Jak przetrwać kryzys gospodarczy?

O kryzysie gospodarczym słyszymy już od dłuższego czasu. Jak na razie wygląda na to, że najbardziej dotknął on wielkie firmy, banki i inwestorów, omijając (w większości przypadków) pracujące społeczeństwo. Czy wobec tego możemy się czuć bezpieczni? Myślę, że tak, o ile nie popełnimy błędów, których negatywne skutki mogą akurat w tym czasie odbić się na nas z dużo większą siłą.

Podejmując w tym średnio ciekawym okresie decyzje związane z finansami, pracą czy stylem życia, proponuję, abyś zwrócił uwagę na kilka spraw, które być może stanowią istotny element myślenia zdroworozsądkowego, ale o których równocześnie często się zapomina.

  1. Licz przede wszystkim na siebie. Wielu ludzi myśli sobie, że jak coś się stanie złego, to zawsze mogą liczyć na pomoc państwa, ale właśnie w czasach kryzysu rząd ma tyle roboty i zazwyczaj tak niski stan konta, że obywateli ma gdzieś. Podobnie jest ze znajomymi i przyjaciółmi, do których można by się udać po pomoc – ich kryzys też, na swój sposób, dotyka, więc mogą nie być w stanie udzielić nam pomocy. Właśnie dlatego zwracaj baczną uwagę na to, gdzie płyną Twoje pieniądze, ale także skąd płyną, bo trzeba pamiętać o tym, że Twój pracodawca również musi płacić rachunki. On też będzie starał się obcinać koszty i zmniejszać wydatki, co w praktyce przekłada się na zwolnienia, dlatego jeżeli nie wziąłeś pod uwagę takiej ewentualności, koniecznie jak najszybciej zacznij tworzenie funduszu awaryjnego.
  2. Nie wydawaj pieniędzy bez zastanowienia. W trudnych czasach najlepiej liczyć się z każdą złotówką i podejmować decyzje finansowe na podstawie budżetu. Dzięki temu będziesz mieć gwarancję, że na wszystkie Twoje podstawowe potrzeby i rachunki nie zabraknie pieniędzy. Dodatkowo, jeżeli aktualnie spłacasz kredyt, najbezpieczniej będzie ograniczyć wydatki na przyjemności, a każdy poważniejszy zakup tymczasowo odłożyć. Pozwoli Ci to zachować pieniądze na nieprzewidziane sytuacje. Zaciąganie kredytu (obojętnie czy w banku czy na karcie debetowej) w czasach kryzysu stanowczo uważam za nierozsądne. Raz, że czasy są niestabilne, a dwa – odsetki to nic innego, jak opłata za luksus posiadania czegoś natychmiast. Dużo taniej jest poczekać.
  3. Jeżeli nie możesz za coś zapłacić gotówką, to pewnie Cię w tej chwili na to nie stać. Recepta na taki stan rzeczy jest banalnie prosta: nie stać mnie, to nie kupuję. I kropka. Wiem, że brzmi to banalnie prosto, ale zazwyczaj właśnie rezygnacja z zakupu to najtrudniejsza sprawa, z którą musimy sobie poradzić. Dobrze jest mieć tego świadomość, zwłaszcza wtedy, gdy widzisz w sklepie ten nowy komputer, który tak bardzo chciałeś, a w portfelu masz kartę debetową kredytową.
  4. Kryzys gospodarczy to niekoniecznie samo zło. Warto pamiętać o tym, że czas kryzysu to również okres, w którym niejednokrotnie możemy trafić na niespotykane w stabilnych warunkach ekonomicznych okazje. Warto się za nimi rozglądać, ponieważ jeżeli zawczasu odłożyliśmy trochę grosza, wiele zakupów możemy dokonać po dużo niższych cenach. Przykładem niech będzie zakup mieszkania (w tym wypadku nawet oszczędność jednego procenta wartości jest mocno znaczący dla portfela!) czy inwestycja w akcje spółek notowanych na GPW lub jednostki funduszy inwestycyjnych.

W zasadzie to są najwazniejsze sprawy, o których warto pamietać w niepewnych czasach. Moim celem nie było sianie FUD’u, ale przywołanie tych istotnych zagadnień do Twojej świadomości. Jeżeli masz jakieś swoje przemyślenia czy rady, którymi chciałbyś się podzielić, z przyjemnością zapraszam Cię do pozostawienia komentarza.

Ukryty potencjał złotówki

1 PLN. Niewielka kwota, która pozwala na zakup dwóch pudełek zapałek, kilku bułek, około czterech plasterków żółtego sera, może nawet udało by się za taką kwotę kupić długopis. Złotówka to nawet nie pół browara z dolnej półki i niecałe dwie minuty rozmowy przez komórkę. Sto polskich groszy to w chwili obecnej około 22 eurocenty lub nieco ponad 0.28 dolara amerykańskiego.

Złotówkę wydaje się bardzo łatwo. Pewnie dlatego, że sama w sobie daje tak niewiele w świecie, w którym żyje się szybko i na maksa.

Czy masz świadomość tego, że w tej złotówce drzemie pewien potencjał? Że ta marna złotówka może być czymś więcej?

Złotówka, na przykład, może zamienić się w blisko trzy złote – i to praktycznie bez Twojego wysiłku! Jedyne, co musisz zrobić, to zostawić ją w spokoju na 30 lat na rachunku bankowym z miesięczną kapitalizacją odsetek, oprocentowanym 4.5% w skali roku. Serio – to wszystko! Wystarczy ją zostawić i nie ruszać przez 30 lat.

Ta sama złotówka, pozostawiona na lokacie 6% w skali roku, z roczną kapitalizacją odsetek, po trzydziestu latach zamieni się w około 4 złote. Ponownie – nie musisz robić niczego oprócz ulokowania jej na lokacie. Nieźle, prawda?

Ale może być jeszcze lepiej!

Jeżeli chciałbyś w podobnym okresie pomnożyć złotówkę aż piętnaście razy, wystarczyłoby ulokować ją w funduszu, dającym na przełomie tego okresu zarobić średnio 12% rocznie.

Widzisz ile dzieje się dobrego, gdy tylko zostawisz tę marną złotówkę w spokoju? Gdy nie wydasz jej na zbędną, często zakupioną pod wpływem impulsu, pierdołę? Gdy nie przecieknie Ci przez palce, jak często ma to miejsce?

Złotówka | Autor: Marcin Jochimczyk

Zastanawiałeś się kiedyś co by było za 30 lat, gdybyś tak zostawiał w spokoju co miesiąc nie jedną, ale sto takich złotówek? Dwieście? Pięćset? Przecież nie planujesz umierać, więc i tak 30 lat minie ani się obejrzysz. Czy nie fajnie byłoby mieć wtedy tych złotówek kilkadziesięt lub nawet kilkaset tysięcy? Być może nawet z milion?

Pewnie, że fajnie!

Wobec tego dlaczego mamy tak niewielu milionerów?

Przecież wystarczy, że kilka z tych złotówek, które już posiadasz lub które dopiero zarobisz…

zostawisz w spokoju.

Podsumowanie miesiąca: Styczeń 2009

Po sporządzeniu miesięcznego podsumowania okazało się, że początek roku nie okazał się dla mnie zbyt dochodowym. Powodów po temu może być kilka, niemniej jednak najważniejszym IMHO jest ten: nie miesza się etatu i zarabiania przez Internet. Gdy studiowałem, a potem miałem wakacje (w zasadzie był to cały 2008 rok, do wyjazdu w listopadzie), wszystko udało mi się wywindować na bardziej, niż tylko przyzwoite, progi. Powód prosty: miałem na to czas. Teraz tego czasu nie mam, ze względu na poświęcanie blisko 10-ciu godzin dziennie na dojazdy i pracę, i odbija się to coraz bardziej na moich zarobkach. Fakt, etat bardziej niż równoważy pomniejszenie dochodów z innych źródeł, ale – kurka – przecież ja nie chcę pracować! Zatem muszę coś wykombinować, żeby tymczasowo pogodzić obie te czynności. Jeżeli macie własne pomysły czy sprawdzone techniki, to proszę napiszcie o nich w komentarzach.

A teraz, jak zwykle, konkrety…

Wyniki na koniec stycznia 2009:

  • oszczędności: +0,05% – praktycznie są to wyłącznie zarobki na odsetkach. Wprawdzie każde 20% z przychodów odkładam, ale że zarabiam w euro, to zależało mi na tym, by przelew do Polski zrobić po jak najlepszym kursie. Dopiero dziś rano zauważyłem na Onecie, że euro stoi na poziomie 4.43 pln, to w końcu przelałem część pieniędzy. Niestety – albo i stety – podreperują one statystyki dopiero dla lutego ;-)
  • miesięczny zarobek na odsetkach: +14,87 pln (+13,12 pln netto w por. do grudnia 2008) – oszczędności wróciły na miejsce, to i odsetki na nowo nabierają tempa.
  • zarobki: -21,07% – końcowe miesiące ubiegłego roku były dla mnie bardzo dochodowe, ale niestety ciężko jest pobić ad hoc dwa miesiące z rzędu bicia rekordów (zwłaszcza ten z grudnia). Niestety to nie wszystko: na tę obniżkę ma znaczny wpływ spadek moich dochodów z działalności w Internecie – i coś z tym fantem muszę w lutym zrobić…
  • fundusz awaryjny: 102,78%. Spokojnie sobie rośnie, po kilkanaście złotych miesięcznie.
  • fundusz inwestycyjny: 200% z planowanej wielkości transzy. Wielkość bez zmian, ale ponieważ w lutym zaoszczędzę większe pieniądze, kwota ta znacznie się powiększy.
  • poziom oszczędzania: 25%. Wprawdzie chciałem wskoczyć od razu na 30%, ale uważam, że jak na razie jest to rozsądny kompromis, zważywszy, że zostało mi jeszcze tylko 5 dni pracy na etacie. Poza tym od nowego roku postanowiłem co nieco zmienić w dysponowaniu oszczędzanymi środkami. Wszystkie moje nowe pomysły opiszę w ciągu kilku kolejnych dni.

Spostrzeżenia odnośnie stycznia:

  • Muszę coś wykombinować, żeby lepiej połączyć etat z moją dotychczasową działalnością. Wiem, że da się to zrobić i że takie połączenie nie musi wymagać ode mnie większych poświeceń. Jeżeli macie jakieś pomysły – proszę dajcie znać w komentarzach.
  • W końcu przelałem część oszczędności z etatu na polskie konto, co ładnie podreperuje moje fundusze (inwestycyjny i jeden, który na razie jest tajemnicą). Warto było poczekać: kurs euro dziś, w stosunku do początku miesiąca, jest o ~35 groszy lepszy, dzięki czemu za tą samą ilość euro dostanę aż o 6,3% więcej złotówek. Ha! To się dopiero nazywa lokata :D
  • Na razie, zgodnie z sugestią Bodo Schaeffera, przelałem tylko część pieniędzy, aby w przypadku większej górki zarobić nieco więcej (plotki głosiły o przekroczeniu poziomu 4,50 pln/eur) lub – w przypadku spadku – zyskać nieco ponad średnią z danego okresu.

To tyle, jeżeli chodzi o styczeń 2009. Początek roku nastraja do wytężonej pracy, ale jak wiadomo – z efektów chcę korzystać przez resztę swojego życia, zatem… warto trochę się wysilić. A jak poszło u Was?