Autorem dzisiejszego wpisu jest Michał Ksiądzyna z bloga Top Menedżer. To już jego drugi wpis na Oszczędzaniu – z pierwszym możesz zapoznać się tutaj. Zapraszam do lektury.
Czas to pieniądz, a więc oszczędność czasu to oszczędność pieniędzy. Produktywność to większe zarobki, a więc więcej pieniędzy do oszczędzania. Sposobów generalnie nie brakuje i są powszechnie znane, niektóre z nich wręcz banalnie proste. Zamiast je opisywać chciałbym się podzielić metodą, którą stosuję – jako człowiek z natury leniwy wolę oszczędzać i się przy tym nie narobić.
Standardowe metody oszczędzania czasu i zwiększania produktywności
Najpierw krótkie przedstawienie tego, jak zwykle podchodzi się do tematu. Zasada jest prosta i logiczna – rób więcej w krótszym czasie. Nie siedź w czasie pracy na naszej-klasie, Facebooku, sprawdzaj pocztę tylko raz dziennie i temu podobne. Albo bardziej się zmotywuj, szybciej pracuj. Generalnie metody te skupiają się na tym, aby czegoś nie robić – zakładają, że tzw. rozpraszacze są wrogiem efektywności i należy z nich zrezygnować albo skupiają się na tym, aby robić więcej w tym samym czasie.
W czym więc problem? W tym, że to zwyczajnie nie działa, albo wymaga żelaznej wręcz dyscypliny. W efekcie otrzymujemy kiepskie oszczędności czasu, dużo frustracji i sporo wysiłku włożonego w to, aby chociażby nie zaglądać na ulubione portale. A kiedy mamy gorszy dzień przychodzi efekt jojo – korzystamy za wszystkie czasy oszczędzania.
Nie mówię, że takie metody muszą być nieefektywne – może i są w przypadku niektórych (np. samurajów z XVI wieku). Czy jest to jednak jedyny sposób?
O co chodzi w “leniwych” sposobach
Nie jest to jakaś nowatorska metoda, czy prawda objawiona – ot zwykły sposób kogoś, kto “tak robi, żeby zrobić i się przy tym nie narobić”. Metoda jest przy tym prosta i każdy może z niej skorzystać.
1. Rozpraszacze – jak się ich pozbyć?
Uważam, że tzw. rozpraszacze są wrogiem produktywności. Jeśli masz ochotę pograć w ulubioną grę, sprawdzić co nowego w polityce lub zrobić cokolwiek innego, co odciąga Cię od ważnego zadania – trzeba coś z tym zrobić. Jeśli masz na to ochotę – rób to, tylko nie w czasie, kiedy akurat pracujesz, bo wytrącasz się z rytmu, potem znów musisz się wdrażać i wychodzi z tego dwa razy więcej czasu na zrobienie tego samego. Nic dziwnego, że Ci potem brakuje czasu.
Jaką metodę proponuję? Postaw bariery w dostępie do rozpraszaczy. Pamiętanie 24/7 o tym, że trzeba oszczędzać czas to zbyt wiele dla każdej ludzkiej psychiki, po co więc ją zadręczać? Wykorzystaj własne lenistwo na swoją korzyść.
Kilka pomysłów z życia:
- wyrzuć wszystkie rozpraszające strony z zakładek, ulubionych i wszystkich miejsc, gdzie wystarczy tylko kliknąć, aby tam wejść. Jeśli będziesz musiał wklepać adres URL z pamięci, często będzie to wyzwanie ponad korzyści jakie oferuje strona. Druga korzyść, to odgrodzenie się od kuszenia barwnych ikonek, które ciągną nas do przyjemnego przeglądania rozpraszających stron.
- wyrzuć baterie z pilota do telewizora. Albo zwyczajnie nie kupuj nowych, kiedy się wyczerpią. Kiedy trzeba ruszyć tyłek, żeby poszukać ciekawego programu, nie jest to już takie przyjemne ani kuszące, prawda?
- wyłącz automatyczne włączanie się programów. Jeśli gadu-gadu ani Skype nie włączają się przy starcie komputera, to będziesz je włączał i używał tylko wtedy, kiedy Ty masz na to czas i ochotę, a nie kiedy ktoś akurat do Ciebie zagada.
2. Multitasking
Omówię to na przykładzie zdobywania wiedzy.
W pociągach pokonuję kilometry tekstów. Najczęściej jedna podróż z Wrocławia do Warszawy i w drugą stronę oznacza przeczytanie książki standardowych rozmiarów. Pod kilkoma warunkami:
- jest jasno (jak podróżuję nocą, różne z tym bywa),
- mam miejsce siedzące (na korytarzu się nie liczy, bo co chwilę ktoś gdzieś idzie i przeszkadza),
- mam co czytać.
W związku z tym wolę wydać pieniądze na pociąg lepszej klasy z miejscówką, niż skazywać się na kilka godzin niewygody i bezproduktywności. Jasne – widoki za oknem ładne, ale patrzenie na łąki i lasy jadąc pociągiem przez 6 lub 7 godzin nie jest szczytem produktywności.
Na tym przykładzie chcę pokazać, że warto wykorzystywać czas, kiedy się nudzimy. Jest jednak pewien haczyk – musisz podsunąć sobie pod nos coś produktywnego i jednocześnie odebrać rozpraszacze. Wiele razy widziałem nastolatków z przenośną konsolą lub bajerancką komórką do gier – nie bierz z nich przykładu. Zamiast tego w podróż lub miejsce, gdzie musisz czekać zabierz książkę, ew. słuchaj w tym czasie audiobooka. Podstawiaj sobie pod nos lub miej zawsze pod ręką coś produktywnego, co możesz zrobić. Wystarczy nagrać audiobooki na komórkę i nosić słuchawki ze sobą, albo kupić kilka gazet przed podróżą.
Małe wyjaśnienie – jeśli akurat pracujesz, nie polecam multitaskingu. Według mnie lepiej najpierw zrobić jedną rzecz, potem drugą, a nie dwie na raz. To zwyczajnie przynosi lepsze efekty i trwa krócej.
3. Odpoczywaj efektywnie
Jeśli nie odpoczniesz po pracy, to zaczniesz to robić w niej. Zamiast pracować, co chwilę znajdziesz sobie coś ciekawego, przyjemnego, co odciągnie Twoją uwagę. Jeśli zdecydujesz, że akurat tego dnia, albo w tej godzinie, w tej minucie odpoczywasz – nie pracuj, nie odbieraj telefonu od szefa, nie sprawdzaj maili. Odpoczywaj i nie pozwól pracy na rozpraszanie Ciebie. Jeśli to ważne – szef zadzwoni drugi raz :)
Ważne jest też wysypianie się. Kawa może i jest jakimś ratunkiem dla milionów pracowników, ale nie zastąpi porządnego snu. Kiedy jesteś wyspany i rześki, produktywność sama przychodzi. Jeśli jesteś niewyspany i zmęczony – praca to katorga i będziesz naturalnie szukał ucieczki od niej, robił wszystko powoli i z błędami.
4. Przypominaj sobie o pracy
W filmie Człowiek Widmo, genialny naukowiec miał nad łóżkiem (na suficie) napis “You should be working now” co znaczy “Powinieneś teraz pracować”. Kiedykolwiek się położył na łóżko, widział ten wielki napis przyklejony do sufitu i zrywał się do pracy. Nie zachęcam do tak radykalnych metod, jeśli jednak otoczysz się tego typu przypominaczami, w odpowiednich miejscach, Twoja psychika zrobi resztę. Wystarczy budzik np. o 16, jeśli w tym czasie powinieneś zbierać się na siłownię, albo odpowiednia tapeta na pulpicie. Pole do wykorzystania kreatywności jest tu nieograniczone. Plakat ze swoim marzeniem (po coś chyba pracujesz?) też nie zaszkodzi.
Kaizen
Na koniec dodam – unikaj radykalnych zmian. Zwykle skutkują efektem jojo i powrotem do stanu sprzed zmiany. Zamiast tego codziennie rób tylko jedną rzecz, która zwiększy Twoją efektywność. Jeśli to za dużo – rób jedną rzecz w tygodniu, albo nawet w miesiącu. Ale rób ją porządnie i stosuj konsekwentnie. Kaizen oznacza “dobra zmiana” – czyli taka, która poprawia coś na stałe, a nie na chwilę. Chwilowe zwiększanie produktywności to oszukiwanie samego siebie. Jeśli zablokujesz sobie dostęp do ulubionych portali, możesz odczuwać nawet przygnębienie, kiedy nabierze Cię ochota (albo nawet potrzeba), aby na nie zajrzeć. To nie jest dobry sposób. Lepiej stopniowo ograniczać częstotliwość korzystania z rozpraszaczy, niż dołować się radykalnymi metodami i wracać do starych zwyczajów. Nie wszystko musi być doskonałe, wystarczy, że będzie lepsze.
Trzy demotywatory:
źródło: demotywatory.pl
[/caption]
źródło: demotywatory.pl
P.S. Jeżeli ten wpis Cię zainteresował, gorąco zapraszam do odwiedzenia bloga Michała.
| Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, to zachęcam do subskrypcji kanału RSS, śledzenia notek na Twitterze oraz zaglądnięcia na Forum Oszczędzania.
|
| Możesz także zapisać się na bezpłatny biuletyn Oszczędzania.net! Dwa razy w tygodniu otrzymasz na swoją skrzynkę e-mail z inspirującym cytatem lub zawierający praktyczną poradę związaną z oszczędzaniem, inwestowaniem albo finansową niezależnością. |
{ 6 odpowiedzi }




