autor: Christian Haguen | źródło: flickr.com

Moje podejście do oszczędzania (w pigułce)

Autor: Paweł Kata - Opublikowano: 30 sierpnia, 2010 · 10 odpowiedzi

Ostatnio, w komentarzach pod weselnym wpisem padło wiele słów, które uzmysłowiły mi, że choć prowadzę tego bloga od ponad trzech lat i staram się zbudować wizerunek „normalnego gościa od oszczędzania”, to mimo wszystko wiele osób szufladkuje mnie jako skąpca, ortodoksyjnego dusigrosza i w ogóle człowieka bez szeroko rozumianego „życia”.

Magdalaena zasugerowała, żebym „pokazał twarz” i pisał więcej o swoim życiu osobistym, ale niestety pisanie na takie tematy mnie nigdy nie pociągało. Zresztą, w zamyśle Oszczędzanie od samego początku miało być blogiem profesjonalnym, a nie osobistym, dlatego nigdy nie zabiegałem o to, by „dać się poznać”.

Niemniej jednak tak się składa, że niedawno odezwał się do mnie Paweł Sygnowski z propozycją udzielenia wywiadu dla jego Bloga o oszczędzaniu. Wywiad od kilku dni jest online, dlatego jeżeli chcesz mnie poznać nieco bardziej – jako osobę, a nie tylko jako bloggera, który dzieli się (mam nadzieję) praktycznymi radami – serdecznie zapraszam Cię do lektury.

Wywiad u Pawła Sygnowskiego

  Podobał Ci się wpis? To już teraz zasubskrybuj kanał RSS!
źródło: materiały własne

Moje wielkie, polskie, oszczędne wesele… w praktyce!

Autor: Paweł Kata - Opublikowano: 25 sierpnia, 2010 · 71 odpowiedzi

Kilka osób prosiło o artykuł, w którym przedstawiłbym – jako oszczędny minimalista – swoje wesele. Dziś z przyjemnością realizuję tę prośbę, mając przy tym nadzieję, że wiele osób, które dopiero planują stanąć na ślubnym kobiercu, skorzysta ze sprawdzonych w praktyce porad.

Zacznę od minimalistycznej strony wesela, której w zasadzie… nie było. Powód? Oświadczałem się w połowie czerwca 2009 i w tamtym okresie nie byłem jeszcze zadeklarowanym minimalistą (filozofię tę adaptuję dopiero od początku 2010), stąd gdy czyniliśmy pierwsze ustalenia, nie zależało mi tak bardzo na tym, by lobbować wesele w stylu „mini”. Choć byłem zwolennikiem kameralnej imprezy, to moje poglądy stanowiły zaledwie 1/6 poglądów ludzi, którzy brali udział w organizacji tej imprezy (żona plus rodzice z obu stron), więc na tym polu postanowiłem po prostu zrezygnować z minimalizmu. Z oszczędnego podejścia jednak nie zrezygnowałem, dzięki czemu mogę podzielić się z Wami trikami, które wraz z Kasią zastosowaliśmy na naszym weselu.

Oto one (bez zwracania uwagę na kolejność):

  1. Sala po znajomości. Wynajem sali czy domu weselnego to duża część budżetu (o horrendalnie długich kolejkach nie wspominam). Jeżeli masz taką możliwość, skorzystaj ze znajomości. W naszym przypadku tak się składało, że teść jest strażakiem, więc wesele mogliśmy za bezcen wyprawić w remizie strażackiej. Owszem, wymagało to dodatkowego wkładu pracy, polegającego na solidnym wysprzątaniu sali przed i po imprezie oraz zainwestowaniu w odpowiednie dekoracje, ale oszczędności w porównaniu do okolicznych domów weselnych były bardzo widoczne.
  2. Tani alkohol. Ponieważ mieliśmy dojście do względnie taniego spirytusu (oczywiście z legalnego źródła) oraz butelek, zdecydowaliśmy się wódkę weselną przygotować samemu. Było z tym dużo pracy (ok. 3 dni), ale zaoszczędziliśmy ok. 30-35% kosztu zakupu wódki w hurtowni i o wiele więcej, w stosunku do cen sklepowych.
  3. Zaproszenia za grosze. Najtańsze, względnie estetyczne i jakościowo dobre zaproszenie weselne kosztuje ok. 4 PLN za sztukę. Nasze kosztowały tylko 40 groszy. Jak to zrobiliśmy? Otóż Kasia znalazła w sieci fajny pomysł na zaproszenie w postaci… kartki z gazety. Wykonanie projektu zajęło mi jedno popołudnie, w papierniczym kupiliśmy papier o kolorze i fakturze a’la troszkę grubsza kartka z Gazety Prawnej (10 gr sztuka), obustronny wydruk zaproszenia kosztował 30 gr. Efekt? Wszyscy goście byli pozytywnie zaskoczeni kreatywnością tego pomysłu!
  4. Potwierdzenie przybycia. Wiele osób o tym zapomina, ale warto na zaproszeniach poprosić gości o potwierdzenie przybycia na wesele do konkretnej daty. Dzięki temu o wiele łatwiej można poszukać dodatkowych oszczędności w takich obszarach, jak: menu weselne, dekoracje, noclegi i inne.
  5. Podział kosztów dekoracji kościoła. Gdy tylko dowiedzieliśmy się od księdza, że w naszym dniu odbywają się jeszcze dwa wesela, postanowiliśmy skontaktować się z pozostałymi parami i dogadać się w sprawie dekoracji kościoła. Kompromis został łatwo uzyskany i zamiast płacić pełnej stawki, dorzuciliśmy się do puli z naszą 1/3 kosztów.
  6. Negocjacje z hotelem. Normalnie doba w okolicznym hotelu, w pokoju dwuosobowym, kosztuje 100 pln. Początkowo (jeszcze na wakacjach 2009) udało się nam tę cenę stargować do 70-ciu złotych, ale gdy wróciliśmy do sprawy po nowym roku, okazało się, że hotelarz nie jest już tak skory do negocjacji. Niestety, nie zawarliśmy z nim wtedy żadnej umowy (choćby wstępnej) i negocjować trzeba było od nowa. Stanęło na tym, że pokoje kosztowały nas po 80 pln i małżeński dostaliśmy gratis. Umowa została od razu spisana i potem problemów już nie było. Nauczka: jak coś ustalasz, zawsze formalizuj to na papierze.
  7. Uwiecznianie imprezy. Do sprawy można podchodzić z dwóch stron: fotografia i wideofilmowanie. Obie opcje z przyczyn budżetowych nie wchodziły w grę, więc początkowo zdecydowaliśmy się jedynie na fotografa. Wybraliśmy go na podstawie jego portfolio, ceny oraz elastyczności. Suma summarum za profesjonalny reportaż (przygotowania, błogosławieństwo, msza, wesele, sesja plenerowa) zapłacimy 1600 pln. Zrezygnowaliśmy przy tym z albumów, prezentacji multimedialnych i innych tego typu dodatków, ponieważ gdy zajdzie potrzeba jestem w stanie w wolnej chwili przygotować je samemu. W międzyczasie okazało się, że mój Przyjaciel sprawił sobie kamerę HD i był chętny do pomocy w filmowaniu podczas tego dnia, więc materiał wideo z imprezy również będziemy mieli (P.S. Wiem, że to czytacie, dlatego jeszcze raz serdeczne dzięki Aniu i Krzyśku!).
  8. Elastyczny catering. Wesele to impreza, w której trzeba dać szanownym gościom porządnie zjeść, dlatego na jedzeniu nie oszczędzaliśmy. Wybraliśmy jednak firmę cateringową, która była bardzo elastyczna w ustalaniu szczegółów menu, a do tego pozwalała podać finalną liczbę gości zaledwie 5 dni przed imprezą. Poza tym, w ramach firmy działała komórka dekoracyjna, dzięki czemu odeszło nam załatwianie formalności z osobną firmą dekoratorską, a koszt dekoracji sali był zauważalnie niższy w porównaniu do zatrudnienia takowej. Suma summarum, choć oszczędności nie były aż tak duże, elastyczność we współpracy definitywnie zaoszczędziła nam wiele czasu i nerwów.
  9. Soki w Biedronce tańsze niż w hurtowni. Zdziwiłem się na całego, ale gdy teściu pojechał do Namysłowa po napoje, okazało się, że ceny w hurtowni są wyższe, niż w detalu! Również na tym polu oszczędności nie były aż tak duże, niemniej jednak warto najpierw zorientować się w cennikach, zanim zrobi się zakupy na większą kwotę.
  10. Towar nie zużyty do oddania. To taki trik, który zastosowaliśmy w lokalnej hurtowni, gdy zaopatrywaliśmy się w wodę i piwko na poprawiny. Zamiast płacić od razu, nabraliśmy towaru, a to, co zostało z wesela mogliśmy oddać przed finalnym rozliczeniem. Jest to doskonała sprawa w przypadku tego typu imprez, ponieważ nigdy tak do końca nie wiadomo ile czego zejdzie, ale zabraknąć nie może.
  11. Suknia na miarę. Suknie ślubne są drogie. Tym bardziej denerwuje mnie wydawanie na nie pieniędzy, że służą tylko podczas jednej imprezy w życiu i że z racji tego, że są ślubne, marże na nich są niebotycznie wysokie. Naszą pierwszą próbą walki z tym „procederem” było… zamówienie nie jednej, ale dwóch sukien ślubnych z Chin. Niestety, był to zupełnie nie trafiony pomysł, o czym możecie poczytać tutaj i tutaj. Na szczęście znaleźliśmy w Opolu wspaniały salon sukien ślubnych, w którym ceny były przystępne (za suknię mniej, niż 900 złotych!), obsługa i doradztwo niesamowicie profesjonalne, a do tego poprawki były w cenie. Gdyby nie „akcja Chiny”, zaoszczędzilibyśmy w porównaniu do oferty tradycyjnych salonów ok. 30-50%, a tak wyszliśmy praktycznie na zero (co nie znaczy, że Wy nie możecie zaoszczędzić).
  12. Garnitur a’la Świebodzki. Swój garnitur weselny kupiłem na wrocławskim targu niedzielnym. Kosztował połowę tego, co musiałbym zapłacić np. w Pawo po obniżce. Buty miałem z Deichmanna, a koszule i krawat weselny kupiłem w małym sklepiku z ciuchami weselnym w Opolu. Ogólnie ubrałem się za niewielkie pieniądze, a efekt był bardziej, niż zadowalający. Ciężko dokładnie określić ile zaoszczędziłem, ale w porównaniu do tradycyjnych sklepów myślę, że minimum 30-35%.
  13. Hurtowy makijaż. Ponieważ żonę, świadkową i koleżankę malowała jedną po drugiej ta sama znajoma wizażystka z miejscowości obok, wszystko odbyło się praktycznie po kosztach. Nie wiem ile normalnie kosztuje makijaż weselny w salonie piękności (pewnie kokosy, bo przecież jest weselny), ale skoro Kasia tak podeszła do sprawy, to na pewno było zauważalnie taniej.
  14. Oprawa muzyczna wesela. Oboje z Kasią nie przepadamy za orkiestrą na weselu, dlatego naturalnym wyborem było dla nas zatrudnienie sprawdzonego DJ’a. Pan Janusz, pełniąc dodatkowo funkcję wodzireja/moderatora, rozkręcił nam fantastyczną imprezę i wziął za to tylko… 1600 złotych. Dla porównania, „dobra” orkiestra (a złej przecież nikt by nie chciał na weselu), kosztowała minimum 3000 złotych. Oszczędności w tym wypadku widać gołym okiem.
  15. YouTube w poprawiny. Jako że w poprawiny zazwyczaj niewiele osób tańczy (przynajmniej w naszych okolicach), zdecydowaliśmy nie inwestować ponownie w DJ’a. Zamiast tego przygotowałem na YouToube playlistę zarówno tanecznych jak i spokojnych kawałków, którą puściłem z laptopa przez swój domowy „sound system”. Nie wiem, ile orkiestra bierze za poprawiny, ale Pan Janusz chciał 50% weselnej stawki, więc moje rozwiązanie było naturalnym wyjściem z sytuacji.
  16. Niedroga integracja. Nie chcieliśmy wymuszać na siłę integracji gości na weselu, więc potrzebowaliśmy jakiejś wizualnie interesującej, ale też niedrogiej formy rozrywki, wymagającej kooperacji. Wybór padł na latające lampiony. Kupiliśmy ich ok. 20 sztuk, więc jeden przypadał na 5 osób. Efekt był bardzo fajny i widowiskowy: goście zebrali się w grupki, wspólnie rozmawiali i „odpalali” lampiony. Koszt nominalny: 75 złotych. W stosunku do całości wesela: ułamek procentu.
  17. Darmowy consulting. Wiele pomysłów, z których skorzystaliśmy podczas organizacji „wielkiego dnia”, Kasia zaczerpnęła lub wymyśliła w oparciu o dyskusje prowadzone na przeróżnych forach weselnych. Dziewczyny w tamtych miejscach są bardzo skore do dzielenia się swoimi doświadczeniami oraz trikami, dlatego warto zaczepić się w takich społecznościach i podpytać co nieco. Jest to wiedza dostępna za darmo, podczas gdy doradcy weselnemu (jeżeli ktoś planuje skorzystać) trzeba by za to płacić.
  18. Obrączki ze średniej półki. Obrączki nie dość, że są sprawą mocno indywidualną, to jeszcze rozstrzał cenowy jest ogromny (od <1000 złotych za komplet do >2500 za sztukę). Kupując je, zdecydowaliśmy się na takie ze średniej półki, przy czym kupiliśmy je w sklepie jubilerskim, w którym grawer był uwzględniony w koszcie zakupu. Gdzieniegdzie trzeba jeszcze za grawerkę płacić osobno, więc jeżeli zależy Wam na tym dodatku, upewnijcie się, że nikt Was za to nie podliczy.
  19. Podróż przedślubna. Niestety, z wielu różnych głupawych powodów na podróż poślubną nie mamy co liczyć (przynajmniej jeszcze nie teraz), dlatego postanowiliśmy sobie zorganizować podróż przedślubną. Jako że lubimy festiwale, pojechaliśmy na Heineken Opener Festival i cztery dni bawiliśmy się do upadłego. Nie odmawialiśmy sobie niczego, a koszt całkowity (za nas oboje) i tak był niższy od typowego, tygodniowego wyjazdu w sezonie do Egiptu dla jednej osoby.

Podsumowując, dużą pomoc w organizowaniu tego typu imprezy stanowią znajomości. Im więcej osób z pokrewnych branż znasz, tym taniej i sprawniej można zorganizować fajne wesele. Niektórzy mogą to odebrać jak próbę żerowania na znajomych, ale tak naprawdę ludzie prawdziwie nam bliscy, ciesząc się naszym szczęściem, sami wychodzą z ciekawymi propozycjami. Warto również pamiętać o starej maksymie, mówiącej, że „rzeczywistość jest negocjowalna”. W niektórych miejscach zostawia się naprawdę niemałe pieniądze i już z tej racji można rozmawiać o rabatach. Zaskakujące jest również to, jak bardzo kreatywność może zastąpić wypchany portfel.

Kończąc ten wpis, pragnę przedstawić Ci jedną, najważniejszą myśl, która zapamiętana, ustrzeże Cię przed nadmierną rozrzutnością i pozwoli odnaleźć balans między szeroko pojętą jakością, a kosztem imprezy:

Pamiętaj, że ślub to tylko jeden dzień z reszty wspólnego życia. O wiele lepiej zorganizować tanie, ale kreatywne, wesele i bez stresów wchodzić w nowe, życiowe role, niż pakować się w długi i od samego początku wspólnej drogi czuć brzemię finansowej niewoli wobec banku.

P.S. Jeżeli planujesz wesele w niedługim czasie, serdecznie zapraszam do lektury bloga mojej żony, która porusza na nim właśnie tą tematykę.

  Podobał Ci się wpis? To już teraz zasubskrybuj kanał RSS!

Podsumowanie miesiąca: Lipiec 2010

18 sierpnia 2010
Thumbnail image for Podsumowanie miesiąca: Lipiec 2010

Po ponad miesięcznej przerwie w blogowaniu przyszedł czas na podsumowanie lipca. W międzyczasie działo się dużo rzeczy, które skutecznie odciągały mnie od blogowania, z czego najważniejszą sprawą jest fakt, że… wziąłem ślub. Nowy etap życia przynosi nowe wyzwania w zakresie oszczędzania pieniędzy, zarządzania nimi i ogólnie budowania majątku, z którymi będzie trzeba sobie poradzić, co [...]

Przeczytaj cały artykuł →

Jak oszczędzić na wakacjach i podczas urlopu? 19 praktycznych porad.

16 lipca 2010
Thumbnail image for Jak oszczędzić na wakacjach i podczas urlopu? 19 praktycznych porad.

Wprawdzie wakacje już ruszyły pełną parą, a z nieba leje się żar, to w dzisiejszym wpisie chciałem podsunąć kilka pomysłów na to, jak zaoszczędzić trochę pieniędzy na wakacjach i urlopowaniu. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie wszystkie porady będą odpowiednie dla każdego – wszak mamy różne podejście do spędzania czasu na urlopie. Niektórzy będą czerpali frajdę z pieszej pielgrzymki [...]

Przeczytaj cały artykuł →