej wtajemniczonym przypomnę, że gdy powziąłem decyzję o oszczędzaniu, mój PO wynosił zaledwie 5%, ale, zgodnie z zasadą Briana Tracy, sukcesywnie podnosiłem ten wskaźnik o kilka procent w chwili, gdy uznałem, że przyzwyczaiłem się do życia bez środków, które zaoszczędziłem.

Postanowiłem również ulepszyć zasadę 60/40 o pewną priorytetyzację, wprowadzając inne wagi i nazwy dla poszczególnych elementów wchodzących w skład oszczędności. Konkretnie, oszczędności podzieliłem na trzy fundusze:

  • fundusz awaryjny (5% przychodów) – podobnie, jak w powyższym objaśnieniu, pieniądze na tym funduszu stanowią rezerwy na nieprzewidziane wydatki. W moim przypadku, gdy zaczynałem odkładać, położyłem największy nacisk na odłożenie trzech tysięcy złotych, które docelowo miały mi zapewnić trzy miesiące życia, gdyby po studiach sprawy nie układały się zbyt pomyślnie. Dopóki nie odłożyłem trzech tysięcy, nie odkładałem pieniędzy na żaden inny fundusz. Aktualnie, gdy zapewniłem sobie środki na kwartał roku bez pracy, podwyższyłem poprzeczkę w tym funduszu do sześciu tysięcy, nadając mu znacznie niższy priorytet. Dzięki temu będę go powoli budował, nie rezygnując z ważniejszych oszczędności na bardziej odległe i jasno określone cele.
  • fundusz inwestycyjny (15% przychodów) – jako szczery wyznawca filozofii pasywnego przychodu, nie odkładam pieniędzy na konto emerytalne – zamiast tego wolę sam podejmować decyzje inwestycyjne i stosując połączenie instrumentów uważanych za bezpieczne z tymi bardziej ryzykownymi, samemu powiększać swój kapitał. Dzięki temu zyskuję płynność i elastyczność w zarządzaniu swoimi środkami, jakiej nie daje IKE. Nie odkładałem na ten fundusz dopóki nie zbudowałem minimalnego funduszu awaryjnego, niemniej jednak teraz na inwestycje przeznaczam lwią część wszystkich oszczędności.
  • fundusz rozrywkowy (5% przychodów) – pieniądze na większe wydatki związane z moimi zainteresowaniami i hobby, których nie mogę sobie jednorazowo zapewnić ze środków na życie. Właśnie na tym funduszu odkładam na nowego laptopa, którego będę chciał mieć za około pół roku czy na iphone’a kolejnej generacji – gdy już się pojawi. Również będę mógł z tych pieniędzy sfinansować jakąś wycieczkę, romantyczny weekend w górach lub dołożyć do wyjazdu wakacyjnego. Dopóki nie zaoszczędziłem pięciu transzy inwestycyjnych, po 1000 złotych każda, nie odkładałem na ten fundusz.

Jak łatwo zauważyć, moje podejście niewiele różni się od pierwotnej wersji zasady 60/40. Stawiam głównie na zaoszczędzenie pewnego minimum na poszczególnych etapach, co daje mi poczucie stabilizacji. Fundusz awaryjny był najwazniejszy. Gdy już został zbudowany, odłożyłem pieniądze do zainwestowania. Aktualnie odkładam procent przychodów na każdy z funduszy, kładąc największy nacisk na inwestycje, z ktorych będę chciał się utrzymywać w przyszłości.

Stosowanie takiego podejścia ma również tą zaletę, że nie trzeba liczyć się z każdą złotóweczką – na samym poczatku odkładasz pieniądze na konkretne fundusze, a za resztę musisz wyżyć do nastepnej wypłaty. Proste w zastosowaniu i wykonaniu.

Jakie jest Twoje zdanie o takim podejściu do oszczędzania/budżetowania? Może masz swoje własne podejście, którego stosowanie jest równie lub nawet bardziej efektywne? Daj znać w komentarzach :-)

Podsumowanie miesiąca: Luty 2009

Luty minął szybko. Zakończyłem tymczasowo karierę na etacie (dwa dni szybciej, niż planowałem) i spędziłem z Kasią tydzień na poznawaniu uroków Amsterdamu. Przeskok do pracy w Hiszpanii nie udał się ze względu na słabą ofertę (praca osobno, w różnych godzinach, sześć dni w tygodniu, osobne dni wolne), zatem aktualnie kombinujemy z wyjazdem do UK. Niestety sytuacja z tamtejszym rynkiem pracy nie nastraja, ale jak mówi przysłowie: do odważnych świat należy ;-)

Finansowo w lutym poszło mi całkiem nieźle. Jest nawet nieznacznie lepiej niż w styczniu, nawet pomimo przerwy w pracy na kogoś. Największym plusem jest to, że moje pozostałe źródła zarobkowania wykazują tendencję rosnącą. Poświęciłem trochę czasu na rozbudowę jednego z nich, ale o efektach tych działań będzie można porozmawiać za około dwa miesiące (tego uczy mnie praktyka uczestnictwa w podobnych przedsięwzięciach).

Wyniki na koniec lutego 2009:

  • oszczędności: +77% – zgodnie z tym, co przewidywałem w poprzednim podsumowaniu, sytuacja poprawiła się znacznie. Zrobiłem kilka zaległych przelewów i efekt od razu widać.
  • miesięczny zarobek na odsetkach: +22,75 pln – postarałem się, żeby przelewy porobić na początku miesiąca, zatem udało się pieniądzom wypracować ładniejszy zysk. Niestety mBank obniżył oprocentowanie na eMaxie, co sprawiło, że i tak zarobiłem nieco mniej, niż technicznie powinienem.
  • zarobki: +24,44% – udało się ładnie odrobić straty ze stycznia, choć w marcu odnotuję gwarantowany spadek. Etat ładnie podnosił statystyki, ale skoro go zabraknie, to dostanę po kieszeni.
  • fundusz awaryjny: 51,53%. Postanowiłem podnieść poprzeczkę z trzech na sześć tysięcy złotych, ale nie kładę już aż tak dużego nacisku na rozbudowę tego funduszu, ponieważ podstawowy etap jego tworzenia mam zakończony i w razie czego mam za co żyć.
  • fundusz inwestycyjny: 515% z planowanej wielkości transzy (przyrost o 157%). W lutym dolałem do tego funduszu ponad drugie tyle pieniędzy, ale nadal nie mam pojęcia w co je zainwestować. W zasadzie czekam na jakieś przesłanki końca kryzysu, żeby zakupić trochę jednostek funduszy inwestycyjnych i – być może – pewną ilość akcji. Jak by nie było, lepiej poczekać na jasne sygnały z rynku i mieć zapas środków na inwestycje, zamiast spekulować w niepewnych czasach.
  • fundusz rozrywkowy: przyrost 0%. Nowy fundusz, który opiszę w jednym z kolejnych postów.
  • poziom oszczędzania: 25%. Sam wskaźnik bez zmian, ale sposób rozłożenia środków już nieco inny. Szczegóły przedstawię w przeciągu kilku dni.

Spostrzeżenia odnośnie lutego:

  • Odrobina pracy przyniosła oczekiwane efekty: udało mi się odbić po styczniowym spadku zarobków – i to pomimo tego, że przez połowę miesiąca nie pracowałem na etacie uwzględnianym w zarobkach.
  • Spotkałem się też ze stwierdzeniem, że luty ze względu na swoją długość jest najgorzej wyglądającym miesiącem w statystykach rocznych, dlatego tym bardziej cieszy mnie przebicie wyników ze stycznia.
  • Do wytężonej pracy motywuje mnie również fakt, że w porównaniu do lutego 2008, moje zarobki są aż… 5,77 razy większe! Nieźle!

Tak wyglądają numerki z lutego w moich statystykach. A jak poszło u Was?